Anna Sierant - Dlaczego Meghan Markle budzi tak silną niechęć? Żona księcia Harry’ego znów będzie na ustach Brytyjczyków
00:00
14:44
Po sześciu latach od wyprowadzki do USA i rezygnacji z obowiązków w rodzinie królewskiej Meghan Markle i książę Harry wracają do Wielkiej Brytanii. Amerykanka, delikatnie mówiąc, nie należy do ulubienic Brytyjczyków. Skąd właściwie wzięła się tak ogromna niechęć do księżnej Sussexu? Czy świat się na Meghan uwziął, czy jest za co jej nie lubić?
Uwaga, zacznijmy od argumentów, które mogą świadczyć o tym, że Meghan nie jest aż taka zła, jak malują ją media, więc osoby, które nie cierpią księżnej, proszone są w tym miejscu o cierpliwość, argumenty mniej jej sprzyjające będą przedstawione w dalszej części tekstu.
Od momentu, w którym Markle pojawiła się u boku księcia Harry’ego, nie miała łatwego zadania. Żoną jego brata, przyszłego króla Wielkiej Brytanii, była już bowiem Kate. Middleton miała za sobą kilkanaście lat doświadczenia z brytyjskimi mediami i pięć oficjalnego funkcjonowania jako księżna. Co więcej, i media, i mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa obdarzają żonę Williama dużym zaufaniem, funkcjonuje ona wręcz jako archetyp księżnej, przyszłej królowej. Jest elegancka, wie, jak zachować się w oficjalnych sytuacjach, zawsze postępuje tak, jak się od niej oczekuje.
Meghan Markle i książę Harry, kadr z dokumentu „Harry i Meghan” (Fot. materiały prasowe Netflix)
To, jak ogromnym kredytem zaufania cieszy się Kate, mogliśmy obserwować w marcu 2024 roku. Księżna od kilku miesięcy nie udzielała się publicznie, a plotki narastały. W końcu, z okazji brytyjskiego Dnia Matki, dodała swoje zdjęcie z dziećmi. Szybko okazało się jednak, że wprowadzono w nim zmiany, było edytowane. Księżna przeprosiła, mówiąc o amatorskich eksperymentach z fotografią, a potem – po niespełna dwóch tygodniach – wyznała, że choruje na nowotwór. W dłuższej perspektywie ta sytuacja nie obróciła się przeciwko niej, zwłaszcza że potem padło wyjaśnienie związane z chorobą.
Ale wróćmy do Meghan Markle: czy jej ingerencja w fotografię zostałaby wybaczona? Tym, jak traktuje się obie żony brytyjskich książąt, poświęcono wiele publikacji w prasie, a nawet – badania naukowe. Jednym z najbardziej znanych artykułów jest ten z serwisu Buzzfeed News, z 2020 roku, w którym zestawiono 20 nagłówków, mówiących o Kate i Meghan, będących w tych samych sytuacjach. I np. „Daily Mail” o Kate obejmującej ciążowy brzuch pisał, że robi to czule, a w przypadku Meghan pytał, „dlaczego nie może oderwać rąk od brzucha?”.
Z kolei „Express” informował w roku 2017 o tym, że książę William otrzymał awokado, które miał przekazać ciężarnej Kate – potraktowano to jako miłą anegdotę, a gdy kilka lat później w tym samym tytule pisano o Markle – miłośniczce awokado, podkreślano, że przez zamiłowanie do niego Amerykanka wspiera degradację środowiska i nielegalne wylesianie świata.
O Meghan bywało też często głośno w kontekście łamania przez nią królewskiego protokołu. Tak nazwano m.in. noszenie przez nią luźnego koka. Kate nosząca tę samą fryzurę była „nowoczesna”. Trzeba jednak dodać, że część tzw. royal protocol rules tak naprawdę nie stanowi żadnych oficjalnych zasad Pałacu, a jest medialnym konstruktem.
Na planie „Z miłością, Meghan” (Fot. materiały prasowe Netflix)
Byłoby jednak nieprawdą napisanie, że Kate od początku prasa i społeczeństwo brytyjskie traktowały dobrze. Nie traktowały, na co zwraca uwagę sama autorka wspomnianego zestawienia nagłówków, Ellie Hall, dziennikarka pisząca właśnie o rodzinie królewskiej. We wczesnych latach związku Kate i Williama o partnerce księcia z pogardą mówiono „Waity Katie” (podkreślając, jak bardzo nie może się doczekać, aż w końcu usidli księcia), wyśmiewano jej rodzinę, pochodzenie. Middleton była traktowana źle i klasistowsko, jednak po jej wejściu do rodziny królewskiej ta narracja stopniowo się zmieniała – na bardziej jej sprzyjającą.
Książę Harry już w roku 2016, zaledwie kilka miesięcy po tym, jak zaczął spotykać się z Meghan Markle, wydał oświadczenie (a właściwie wydał je w jego imieniu Pałac Kensington), w którym wspomniano o rasistowskich (i seksistowskich) komentarzach wobec Markle, a także wobec jej matki.
Czy niechęć do Meghan może być po części motywowana tym, że nie jest biała? Bardzo trudno jest to jednoznacznie stwierdzić. Meghan jest przecież rozwódką, aktorką, Amerykanką – i za to można się do niej „przyczepić” (i przyczepia). W artykułach w brytyjskiej prasie Markle nazywano „egzotyczną”, a nawet „pochodzącą z Compton”. To miasto w USA, które stało się symbolem trudnej, niebezpiecznej i przestępczej dzielnicy.
Po słynnym wywiadzie u Oprah Winfrey w 2021 roku Society of Editors, organizacja zrzeszająca brytyjskich redaktorów, zdecydowanie odrzuciła oskarżenia o rasistowskie traktowanie Markle przez brytyjską prasę. Z drugiej strony, na tę odezwę padła kolejna – ponad 160 dziennikarzy skrytykowało z kolei tak kategoryczne odrzucenie problemu.
Jedni mówili więc, że krytyka Meghan wynika z jej zachowania, inni – że niekoniecznie. Że może być podyktowana m.in. jej kolorem skóry jako jednym z czynników. Organizacja Women in Journalism zorganizowała nawet na ten temat ankietę – około połowy badanych uznało medialne relacje o Meghan za rasistowskie, a druga połowa miała inne zdanie. Mówiąc o niechęci do Markle, nie można pominąć kwestii jej koloru skóry, jednak trudno jednoznacznie stwierdzić, czy tłumaczy on – i w jakim stopniu – niechęć wobec księżnej.
No dobrze, a może księżna po części na tę swoją złą sławę zapracowała? Za tą tezą mógłby przemawiać argument o tym, że Harry i Meghan zrezygnowali z pełnienia obowiązków w rodzinie królewskiej, argumentując, że chcą się odciąć od zainteresowania mediów. Że chcą żyć spokojnie, normalnie.
Jednak tak nie żyją, a ich działalność jest w dużej mierze nadal skupiona wokół bycia księciem i księżną Sussexu (tytułów bowiem nie stracili). Wspomniany już wywiad u Oprah z 2021 roku był skupiony wokół tego tematu, dokument Netflixa „Harry i Meghan” także opowiada przede wszystkim o monarchii oraz konflikcie małżonków z mediami i z pałacem. Harry wydał też książkę „Ten drugi”, już samym tytułem odnoszącą się do życia w rodzinie królewskiej.
Co więcej, w 2025 roku na Netflixie ukazała się kolejna produkcja – „Z miłością, Meghan”. Program o podniosłym tytule miał przedstawiać księżną w zwykłych, codziennych sytuacjach. Meghan więc gotuje, układa kwiaty, zajmuje się ogrodem, przyjmuje znajomych. Pokazuje swoją codzienność, ale… nie w swoim domu. Tylko część zdjęć powstała na terenie posiadłości Sussexów, reszta w wynajętym miejscu. Z drugiej strony: sama Meghan tego nie ukrywała – nie chciała wpuszczać kamer do życia swoich dzieci. Jednak po co w takim razie kręciła program o swojej „codzienności”, skoro nie przedstawiał on do końca jej prawdziwego obrazu? Program sprzedawał poczucie autentyczności, a jej akurat w nim brakowało.
Na planie „Z miłością, Meghan” (Fot. materiały prasowe Netflix)
We wspomnianym „Tym drugim” Harry wspomina, że doświadczenie życia w rodzinie królewskiej było dla niego bardzo trudne, Meghan mówiła u Oprah o myślach samobójczych i braku otrzymanej pomocy, co oczywiście należy traktować poważnie.
Jednak mimo to Sussexowie nie zerwali symbolicznie, wizerunkowo z monarchią. Nadal tytułują się księżną i księciem, a swojej córce nadali imię Lilibet – po prababci, Elżbiecie II. Harry i Meghan nie mogli się tak po prostu zrzec księstwa Sussex, mogli jednak zrezygnować z posługiwania się tytułami w życiu publicznym. Tego nie zrobili. Para, która tak zdecydowanie odcięła się od instytucji monarchii, nadal chętnie korzysta z jednego z najbardziej rozpoznawalnych symboli przynależności do niej.
Wiele zarzutów wobec Markle kierowanych jest przez jej byłych (współ)pracowników. Część to być może plotki i sensacje tworzone na potrzeby tabloidów, jednak niektóre relacje jak najbardziej znajdują potwierdzenie w rzeczywistości.
W 2022 roku Meghan uruchomiła swój podcast – Archetypes na platformie Spotify. Rozmawiała m.in. z Sereną Williams i Mariah Carey. Produkcja poświęcona stereotypom o kobietach odniosła duży sukces, powstało jednak tylko 12 odcinków. Kontrakt ze Spotify nie dotyczył jednak tylko tego podcastu – Sussexowie mieli stworzyć więcej treści, a umowa opiewała na 20– 25 milionów dolarów.
Z tego zobowiązania się jednak nie wywiązali – pracowali zbyt mało na taką kwotę, nie osiągnęli – mówiąc językiem bardziej biznesowym – wymaganych progów produktywności koniecznych do otrzymania pełnej kwoty kontraktu. Bill Simmons ze Sporify nazwał nawet Meghan i Harry’ego „fuc*king grifters”, czyli „cholernymi oszustami”.
W roku 2021 „Times” ujawnił z kolei skargę złożoną na księżną przez Jasona Knaufa, ówczesnego sekretarza komunikacyjnego Sussexów. Nie wiadomo jednak, co z tej skargi wynikło. Zarzuty o trudności we współpracy z księżną pojawiały się jednak w prasie niejednokrotnie, często anonimowo.
Warto też dodać, że Meghan wcale nie jest krytykowana przez wszystkich. Gdy zaczęła się spotykać z księciem Harrym, to że jest Amerykanką, feministką, kobietą o mieszanym pochodzeniu rasowym, przyjmowano jako powiew świeżości. Z uznaniem pisano o jej niektórych inicjatywach, jak „Together: Our Community Cookbook” czy Smart Works. Nadal dobrze oceniany jest jej styl, ta mniej przychylna narracja pojawiła się z czasem i zależy też od mediów, w których o Meghan Markle się czyta. Portale poświęcone celebrytom częściej piszą o niej źle, a np. portale o modzie – doceniają już wspomniany wyżej styl aktorki.
W Polsce, mimo wszystko, kwestia Meghan Markle nie jest aż tak często poruszana i komentowana, jak w Wielkiej Brytanii. O to, jak widzą ją mieszkańcy Wysp, zapytałam Martę Dziok-Kaczyńską. To autorka m.in. książki „Anglia. Czas na herbatę” i mających premierę we wrześniu „Mroków Albionu”, która od lat mieszka właśnie w ojczyźnie Harry’ego i Williama oraz prowadzi poświęcony m.in. sprawom związanym z Anglią profil @riennahera na Instagramie. Jak zauważa:
– Meghan i Harry dzielą opinię publiczną. Część osób uważa, że rzeczywiście kobieta cierpi z powodu rasizmu i uprzedzeń brytyjskiego społeczeństwa, inni mają jej za złe zupełne nieprzystosowanie do mentalności Zjednoczonego Królestwa. Przebija to zresztą z opisanych w książce jej męża interakcji z innymi członkami rodziny królewskiej.
Oskarżani są o chłód i wycofanie, ale to najbardziej brytyjskie z brytyjskich cech. Wielu małżonków emigrantów, w tym przecież z Polski, zderza się z tym samym i jakoś odnajduje drogę w nowych okolicznościach. Meghan chciałaby zostać bardzo amerykańską Amerykanką, robić co chce i jak chce, a przy okazji korzystać z przywilejów, a więc mieć ciastko i zjeść ciastko.
Nie pomaga też osobowość jej męża, od dawna będącego czarną owcą rodziny. Dawniej jego młodzieńcze wybryki traktowano z pewną sympatią, ale to już dojrzały mężczyzna, który wciąż zachowuje się bardzo emocjonalnie. Tego brytyjskie społeczeństwo nie lubi.
Oczywiście musimy pamiętać o bogatej tradycji niszczenia reputacji przez brytyjskie tabloidy. „Daily Mail” odnosiło sukcesy w tej kwestii już pisząc o ofiarach Kuby Rozpruwacza, robiąc z nich kobiety upadłe, którymi nie były. Z nowszej historii, tabloidy próbowały wywołać wojnę chociażby między Dianą i Sophie, żoną księcia Edwarda, młodszego brata Karola. Bezskutecznie, ale nigdy nie ustają w próbach stworzenia atrakcyjnego tematu. Stąd też medialne szczucie na siebie Meghan i Kate. Przy czym książęca para nie pomaga zetrzeć złych opinii na swój temat, biorąc się za coraz to nowe przedsięwzięcia, z których żadne nie wypaliło. Cieniem kładą się na nich również złe relacje Meghan z jej ojcem.
Zapewne zatem wina leży po obu stronach – podsumowuje Marta Dziok-Kaczyńska.
Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez „The Guardian”, 21% Brytyjczyków uważa, że Harry i Meghan powinni wrócić do Anglii, ale aż 33% z nich jest przeciwnego zdania. 44% ankietowanych nic nie sądzi na ten temat. Z kolei sondażu YouGov z lipca 2026 roku wynika, że 22% Brytyjczyków ma o Meghan opinię pozytywną, a 65% - negatywną. Mimo to artykuły jej poświęcone bardzo dobrze się czytają, produkcje na Netflixie z udziałem Sussexów lądują w topce, podobnie książka „Ten drugi”, która znalazła się na (niejednej) liście bestsellerów.
W samym roku 2019 analiza Brandwatch wykazała, że o Meghan pojawiło się 21,1 tysiąca negatywnych materiałów prasowych, a o Kate – 4,3 tysiąca, czyli pięć razy mniej. Być może potrzebujemy więc mieć „dobrą” i „złą” królową (czy raczej: księżną).