Ricky Gervais bawi się światem bez kłamstwa do momentu, gdy jego bohater jako jedyny zaczyna je stosować. Mark w jednej chwili traci bowiem pracę i mieszkanie, a na domiar złego nie ma szczęścia w miłości. Jego problemy znikają jednak, gdy mężczyzna przestaje być prawdomówny i odkrywa, że może na tym skorzystać. Szybko nabywa fortunę i staje się sławną, rozpoznawalną personą. Czy dzięki mówieniu nieprawdy zdoła też zdobyć serce ukochanej? „Było sobie kłamstwo” nie jest jednak kolejną głupią komedią, a inteligentnym, przewrotnym kinem z nieoczywistym przesłaniem – podlanym absurdalnym humorem i dającym do myślenia, a momentami nawet trafiającym w zaskakująco emocjonalne tony.
„Było sobie kłamstwo” to niezwykła komedia o alternatywnej rzeczywistości, w której kłamstwo... nie istnieje. Tu wszyscy ludzie, nawet politycy i twórcy reklam, mówią zawsze prawdę. Samą prawdę i tylko prawdę, bez względu na konsekwencje. Kiedy jednak fajtłapowaty Mark (Ricky Gervais, reżyser i scenarzysta filmu) odkrywa istnienie i naturę kłamstwa, szybko przekonuje się, że bycie nieszczerym ma sporo zalet. I tak oto w świecie, w którym każdy człowiek jest zobowiązany do mówienia prawdy, Mark czyni z kłamstwa łatwy sposób na zdobycie sławy i pieniędzy. Niestety sprawy okropnie się komplikują, kiedy ludzie zaczynają brać jego kłamstwa za objawienia nowej ewangelii. Czy kłamstwo pomoże Markowi w zdobyciu tego o czym marzy najmocniej, czyli serca ukochanej kobiety?
(Fot. materiały prasowe)
Świat bez kłamstwa brzmi jak eksperyment społeczny, który powinien rozsypać się po pięciu minutach, a jednak w „Było sobie kłamstwo” z tego prostego pomysłu Ricky Gervais robi zaskakująco udaną komedię z drugim dnem. I choć film momentami ociera się o naiwność, trudno odmówić mu jednej rzeczy: celnie pokazuje, jak bardzo nasze codzienne życie opiera się na drobnych unikach, fałszywych grzecznościach, udawaniu i fikcji.
(Fot. materiały prasowe)
Wyobraźmy sobie więc rzeczywistość, w której ludzie nie tylko zawsze mówią prawdę, ale też nie potrafią nawet pomyśleć, że można powiedzieć coś niezgodnego z faktami. „Ładnie wyglądasz”, „wszystko będzie dobrze” czy „miło cię widzieć” przestają być niewinnymi formułkami. W tym świecie każdy mówi dokładnie to, co naprawdę myśli. Efekt bywa bezlitosny, ale przede wszystkim – zabawny. Bo przecież brutalna szczerość tak często bawi. Do czasu, gdy nasz bohater jako pierwszy odkrywa, że można… skłamać. I tutaj zaczyna się właściwa zabawa. Jeśli komedia „Kłamca, kłamca” z Jimem Carreyem jest opowieścią o przymusowej szczerości, „Było sobie kłamstwo” można potraktować jako jej radykalne odwrócenie. Tyle że twórcom chodzi tu o coś więcej niż serię gagów.
(Fot. materiały prasowe)
Pod warstwą specyficznego, typowego dla Ricky’ego Gervaisa humoru kryje się bowiem satyryczne pytanie o to, ile prawdy jesteśmy w stanie znieść i jak wiele naszych społecznych rytuałów istnieje właśnie dzięki temu, że nie mówimy sobie wszystkiego wprost. Co więcej, film dotyka też tematu wiary i religii, pokazując, jak łatwo opowieść może stać się prawdą, jeśli tylko ktoś pierwszy odważy się ją wypowiedzieć. Dużym atutem jest też obsada aktorska. Obok Gervaisa na ekranie pojawia się bowiem plejada gwiazd, w tym m.in. Jennifer Garner, Jonah Hill, Tina Fey, Edward Norton, Philip Seymour Hoffman i Jason Bateman, których błyskotliwe role świetnie współgrają z komediowym absurdem, a trafne dialogi sprawiają, że film nie stanowi wyłącznie serii dowcipów.
(Fot. materiały prasowe)
„Było sobie kłamstwo” nie jest też komedią, która za wszelką cenę próbuje olśnić widza. Jest prosta w konstrukcji, jeszcze prostsza w odbiorze, przyjemnie lekka i momentami głupkowata – ale właśnie w tej prostocie kryje się jej największa siła. Z czasem okazuje się bowiem, że to film nie tylko do śmiechu, lecz także do głębokiej refleksji i dyskusji. Bo może prawda wcale nie jest tak wygodna, jak chcielibyśmy wierzyć? I chyba dlatego po seansie można pomyśleć: dobrze, że taki świat nie istnieje. Przynajmniej dopóki nie przypomnimy sobie, ile małych kłamstewek pozwala nam całkiem sprawnie funkcjonować.
„Było sobie kłamstwo” można obejrzeć na platformie HBO Max.