1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Makijaż
  4. >
  5. Sufrażystki uczyniły z niej symbol siły, Hollywood – ikonę. Czerwona szminka od wieków mówi: „Jestem. Nie wstydzę się siebie”

Sufrażystki uczyniły z niej symbol siły, Hollywood – ikonę. Czerwona szminka od wieków mówi: „Jestem. Nie wstydzę się siebie”

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Anna Gacek (Fot. Weronika Kosińska)
Anna Gacek (Fot. Weronika Kosińska)
Czerwona szminka jest zawsze modna, niezależnie od trendów. Niektóre z nas nie wyobrażają sobie pomalowania ust czerwienią, bo wargi za wąskie, bo zbyt ostentacyjna… Inne sięgają po nią każdego dnia, inaczej czują się nagie. Katarzyna Miller, Anna Gacek i Sonia Kisza podzieliły się z nami swoimi historiami. Przeczytaj. Będziesz chciała się umalować – choćby tylko dla siebie.

Spis treści:

  1. Czerwona szminka: symbol kobiecości, siły i buntu
  2. Anna Gacek: „Czerwona szminka stała się częścią mojego medialnego wizerunku”
  3. Sonia Kisza: „W szmince czuję coś wzmacniającego”
  4. Katarzyna Miller: „Czerwień mówi: jestem, nie wstydzę się siebie”

Tekst pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 06/2026.

Czerwona szminka: symbol kobiecości, siły i buntu

Czerwona szminka to coś więcej niż podkreślenie ust kolorem. To gest, który powtarzamy dosłownie od wieków. Już pięć tysięcy lat temu kobiety i mężczyźni sięgali po barwniki z ochry, karminu czy sproszkowanych minerałów, żeby zaznaczyć usta i policzki.

Na początku malowanie miało znaczenie rytualne, było związane z wierzeniami, miało chronić, wzmacniać i pomagać wejść w inną rolę, na przykład podczas religijnych ceremonii. Później czerwień stała się znakiem władzy i przynależności: w starożytnym Egipcie czy na europejskich dworach mogła ją nosić elita, bo pigment był drogi i trudny do uzyskania. Makijaż nie był więc tylko estetyką – był komunikatem społecznym.

Z czasem zaczął też budzić niepokój. W starożytnej Grecji, a później w Europie, czerwone usta kojarzono z kobietami wykraczającymi poza normy: aktorkami, kurtyzanami, tymi, które były widoczne i niezależne. Kościół uznawał makijaż za wyraz próżności i narzędzie uwodzenia, a więc za podejrzany moralnie. A jednak czerwień wracała. Zawsze. Bo jest kolorem biologicznie uprzywilejowanym: przyciąga wzrok szybciej niż inne, działa na poziomie instynktu. Przywołuje skojarzenia z życiem, krwią, ciepłem, młodością.

W XVI wieku królowa Elżbieta I uczyniła z niej element politycznego wizerunku – bladą twarz i czerwone usta nosiła jak znak siły i autorytetu w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Na początku XX wieku po czerwień sięgnęły sufrażystki. Malowały usta, idąc w marszach o prawa wyborcze. W tym samym czasie rozwój przemysłu kosmetycznego sprawił, że szminka przestała być luksusem. Pojawiły się pierwsze nowoczesne opakowania, które można było nosić w torebce, a masowa produkcja sprawiła, że szminka stała się dostępna dla każdej kobiety. Czerwień przestała być przywilejem, stała się wyborem.

autopromocja
750X300_srodtekst_art 2.webp

Ten wybór nabrał szczególnego znaczenia w czasie II wojny światowej. W opozycji do nazistowskiej estetyki, która promowała podporządkowaną, „naturalną” kobiecość, czerwona szminka stała się znakiem sprzeciwu. Adolf Hitler jej nie znosił – i właśnie dlatego kobiety zaczęły po nią sięgać jako po symbol oporu.

W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych zachęcano kobiety do malowania ust, by podtrzymać morale. W fabrykach, w biurach, na ulicach czerwień była deklaracją: jestem, nie poddaję się.

Po wojnie weszła do kanonu popkultury. Hollywood uczyniło z niej ikonę. Czy umiesz sobie wyobrazić Marilyn Monroe bez czerwonej szminki? Współczesne artystki sięgają po nią równie chętnie. Ale pod tymi wszystkimi obrazami wciąż pozostaje coś pierwotnego. Czerwona szminka nie podlega trendom. Jest jednym z najstarszych narzędzi ekspresji. Możesz ją potraktować jak biżuterię albo jak znak. Jak coś, co dodaje odwagi albo po prostu stanowi przyjemność. Bo za każdym razem, kiedy malujesz usta na czerwono, powtarzasz gest, który od tysięcy lat mówi to samo: jestem – widzialna, obecna, na swoich zasadach.

Anna Gacek: „Czerwona szminka stała się częścią mojego medialnego wizerunku”

Czerwona szminka stała się częścią mojego medialnego wizerunku właściwie bez mojej intencji. Często noszę ją z powodu najbardziej prozaicznego z możliwych – ożywia twarz, odejmuje zmęczenia, świetnie się fotografuje. Rock’n’rollowe, zawsze niewyspane dziewczyny muszą mieć swoje sztuczki! A jednak przylgnęła do mnie, dziennikarki kochającej wyraziste i niepoprawne kobiety popkultury.

Na spotkaniach autorskich wzrok od razu wyłapuje „moje” czytelniczki – są w sukienkach, z pomalowanymi ustami. Nie ma dnia, bym nie dostała zapytania o kolor tej jedynej – ale to frajda bycia kobietą, poszukiwania nigdy się nie kończą. Nowojorczycy mawiają: zawsze szukasz mieszkania, miłości albo pracy, ja dodaję – i idealnej pomadki!

Moja kolekcja liczy prawie sto sztuk, co jest dość zabawne, bo najbardziej lubię siebie w wersji „sauté”, kolorowe kosmetyki traktuję jak biżuterię, akt nakładania szminki porównuję do zastąpienia skromnego pierścionka ostentacyjnym diamentem. Makijaż nie jest dla mnie zbroją, raczej gestem estetki, który sprawia, że świat staje się trochę ładniejszy, bardziej kolorowy.

To kontrowersyjne, ale czerwona szminka nie kojarzy mi się z uwodzeniem i namiętnością – przeciwnie, jest tak niepraktyczna w sytuacjach erotycznych, że staram się jej unikać. Poza tym jest coś bardzo seksownego w kobiecie, która przychodzi na randkę tak pewna siebie, że nie potrzebuje makijażu.

A jednak czerwone szminki są dla mnie ważne, kupuję je po każdym dużym wywiadzie, istotnym wyjeździe, przypominają mi o dobrych chwilach, bo chcę je pamiętać w całej wyrazistości.

Sonia Kisza: „W szmince czuję coś wzmacniającego”

(Fot. Weronika Kosińska) (Fot. Weronika Kosińska)

Rzadko się maluję, raczej od wielkiego dzwonu, dlatego makijaż – a szczególnie czerwona szminka – jest dla mnie czymś odświętnym, sygnałem, że ten dzień jest inny, że chcę podkreślić jego wagę. Brak makijażu uczy mnie nie wstydzić się swojej twarzy. A w szmince czuję coś wzmacniającego – i to doświadczenie ma też bardzo długą historię, bo czerwień od początku była związana z siłą, z rytuałem, z władzą.

Bliska jest mi też idea jednego własnego odcienia – czegoś, do czego się wraca. Myślę, że to jest piękne, kiedy kobieta ma swoją szminkę, swój kolor.

Pamiętam ciocię Basię, która przez całe lata używała tego samego odcienia i tego samego pudru – i to było niezwykle spójne, zakorzenione, bardzo jej. Ja sama też mam swój zestaw, do którego wracam, trochę w kontrze do otaczającego nas nadmiaru.

Z antropologicznej perspektywy fascynuje mnie, jak dawna jest ta praktyka – od pierwszych barwników sprzed tysięcy lat, przez starożytne rytuały, później wyraźne znaczenia klasowe, aż po momenty, kiedy czerwona szminka staje się gestem politycznym: u Elżbiety I jako symbol władzy, u sufrażystek czy w czasie II wojny światowej jako znak oporu.

Ale to działa też bardzo współcześnie i bardzo konkretnie – pamiętam opowieści i sytuacje z początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie, kiedy kobiety, siedząc w schronach, malowały się, żeby odzyskać poczucie godności i sprawczości.

Czerwona szminka nie ma jednego znaczenia, ale ma w sobie potencjał: może być gestem władzy, oporu albo po prostu osobistej mocy.

Katarzyna Miller: „Czerwień mówi: jestem, nie wstydzę się siebie”

(Fot. Weronika Kosińska) (Fot. Weronika Kosińska)

Makijaż ust to dla mnie jeden z najmilszych przejawów kobiecości – kobiety, która się sobą cieszy, bawi i świadomie siebie kreuje. To także kawałek wolności, odrobina prowokacji, czasem zaproszenie do flirtu. Bardzo lubię moje usta, podobają mi się i uważam je za mój walor. Lubię więc je malować, choć jednocześnie lubię też naturalność.

Kiedy byłam młoda, właściwie się nie malowałam, używałam co najwyżej gliceryny na usta. Dopiero później, obserwując inne dojrzałe kobiety, zaczęłam dostrzegać, jak makijaż może wspierać, dodawać wyrazistości i stylu. Uważam, że z wiekiem wręcz powinno się po niego sięgać – każda faza życia ma swoją promienność: młodości, dorosłości i dojrzałości.

Dziś cieszy mnie też to, że mogę sobie pozwolić na rzeczy, które kiedyś były luksusem – dobre perfumy, kosmetyki w tym oczywiście szminki. To absurdalne i przykre myśleć, że „starszym nie wypada” – przeciwnie, to właśnie jest rozkoszne.

Malowanie ust ma w sobie coś z rytuału i mocy – jakby było formą zaklinania rzeczywistości, wyrazem siły, wytrwałości, obecności. Czerwień mówi: jestem, nie wstydzę się siebie, cieszę się z siebie i sobą. To także kolor kobiecości, seksu, energii i ognia. Szminka jest prawem każdej kobiety.

A same usta – soczyste, pełne – przypominają owoc, coś żywego, świeżego, słodkiego. Nawet jeśli zostawiają ślady, jest w tym coś zabawnego i bardzo zmysłowego.

I jest też mały, praktyczny trik, który – jak słyszałam od Jolanty Kwaśniewskiej – polega na tym, by przed piciem delikatnie zwilżyć językiem brzeg kieliszka: wtedy szminka nie zostawia na nim śladu.

Anna Gacek, dziennikarka, przez dwie dekady głos radiowej Trójki, autorka, podcasterka

Sonia Kisza, historyczka sztuki, autorka książek, twórczyni profilu IG @histeria.sztuki

Katarzyna Miller, terapeutka. Pisze książki, wiersze, śpiewa

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE