1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Matthew McConaughey wrócił na ekrany w wielkim stylu. Ten film zaczyna się jak sielska opowieść o rodzinie i prostym życiu, a kończy krwawą zemstą

Matthew McConaughey wrócił na ekrany w wielkim stylu. Ten film zaczyna się jak sielska opowieść o rodzinie i prostym życiu, a kończy krwawą zemstą

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)

Odsłuchaj artykuł

Marta Waszkiewicz - Matthew McConaughey wrócił na ekrany w wielkim stylu. Ten film zaczyna się jak sielska opowieść o rodzinie i prostym życiu, a kończy krwawą zemstą

00:00 06:03
15s
0,5 x
15s
Na pierwszy rzut oka to historia o rodzinie i małej społeczności żyjącej na uboczu Ameryki. Chwilę później pojawia się jednak bezwzględny biznes i... krwawa zemsta. „Wszyscy moi wrogowie” wymykają się jednak prostym kategoriom: to film, który jest bowiem wiejską balladą, czarną komedią, kinem familijnym i neo-westernem jednocześnie. A wszystko to spina fenomenalna kreacja aktorska wybitnego Matthew McConaughey’a, który wrócił na ekrany w iście mistrzowskim stylu.

Amziah King (Matthew McConaughey) jest pszczelarzem z powołania, muzykiem i lokalnym przedsiębiorcą. Żyje na prowincji, gdzie więzi między ludźmi znaczą więcej niż metryki, a wspólnota potrafi zastąpić rodzinę. Gdy samotny mężczyzna po latach rozłąki spotyka Kateri, przybraną córkę, którą niegdyś wychowywał wraz z żoną, spotkanie daje mu nadzieję na nowy początek. Chce odbudować relację z dziewczyną, ale też przekazać jej wiedzę o pszczelarstwie, prowadzeniu pasieki i życiu, które przez lata budował własnymi rękami. Sielanka nie trwa jednak wiecznie. Brutalne wydarzenia niszczą plany Amziaha i Kateri. W tle pojawia się konflikt o majątek i biznes, a także przeciwnicy gotowi zrobić wiele, aby przejąć to, co przez lata należało do lokalnej społeczności. Historia rodzinna zaczyna jednocześnie zamieniać się w opowieść o walce o sprawiedliwość.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Czytaj także: Matthew McConaughey wrócił do aktorstwa po 6 latach: „Przypomniałem sobie, jak bardzo lubię występować”

Rodzinna ballada i western w jednym. Ten film z Matthew McConaughey’em trzeba zobaczyć

Początkowo „Wszyscy moi wrogowie” skupiają się na pewnym niezwykłym mikrokosmosie: kamera zagląda bowiem do świata ludzi żyjących z dala od wielkich miast – społeczności, w której każdy zna każdego, a pomoc sąsiadowi jest czymś naturalnym. To Ameryka prowincjonalna, ale pozbawiona stereotypowej szorstkości. Prosta, ale nie prostacka. Trochę dziwna, trochę romantyczna. I właśnie wtedy film wykonuje zaskakujący zwrot. Pierwsza połowa jest hipnotyzującym portretem wspólnoty – pełnym ciepła, czułości i absurdalnego humoru. Druga jest jednak znacznie bardziej nerwowa. Pojawia się zemsta, bezwzględność i konflikt, w którym trudno wskazać wyłącznie dobrych i złych.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

„Wszyscy moi wrogowie” nie są jednak kolejnym schematycznym kryminałem, w którym wszystko jest oczywiste. Nawet antagonista nie jest papierowym czarnym charakterem, a granica między tym, co słuszne, a tym, co brutalne, stale się przesuwa. Bohaterowie walczą o swoje, ale cena tej walki okazuje się wysoka. W efekcie dostajemy kino gatunkowego fusion: trochę dramat, trochę familijną opowieść, trochę heist movie, trochę czarną komedię, trochę western. Tyle że zamiast pustynnych miasteczek mamy rolniczą Oklahomę, zamiast broni ważną rolę odgrywają ule, a zamiast klasycznej bandy rewolwerowców – społeczność, która nie pozwoli odebrać sobie dorobku.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Czytaj także: Matthew McConaughey: „W życiu zawsze uchodziło mi na sucho więcej niż w marzeniach”

McConaughey i Russell po przeciwnych stronach barykady

Matthew McConaughey to znakomity wybór to roli Amziaha. Aktor ma bowiem w sobie nie tylko charakterystyczny południowy luz, charyzmę i lekkość, ale także melancholię człowieka, który wiele stracił. Ikona kina nie gra jednak bohatera pomnikowego. Jego Amziah jest trochę ekscentrykiem, trochę filozofem, trochę przedsiębiorcą, ale przede wszystkim człowiekiem mocno przywiązanym do swoich ludzi. Na drugim biegunie znajduje się natomiast Kurt Russell, którego obecność nadaje drugiej części filmu zupełnie inną temperaturę. To postać emanująca chłodem, okrucieństwem i poczuciem bezkarności. Konfrontacja tych dwóch aktorskich osobowości działa bardzo dobrze, szczególnie że film nie próbuje sprowadzić ich konfliktu do prostego pojedynku.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Czytaj także: Matthew McConaughey – przegląd najlepszych filmowych ról

Proste życie daje najwięcej szczęścia

Ważna rolę w filmie odgrywa również muzyka – to ona buduje tożsamość filmu i jego emocjonalny rytm. Prowincjonalne pejzaże, ciepłe, niemal analogowe zdjęcia i duszna atmosfera Oklahomy tworzą natomiast świat, w którym naprawdę można się zanurzyć. To również film dla widzów gotowych odrzucić przyzwyczajenia. Nietypowa narracja i gwałtowna zmiana tonu nie wszystkim mogą odpowiadać. Jeśli jednak pozwoli się tej historii płynąć własnym rytmem, szybko okazuje się, że pod pozornie dziwną konstrukcją kryje się prosta opowieść o rodzinie, lojalności, wspólnocie i potrzebie sprawiedliwości.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Czytaj także: Matthew McConaughey: „Czuję oparcie w sobie, ufam nieznanemu”

Najbardziej zaskakuje jednak to, że nie jest to wyłącznie kryminał czy western. To przede wszystkim pochwała prostego życia, lokalnych więzi i ludzi, którzy potrafią być dla siebie nawzajem oparciem. Słodko-gorzka: pełna ciepła, choć opowiada o zemście. Nieoczywista i przypominająca, że czasem największa siła tkwi w prostocie: rodzinie, sąsiedzkiej wspólnocie, muzyce i pracy własnych rąk. A skoro po filmie ma się ochotę hodować pszczoły, to znaczy, że ta nietypowa mieszanka naprawdę ma sens.

„Wszystkich moich wrogów” można obejrzeć w kinach.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE