Jacek Dubois: Masz wrogów, Moniko? Pytam, bo jestem po lekturze książki Alana Dershowitza „Listy do młodego prawnika”. Jest w niej rozdział „Miej listę dobrych wrogów”, w którym autor przekonuje, że oprócz odpowiednich przyjaciół, ważne jest posiadanie odpowiednich oponentów. Jego zdaniem ktoś, kto nie ma wrogów, jest prawdopodobnie tchórzem i pochlebcą. Już sam fakt ich obecności jest czymś pozytywnym, bo oznacza, że zajęło się jakieś jasne stanowisko w życiu. Zaś intensywność ich ataków świadczy o jakości tego, co robimy.
Monika Sobień Górska: Moim zdaniem to zbyt duże uproszczenie. Serio: ktoś, kto nie ma wrogów, czyli ludzi, którzy emocjonalnie go niszczą i źle mu życzą, musi być tchórzem? Możesz mieć masę wrogów i być tchórzem jednocześnie.
Zgadza się, ale jeśli robisz rzeczy dobre, a spotyka się to z wrogą reakcją, to ci, którzy agresywnie cię atakują,wystawiają ci jak najlepsze świadectwo. To znaczy, że bronisz dobrych spraw i twoje działanie staje się w obronie tych spraw znaczące.
W takim razie kto, poza oczywistymi sytuacjami, decyduje o tym, że rzeczy, które robimy, są dobre? Dla jednego ta sama rzecz będzie dobra i pożyteczna, a dla innego zła i szkodliwa. Występowanie w obronie religii w szkołach jest dobre czy złe? Akcje na rzecz propagowania wegetarianizmu są dobre czy złe?
W większości sytuacji to, co jest dobre, jest oczywiste. Istnieją zasady dekalogu, czyli moralne lub prawne, których naruszanie jest złem. W przypadku nauczania religii w szkołach sprawa nie jest czarno-biała, spór może być twórczy. Problem zaczyna się wtedy, gdy jedna grupa chce coś siłą narzucić drugiej. Wróg to ten, któremu nie podoba się to, co robisz, ale nie umiejąc podjąć merytorycznego sporu, zaczyna faulować.
No dobrze, to weźmy przykład z twojego podwórka. Na fanpejdżu twojej kancelarii poinformowaliście o nowej książce „Mogłem milczeć”, którą napisałeś z sędzią Igorem Tuleyą. Strona ma ograniczony zasięg, ale nagle pod postem o książce zaczęły się pojawiać setki obraźliwych wpisów. Twoi wrogowie hejtują cię, bo ich zdaniem sprzyjasz jednemu obozowi politycznemu, a krytykujesz ich przeciwników. Z punktu widzenia tych drugich to właśnie ty łamiesz zasady dekalogu albo wyryte w skale wartości, bo zdradzasz ojczyznę. I odwrotnie.
Tylko że moje zaangażowanie w sprawy publiczne nie wynikało z opowiadania się za którymś obozem politycznym. Wynikało z obrony zasad. Z tego, że konstytucja była naruszana, a więc broniłem prawa,czyli wartości, których naruszanie jest jednoznacznie naganne. A wracając do opisanej przez ciebie sytuacji, to miała ona ciekawe konsekwencje. Reakcją na hejterskie komentarze pod postem stały się lajki, w rezultacie wpis miał kilkaset tysięcy odsłon. Być może nasz głos w obronie praworządności był znaczący, skoro spotkaliśmy się z taką wrogością. Dlatego upieram się przy swoim, że jeśli masz wrogów, to znaczy, że robisz coś ważnego.
Wrogów może mieć każdy głupek, tak samo jak może ich mieć mądry. Zatem obecność wrogów to żaden wyznacznik wartości tego, co się robi i kim się jest. O wartości świadczy raczej to, ilu osobom realnie się pomogło albo czy zmieniło się rzeczywistość na lepszą. Byle gangster, który handluje narkotykami, ma mnóstwo wrogów.
Wrogami gangsterów są ludzie o kręgosłupie moralnym, a więc oni definiują, że gangsterstwo jest złe.
Wrogami gangsterów są przede wszystkim inni gangsterzy, którzy walczą z nimi o wpływy.
Dlatego Dershowitz pisał przede wszystkim o jakości. Mnie przekonuje powiedzenie, że wrogowie są ceną sukcesu. Zaś jakość tych wrogów jest pomocna w ocenie, czy w sprawach, w których zabierasz głos, znajdujesz się po dobrej stronie. Przyjaźnie są często koniunkturalne, a wrogowie są w swojej nienawiści przynajmniej szczerzy.
Z tym mogę się zgodzić. Ale wrogów nikomu nie życzę.