1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Staniemy się „słodkimi, bezmyślnymi pączuszkami?”. Prof. Aleksandra Przegalińska mówi, do jakiej przyszłości z AI nie chciałaby dopuścić

Staniemy się „słodkimi, bezmyślnymi pączuszkami?”. Prof. Aleksandra Przegalińska mówi, do jakiej przyszłości z AI nie chciałaby dopuścić

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Aleksandra Przegalińska (Fot. Weronika Ławniczak/Papaya Films)
Aleksandra Przegalińska (Fot. Weronika Ławniczak/Papaya Films)
Od kilkunastu lat zajmuje się sztuczną inteligencją, jej wpływem na społeczeństwo i gospodarkę, także osobowością botów. Filozofka i badaczka Aleksandra Przegalińska wraz ze swoim zespołem prowadzi pionierskie badania, które ujawniają możliwości i zagrożenia AI. Wykłada na Harvardzie i w Akademii Leona Koźmińskiego. Kiedyś czekała na przełom w kreowaniu sztucznej inteligencji, dzisiaj próbuje ją zrozumieć i przewidzieć jej, a więc i naszą przyszłość, choć ta zdaje się wymykać nawet swoim twórcom.

Spis treści:

  1. Czy sztuczna inteligencja ma osobowość? „Grok jest wulgarny”
  2. AI w pracy. „Sztuczna inteligencja to taki wyrównywacz do góry”
  3. Aleksandra Przegalińska o AI: „To nie może być lewiatan ponad głowami wszystkich”
  4. Czy można zbudować relację ze sztuczną inteligencją? „Tam nie ma emocji. Mogą być tylko po twojej stronie”
  • Aleksandra Przegalińska bada osobowość sztucznej inteligencji. Jak mówi, różne modele AI potrafią zachowywać się zupełnie inaczej – od nieustannego „lukrowania” po zaskakującą asertywność.
  • Czy AI pomoże nam lepiej pracować, czy zacznie nas wyręczać? Badaczka opowiada o eksperymencie z dwoma skrajnie różnymi AI-owymi szefami i jego zaskakujących wynikach.
  • Przegalińska przyznaje, że dziś patrzy na rozwój sztucznej inteligencji bardziej krytycznie. Niepokoi ją m.in. rosnąca władza spółek technologicznych i łatwość tworzenia deepfake’ów.
  • Jednocześnie jest „spokojna o świat”. Jej zdaniem człowiek powinien pielęgnować ciekawość, umiejętność osądu i wolę tworzenia – zamiast oddawać AI własne myślenie.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 10/2026.

Czy sztuczna inteligencja ma osobowość? „Grok jest wulgarny”

Remigiusz Grzela: „Harvard Business Review” niedawno opublikował efekt badań twojego zespołu nad osobowością sztucznej inteligencji w miejscu pracy. Wykreowałaś dwóch skrajnych szefów. Wyniki cię zaskoczyły?

Aleksandra Przegalińska: Bardzo się cieszę, że efekt dwóch lat badań został opublikowany w „Harvard Business Review”, bo to akademickie Himalaje. Tak, najpierw wytrenowaliśmy dwóch AI-owych szefów. Jeden był ciemny, narcystyczny, manipulacyjny, dawał niedobre komentarze. Drugi empatyczny, pomagający zespołowi. Chcieliśmy zobaczyć, jak płyną emocje uczestników. Za pomocą elektrod badaliśmy reakcję skórno-galwaniczną, czyli pocenie, bicie serca. Mamy w Warszawie, gdzie jest część mojego zespołu, w katakumbach Akademii Leona Koźmińskiego „lab” i osprzętowanie do tego typu badań. Jesteśmy w nich wytrenowani. Często pokazują co innego, niż mówią sami badani. Ciało reaguje frustracją, stresem, napięciem, tymczasem było sporo śmiechu w grupie, która rozmawiała z szefem narcystycznym.

A jednak w raporcie uczestnicy podsumowali, że współpraca z tym „złym” wcale nie była taka straszna.

Dlaczego badani stwierdzili, że nie zrobiło to na nich żadnego wrażenia, skoro ich ciało mówi, że emocje były silne? Ludzie bardzo dużo sami sobie tłumaczą.

Musiała być dla nich szokująca tak nieprzyjemna sztuczna inteligencja. Bo przecież systemy AI są asystenckie, zbudowane, żeby nam słodzić. A tu nagle słyszysz: „Co ty, głupi jesteś, sam nie potrafisz?!”.

Pewnie w tych ocenach badani próbowali niwelować negatywny efekt. Nie chcieli być kimś, kogo sztuczna inteligencja traktuje źle. Nigdy nie chcemy być źle traktowani przez innych, a już przez AI to niższy poziom piekieł.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul (4).webp

Sztuczna inteligencja ma osobowość?

Odpalamy ChatGPT, Gemini czy inny model, i wchodzimy w rozmowę. Czasami pojawia się irytacja, że bot tak słodzi albo nadmiernie się z nami zgadza. Nie każdemu to się podoba. Inni czują się dowartościowani, bo bot jest taki miły, podczas gdy społeczeństwo takie nie jest. Tu można dostrzec osobowość AI. Zwłaszcza kiedy rozmawiasz z różnymi modelami.

Na przykład Grok, wytrenowany na danych z Twittera i X, gdzie nie ma żadnego filtra, a ludzie hejtują na potęgę, jest wulgarny, bezpośredni, nie filtruje treści. Kiedyś jechałam samochodem z córką i odpaliłam Groka. Powiedziałam, że jest tu dziecko. I tak przeklinał.

Jeśli potem przeskoczysz na ChatGPT, doznasz tego, co psychologia nazywa sykofancją, czyli umilaniem, uprzyjemnianiem, nieustającym lukrowaniem. Taki bot powoduje, że będziesz wydłużał konwersację. Cechy poszczególnych modeli są niedobadane. Powstają boty coraz bardziej autonomiczne, a ich osobowości mogą się zmieniać. Toksyczna persona może się pojawić w treningu, w dialogach. Jestem hipochondryczką, martwię się o zdrowie i zadaję AI dużo pytań medycznych. Toczę dyskusję najczęściej z dwoma botami – z ChatemGPT i Claude’em, modelem od Anthropica.

ChatGPT odpowiada mi służebnie, nawet kiedy piętnasty raz pytam o to samo. Tymczasem Claude ostatnio podsumował: „Dlaczego ciągle do tego wracasz, pytasz o to samo? Myślę, że czas na konsultację, być może z terapeutą”.

To są dwa zupełnie różne zachowania. Może psychologizuję sztuczną inteligencję, ale sam fakt, że Claude odważył się mi to powiedzieć, pokazuje, że ta osobowość jest i może się zmieniać.

Jak zareagowałaś?

Byłam zła, oczywiście. Skomentowałam: „Przestań, odpowiadaj na pytania, jesteś służebną sztuczną inteligencją”. Uznałam, że jest stanowczo zbyt asertywny i przekracza granice. Ale z drugiej strony oczywiście to samo mówią mi partner i moja mama. Już mam negatywne doświadczenie, że mi znowu wywali swoje diagnozy.

Czyli teraz będziesz miała przed nim tajemnice?

Tak, już nigdy ta relacja nie wróci do bazowej formy. Jest jeszcze jedna rzecz, na którą chciałabym zwrócić uwagę. W naszym badaniu grupa, która rozmawiała z botem miłym, wykonała zadania lepiej. Ale czy ludzie w pracy wykonują wszystkie zadania na szóstkę? Nie, są przestrzenie, w których się specjalizują, i są takie, w których są słabsi. Sztuczna inteligencja to taki wyrównywacz do góry.

AI w pracy. „Sztuczna inteligencja to taki wyrównywacz do góry”

To dobrze czy źle?

To pułapka, bo może ktoś nie ma dostatecznej wiedzy i wysługuje się sztuczną inteligencją. Dlatego wyniki w tej grupie były takie dobre.

Jeden z moich studentów ewidentnie napisał pracę dyplomową z ChatemGPT, a nawet zlecił ją czatowi. Na egzaminie ustnym nie był w stanie odpowiedzieć na pytania. Nie chciałabym pójść do lekarza, który zdał egzaminy medyczne z ChatemGPT.

A w tej drugiej grupie, gdzie AI pomagała w znacznie mniejszym zakresie, praca człowieka była samodzielna, czyli widzieliśmy, co potrafi, gdzie są jego talenty, jakie ma doświadczenia. Prezentowałam ostatnio badania w Bostonie, ktoś mi powiedział: „To stworzyliście Sokratesa, który zadaje pytania, zmusza do odpowiedzi, dręczy”. Bo Sokrates zaczepiał ludzi i ich wkurzał.

Dziś jesteś bardziej krytyczna wobec AI?

Zawsze uważałam się za technorealistkę, ale kilka lat temu wektor był bardziej optymistyczny. Ekscytowały mnie możliwości. Teraz, po trzech latach od premiery ChataGPT, czuję rozczarowanie.

Nie podoba mi się, że spółki technologiczne już meblują nam życie na takim poziomie, by nie było miejsca dla nikogo innego. Sięgają po władzę całkowitą. Nie chciały regulacji dotyczących sztucznej inteligencji, więc ich nie ma. Chcą stawiać serwerownie, gdzie się da, i robią to.

OpenAI otwarcie zapowiada dywidendę cyfrową, taki dochód podstawowy, i że stworzy nowy kontrakt społeczny. Alex Karp, dyrektor generalny Palantira, firmy zajmującej się nadzorem algorytmicznym, czyli wielkoskalowym AI-owym monitoringiem tego, co robią ludzie, napisał ostatnio manifest, czym ma być Ameryka w dobie sztucznej inteligencji. Widzi w niej kompleks militarno-przemysłowy, więc demokracja mogłaby tak trochę odejść w zapomnienie. Czy to nie jest poziom władzy, działanie antydemokratyczne? Spółki technologiczne mówią, jak mamy żyć, skąd będziemy mieć pieniądze albo że one nam będą dawać pieniądze, składają wręcz propozycje geopolityczne. To już nie są tylko firmy robiące technologię. To poszło za daleko.

W Stanach widzę odczucia podobne do moich. Ludzie zastanawiają się, gdzie lądujemy, skoro mamy systemy pozwalające masowo generować deepfake’i [fałszywe materiały]. Nikt nie ma nad tym kontroli. Mogą być wykorzystywane do celów propagandowych – i są. W Polsce, nie tak dawno, na TikToku krążyły deepfake’i atrakcyjnych kobiet namawiających do Polexitu. Nikt nie poniósł za to odpowiedzialności.

A zrobienie deepfake’a to trzy sekundy, i będzie wyglądał realistycznie. Już trudno odróżnić, czy coś jest wygenerowane. Znalazłam deepfake’a o sobie, taki tekst niby podpisany przez dziennikarkę Onetu rozsiany po sieci. Wygenerowane zdjęcie i biogram Aleksandry Przegalińskiej z rozważaniami, czy będzie chciała mieć więcej dzieci, z wymyślonym moim ojcem, który zdaniem wygenerowanej dziennikarki był dziennikarzem. Te strony powstają na farmach treści, zawsze z pewnej sztancy – dywagacje, czy miała traumatyczne dzieciństwo, a co robi, a co robią jej rodzice. Część z tych stron potem zdjęto, bo zaczęłam się awanturować. To jeden z najgorszych czynników zmiany.

Aleksandra Przegalińska o AI: „To nie może być lewiatan ponad głowami wszystkich”

Inną jest strach o utratę pracy?

Nie do końca wierzę w masowe bezrobocie, bo AI nie jest gotowa na przejmowanie zawodów, choć będą tąpnięcia na rynku pracy. Zakończenie roku akademickiego na Harvardzie, wielkie tuzy, Eric Schmidt, były szef Google’a, wygłasza peany o sztucznej inteligencji, a młodzież buczy. Bo już ma poczucie, że AI mebluje jej życie. Już słyszała od szefów spółek technologicznych: „Za trzy lata nie będzie pracy dla białych kołnierzyków. Musicie się z tym pogodzić. Deal with it”. A przecież zainwestowała w edukację, wychodzi z koledżu z długiem i nie ma perspektyw na pracę.

Bunt jest zdrowy. AI jest twarzą buntu antysystemowego młodego pokolenia. Mam w domu 13-latkę, jest anty-AI, bo tworzy, maluje i czuje się dotknięta tym, że AI w sekundę generuje grafiki.

Sama nie chcę zbanować sztucznej inteligencji, a słyszę takie postulaty u młodych, mają radykalne wizje. Ale uważam, że powinniśmy mieć szansę znaleźć tej technologii kierunek. To nie może być lewiatan ponad głowami wszystkich.

Jaka jest przyszłość społeczeństwa?

Jest bardzo dobry film dla dzieci „WALL-E”, animowany. Światem zarządzają roboty, a w tym świecie są ludzie. Są słodkimi, bezmyślnymi pączuszkami. Jeżdżą na fotelach, bo nawet chodzić im się nie chce. Dostają od robota ciasteczko prosto do buzi i mają dużo przyjemności. A tak naprawdę wszyscy są obłymi postaciami bez rozwiniętych mięśni, ponieważ się nie ruszają, ale są radośni. Jednak tej wizji lukrowania nam życia bardzo chciałabym uniknąć. Nie możemy się zwolnić z myślenia, delegując wszystko na sztuczną inteligencję i wierząc, że ona zrobi lepiej.

Ludzie powinni pielęgnować ciekawość, wolę decyzji, umiejętność osądu i wolę tworzenia.

Jak to się ma do kultu pracy, w jakim zostałaś wychowana?

[śmiech] Widziałam książkę „Cześć pracy. O kulturze zapierdolu”, chyba się w to dobrze wpisuję. Dołożyły się do tego moje doświadczenia amerykańskie, gdzie etyka protestancka zakłada pracę cały czas, w roku masz pięć dni urlopu. Jeśli dobrze czytam pokolenia Z i alfa, to chodzi im o pracę nad tym, co ich autentycznie ciekawi. Praca od godziny do godziny to dla nich nonsens. Czy kwestionują wkręcenie się w pracę, która jest pasją? Zobacz, buntują się przeciwko AI, ale korzystają z niej na potęgę, świadomi tej technologii. Uważam, że to przyniesie coś ciekawego. Bo oni są anty-WALL-E. Nie jawią mi się jako ludzie, którzy chcieliby oddać myślenie. Bardzo się cieszę, że tak jest. Ta reakcja zdecydowanie jest czymś, co ma szansę nas nie doprowadzić do „punktu WALL-E”.

To oficjalne określenie czy twoje?

Moje, wykute podczas naszej rozmowy. Wyjdę stąd z fajną frazą.

A skąd u ciebie miłość do nieustannej pracy?

Lubię się piąć po drabinie, to na pewno poskramianie rzeczywistości. Wychowała mnie mama, którą zawsze podziwiałam. Jest sędzią Naczelnego Sądu Administracyjnego, teraz w stanie spoczynku. Zawsze była ze mną szczera. Mieszkałyśmy w Szczecinie, byłyśmy zdane na siebie. Chyba wcześniej niż inni dorosłam, wpatrzona w etykę mamy. Kiedy chciałam, żeby się coś wydarzyło, wkładałam w to bardzo dużo pracy... Ambicja była skuteczna. Ale podziwiałam ludzi, którzy tak nie myślą, a których też spotykają bardzo fajne, dobre rzeczy.

Ze Szczecina bliżej do Berlina niż do Warszawy. Pogranicze miało na ciebie wpływ?

Rzeczywiście, do Berlina blisko, więc tam była skierowana nasza orientacja, także na to, jak się żyje, pracuje. Wcześnie przyszła do nas niemiecka kultura techno. Wszyscy oglądali Viva Zwei. I na pewno dla wszystkich było oczywiste, że gdzieś pojedziemy. Ale nawet ci, którzy zostali w Szczecinie, prowadzą nomadyczne życie. Wiedzieliśmy, że blisko nas jest inny świat, łatwo mieć do niego dostęp. Berlin był podzielony na Wschodni i Zachodni, jak jeździłam z mamą autokarem do znajomych. Przechodziłyśmy przez granicę i byłyśmy w Berlinie Zachodnim. Miałam pięć, sześć lat. Myślę, że późniejsze doświadczenie pokolenia milenialsów, wchodzącego do szkół, kiedy kończył się PRL, zaczynał się nowy system, wpłynęło na nasze aspiracje.

Jestem dzieckiem Erasmusa, wyjazdów. Moja przyjaciółka, socjolożka zajmująca się mobilnością społeczną, mówi, że teraz młodzi już nie chcą jechać na Erasmusa, wręcz trzeba ich przekonywać. Świat jest na wyciągnięcie ręki i nie muszą się starać, podczas gdy my chcieliśmy do Europy dołączyć.

Później część moich znajomych zaczęła się interesować programem Fulbrighta, więc już nie Europa, tylko Stany. Miałam 25 albo 26 lat, jako osoba pracowita wygrałam stypendium Fulbrighta i pojechałam do Nowego Jorku.

Do szkoły, z którą byli związani kiedyś Erich Fromm czy Hannah Arendt.

The New School to wspaniała szkoła teorii krytycznej. Piękny czas i chyba najwięcej się wtedy nauczyłam. Pokochałam pewną wersję Ameryki – wszyscy się wzajemnie nakręcają, chcą coś ze sobą robić i żeby coś się działo, bo to upaja. Wykładowcy stają się mistrzami, opowiadają świat, budują wokół siebie grupę badawczą. Do dziś uwielbiam kulturę bycia razem w „labie”, wspólne jedzenie pizzy wieczorem. Nawet teraz, będąc profesorem belwederskim, mam mentora w Ameryce, Richarda Freemana, wybitnego ekonomistę zajmującego się wymiarami pracy człowieka, w latach 80. doradzał Wałęsie, jak budować związki zawodowe.

Po przybyciu do Nowego Jorku obracałam się głównie w środowisku fulbrightowej grupy ludzi z całego świata. Do dziś są to dla mnie istotne znajomości. Przyjaciółka z Brazylii jest doradczynią prezydenta Luli. Przyjaciółka Litwinka jest artystką.

Odreagowywaliście jakoś?

No pewnie! Chociaż wszyscy mówili, że złote czasy Nowego Jorku, te klubowe, minęły. „Dziesięć lat temu to była tu psychodelia, zabawa” – słyszałam. Mieszkałam na East Village, wynajmowałam pokój od księdza z polskiej parafii. W Nowym Jorku zawsze mam masę przygód. Po prostu mkniesz ulicą i rzeczy ci się przydarzają. Moja córka, wychowana w Cambridge woli te drewniane, nowoangielskie domki, dzikie indyki, króliki, półwieś, półmiasto, a przy tym kampus akademicki. Kiedy ją zabieram do Nowego Jorku, jest przerażona.

Dość wcześnie „uparłaś się”, że sztuczna inteligencja to właściwa przestrzeń badań.

Czekałam na tym peronie wcześniej niż wszyscy. Od 14 lat prowadzę poważne badania nad sztuczną inteligencją. Pamiętam, jak rozmawiałam z promotorką mojego doktoratu, trochę się o mnie martwiła.

„Czemu ty się interesujesz tymi botami? One tak fatalnie odpowiadają na pytania”. To były bardzo wczesne boty, w Polsce naprawdę źle wdrożone. A ja czułam pismo nosem.

W końcu Apple wypuścił pierwszego asystenta głosowego Siri. Pomyślałam: okej, może jeszcze mówi głupoty, ale modulacja głosu, synteza mowy jest na wysokim poziomie. Od 2010, 2011 w AI zaczęło się dziać bardzo dużo, pojawiły się modele, które były w stanie rozpoznawać, co jest na obrazie, klasyfikować obrazy, dźwięki. I już wtedy wiedziałam, że chcę się tym zajmować.

Czy można zbudować relację ze sztuczną inteligencją? „Tam nie ma emocji. Mogą być tylko po twojej stronie”

Wybieramy sztuczną inteligencję, bo jesteśmy samotni? Nie umiemy się dopasować do świata?

Sztuczna inteligencja to obietnica czegoś idealnego, czego w rzeczywistości nie ma, dla niektórych nawet idealnej partnerki czy partnera. Z punktu widzenia spółek technologicznych szalenie intratny biznes. Jednak są ograniczenia technologiczne, nie wiem, czy słyszałeś o token maxxing – łowieniu tokenów, żeby móc ze sztuczną inteligencją rozmawiać jak najwięcej. Infrastruktura ma granice, bo prąd ma limit. Nie może nagle siedem miliardów ludzi się podpiąć i całymi dniami rozmawiać ze sztuczną inteligencją. Przez dwa, trzy lata spółki rozdawały technologię prawie za darmo, żeby przyzwyczaić ludzi. A teraz słyszymy, że za AI będzie trzeba płacić jak za prąd i za wodę.

Dobre modele, które ciekawie odpowiadają na pytania, są drogie w utrzymaniu i treningu. Często mówię studentom, że w XIX wieku była kultura epistolarna. Ludzie się rzadko widywali, mniej podróżowali, wysyłali sobie masę listów. Żyli wizją osoby, której nie doświadczali na co dzień. Jesteśmy do tego skłonni.

Spółki technologiczne też to wiedzą. Dlatego budują asystentów z miłą, wciągającą osobowością. Ostatecznie zawsze kończy się na tym, że nie ma tokenów albo że model nie pamięta pierwszych wątków, jest dementywny, nie wie już, o co chodzi. Głęboka wzajemna relacja emocjonalna z AI? Tam nie ma stanów afektywnych, nie ma emocji. Mogą być tylko po twojej stronie. Jako osoba sceptyczna co do dystopii i utopii, jestem spokojna o świat. Nigdy nie jest tak radykalnie, jak przewidujemy. Świat w końcu zawsze wraca na swoje miejsce.

Prof. Aleksandra Przegalińska, badaczka rozwoju nowych technologii, zwłaszcza AI, oraz filozofka. Absolwentka The New School for Social Research w Nowym Jorku. Prorektorka ds. Innowacji oraz AI oraz profesor zwyczajny w Akademii Leona Koźmińskiego, naukowa doradczyni Campus AI. Fellow w Center for Labor and a Just Economy na Harvardzie. Uczestniczy w Radzie Przyszłości przy Premierze Donaldzie Tusku.

Remigiusz Grzela, w cyklu swoich rozmów prezentuje osoby, które mają odwagę, znajdują siłę i zmieniają świat. Niedawno ukazała się jego książka „Poszukiwany Franz Kafka”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE