Pytana o poradę, czym się kierować przy wyborze szkoły dla dziecka, zawsze odpowiadam, że najważniejsza jest… atmosfera. Ale jak ją zbadać? To niezwykle trudne, ale trzeba pytać – pisze Urszula Sołtys-Para.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 07/2026.
Czy współcześni siedemnastolatkowie rozumieją coś jeszcze ze „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”? Przypomniałam sobie ostatnio ten film, oglądając go po raz wtóry, i z takim pytaniem zostałam. I tak, pojawiły się u mnie różne refleksje, którymi chcę się podzielić z wami, drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy.
Główny bohater, charyzmatyczny nauczyciel John Keating (brawurowo zagrany przez nieodżałowanego Robina Williamsa), budzi u swoich uczniów iskrę życia – prowokuje do zadawania pytań o sens istnienia, zasiewa epikurejskie carpe diem, wstrząsając chłopcami wciśniętymi w sztywne mundurki. Z dzisiejszej perspektywy to wszystko brzmi tak niewinnie, tak idealistycznie, gdy słyszymy, jak i czym młodzież współczesna żyje… Czy teraz taki nauczyciel miałby szanse konkurować z mediami społecznościowymi i nadmiarem wszelkiej maści influencerów? Czy chłopcom w wieku nastoletnim chciałoby się dziś spotykać, by potajemnie czytać razem poezję? O tym ja pomyślałam. Natomiast moja córka zwróciła uwagę na wspólnotowe więzi filmowych przyjaciół i wyraziła powątpiewanie, czy dziś znalazłaby się taka grupa, która zbudowałaby podobne relacje.
A czy współcześni rodzice mogą sobie coś z tego filmu zabrać, przyglądając się uczniom elitarnej szkoły dla chłopców, którzy mają już plan na swoje życie? Nie jest to ich autorski plan, tylko plan dla nich, przygotowany przez rodziców – z najlepszych intencji rzecz jasna utkany. Kto zna film, ten wie, do czego doprowadziło obsesyjne i sztywne przywiązanie do swojej rodzicielskiej wizji bez uwzględniania potrzeb dziecka.
A co z nauczycielami? Czy Keating mógłby stać się inspiracją dla współczesnych pedagogów? Och, mam wrażenie, że wielu z nich ma na początku swojej przygody z edukacją autentyczne pragnienie, aby zostać nauczycielem na miarę Keatinga. Finalnie jednak nie wytrzymują presji, której poddawani są z różnych stron.
Opowieści filmowe, jak wszystkie opowieści, mogą być inspiracją, metaforą, lekcją nie wprost, dotykającą czułych strun uśpionych w naszych wnętrzach. Przecież reagujemy na te wątki, które nas dotykają. Poznawanie siebie, szukanie swojej tożsamości, pierwsze intensywne uczucia i pasje wpisane są normatywnie w okres dojrzewania. Z tej perspektywy „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” jest zatem historią uniwersalną, w której młodzi ludzie mają szansę znaleźć coś dla siebie – pomimo tak innych od współczesnych społeczno-obyczajowych realiów.
Innym uniwersalnym wątkiem będzie temat tracenia swojej indywidualności w grupie – Keating kierował uwagę uczniów na rytm i tempo stawiania kroków, metaforycznie pokazując im, na czym polega konformizm. Początkowo każdy z chłopców szedł swoim tempem, a potem dostosował się do innych, wpasował w ogólny trend większości. Indywidualność została zgubiona. Jak ją odnaleźć? Jak odzyskać swój zgubiony rytm, własny głos? Te pytania są ponadczasowe i być może obecnie wybrzmiewają jeszcze głośniej niż 30 lat temu. No i dodam, że dotyczą nie tylko nastolatków. Och, jak mi się marzą takie szkoły pełne Keatingów!
Kiedy jestem pytana o poradę, czym się kierować przy wyborze szkoły dla dziecka, zawsze odpowiadam, że najważniejsza jest… atmosfera. Ale jak ją zbadać? Jak ją zmierzyć? To niezwykle trudne, wiem, ale trzeba pytać znajomych i ich dzieci o to, jak się czują w szkole, jacy są nauczyciele, jak reagują na trudności u uczniów, jaką wagę przykłada się do ocen. Powtarzam to od lat, nie zawsze spotykając się ze zrozumieniem. Zderzam się z kontrargumentami, że najlepsza jest szkoła położona najbliżej domu lub ta przodująca w oficjalnych rankingach, jednak obstaję przy swoim. I ku mojej radości okazało się, że będzie już narzędzie do mierzenia tej niemierzalnej dotąd atmosfery szkolnej. Ale się cieszę!
Gdzie dorośli nie mogą, tam młodzież da radę. Na Śląsku powstała wspaniała oddolna inicjatywa, która może realnie pomóc ósmoklasistom w podjęciu decyzji dotyczącej wyboru szkoły ponadpodstawowej – to Śląski Indeks Jakości Szkół (wygooglujcie, kto nie słyszał o tym projekcie). W skrócie powiem, że na podstawie relacji samych uczniów powstaje ranking szkół oparty na wartościach innych niż same oceny z egzaminów. Liczą się: atmosfera (!), podejście nauczycieli, wsparcie psychiczne dla uczniów, realne przygotowanie do dalszej edukacji lub życia zawodowego.
Wiosną, gdy zbliżają się zapisy do szkół, podczas dni otwartych szkoły podstawowe i ponadpodstawowe promują się i zapraszają kandydatów na spotkania. Warto pójść, poobserwować, jak nauczyciele zwracają się do uczniów, jak uczniowie reagują na nauczycieli. Czy w szkołach panuje raczej sympatyczna, otwarta atmosfera, czy też wyczuwalny jest pośpiech, formalizm i nacisk położony na sukcesy dydaktyczne.
Oceny można zawsze poprawiać, wiedzę uzupełnić i nadrobić, ale przeżycia emocjonalne na etapie intensywnego rozwoju mózgu (czyli w okresie dorastania) wywierają ogromny wpływ na resztę życia. (Nie napiszę, że nieodwracalny, ponieważ możemy również łagodzić skutki różnych trudnych doświadczeń – ale chyba lepiej zapobiegać niż leczyć, czyż nie?). Szkoła to ważny etap w życiu, spędzamy w niej dużo czasu. Wiem, że istnieją alternatywne formy edukacji (i wspaniale!), ale jeżeli ktoś decyduje się na szkołę instytucjonalną, to ma prawo do wyboru takiej, która będzie wspierała całokształt rozwoju, szanowała dzieci i ich indywidualność, a także współpracowała partnersko z rodzicami.
Co jakiś czas pojawiają się książki i raporty przedstawiające absurdy polskiego systemu edukacji. Do nowszych, bo został wydany w 2025 roku, należy zbiór wywiadów „Patoedukacja. Co nie działa w polskiej szkole i jak to zmienić” autorstwa dziennikarza i publicysty Wojciecha Harpuli. Jeden z jego rozmówców, Łukasz Korzeniowski – prawnik, ekspert z zakresu praw ucznia i prawa oświatowego, a także założyciel Stowarzyszenia Umarłych Statutów (nazwa na pewno nie jest przypadkowa) – mówi tak: „Z codziennych kontaktów naszego stowarzyszenia z młodymi ludźmi wyłania się raczej ponury obraz: uczniowie uważają, że nie mają nic do powiedzenia w szkole, nie czują się w niej traktowani sprawiedliwie, męczą się tam, to miejsce, w którym cały czas są testowani i sprawdzani. Szkoły nie są przyjazne wobec uczniów, niekiedy bywają mocno opresyjne. Trudno nie zauważyć korelacji między tym, jaki jest nasz system edukacji, a kondycją psychiczną dzieci i młodzieży”.
W swojej książce „Moc relacji” opisywałam z kolei własne doświadczenia – jako rodzica – w zderzeniu ze szkołami. W jednej z nich stróżowały panie woźne, które strzegły drzwi jak skarbca koronnego i nie pozwalały wchodzić rodzicom na teren szkoły, natomiast wychowawczyni skracała zebrania do minimum i nigdy nie miała czasu. Poznałam jednak potem inne placówki – w których to panie woźne odpowiadały z uśmiechem na „dzień dobry”; w których żartowaliśmy z paniami dyrektorkami na korytarzu; w których czasami nauczycielom towarzyszą podczas lekcji ich pieski; w których dzieci mogą wypić herbatę w szkolnej kawiarence zorganizowanej przez zaangażowaną psycholożkę lub pedagożkę. Istnieją takie szkoły. Szkoły publiczne. Z życzliwą atmosferą. I takich szkół życzę, drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, waszym dzieciom.
I nam wszystkim.
Urszula Sołtys-Para, psycholożka i psychoterapeutka ericksonowska. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną w Tychach i online – pracuje z osobami dorosłymi i rodzinami. Autorka poradników dla rodziców i książki „Przebodźcowani. Szukając siebie w świecie nadmiaru”. Współautorka podcastu „Wspólne słowa”, w którym razem z Anną Dankowską popularyzuje wiedzę z zakresu psychologii; twojpsycholog.net.pl