1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Kuba – Bogowie czuwają w szafkach nocnych

Kuba – Bogowie czuwają w szafkach nocnych

Dawid otwiera szafkę nocną w rogu pokoju.  Pokazuje kamienny przedmiot w kształcie głowy z muszlami w miejscu oczu i ust:  - Tutaj siedzi mój Eleguá. Dzisiaj poniedziałek, więc pił rum. To ważny ericha, pan dróg, które otwiera albo zamyka. Położyłem mu cukierki, lizaka i plastikowy pistolet… Bo Eleguá jest również dzieckiem, psoci, podmienia ludziom czapki… Powinien stać w glinianej misce za drzwiami wejściowymi. Stamtąd najlepiej widzi. Należy postawić mu butelkę rumu, położyć kilka banknotów, miód, ale tylko odrobinę, bo się rozleniwi i nie będzie pracował.

A Eleguá ma pracować, otwierać nowe możliwości, czuwać nad finansami Dawida. W kociołku w głębi szafki, w którym tkwią kowalskie gwoździe, kawałki narzędzi i zardzewiałe pręty, ukrywa się Ogún, brat Elegui, patron kowali i wojowników. Narzędzia w kociołku to wojownicy. Zmagają się z przeciwnościami losu i z tym, co Dawid musi pokonać w sobie.

Dawida poznałem w Hawanie. Dumał na klatce schodowej nad licznikami, które wyglądały, jakby przed chwilą ktoś je rzucił na posadzkę i pracowicie pogniótł.

– Reperuję – wyjaśnił i wyciągnął do mnie szeroką dłoń. – Jestem Dawid, electricista.

Kiedy usłyszał, że interesuje mnie santeria, ucieszył się i zaciągnął do swojego mieszkania. Tu poznałem jego babkę Rosę, szanowaną na całej ulicy santerę.

Santeros – kapłani – pomagają innym. Wskazują drogę. Niektórzy ludzie rodzą się obdarzeni łaską. Są znachorami, leczą. Mają taki dar, moc, siłę życiową.

Santera Rosa

Katolicyzm był na Kubie religią białych kolonistów i zakazywał pogańskich praktyk. Większość Kubańczyków wyznawała sekretną religię przywiezioną z Afryki pod pokładami statków. Wielu niewolników pochodziło ze starożytnego afrykańskiego ludu Joruba. Przywożono ich na Kubę na przełomie XVIII i XIX wieku. Przenieśli tu swoje bóstwa – orichas – i swój sposób pojmowania świata.

Rosa ma około siedemdziesiątki. Ubrana we wzorzystą sukienkę, z santeryjskimi koralikami na szyi, zapala tanie cygaro i patrzy na mnie uważnie.

– Ukryliśmy orichas pod postaciami katolickich świętych. Na przykład w dzień świętej Barbary katolicy myślą, że czcimy ją na swój sposób, a tymczasem bębny grają dla naszego Changó, pięknisia z siekierą w ręce, za którym oglądają się kobiety, bo zawsze jest elegancko ubrany na biało i czerwono. Changó znakomicie tańczy, lubi rum i radosny seks.

Wylicza: – Olofi, który stworzył świat (Bóg). Eleguá (św. Antoni), Ogún (św. Piotr), cudna Yemayá, która rządzi w morzach (Czarna Madonna z Regli), Orula – ten, który widzi przyszłość (św. Franciszek z Asyżu), Oyá – wojownicza pani cmentarzy (św. Teresa), Babalu Ayé (św. Łazarz), patron chorych i kulawych, zawsze z wiernymi psami, które wylizują mu rany, Obatala – patronka głowy, umysłu (Matka Boska Miłosierna). I Ochún – Matka Boska z Cobre, którą Jan Paweł II koronował na królową Kuby. Jest królową miłości, rzeki i kobiecego brzucha. To piękna Mulatka, kochliwa, a zarazem płochliwa. Ludzie ją wielbią i szanują. Lubi dźwięk skrzypiec i fletu. Nosi masę bransoletek i naszyjników. Pewnego dnia została okradziona. Rzuciła się do rzeki i dopłynęła do morza. Była tam Yemayá ze swoimi delfinami. Ochún opowiedziała jej, że straciła wszystko. Wtedy Yemayá wyciągnęła z dna morza naszyjnik z korali i nałożyła go jej na ramiona, mówiąc: „Wciąż jesteś królową i wciąż jesteś bogata. Jesteśmy siostrami”. Ochún zaczęła się śmiać i z jej śmiechu narodziła się Oyá, która jest boginią wojowniczką. Dlatego miejsce, w którym rzeka wpada do morza, jest święte.

Dawid: – Pewnego dnia Ogún kuł podkowy, ale ogień nie chciał się zapalić. I szedł sobie drogą piec. Ogún go złapał. „Ja ci pomogę rozpalić ogień” – mówi piec. Ale kiedy już to zrobił, Ogún związał go łańcuchem: „Już cię nie wypuszczę, bo możesz mi służyć!”. Rozumiesz? – uniósł brew electricista. – Wbrew woli pieca. Taki był właśnie Ogún – jak coś się mu podobało, to sobie brał.

– Mój ojciec nie wierzył w te rzeczy – mówi Rosa. – Mama była katoliczką. Ale miałam szczęście poznać jedną z moich prababek. Była Afrykanką i opowiadała mi o orichas. Afrykanie żyli gorzej niż ktokolwiek, ale nie porzucili swojej religii. Wierzyli, że istnieje inny wymiar i któregoś dnia tam wszyscy się spotkamy. Mówili: „Kiedy opuszczę ciało, wrócę do Afryki”. Kiedy miałam 14 lat, poszłam do jednego z największych babalawos, jakich miała Kuba. Babalawos są najwyższymi kapłanami Oruli, tylko oni znają przyszłość i mogą ją przepowiadać. Od razu rozpoznał, że moim patronem jest Changó, którego dzieci mają na ciele znamię.

Electricista układa na talerzu ciastka z kremem: – Trzeba jeść. Changó je koguta i żółwia, Babalu Ayé czarną fasolę na miękko, Ogún koziołka i gołębie karmelitanki, Ochún pomarańcze w miodzie i cynamonie, Yemayá słodkie wino, a my zjemy kremowe ciasteczka...

Rozpoznają się po koralikach

Dla turysty santeria jest niezauważalna. Statystyki zaliczyły jej wyznawców do Kościoła katolickiego. Przewodniki opisują santerię jako przejaw lokalnego kolorytu. Tymczasem jest ona ważnym elementem tożsamości Kubańczyków. Wierzący rozpoznają się po koralikach symbolizujących poszczególne bóstwa: czerwono-białych – Changa, zielono-żółtych – Orulę, zielono-czarnych – Ogúna. Potrafią godzinami o nich rozprawiać, dociekają, który bóg czyim jest patronem.

Santeria stała się schronieniem dla wierzeń afrykańskich, europejskich, chińskich, tego, co pozostawili Tainowie i Siboneje, pierwotni mieszkańcy wyspy. Swoje znaki odnajdą tu buddyści i wyznawcy islamu. Jej wyznawcy pozdrawiają się powitaniem „salem alejkum”. Równocześnie santeria jest tworem kubańskim. Niewolnicy płynęli na statkach skuci łańcuchami. Nie przywieźli ze sobą przedmiotów kultu ani instrumentów, jedynie zapamiętane mity, bo santeria wywodzi się z kultury mówionej i nie ma swojej księgi. Dlatego istnieje wiele odmian kultu – inna jest santeri w Hawanie, inna w Trinidad de Cuba, inna w Santiago. Stworzyły ją dwie wielkie kultury – Joruba i Bantu.

Według Jorubów orichas przybrali postać ludzi. Bantu pozostali animistami, oddają cześć kamieniom, zwierzętom, wodzie, roślinom. Na Kubie nazywa się ich paleros. W religii Jorubów dusza idzie do góry, w religii paleros – do środka Ziemi. Dla Jorubów najsilniejszym ciałem niebieskim jest Słońce, dla paleros – Księżyc. Podczas pełni Ziemia drży, bo Księżyc musi naładować się energią. Może pochłonąć wiele osób. Może zabić, pożreć je.

256 przepowiedni

W drodze do siedziby Stowarzyszenia Kultury Joruba na Kubie Dawid pokazał mi sklepik, w którym sprzedaje się santeryjskie dewocjonalia. Naczynia, muszle, obrazki przedstawiające oko i język przebity nożem mające chronić przed złymi spojrzeniami i obmową.

– Mitologia Jorubów jest złożona z systemu przepowiedni – mówi babalawo Antonio Castaneda Marquez, prezydent stowarzyszenia. – Mamy 256 przepowiedni. Każda ma 101 dróg, każda droga ponad 170 historii. Razem z późniejszymi historiami to zbiór tysięcy mitów. Wyjaśniają, jak powstało życie, tłumaczą teraźniejszość, przepowiadają wydarzenia. Istnieje 401 orichas, 200 złośliwych i 201 życzliwych. Te złośliwe nie są złe, tylko odpowiadają za ciemną stronę życia. Orichas są panami żywiołów: wody, wiatru, powietrza, błyskawic, wulkanów. Nie mamy szatana, który jest wymysłem do straszenia dzieci. Orichas są bezpieczne.

 
W santerii uważamy, że powinniśmy żyć chwilą obecną, cieszyć się życiem i pomagać ludziom. Nie obiecujemy raju ani zmartwychwstania, wierzymy jednak, że duchy zmarłych są pośród nas. Ufamy im, pracujemy z nimi... Dzięki przepowiedniom wiemy, co się wydarzy. Co powinniśmy robić, do jakiego lekarza pójść. Potrafimy wzmocnić chorego, ale jeśli nie ma dla niego ratunku, też o tym wiemy. Uświadamiamy krewnych. Łagodzimy cierpienia. Nasze stowarzyszenie otrzymuje porady od najważniejszych starców tego kraju. Mamy santerę, która przeszła inicjację w roku 1928, najstarszy babalawo dostąpił wtajemniczenia w 1948 roku. W grudniu składamy ofiary z koziołków i kogutów. Karmimy poszczególne żywioły. O świcie 1 stycznia gromadzą się babalawos. Sporządzają Przepowiednię Roku, która idzie w świat. Przewidzieliśmy tsunami w Indonezji i pożary we Francji.

Na pożegnanie wręcza wizytówkę z adresem mailowym. – Proszę napisać. Prześlę panu Przepowiednię Roku – obiecuje.

Maria Regla

Wieczór, uliczka w dzielnicy portowej. Całą okolicę obiegła wieść, że tej nocy będzie udzielać konsultacji Maria Regla, santera, albinoska z różowym plackiem na policzku. „Regla” oznacza miesiączkę, regułę, ale Regla de Ocha to również jedna z nazw santerii.

Dawid prowadzi mnie do domu, w którym odbywa się bembé ku czci Babalu Ayé. Z daleka słychać żelazną motyczkę uderzaną gwoździem, a po chwili głęboki dźwięk drewnianych pudeł akustycznych, na których siedzą muzycy, równocześnie na nich grając. Ludzie przed domem podrygują w rytm muzyki. W pokoju, z którego wyniesiono meble, tańczy tłum. Wąskim korytarzem Dawid prowadzi mnie do pomieszczenia po drugiej stronie kamienicy.

Maria, niska, chuda Murzynka w szerokiej spódnicy, miesza rum z miodem w miseczce z połówki kokosa. Pacjentem jest nastolatek przyprowadzony przez matkę. Chłopak w czapce z daszkiem, włoskim podkoszulku, z bransoletką i srebrnym zegarkiem na ręce patrzy na nią zdezorientowany.

– Nie podobasz mi się – mówi śpiewnie Maria – zdejmuj to z głowy, i koszulę...

Chłopak nie rozumie. Zanim zareaguje, miseczka ląduje mu na czapce. Miód z rumem spływa na plecy, ścieka z daszka. Kobiety pomagają ściągnąć mokrą koszulkę.

– Nie podobasz mi się taki! – krzyczy Maria i zrywa mu z dłoni zegarek i bransoletkę. Chwyta chłopca za pasek, zagląda mu w spodnie.

– Masz tego w nadmiarze, ale nic więcej! – krzyczy. – Nie podobasz mi się taki!

Zanurza dłonie w miednicy, w której pływają płatki kwiatów, i ochlapuje przerażonego młodzieńca. Mówi mu coś do ucha, chłopak słucha pokornie.

Potem niemal siłą wyciąga na środek izby młodą kobietę. Wypomina jej sześciu kochanków i obrzuca dosadnymi epitetami. Nieszczęsna wycofuje się za plecy sąsiadek, ale dosięga ją miodowo-rumowy strumień, którym opluwa ją Maria. Opluwanie pełni funkcję kropidła.

Maria rusza do pokoju tańczących. Chwyta za rękę jedną z kobiet i obraca wokół siebie. Nagle ją puszcza. Kobieta nieruchomieje na ułamek sekundy, potem odgina się do tyłu. Widzę, jak walczy z opanowującą ją siłą. Jej oczy uciekają do góry, ciałem wstrząsają serie drgawek. Ludzie ją otaczają, chronią przed upadkiem, zdejmują z szyi koraliki. Osoba w transie może je rozerwać. Zdejmują jej buty, bo niewolnicy zawsze tańczyli boso.

Kobieta obraca się wokół własnej osi, gwałtownie pochyla do przodu, znowu wstrząsają nią drgawki. Maria nabiera w usta rumu i pluje wysoko ponad głowami tańczących. Kobieta traci siły, opada na kolana. Maria podnosi ją i przy pomocy innych kobiet wyprowadza do drugiej izby. Wszyscy stają twarzą do ściany, nie wolno nam oglądać, co tam robią. – Oczyszczają ją – szepcze Dawid.

Przypominam sobie, co Rosa opowiadała o swoim doświadczeniu transu: „Jakbym oderwała się od ciała. To było coś pięknego. Jakby orzeźwienie. I... nie wiem, co się wydarzyło”. Oczy osoby w transie tracą blask, ciało traci wagę. Jakby unosiło się w powietrzu. Czasem w ogóle nie słychać bicia serca.

Ktoś dotyka mojego łokcia. Patrzą na mnie błyszczące oczy, świeci różowa plama na policzku Marii. Wyciąga mnie na środek. Wyjmuje z ust Dawida cygaro i napełnia dymem policzki. Potem wypuszcza dym, uważnie patrząc na mnie przez jego kłęby.

– Z papierem pracujesz – mówi. Skąd to wie? – Pracujesz nad czymś ważnym.

Potem zwraca się do Dawida: – Powiedz mu, że ktoś chce mu przeszkodzić, więc codziennie musi zmieniać kwiaty. Tam, gdzie pracuje, niech trzyma świeży kwiat. Po pracy ma się tym kwiatem oczyścić, a potem go wyrzucić.

Odwraca się i krzyczy: – María Regla representa a toda la planeta!

***

Noc w dzielnicy portowej. Bębny dudnią w ciasnych pokojach. Bogowie czuwają w szafkach nocnych, w zardzewiałych od rumu i miodu kociołkach, ukryci pod postacią kluczy, wideł, starego kapelusza. Niewiele mają do zrobienia w zaświatach, ale sporo na ziemi.

Kuba przypomina kształtem jaszczurkę; otacza ją wąski pasek białego piasku i wody bogini Yemai, a potem zaczyna się niebo. Nie ma innego świata, innych miast, są gwiazdy, wobec których dzisiejszej nocy Maria Regla, albinoska z różowym śladem łaskawego dotknięcia orichas na policzku, reprezentuje całą planetę. I nie dziwią mnie jej słowa.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze