1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Mamy dystopię w domu. „Hot Spot” Agnieszki Smoczyńskiej łączy horror przyszłości z retrofuturystyczną zabawą [Recenzja]

Mamy dystopię w domu. „Hot Spot” Agnieszki Smoczyńskiej łączy horror przyszłości z retrofuturystyczną zabawą [Recenzja]

Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS)
Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS)
W tle rozbrzmiewa „The Final Countdown” zespolu Europe. Andrzej Konopka błyska zębem, ubiera obcisły skórzany kombinezon, przeczesuje blond mulet, poprawia czarny lakier na paznokciach. Całuję żonę, przytula synka i wyrusza na kolejną misję. To nie 007, nie detektyw z „Miami Vice”. Tylko nasz własny agent z przyszłości: Jan aka „Dżony”.

Mamy dystopię w domu. No prawie. „Hot Spot”, najnowszy film Agnieszki Smoczyńskiej to w końcu film międzynarodowy. Nie tylko pod względem produkcji, ale także znaczenia. Reżyserka tworzy świat kulturowo i genderowo płynny, gdzie nie ma podziałów państwowych, w którym wszyscy posługują się łamanym angielskim i bezwzględnie przestrzegają tych samych zasad. Nowy ład narzuca stan środowiska naturalnego. Ziemia jest wydrenowana, rozgrzana do czerwoności, pozbawiona niezbędnych do życia zasobów. Nad porządkiem czuwa Głowa – system AI, do którego podłączeni są wszyscy mieszkańcy pustynnej metropolii. Sztuczna inteligencja kontroluje spadek płynów, nastrój, przyjmowanie cukierków gwarantujących przetrwanie. Odłączenie od sieci grozi destabilizacją organizmu, kołataniem serca, erupcją kończyn, śmiercią.

Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS) Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS)

W bazie wojskowej na granicy miasta-państwa, zgromadzeni są uchodźcy, członkowie wspólnoty NeoSoul, których jałowa ziemia zmusiła do masowej migracji. Warunkiem przekroczenia granicy, jest wyrażenie zgody na przyłączenie do Głowy, czego zabrania im religia. W tym impasie, w obozie tymczasowym, wśród tłumów usychających z pragnienia dochodzi do brutalnego, rytualnego morderstwa. Zagadkę zbrodni ma rozwiązać agent Jan „Dżony”, który liczy na awans w policyjnych strukturach.

Od początku swojej kariery Agnieszka Smoczyńska stawia na rozmach. Z każdym swoim filmem tworzy kompletne, multidyscyplinarne uniwersum, łączące gatunki, formy i techniki artystyczne. Wysokie zastawia z niskim. Śmieszne z przerażającym. Na tle naszej rodzimej kinematografii, pękającej w szwach od biografii, historycznych epopei i ekranizacji szkolnych lektur, jest kolorowym ptakiem, ale odwaga zawsze wiąże się z ryzykiem. „Hot Spot” jest najbardziej ambitnym, ale też najbardziej kontrowersyjnym z jej filmów. Temperatura dyskusji wśród krytyków jest taka jak tytuł – gorąca. Gorętsza niż wokół wzbudzających niegdyś skrajne emocje, a dziś kultowych „Córek dancingu” (2015). Może to jest jakaś wróżba na przyszłość.

Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS) Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS)

Smoczyńska jest dzieckiem lat 80. i to widać. 11 lat temu jej pełnometrażowy debiut wciągnął nas za cekinowe kulisy PRL-owskich dansingów, natomiast czwarty w kolejności „Hot Spot” pełnymi garściami czerpie z VHS-owej ikonografii. Agnieszka Smoczyńska wraz ze swoim scenarzystą Robertem Bolesto z wprawą miesza w gatunkowym kotle. Do bazowego sci-fi dorzuca elementy horroru i baśni. Głowy wybuchają, krew leje się strumieniami, a kauczukowe bioboty pełzną po podłodze niczym w rasowym kinie klasy B. Andrzej Konopka błyszczący na ekranie jako „Dżony”. Jego kampowe wcielenie, ma coś zarówno z Chucka Norrisa, jak i Jamesa "Sonny’ego" Crocketta. Nic dziwnego, że kradnie całe show. Po pustynnym krajobrazie porusza się klasycznym wozem zbliżonym do Interceptora z „Mad Maxa”. Czasem zachowuje się jak wuj z wąsem, czasem jak przedstawiciel kultury woke, dla którego buty na platformie i spódnica w kratę to oczywisty outfit do pracy. Bo jak robić dystopię po polsku to tylko podszytą słodyczą nostalgii, łagodzącą nieznośną wizję przyszłości tym, co kojąco znajome. Reżyserka trafnie diagnozuje nasze narodowe skłonności – z tego, co dopiero będzie i tego, co drzewiej bywało konstruuje atrakcyjny, poruszający czułe strony retrofuturyzm.

Tam, gdzie twórcy bawią się formą, dokazują kiczem, karmią nasze oczy surowymi greckimi plenerami, wyciągają z piwnicy znane i lubiane motywy – „Hot Spot” śmiga niczym Interceptor po postapokaliptycznych bezdrożach. Jednak im dalej w głąb pustyni, im gęściej od mistycznych metafor, tym więcej wertepów, tym bardziej akcja gubi swój rytm. Film, który zaczyna się jako obiecująca zagadka detektywistyczna, rozczarowująco szybko przestaje być zagadkowy. Tajemnice wychodzą na jaw przedwcześnie, a fabularny chaos nie pozwala na pełne zaangażowanie emocjonalne. Ale i tak film Smoczyńskiej ogląda się lepiej niż każdy kolejny portret wybitnego Polaka.

Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS) Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS)

Pastiszowy charakter „Hot Spot” sugeruje, że wszystko, co widzimy na ekranie najlepiej traktować półserio. Cały psikus polega na tym, że reżyserka na to nie pozwala. Piekło na ziemi, którego doczekali jej bohaterowie ma zbyt wiele wspólnego z obecnym stanem świata. Katastrofa klimatyczna nie brzmi jak abstrakcja, a realna prognoza. Kryzys migracyjny to dla nas żadna nowość, podobnie jest z AI wyręczającym nas w myśleniu i podstawowych czynnościach, czy z prawem do prywatności, które staje się przywilejem elit. Tak jak Dżony i jego rodzina nie mamy już kontroli nad tym, co oglądamy i nad informacjami, które wypuszczamy w świat.

Smoczyńska powraca do znanych z „Fugi” (2018) i „Silent Twins” (2022) tematów wykluczenia, zaburzonej komunikacji, ról płciowych, segregacji społecznej. W pesymistycznej diagnozie reżyserka wspiera się klasykami: zapożycza lekomanię od Huxleya i Oko Wielkiego Brata od Orwella. „Nowy wspaniały świat” opublikowano w 1932, „Rok 1984” w 1949, ale równie dobrze mogłyby zostać napisane dzisiaj. „Hot Spot” przypomina, że pod słońcem nie ma i nigdy nie było niczego nowego, a jakoś i tak ślepo, konsekwentnie i autodestrukcyjnie zmierzamy w kierunku rozpadu.

Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS) Kadr z filmu „Hot Spot” (Fot. materiały prasowe So FILMS)

„Hot Spot” bierze udział w Konkursie Głównym 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Ogólnopolska premiera kinowa filmu Agnieszki Smoczyńskiej odbędzie się 25 września 2026 roku.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE