1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Stan wojenny jako senny koszmar. „Zima pod znakiem wrony” pokazuje zderzenie komunistycznej Polski z zachodnią ignorancją

Stan wojenny jako senny koszmar. „Zima pod znakiem wrony” pokazuje zderzenie komunistycznej Polski z zachodnią ignorancją

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
„Ktoś, kto przyjeżdża w grudniu do Warszawy, jest albo głupcem, albo życie mu niemiłe” – mówi jeden z bohaterów filmu Kasi Adamik. Trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza, że akcja „Zimy pod znakiem wrony” rozgrywa się w grudniu 1981 r., a konkretnie dzień przed wprowadzeniem stanu wojennego. Na pierwszym planie mamy natomiast uznaną profesor psychiatrii, która przyjeżdża do Polski na konferencję ze swoim wykładem. Zaginiona doktorantka i czołgi na ulicach wciągają ją jednak w surrealną, szpiegowską przygodę. Jak dobrze wiemy, Orła WRONA nie pokona, ale jak wypadnie sprytnie ukryty w tytule filmu WRON w starciu z zagubionym w wirze wydarzeń brytyjskim Rudzikiem?

Grudzień 1981 r. Profesor Joan Andrews (Leslie Manville), znana i kontrowersyjna psychiatrka z Londynu, przyjeżdża do Warszawy na międzynarodowy kongres psychiatryczny. W Polsce opiekuje się nią młoda doktorantka Alina (Zofia Wichłacz), pełna idealizmu i energii. Podczas wystąpienia profesor Andrews wybucha polityczny protest. Zmuszona do ucieczki, Joan trafia do mieszkania Aliny na Ursynowie.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Gdy następnego dnia wprowadzony zostaje stan wojenny, świat wokół nagle przestaje działać – telefony milczą, ulice pustoszeją, miasto zamienia się w klatkę. Joan staje się świadkiem zabójstwa młodego opozycjonisty. Przypadkowe zdjęcie, które robi, zamienia ją w obiekt pościgu tajnej policji. W obcym kraju, gdzie każdy może być donosicielem, a język jest barierą, Joan musi zaufać obcym ludziom i własnej intuicji. Z pomocą Aliny i jej przyjaciół z podziemia próbuje przemycić dowody zbrodni do ambasady brytyjskiej. W miarę jak paranoja narasta, profesor zaczyna kwestionować własną percepcję. Czy to, co widzi, jest rzeczywistością, czy tylko koszmarnym snem, z którego nie można się wybudzić?

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

„Zima pod znakiem wrony”, czyli stan wojenny w wersji postapo

W filmie „Zima pod znakiem wrony”, adaptacji prozy Olgi Tokarczuk, PRL-owska zima jawi się widzom jako labirynt z najgorszego koszmaru, do którego trafia pewna brytyjska profesorka (w literackim oryginale był to profesor Andrews), która nigdy nie była w komunistycznym kraju. Jej perspektywa, ta spoza żelaznej kurtyny, oraz zagubienie w wirze zdarzeń, są bardzo przekonujące i sugestywne. Sam stan wojenny jest tu natomiast bardziej kafkowski niż biografia Kafki Agnieszki Holland. Podczas seansu można więc poczuć się trochę jak w jego powieści, trochę jak w dystopii, trochę jak w realistycznej grze. Apokaliptyczne zamieci śnieżne, martwe brutalistyczne blokowiska, złowieszcze czołgi na ulicach – takimi obrazami Adamik karmi nas przez cały seans.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul (4).webp

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Surrealistyczny thriller flirtuje tu więc nie tylko z kinem politycznym i dramatem psychologicznym, ale momentami także horrorem. Jest tu kilka dobrych pomysłów, jak chociażby wykorzystanie fotografii jako ważnego elementu fabuły czy ukazanie czasów PRL-u w mrocznym wydaniu postapo. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest to trochę kino zmarnowanego potencjału. Fabularnie jest ubogo, bez energii i emocji. Sporo tu chaosu, dziur, uproszczeń, niedociągnięć i niespójności. Mamy też stan wojenny kreślony grubą kreską, nachalną symbolikę wron (nawiązanie do Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która rządziła Polską w czasie stanu wojennego), jednowymiarowe postacie, wiele absurdów i nieco sztampowe, oderwane od całej historii zakończenie.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Efektowne zdjęcia autorstwa Tomasza Naumiuka robią co prawda robotę, ale już efekty specjalne, najpewniej wspomagane AI, są dość kiczowate i powodują ciężkość. Wyraźnie widać też, że to film nakręcony z myślą przede wszystkim o zagranicznym odbiorcy (został znakomicie odebrany m.in. w Toronto) i korzystający z kulturowych wyobrażeń o stanie wojennym. Trzeba jednak przyznać, że twórcom udało się znakomicie oddać brutalne realia tamtych trudnych czasów oraz osobliwość i mroczny klimat szarej Polski stanu wojennego.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Fabularnie film w reżyserii i według scenariusza Kasi Adamik nie odkrywa więc niczego na nowo, ale nadrabia za to świetnym aktorstwem (wybitna Lesley Manville podnosi wartość każdego filmu, w którym występuje; na drugim planie pojawia się też Andrzej Konopka), sugestywnym odtworzeniem epoki i gęstą atmosferą grozy, napięcia, osaczenia, zagrożenia, zagubienia i dezorientacji. Jeśli cenicie więc klaustrofobiczne historie oraz kino walki z komunizmem, jest to z pewnością pozycja warta polecenia.

„Zimę pod znakiem wrony” obejrzeć można na platformie Canal+ online. Film bierze udział w Konkursie Głównym 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

⋯

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE