1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Retro
  4. >
  5. „Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”. O miłości, która połączyła Wisławę Szymborską i Kornela Filipowicza

„Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”. O miłości, która połączyła Wisławę Szymborską i Kornela Filipowicza

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz (Fot. materiały prasowe)
Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz (Fot. materiały prasowe)
Ona – wielka poetka i przyszła noblistka. On – powieściopisarz i nowelista. Nie byli małżeństwem, nigdy nawet ze sobą nie zamieszkali, ale łączyła ich bardzo silna więź – oparta na przyjaźni, czułości i wzajemnym poszanowaniu niezależności. Spędzili ze sobą 23 lata. Jak wyglądała relacja Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza?

„Przez całe lata patrzyliśmy na siebie z daleka”

Poznali się w 1946 lub 1947 roku. „Nie pamiętam, gdzie to było, ale pamiętam wrażenie, jakie na mnie zrobił. Siwiejący blondyn, opalony, w niebieskich wypłowiałych spodniach, bluzie w takim cudownym żółtym rozbielonym kolorze. Pomyślałam: »Boże, jaki piękny mężczyzna«” – wspominała po latach Wisława Szymborska.

„Ale to nie miało wtedy żadnych konsekwencji” – dodała. W jej życiu był bowiem inny mężczyzna – poeta Adam Włodek. Wyszła za niego w wieku 25 lat. Mieszkali przy ul. Krupniczej 22 w słynnym Domu Literatów, który po wojnie był centrum życia literackiego Krakowa. Ich małżeństwo trwało sześć lat – rozwiedli się w 1954 roku.

Kornel Filipowicz był wówczas związany z malarką Marią Jaremą, z którą wychowywał syna Aleksandra. Jarema zmarła w 1958 roku, a pisarz kilka lat później ponownie się ożenił – z Marią Próchnicką, historyczką sztuki. Mieli razem syna Marcina, ale małżeństwo nie przetrwało próby czasu.

„Przez całe lata patrzyliśmy na siebie z daleka” – opowiadała Szymborska. „Myślę, że dopóki byłam w partii, nic między nami nie było możliwe”. Dzielił ich stosunek do komunistycznej władzy. Szymborska należała do PZPR i przez pewien czas wierzyła w nowy system. Filipowicz, choć również miał lewicowe poglądy, nie wstąpił do partii i krytycznie oceniał powojenną rzeczywistość. To właśnie tę różnicę poetka po latach uznała za przeszkodę, która długo nie pozwalała im się do siebie zbliżyć. Później mówiła o tym z goryczą: „Wypełniałam swoje »wierszowane zadania« z przekonaniem, że robię dobrze. Jest to najgorsze doświadczenie w moim życiu”.

Czytaj także: Wyszła za mąż, urodziła ośmioro dzieci, a potem wybrała życie u boku kobiety. Maria Konopnicka, o której nie uczą w szkole

„Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie”

W 1966 roku Szymborska wystąpiła z partii – miała 43 lata, Filipowicz był o 10 lat starszy. Niedługo potem zostali parą i byli razem przez 23 lata, aż do śmierci Kornela. Nie wzięli ślubu ani nie zamieszkali pod jednym dachem, a o ich relacji wiedziało jedynie najbliższe grono przyjaciół.

„Byliśmy ze sobą 23 lata. Cudowny człowiek, świetny pisarz. Nie mieszkaliśmy razem, nie przeszkadzaliśmy sobie. To byłoby śmieszne: jedno pisze na maszynie, drugie pisze na maszynie… Byliśmy końmi, które cwałują obok siebie” – mówiła poetka po śmierci ukochanego.

W ich związku było dużo czułości i zrozumienia, ale też swobody. Łączyły ich intelektualne porozumienie i wspólne zainteresowania, choć każde miało swoje przyzwyczajenia. Wisława ceniła niezależność, spokój i własną przestrzeń. Kornel uchodził za abnegata: porządek nie był dla niego priorytetem. Chętnie majsterkował, a jego szuflady zapełniały się kolejnymi zbieranymi drobiazgami.

Byli razem, ale na własnych zasadach. Widywali się niemal codziennie, prowadzili długie rozmowy telefoniczne, a gdy Szymborska wyjeżdżała z powodów zdrowotnych lub zawodowych, pisali do siebie listy.

„Najlepiej w życiu ma Twój kot…”

Łączyło ich zamiłowanie do żartów – mieli podobne poczucie humoru i chętnie robili innym psikusy. Ponieważ żadne z nich nie prowadziło samochodu, na wakacje zwykle zapraszali kogoś, kto mógł ich zawieźć. Czasem wynajmowali kwatery, innym razem rozbijali namiot. Wisława Szymborska nie była jednak zapaloną biwakowiczką. Zmieniło się to dopiero pod wpływem Filipowicza. To właśnie on nauczył ją uważniej patrzeć na naturę. Największą pasją Kornela było wędkarstwo, ale choć próbował nim zainteresować także Wisławę, nie przyniosło to zamierzonego skutku. Co innego spacery po lesie i grzybobranie – te przyjemności lubili oboje.

O wyjazdach, drobnych zdarzeniach i codziennych sprawach pisali do siebie w listach. Nie brakowało w nich troski, tęsknoty ani czułości, choć uczucia często ukrywali za żartem. Gdy Filipowicz napisał, że zamierza zgolić wąsy, Szymborska odpisała: „Wiadomość ta uderzyła we mnie jak grom z jasnego nieba. Chciałam przecież wypchać nimi poduszkę na szpilki”. Dodała jednak: „Kocham Cię, ale się tym nie przejmuj ani nie licz się z tym specjalnie”.

Niekiedy wcielali się w wymyślone postaci: ona była hrabiną Heloizą Lanckorońską, on – Eustachym Pobógiem-Tulczyńskim. W ich korespondencji pojawiali się też fikcyjni rywale: służąca Gienia, o którą zazdrosna była Wisława, i kapral Józio, który z kolei budził zazdrość Kornela. Była to kolejna okazja do przekomarzania się i zabawy słowem.

W 2016 roku ich korespondencja ukazała się w zbiorze „Najlepiej w życiu ma twój kot”. „Cały wdzięk tych listów polega na tym, że intymność jest ubrana w formę ironiczno-żartobliwą, spod której wynika cała miłość i wzruszenie” – podsumowała Ewa Lipska.

Z kolei Teresa Walas wyznała: „Wzruszyłam się, kiedy je czytałam. Są sentymentalne, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Znając ich, spodziewałam się, że łączy ich jakiś rodzaj erotycznej przyjaźni, że to związek życiowo-intelektualny, cementowany też faktem, że obracają się w jednym środowisku. Tymczasem oni otaczali się wzajemnie opieką, byli dla siebie troskliwi, nieustannie pragnęli sprawiać sobie drobne przyjemności. Jest w tym jakaś niezwykła świeżość uczuć. A przecież gdy się ze sobą zeszli, byli dojrzałymi już ludźmi, każde ze swoim życiowym bagażem…”.

Czytaj także: Tworzyła arcydzieła, gdy on układał sobie życie z inną. Zofia Stryjeńska – malarka złamanego serca

„Szkoda, że Kornel nie może tego zobaczyć”

Tytuł zbioru listów zaczerpnięto ze słów poetki: „Najlepiej w życiu ma Twój kot, bo jest przy Tobie”. Filipowicz uwielbiał koty, dlatego zajmowały one ważne miejsce w ich codzienności. Szczególnie Kizia i Mizia. Po śmierci pisarza to właśnie perspektywa Mizi pozwoliła Szymborskiej opowiedzieć o pustce po odejściu kogoś bliskiego w jednym z jej najbardziej znanych wierszy – „Kot w pustym mieszkaniu”.

Kornel Filipowicz zmarł 28 lutego 1990 roku w Krakowie. Szymborska bardzo przeżyła jego odejście. „Ja oczywiście żyłam z jego wyrokiem śmierci przez 4 tygodnie i przez ten cały czas byłam wesolutka i pełna (wobec niego) dobrej myśli. Teraz dopiero płaczę. Straciłam największą miłość mojego życia” – pisała w liście do znajomych.

Sześć lat później, gdy otrzymała literacką Nagrodę Nobla, żałowała, że nie może dzielić z nim tej chwili. Sama niezwykle wysoko ceniła jego twórczość i uważała, że zasługiwał na wielkie wyróżnienie. „Szkoda, że Kornel nie może tego zobaczyć. Dla mnie byłoby to coś więcej niż oficjalne splendory. To on powinien dostać jako prozaik wielką nagrodę” – powiedziała wówczas krytykowi i dziennikarzowi Janowi Pieszczachowiczowi.

Jerzy Pilch skomentował to po swojemu: „Zakochana kobieta jest zdolna do wielu rzeczy, nawet do oddania Nagrody Nobla…”.

Źródła: „Najlepiej w życiu ma twój kot. Listy”, Wydawnictwo Znak 2016; Sławomir Koper, „Nieznane losy autorów lektur szkolnych Wstydliwe tajemnice mistrzów pióra”, Wydawnictwo Fronda 2020; „Razem, choć osobno… Historia miłości Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza”, viva.pl [dostęp: 1.10.2026]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE