1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Czy można przedawkować terapię? „Powiedz mi, co czujesz” Łukasza Rondudy to kino dla terapiar, w którym emocje zamieniają się w klisze

Czy można przedawkować terapię? „Powiedz mi, co czujesz” Łukasza Rondudy to kino dla terapiar, w którym emocje zamieniają się w klisze

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Docenione na zagranicznych festiwalach „Powiedz mi, co czujesz” to kino o młodych ludziach, którzy próbują poskładać siebie z kawałków dziecięcych traum, lęku przed bliskością i potrzeby bycia kochanym. Problem w tym, że im bardziej Łukasz Ronduda próbuje mówić o autentycznych emocjach, tym bardziej film zaczyna przypominać katalog współczesnych terapeutycznych klisz...

Ten film to kameralna opowieść o losach 20-letnich Patryka i Marii, młodych artystów, którzy stają przed wyzwaniem stworzenia trwałej i dojrzałej relacji, mimo że każde z nich zmaga się z traumami wyniesionymi z dzieciństwa i lękiem przed bliskością. Dzięki sztuce, która staje się dla nich terapią, próbują zrozumieć i oswoić własne emocje. Ona tworzy nietypowy projekt, w którym płaci ludziom za ich… łzy. On dopiero stawia pierwsze kroki w tym świecie. Ich uczucie rozwija się intensywnie i szybko, otwierając drogę do głębokiej przemiany. Czy okaże się ona jednym z najważniejszych doświadczeń w ich życiu? Film w reżyserii Łukasza Rondudy (twórcy „Wszystkich naszych strachów” z Dawidem Ogrodnikiem, które w 2021 roku nagrodzono w Gdyni Złotymi Lwami) inspirowany życiem i twórczością artystów: Patryka Różyckiego, Karoliny Balcer oraz Alicji Rogalskiej i Łukasza Surowca, twórców projektu artystycznego „Skup łez”.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

„Powiedz mi, co czujesz” to kino dla terapiar, w którym nadmierny artyzm przyćmiewa autentyczne emocje

„Powiedz mi, co czujesz” to film o młodych ludziach u progu dorosłości, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w „dorosłym świecie” i próbują przepracowywać traumy z dzieciństwa i „naprawiać się nawzajem”, m.in. przez sztukę, pracę z własnymi lękami oraz budowanie relacji z zaufaniem i szczerością. Niestety, jest to obraz mocno stereotypowy, rozedrgany, momentami boleśnie karykaturalny, a pretensjonalna bańkowa warszawskość oparta na kulturze terapeutycznej wręcz wylewa się z ekranu. Czy faktycznie jest to, jak twierdzi reżyser, film jest o autentycznym i bezpośrednim wyrażaniu emocji, który znacznie różni od jego poprzednich dzieł? Mam co do tego spore wątpliwości.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul (4).webp

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Jeśli celem filmu było zachęcenie młodych, aby udali się na terapię w celu samopoznania i uleczenia dawnych traum, efekt jest, w moim odczuciu, zupełnie odwrotny. Terapeutyczna fasada filmu wydaje się bowiem bardzo sztuczna. Oczywiście, warto docenić klimat, aktorstwo Izabelli Dudziak i Jana Sałasińskiego, a także piękne zdjęcia, świetny soundtrack, przemyślaną konstrukcję i pomysł na prowadzenie narracji oraz konsekwencję Rondudy w wyborze tematów, jednak forma, w jakiej główny temat zostaje nam podany, jest całkowicie nieprzekonująca, pozbawiona wrażliwości i ciężaru emocjonalnego.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

„Powiedz mi, co czujesz” próbuje bowiem mówić o zdrowiu psychicznym młodych ludzi, ale nie robi tego w sposób pozytywny i jedynie ślizga się po powierzchni. Nie daje rozwiązań i nie pokazuje jak rozmawiać, a do tego upraszczaa procesy terapeutyczne, co można nawet uznać za szkodliwe. Partnerzy nie powinni się przecież wzajemnie terapeutyzować, tym bardziej, jeśli nie mają w tym zakresie doświadczenia, a druga strona nie wyraziła zgody na to, aby ktoś „ogarniał ich emocje”. Związek nie powinien opierać się wyłącznie na traumie, a ludzie nie są atrakcyjni tylko dlatego, że są smutni i mają problemy. Totalna akceptacja wcale nie pomaga relacji, a wręcz często ją niszczy, a traumy nie wyleczy jedna rozmowa. Na ADHD nie pomogą grzyby, a schizofrenia to nie „widzenie duchów”. Takich kwiatków jest tu zresztą o wiele więcej. Wniosek? Filmowcy powinni dotykać tematów ludzkiej psychiki z większym zrozumieniem, albo przynajmniej zamiast skupiać się na szkodliwej nowoczesnej pseudoterapii, skierować uwagę na trudne emocje swoich bohaterów. Inaczej efekt może być, jak w tym przypadku, dość żenujący, płytki i niezamierzenie zabawny.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Nie mam jednak wątpliwości, że część widzów da się porwać tej historii i poczuje ją całym sobą. „Powiedz mi, co czujesz” potrafi bowiem uwieść, zaskoczyć, a nawet wzruszyć. To również ciekawy wgląd w specyficzny świat młodych, który pokazuje, że każde pokolenie radzi sobie z traumami na swój sposób i nie każdy jest od razu mistrzem w okazywaniu emocji. Twórcom udało się także uchwycić też ciężar traumy, pokazać potrzebę bycia kochanym i nieumiejętność kochania, wielkość i destrukcyjność słów, chęć i niemożność zmiany oraz potrzebę terapii, ale to i tak nie maskuje mieszanych odczuć, z jakimi opuszcza się seans. Czegoś zabrakło. Może czułości? Może szczerości? Może autentycznych emocji?

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Jeśli w kinie szukasz więc wiarygodnego portretu młodego pokolenia, które na własnych warunkach próbuje odnaleźć się w grze zwanej życiem, popełnia błędy i ucieka od realności w swój świat, lepiej włącz „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” (do obejrzenia m.in. na Canal+ online, TVP VOD i Prime Video) w reżyserii genialnej Emi Buchwald – film, który który co prawda nie jest oparty na faktach jak „Powiedz mi, co czujesz”, ale moim zdaniem ma w sobie zdecydowanie więcej prawdy, uroku i bezpretensjonalnej swobody.

„Powiedz mi, co czujesz” obejrzeć można w kinach. Film w reżyserii Łukasza Rondudy bierze udział w Konkursie Głównym 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE