1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Uroda
  4. >
  5. Najpierw była satysfakcja: „Niech zobaczą, jak to jest”. Potem przyszło współczucie. Looksmaxxing pokazuje, że mężczyźni też znaleźli się pod presją wyglądu

Najpierw była satysfakcja: „Niech zobaczą, jak to jest”. Potem przyszło współczucie. Looksmaxxing pokazuje, że mężczyźni też znaleźli się pod presją wyglądu

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Jacob Elordi. Charakterystyczna uroda aktora wpisuje się idealnie w obowiązujące trendy (Fot. materiały prasowe CHANEL)
Jacob Elordi. Charakterystyczna uroda aktora wpisuje się idealnie w obowiązujące trendy (Fot. materiały prasowe CHANEL)
Presja wyglądu demokratyzuje się. To niesamowite, bo podczas gdy kobiety powoli odpuszczają sobie walkę z każdą zmarszczką i fałdką, mężczyźni zaczynają surowo patrzeć na swoje twarze i ciała. W mediach społecznościowych trend ten określa się jako looksmaxxing. Mężczyźni dążą do maksymalnej poprawy wyglądu. Ale nie chodzi o ogólne zadbanie o siebie. To raczej projektowanie własnej twarzy i ciała, jakby były zestawem parametrów do zoptymalizowania.

Spis treści:

  1. Looksmaxxing – dlaczego mężczyźni coraz bardziej odczuwają presję wyglądu?
  2. Looksmaxxing wśród nastolatków. Chłopcy też mierzą się z presją wyglądu
  3. Pielęgnacja skóry nastolatka. Jak powinna wyglądać?
  4. Jak mężczyźni dbają o skórę? „Produkt ma rozwiązać problem”

Tekst pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 07/2026

Looksmaxxing – dlaczego mężczyźni coraz bardziej odczuwają presję wyglądu?

Ostatnio zauważyłam, że mój 13-letni syn więcej czasu spędza przed wyjściem do szkoły na układaniu włosów niż na myciu zębów. Gdy zwróciłam mu uwagę, że proporcje czasowe się nie zgadzają, usłyszałam, że jak zawsze nic nie rozumiem. Koleżanka, matka nastolatki, wyjaśniła mi, że dziewczynki teraz w pierwszej kolejności oceniają u chłopaków włosy.

No dobrze, pomyślałam, widocznie jeszcze nie w głowie im całowanie, skoro czyste zęby są na dalszym planie. Odczułam lekką ulgę, ale na krótko, bo jeszcze tego samego dnia wyświetlił mi się na IG post o looksmaxxingu. I serce mi zadrżało. Czy mój syneczek ulegnie tej modzie?

U podstaw looksmaxxingu leży przekonanie, że wygląd jest projektem do zoptymalizowania. Męskie ciało i twarz są traktowane jak zestaw parametrów, które można poprawiać, „upgrade’ować” i skalować. W praktyce oznacza to coś więcej niż klasyczne dbanie o siebie.

Owszem, pojawiają się: siłownia, pielęgnacja skóry czy lepsze ubrania, ale równolegle rozwija się narracja dużo bardziej precyzyjna, niemal techniczna. Twarz analizuje się, biorąc pod uwagę kąty żuchwy, proporcje, symetrię. Sylwetkę – mierząc stosunek barków do talii. Nawet sposób chodzenia czy mimika bywają traktowane jak element „optymalizacji”. Na Instagramie ten trend przybiera bardzo charakterystyczną formę wizualną: krótkie wideo typu before and after, surowe światło podkreślające rysy twarzy, podpisy w stylu fix your face albo become high value, jakby atrakcyjność była czymś, co można osiągnąć przez dyscyplinę i kontrolę.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul (4).webp

W tym sensie looksmaxxing wpisuje się w szerszy nurt męskiego self-improvement, który w ostatnich latach urósł wokół idei produktywności, kontroli i statusu. Jednocześnie pod powierzchnią tej „optymalizacji” kryje się bardziej złożony kontekst, wywodzący się z miejsc takich jak Reddit czy 4chan (w skrócie można powiedzieć, że są to zbiory tematycznych forów internetowych). To tam powstały bardziej radykalne wersje looksmaxxingu, gdzie atrakcyjność bywa przedstawiana niemal jako matematyczny wyznacznik wartości człowieka. W tej odsłonie pojawia się język hierarchii (top tier, average, below), a także przekonanie, że życie społeczne – zwłaszcza relacje romantyczne – jest zdeterminowane głównie przez wygląd. Instagram łagodzi tę narrację, ale jej nie usuwa – raczej ją estetyzuje.

Problem w tym, że granica między zdrowym dbaniem o wygląd a obsesyjną „optymalizacją” zaczyna się zacierać. To, co kiedyś było dodatkiem do życia, staje się jego centralnym projektem. Patrząc na to wszystko, pomyślałam, że looksmaxxing jest nie tylko trendem urodowym, ale i symptomem zmiany w męskim podejściu do tożsamości.

Wygląd przestaje być czymś danym, a staje się czymś, co trzeba świadomie konstruować – często pod presją bardzo konkretnych, wizualnie wzmocnionych standardów. I choć część z tych praktyk może być po prostu formą zadbania o siebie, cała otoczka pokazuje, jak silnie współczesna kultura wizualna wpływa na męskie postrzeganie samych siebie.

Nie ukrywam, że gdy zobaczyłam pierwsze filmiki o looksmaxxingu, odczułam drobną satysfakcję. To świetnie, że mężczyźni zobaczą teraz, jak to jest gonić za wyśrubowanymi, narzuconymi kanonami urody. Ci łysiejący, z piwnymi brzuszkami, marnie ubrani zaskakiwali mnie swoim samozadowoleniem. Ale potem przyszło współczucie. My jednak od dawna znamy zasady gry. Kobiece praktyki dbania o wygląd były przez lata wpisane w codzienność i kulturę – nawet jeśli bywały opresyjne, miały też komponent społeczny, relacyjny.

Męski looksmaxxing często pojawia się w formie bardziej „inżynieryjnej”: jako projekt optymalizacji, zestaw technik, strategii, hacków. Nie ma tu miejsca na narrację w stylu „pozwól sobie na chwilę przyjemności”.

Looksmaxxing wśród nastolatków. Chłopcy też mierzą się z presją wyglądu

Zapytałam mojego syna, co myśli o looksmaxxingu. „Mamo, nie możesz napisać, że to trend. To raczej zjawisko. I kto tak naprawdę chce mieć twarz jak z »Minecrafta«?!” (kwadratowa, mocno zarysowana szczęka jest mocnym elementem looksmaxxingu). Poczułam ulgę. Ale jednocześnie nie można tego „zjawiska” lekceważyć.

Dałam niedawno koleżance kamień gua sha. Ucieszyła się, że zacznie się w końcu masować, bo jej synowie (lat 16 i 18) robią to już od dawna, a przy tym intensywnie walczą z trądzikiem. I właśnie w tym miejscu kończy się internetowa fantazja o „optymalizacji”, a zaczyna rzeczywistość. Bo w gabinetach kosmetologicznych nie siedzą chłopcy obsesyjnie mierzący sobie kąty żuchwy. Najczęściej siedzą zawstydzeni nastolatkowie z trądzikiem. Tacy, którzy nagle przestali lubić swoje odbicie w lustrze.

– Jeśli pojawia się młody chłopak w gabinecie, to najczęściej zgłasza problem trądzikowy – mówi kosmetolożka Kasia Nowacka. – Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby chłopak około 12., 13. roku życia przyszedł z chęcią nauczenia się pielęgnacji. Za tym zwykle stoi konkretny problem skóry i bardzo duży dyskomfort psychiczny.

I tu zaczyna się ważny wątek całego looksmaxxingu. W mediach społecznościowych pielęgnacja bywa pokazywana jak estetyczny lifestyle: serum, masażery, glow skin, idealne światło w łazience. Tymczasem dla wielu chłopców pierwszym impulsem do zainteresowania się wyglądem nie jest próżność, tylko wstyd.

– Ten młody człowiek często jest bardzo zamknięty w sobie – mówi Kasia Nowacka. – Siedzi w gabinecie wycofany, zawstydzony. Z jednej strony dlatego, że coś dzieje się z jego skórą, a z drugiej dlatego, że w ogóle musiał przyjść w takie miejsce. Do tego dochodzą komentarze otoczenia: „Ale cię wysypało!”, „Ale się zmieniłeś!”. Dorośli często mówią to bez zastanowienia, a dla nastolatka to potrafi być ogromny ciężar. Zresztą badania pokazują, że problemy skórne bardzo mocno wpływają na samoocenę młodych ludzi.

– Wzrasta liczba myśli depresyjnych czy nawet prób samobójczych u osób z cięższym trądzikiem – podkreśla kosmetolożka. – Dla dorosłego to może być „kilka pryszczy”. Dla nastolatka często cały świat. I może właśnie dlatego chłopcy zaczynają dziś interesować się pielęgnacją wcześniej niż poprzednie pokolenia. Nie dlatego, że nagle wszyscy chcą wyglądać jak modele z Instagrama. Bardziej dlatego, że współczesna kultura wizualna nie zostawia nikogo poza oceną. Dziewczynki od dawna funkcjonują pod presją wyglądu. Teraz coraz wyraźniej wchodzą w nią także chłopcy.

Co ciekawe, specjaliści widzą jednocześnie coś jeszcze: ogromny chaos. Z jednej strony nastolatki potrafią inwestować w kosmetyki więcej niż ich rodzice. Z drugiej – kompletnie nie wiedzą, co robią. – Mieliśmy już moment skin minimalizmu, kiedy mówiło się: im mniej kosmetyków, tym lepiej. A teraz znowu wraca nadmiarowość – mówi Kasia Nowacka. – Młodzi ludzie kupują serum, kremy, kolejne produkty polecane przez znajomych albo social media. Problem polega na tym, że ta ilość produktów naprawdę może działać komedogennie i pogarszać stan skóry. Kosmetolożka opowiada o 10-letniej dziewczynce, która miała więcej kosmetyków niż ona sama. Ale podobny mechanizm zaczyna być widoczny także u chłopaków. Zwłaszcza tych z większych miast, zanurzonych w świecie trendów skin care i pielęgnacyjnych tutoriali.

Pielęgnacja skóry nastolatka. Jak powinna wyglądać?

Tylko że prawdziwa pielęgnacja okazuje się dużo mniej spektakularna niż internetowe before and after. I znacznie bardziej nudna.

– Chłopcy lubią wiedzieć, po co coś robią – mówi Nowacka. – Jeśli im się wyjaśni, że preparat myjący służy do oczyszczenia skóry, tonik przywraca odpowiednie pH, a krem wzmacnia barierę hydrolipidową, to oni to przyjmują jako konkret. Problem i rozwiązanie.

Podstawowa pielęgnacja młodej skóry wcale nie wymaga 10 kroków. Wręcz przeciwnie. Im prościej, tym lepiej.

– Na początku absolutnie nie idziemy w agresywne odtłuszczanie skóry – tłumaczy kosmetolożka. – Odpadają mydła. Najlepiej sprawdzają się delikatne emulsje albo żele do mycia skóry wrażliwej. Do tego tonik i lekki krem pielęgnacyjny. Dobrze działają beta-glukany czy azaoglicyna. Jeśli pojawiają się pierwsze zmiany trądzikowe, świetnie sprawdzają się peelingi enzymatyczne, bo nie podrażniają skóry. Później wchodzą bardziej aktywne składniki: kwas salicylowy, azelainowy, retinol czy kwasy migdałowy i pirogronowy. Ale to powinno odbywać się pod kontrolą specjalisty.

Jak mężczyźni dbają o skórę? „Produkt ma rozwiązać problem”

Jak widać, gabinetowa rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej niż internetowe filmiki o męskim „glow upie”. Dorośli mężczyźni również nadal rzadko przychodzą z obsesją odmładzania.

– Największą grupę moich pacjentów stanowią panowie zgłaszający konkretny problem: rumień, trądzik różowaty, nadwrażliwość skóry – mówi Kasia Nowacka. – Zmarszczki czy działania anti-aging są zwykle dopiero na dalszym planie. Jeśli już sięgają po pielęgnację, to raczej zadaniowo: produkt ma rozwiązać problem, a nie stać się kolejnym etapem wieloetapowego rytuału.

Patrzę na to wszystko i myślę, że kobiety i mężczyźni podchodzą dziś do pielęgnacji z dwóch przeciwnych stron. My przez lata próbowałyśmy się uwolnić od presji bycia wiecznie młodą, gładką i „zrobioną”. Uczyłyśmy się, często boleśnie, że można mieć zmarszczki i nadal czuć się piękną. Tymczasem chłopcy i młodzi mężczyźni dopiero wchodzą do świata, w którym wygląd staje się walutą społeczną i źródłem samooceny.

I może dlatego looksmaxxing wydaje mi się jednocześnie trochę śmieszny i trochę przerażający. Bo pod tym całym językiem „upgrade’ów”, high value i idealnych żuchw kryje się coś pierwotnego: lęk, że nie jest się wystarczającym.

Kobiety znają ten mechanizm od dawna. Teraz coraz częściej widzę go także u chłopców stojących rano przed lustrem trochę za długo. Z kremem, serum, masażerem do twarzy i wiarą, że atrakcyjność można wypracować jak formę na siłowni.

Katarzyna Nowacka, mgr kosmetologii, właścicielka gabinetu kosmetycznego w Kaliszu, edukatorka: www. holistycznakosmetolog.pl.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE