1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Książki
  4. >
  5. Dlaczego wstydzimy się, że czytamy harlequiny? 5 tytułów, które wciągną cię bardziej, niż chciałabyś przyznać

Dlaczego wstydzimy się, że czytamy harlequiny? 5 tytułów, które wciągną cię bardziej, niż chciałabyś przyznać

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. Westend61/Getty Images)
(Fot. Westend61/Getty Images)
Z harlequinami jest trochę jak z disco polo. Każdy mówi, że nie słucha, a na weselu wszyscy śpiewają refren. To klasyczne guilty pleasure: czytamy po cichu, a kto przyzna się do tego przy ludziach, musi liczyć się z krzywym spojrzeniem. Skąd ten wstyd i czy te książki naprawdę są tak złe, jak się o nich mówi? Sprawdź sama. Oto pięć tytułów, od których warto zacząć.

Spis treści:

  1. Czym są harlequiny?
  2. Co charakteryzuje harlequiny?
  3. Kto czyta harlequiny?
  4. Dlaczego wstydzimy się, że czytamy harlequiny?
  5. 5 harlequinów na dobry początek

Czym są harlequiny?

Wystarczy przeczytać jeden opis z okładki: „Sylvie Smith organizuje wspaniałe wesela, ale po smutnych przeżyciach młodości jest samotna. Jej życie zmienia się po spotkaniu z miliarderem Tomem McFarlane'em, którego narzeczona odwołuje ślub”. Samotna bohaterka, bogaty mężczyzna, ślub w tle. Do tego różowa okładka, para w uścisku albo nagi męski tors i pewność, że wszystko skończy się happy endem. Tak w pigułce wygląda harlequin: kieszonkowy romans wydawany w serii, w którym finał znamy od pierwszej strony, a mimo to czytamy do ostatniej.

Harlequin to dziś właściwie nazwa gatunku, choć pochodzi od wydawnictwa. Założyli je w 1949 roku w kanadyjskim Winnipeg Richard Bonnycastle, Jack Palmer i Doug Weld. Na początku wydawnictwo wznawiało tanie książki w miękkich okładkach: kryminały, westerny i książki kucharskie. Od połowy lat 60. publikowało już wyłącznie „miłe książeczki ze szczęśliwym zakończeniem” – te sprzedawały się najlepiej.

Do Polski harlequiny trafiły po 1989 roku – pokazywały dostatni Zachód i obiecywały miłość, która odmieni życie. W ciągu pierwszych trzech lat sprzedano tu 41 milionów egzemplarzy.

Czytaj także: 5 powieści historycznych z romansem w tle. Zakochasz się od pierwszej strony

Co charakteryzuje harlequiny?

Harlequin to romans seryjny. Książki wychodzą co miesiąc w seriach o stałych nazwach. Każda seria ma ścisłe wytyczne dla autorek, ustaloną długość i swoją „obietnicę dla czytelniczki”. I tak na przykład „Medical” to szpitalne historie o drugich szansach, raczej sentymentalne niż gorące. „Światowe życie” przenosi do świata milionerów i luksusu. W „Gorącym romansie” zaś namiętność gra pierwsze skrzypce.

Fabuła trzyma się schematu, który można podsumować tak: młoda, niezamożna i niedoświadczona kobieta spotyka przystojnego, bogatego mężczyznę starszego od niej zwykle o kilkanaście lat, który jest nią zainteresowany, a jednocześnie jest cyniczny i szorstki. Przez całą książkę coś stoi im na przeszkodzie, a na końcu zawsze czeka szczęśliwe zakończenie. Ewa Sobieniewska, tłumaczka harlequinów, ujmuje to krócej: to „baśnie powielające motyw Kopciuszka”.

Scenografia jest równie przewidywalna: Włochy, Grecja, Manhattan, pałac szejka, wille z widokiem na ocean i prywatne samoloty. Dziś to bajka o luksusie, ale na początku lat 90. była to także lekcja geografii. Nina Kowalewska-Motlik, pierwsza szefowa polskiego oddziału Harlequina, wspomina w rozmowie ze Zwierciadłem, że ogromną popularnością cieszyła się seria podróżnicza, w wydawnictwie nazywana armchair travel, czyli „podróżowaniem w fotelu”. Research był w niej skrupulatny: jeśli bohaterka wysiadała na dworcu w Amsterdamie i patrzyła w lewo, ktoś sprawdzał, co naprawdę tam widać. Wtedy nie było jeszcze internetu, a telewizja miała dwa programy, więc dla wielu Polek była to jedyna okazja, żeby „zwiedzić świat”.

Kto czyta harlequiny?

Na początku lat 90. jedynym źródłem wiedzy o czytelniczkach była ankieta na końcu książki, na którą przychodziły tysiące odpowiedzi. Kowalewska-Motlik cytuje je wprost: „Jest ciemno, siedzę w komórce, boję się, bo on znów pił i zaraz będzie mnie bił”. Nastolatki dziękowały, że dzięki książkom zrozumiały, że to, co przeżywają z chłopakami na boisku, to nie miłość. Pisali też mężowie, którzy cieszyli się, że żona stała się bardziej romantyczna. Dla jednych harlequin był ucieczką od przemocy i biedy, dla innych pierwszym wzorem czułości.

Czytelniczki się zmieniły, a razem z nimi bohaterki. Kowalewska-Motlik wspomina, że w latach 90. seria, w której to ona była szefową z porsche, a on jej asystentem, okazała się „kompletną klapą”. Dziś kobiety w romansach częściej same przejmują inicjatywę.
Zmienił się też obraz czytelniczki. Według Romance Writers of America przeciętna czytelniczka romansów w USA ma 35–39 lat. Wcześniejsze badania pokazywały, że zwykle pracuje, jest w związku i ma wyższe wykształcenie. W Polsce literatura obyczajowo-romansowa jest z kolei obok kryminałów najpopularniejszym gatunkiem. Dlaczego po nią sięgamy? Powody są stare jak gatunek: odpoczynek po pracy, pewność dobrego zakończenia i emocje, na które w codziennym pośpiechu brakuje miejsca. Sobieniewska dzieli czytelniczki na trzy grupy: jedne szukają gorącego romansu, drugie łatwej lektury, a trzecie po prostu dobrej rozrywki. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówi bez owijania w bawełnę: „Niby wiadomo, że to głupie i naiwne, ale fajnie poczytać o tym, jak to piękny, męski i zniewalający milioner ulega skromnej i niewinnej, ale cudnej jak anioł sekretarce”.

Dlaczego wstydzimy się, że czytamy harlequiny?

Częściowo ze snobizmu. Romanse pisane dla kobiet od dawna ocenia się surowiej niż inne gatunki popularne. Seryjny kryminał czy thriller też trzymają się schematu, a jednak nikt nie przewraca oczami na widok komisarza, który w każdym tomie łapie mordercę. Harlequin bez skrępowania mówi o marzeniach, tęsknocie i pożądaniu, a do tego zawsze kończy się szczęśliwie. Właśnie dlatego rzadko czyta się go w pociągu z okładką na widoku.

Do tego dochodzi łatka „pornografii dla kobiet”, z którą Sobieniewska się nie zgadza. Według niej w harlequinach jest więcej „drżenia ciał”, westchnień i przyspieszonego oddechu niż anatomii. Sceny erotyczne znajdziemy zresztą „w co drugiej książce, także w powieściach uznanych pisarzy”, a jakoś nikt się ich nie wstydzi.

Nie wszystko jest jednak uprzedzeniem. Harlequiny powstają niemal taśmowo, według gotowych wytycznych, a język i postaci rzadko wychodzą poza szablon. Słowniki definiują je jako powieści miłosne bez ambicji artystycznych i trudno się z tym spierać. Krytycy od lat wytykają im też utrwalane wzorce: władczego bogacza, kobietę czekającą na ratunek i związek jako jedyną miarę szczęścia. Kto przeczytał o milionerze, który najpierw rani, a potem kocha, może się zastanowić, czy to naprawdę romantyczne. Wstyd przy harlequinie łączy więc uprzedzenie wobec „kobiecej” literatury z uzasadnioną krytyką literatury pisanej według szablonu. Nie trzeba udawać, że to wielka literatura, żeby przyznać, że daje przyjemność. Co przeważa, każda czytelniczka oceni sama, najlepiej po lekturze.

Czytaj także: Najpiękniejsze książki o nieszczęśliwej miłości. 7 tytułów, które złamią ci serce

5 harlequinów na dobry początek

Nora Roberts, „Druga miłość Nataszy”

Znany muzyk Spence Kimball przechodzi kryzys twórczy. Przenosi się z Nowego Jorku do prowincjonalnego miasteczka, gdzie zaczyna uczyć w szkole muzycznej. Poznaje piękną właścicielkę sklepu z zabawkami, Nataszę. Z czasem się w niej zakochuje, jednak ona po nieudanym romansie z rosyjskim tancerzem broni się przed kolejnym związkiem z artystą. To pierwszy tom sagi „Rodzina Stanislawskich”.

Nora Roberts, „Zagraj ze mną”

Serena MacGregor ma dość nadopiekuńczego ojca, który marzy, by córka wyszła za mąż i urodziła dzieci. Nie chce, by ktokolwiek wtrącał się w jej życie, dlatego ucieka na Karaiby i zostaje krupierką przy stoliku do black jacka na luksusowym liniowcu. Tam poznaje przystojnego i zniewalającego hazardzistę Justina Blade’a. Wbrew własnej woli zakochuje się w nim, i to ze wzajemnością, choć oboje boją się zaangażowania w trwały związek. Serena nie ma jednak pojęcia, że to romantyczne spotkanie ktoś zaaranżował… To pierwszy tom „MacGregorów”, jednej z najpopularniejszych sag Nory Roberts wydanych przez Harlequina.

Diana Palmer, „Księżniczka z Teksasu”

Mallory od początku nie ufał tej dziewczynie. Kiedy zatrudniał ją na ranczu, przeczuwał, że Morie nie jest tym, za kogo się podaje. Niby niewinna jak aniołek, ale ma niewyparzony język i nie boi się krytykować szefa. Niby biedna jak mysz kościelna, ale tylko ona wie, jak zorganizować eleganckie przyjęcie i zna bardzo wpływowych ludzi. Gdy Morie zostaje oskarżona o kradzież, Mallory nie słucha wyjaśnień i wyrzuca ją z pracy. Nie wie, że właśnie popełnił największą życiową pomyłkę.

Maya Banks, „Zapomniana kochanka”

Czy my się znamy? Gdyby Rafael wiedział, że w odpowiedzi na to pytanie dostanie od kobiety pięścią w twarz, raczej by go nie zadał. Dlaczego tak się zachowała? Może dlatego, że kiedyś się w nim kochała, on ją uwiódł, oszukał w interesach i się ulotnił. Teraz odnalazła go w Nowym Jorku, a on wcale sobie jej nie przypomina.

Candace Camp, „Nawiedzony dwór”

Lady Olivia nigdy nie dbała o opinię towarzystwa i nie bała się wygłaszać swoich sądów głośno i dobitnie. Zwłaszcza jeśli dotyczyły seansów spirytystycznych popularnych wśród dobrze urodzonych dam. Na jednym z nich poznaje lorda Stephena St. Legera. Stephen zachwycony demaskatorskimi umiejętnościami Olivii zaprasza ją do swojej posiadłości, gdzie po śmierci najstarszego z braci mają miejsce trudne do wyjaśnienia zdarzenia. Zaintrygowana Olivia przyjmuje zaproszenie i już pierwszej nocy sama doświadcza niepokojącej wizji…

Źródła: „Wszyscy czytamy harlequiny”, rp.pl; „Od harlequinów do perfum z Dubaju. »Całe życie sprzedaję marzenia. I spełniam własne« – mówi Nina Kowalewska-Motlik, właścicielka perfumerii i kreatorka zapachów”, zwierciadlo.pl; harpercollins.pl; rwa.org; bn.org.pl; [dostęp: 24.09.2026]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE