Motywacja po włosku, czyli głód sukcesu

Motywacja po włosku, czyli głód sukcesu
fot.123rf

Włochy kojarzą się nam raczej z bardzo dobrym jedzeniem. Pytanie więc, dlaczego chcę pisać o włoskim głodzie? Pomyślicie pewnie, że będę mówić o obozach, gdzie koczują uchodźcy z Afryki, ale nie… Głód jako motywator do działania poznałam w Mediolanie, mieście, gdzie powstaje włoska moda, i które jest centrum biznesowym Italii.
Podczas pracy dla jednej ze światowych agencji reklamowych wyjeżdżaliśmy na różnego rodzaju szkolenia. Pewnego razu przyjechaliśmy do bardzo pięknego hotelu w Mediolanie, gdzie odbyło się jedno ze szkoleń pod hasłem: „co zrobić, byście zdobywali więcej nagród”. Były to trzy intensywne dni tworzenia programu motywującego działy kreatywne na całym świecie: chodziło o pracę w taki sposób, aby dostarczyć więcej nagród na światowych festiwalach. Co opracowaliśmy jakiś program, wydawał się on nam nieodpowiedni – jak w błędnym kole – wciąż zaczynaliśmy od nowa. Wszystkie nasze pomysły w pierwszej chwili wydawały się genialne, a w następnej przychodziła myśl stworzenia czegoś nowego i tym samym zaniechania dotychczasowej pracy na rzecz kolejnego, nowego programu. Po raz setny pytając siebie „jak ich zmotywować?”, odpowiedział nam starszy, włoski kelner, odpowiedzialny za catering pizzy. Burknął coś pod nosem, co brzmiało: „by odnosić sukcesy, trzeba być ich głodnym”. Natychmiast go zatrzymaliśmy, prosząc, by rozwinął swoją myśl. Włoch spojrzał na nas ze zdziwieniem i wyjaśnił, że człowiek zrobi wszystko wtedy, gdy jest tego głodny. To było jak olśnienie! Nie ma to jak żądza zwycięstwa, sukcesu, pieniędzy, czy miłości… Pragnąc tych rzeczy, znajdujemy w sobie tak ogromną siłę, która nie pozwala nam oglądać się za siebie, tylko iść prosto, do przodu, po wymarzony cel. Dlaczego? Bo nie ma nikogo ani niczego, co może nas zatrzymać, byśmy zaspokoili nasz wilczy apetyt.

I tak stworzyliśmy program motywujący dla naszych zespołów… Powstał na pomyśle „wygłodzenia ich”. W jaki sposób ich głodziliśmy? Na przykład lataliśmy na światowe festiwale i tylko ci, którzy mieli projekty w konkursie, mieli prawo wejść do pałacu festiwalowego. Pozostali oglądali kolegów na telebimach. Po powrocie do agencji ci, którzy stali przed budynkiem pracowali jak szaleni, gdyż ich celem było znaleźć się w środku pałacu festiwalowego. Motywowaliśmy ludzi pokazując im jaki jest ten sukces, gdzie będą, czego doświadczą. To był najlepszy plan motywacyjny jaki mogliśmy stworzyć.

Ten włoski głód nauczył mnie jednego – gdy czuję, że już nic nie motywuje mnie do działania, to myślę: musisz się trochę „wymorzyć”! Wtedy znajduję coś, co powoduje, że zaczyna mi się chcieć. Prowadząc ChouChou Like Me wielokrotnie mam dość. Przyglądam się wszystkiemu co osiągnęłam i wciąż jestem tak daleko od wyznaczonego celu. Wtedy czuję wielkie zniechęcenie – wręcz bezsilność, by walczyć o więcej… I właśnie w takich momentach, gdzieś z tylu głowy, słyszę starszego Włocha: „aby odnieść sukces trzeba być głodnym” i zastanawiam się, jak to zrobić, by być głodnym tego o czym marzę i co już dawno przemieniłam w cel. Przypominam sobie program, który tworzyliśmy wtedy w Mediolanie i myślę – co sprawi, by mi się chciało chcieć. Siadam i szukam. Po prostu szukam sposobu na samą siebie. Tym, co najlepiej działa na mnie jest definiowanie: czym dla mnie jest ten sukces, co on oznacza, gdzie będę i co będę robić, gdy go odniosę. Znajduję zdjęcia miejsc, do których pojadę, oglądam potrawy, które będę jeść i wymyślam sobie ich smak. W wyobraźni poznaję ludzi, których spotykam na nowej drodze. I tak buduję swój wymarzony świat, do którego dążę. To w głowie wyobrażam sobie swoje ciało jak wygląda i powoli zaczynam czuć to dziwne poczucie głodu. Rodzi się tak, jak ten zwykły głód jedzenia, a gdy jest już taki, że nie mogę dłużej wytrzymać, biorę się do pracy nad tym, by go zaspokoić.

Wiele razy doświadczałam w życiu tego głodu po włosku i zawsze dawał mi siłę do osiągania nieosiągalnego. To dzięki niemu jestem dziś tu, gdzie jestem. I jeśli ktokolwiek pyta mnie co było kluczem do sukcesu jakiegoś człowieka, zawsze odpowiadam – on po prostu był go głodny. Jeśli zapytacie, jak motywować wasze zespoły do pracy, nie ma nic lepszego jak właśnie sprawienie, by poczuli ten wilczy apetyt na wymarzony cel. To właśnie marzenia, przemieniane i definiowane w cel, który osiągamy i którego jesteśmy głodni powodują, że jesteśmy w stanie dać z siebie wszystko. Aby odnieść sukces, trzeba być go głodnym!

Kamila Kubiak – dreamsetterka, absolwentka Wydziału Grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Pracowała w najlepszych agencjach reklamowych świata w Paryżu, Nowym Jorku, Moskwie i w Warszawie. Jest laureatką wielu międzynarodowych nagród m. in. Cristal Award w Nowym Jorku. Jest współwłaścicielką marki ChouChou Like Me, która ma swoje korzenie w coaching’u, a jej celem jest pomaganie innym realizować ich marzenia i osiągać cele.