Nie ma drugiej takiej postaci w historii współczesnej popkultury. Dolly Parton to jednocześnie legenda muzyki, bohaterka zbiorowej wyobraźni i osoba, która od dekad pozostaje zaskakująco blisko zwykłych ludzi. Choć sprzedała ponad 100 milionów płyt, zbudowała imperium warte setki milionów dolarów i zdobyła niemal wszystkie najważniejsze nagrody świata sztuki, wciąż mówi o sobie: „Jestem gwiazdą dla wszystkich oprócz siebie. Dla mnie samej jestem po prostu pracującą dziewczyną”. Biografia Dolly Parton to opowieść o kobiecie, która wyszła z biedy, ale nigdy nie wstydziła się swoich korzeni i przez siedem dekad konsekwentnie pracowała na swój sukces.
Dolly Rebecca Parton przyszła na świat 19 stycznia 1946 roku w Locust Ridge w stanie Tennessee jako czwarte z dwanaściorga dzieci Avie Lee i Roberta Lee Partonów. Jej ojciec był analfabetą. Na życie zarabiał dzierżawiąc ziemię, na której uprawiał tytoń. Matka, ciepła, muzykalna i obdarzona dużą wyobraźnią, była dla Dolly pierwszą przewodniczką po świecie dźwięków i opowieści. Rodzina przyszłej gwiazdy była liczna, ale los nie oszczędził jej bólu. Jej najmłodszy brat Larry zmarł zaledwie cztery dni po narodzinach w 1955 roku. Z czasem Dolly straciła także dwóch innych braci. Pięć sióstr wciąż żyje, a rodzinne więzi pozostały dla niej ważnym punktem odniesienia.
Jej rodzina mieszkała w jednoizbowej chatce bez prądu i bieżącej wody. Parton nigdy nie idealizowała dzieciństwa, ale też nigdy się go nie wstydziła. – Zawsze żartowaliśmy i mówiliśmy, że nawet nie wiedzieliśmy, że jesteśmy biedni, dopóki jakiś mądrala nam tego nie powiedział – wyznała pod koniec 2015 roku w rozmowie z „Today”. – Nie mieliśmy pieniędzy, ale byliśmy bogaci w rzeczy, których nie da się kupić za pieniądze. W miłość, dobroć i zrozumienie – dodała.
Dolly Parton w wieku ok. 9 lat (Fot. Michael Ochs Archives/Getty Images)
Muzyka była obecna w domu Partonów od zawsze. Matka śpiewała i grała na gitarze, dzieci uczyły się melodii i harmonii niemal naturalnie. Dolly pisała piosenki, zanim nauczyła się czytać. Pierwsze podróże do Nashville odbywała jeszcze jako dziecko ze starszym o zaledwie dziesięć lat wujkiem Billym Owensem, który bezgranicznie wierzył w jej potencjał. Choć spali w samochodzie i pisali piosenki w drodze, Dolly wspomina ten czas jako jeden z najszczęśliwszych okresów w swoim życiu.
– Po prostu świetnie się przy tym bawiliśmy. Cieszyliśmy się swoim towarzystwem, bo mój wujek Bill był zabawny, a ja też taka jestem. Śmialiśmy się do rozpuku. Najwięcej frajdy mieliśmy z pisania piosenek, których i tak nie mogliśmy użyć, z wymyślania rymów i różnych głupotek – opowiadała.
Za sprawą swojego talentu i determinacji wujka, już jako mała dziewczynka pojawiała się na scenach, które dla innych pozostawały niedostępnym marzeniem. W wieku trzynastu lat zadebiutowała na scenie Grand Ole Opry, czyli miejsca, które do dziś nazywa „Matką Kościołów muzyki country”. Występ w legendarnej audycji, słuchanej wcześniej przez radio, które raz działało, raz nie, miał dla niej niemal mistyczne znaczenie. – Kiedy sygnał się przebijał, to było jak głos z innego świata. Jakby ktoś otwierał drzwi do życia, które na mnie czekało – wspominała. Jej występ występ zapowiadał sam Johnny Cash, publiczność domagała się bisów. Mimo to wiedziała, że to dopiero początek.
Dolly Parton na początku lat 70. (Fot. Michael Ochs Archives/Getty Images)
Do Nashville przeprowadziła się dzień po ukończeniu szkoły średniej w 1964 roku. Postawiła wszystko na jedną kartę. Nie miała żadnego zabezpieczenia finansowego ani planu B. Była jednak pewne, że nie chce wracać z poczuciem zmarnowanej szansy. – Wiedziałam, że jeśli mam przegrać, to tylko próbując do końca. Nie po to, żeby wrócić i żałować – wyznała.
Początki w branży były trudne, ale szybko trafiła na starszego o prawie dwadzieścia lat Portera Wagonera. Współpraca z piosenkarzem country przyniosła jej dużą rozpoznawalność. Ale Dolly bardzo wcześnie zrozumiała, że sukces okupiony podporządkowaniem cudzej wizji nie jest sukcesem trwałym. – Wiedziałam, że muszę iść dalej. Nie mogłam być jego dziewczyną od śpiewania na zawsze, bo Bóg miał dla mnie większy cel, a ja sama miałam większe marzenia – mówiła w jednym z wywiadów.
Decyzja o odejściu od Wagonera była jedną z najtrudniejszych w jej życiu. Symbolicznie pożegnała się z nim piosenką „I Will Always Love You”. Utwór z 1974 roku do dziś pozostaje jednym z najbardziej poruszających utworów o rozstaniu, jakie kiedykolwiek powstały.
To wtedy Dolly zaczęła konsekwentnie budować własną pozycję, artystyczną i biznesową. Parton nigdy nie udawała przedstawicielki kultury wysokiej, ale jej piosenki są poezją w czystej postaci. Jej utwory opowiadały historie kobiet z krwi i kości. Pisała o zazdrości, biedzie, wierze, wstydzie, miłości i ambicji. Utwory takie jak „Jolene”, „Coat of Many Colors”, „Love Is Like a Butterfly”, „The Seeker” nie powstały po to, by trafić na listy przebojów. One powstały, bo musiały zostać napisane.
Dolly Parton w 1976 r. (Fot. David Redfern/Redferns/Getty Images)
Co ważne, Parton od początku rozumiała też wagę kontroli nad własną twórczością. Bardzo wcześnie założyła własną firmę wydawniczą i zadbała o prawa autorskie. – Jeśli tylko możesz trzymać swoje dobra blisko siebie i wiedzieć, co się z nimi dzieje, to jest to najważniejsza rzecz na świecie – mówiła.
Jednym z najbardziej znaczących momentów w jej karierze była odmowa oddania praw do „I Will Always Love You”, gdy Elvis Presley chciał nagrać ten utwór. Jego menedżer, „Pułkownik” Tom Parker, zażądał połowy praw autorskich. Parton stanowczo odmówiła. Była to decyzja odważna, ryzykowna i wówczas szeroko krytykowana. Z perspektywy czasu okazała się kluczowa.
Gdy kilkanaście lat później Whitney Houston nagrała własną wersję piosenki do filmu „Bodyguard”, utwór stał się jednym z największych hitów wszech czasów, a Parton zachowała pełnię praw i zysków. Dzięki temu tylko na tej jednej piosence zarobiła 20 milionów dolarów. – Kiedy Whitney to zaśpiewała, dostałam wszystkie pieniądze z praw autorskich. Kupiłam za nie mnóstwo tanich peruk – żartowała później.
Parton nigdy nie pisała „pod rynek”. – Kiedy piszę, nie próbuję być komercyjna. Piszę to, co czuję. A potem mam nadzieję, że z tego wyjdzie „Jolene” albo „I Will Always Love You”. Tego nie da się zaplanować – wyjaśniała.
Wygląd Dolly Parton był przez dekady przedmiotem drwin. Ona jednak nigdy nie próbowała się z niego tłumaczyć. – Nie obrażają mnie dowcipy o głupich blondynkach. Bo wiem, że nie jestem głupia. I wiem, że nie jestem blondynką – mówiła. Jej przesada była świadoma. – Robię tak, żeby wyglądało, że jestem lepsza, niż naprawdę jestem, bo lubię zabawiać ludzi – oznajmiła.
Oprócz imponującej kariery muzycznej, Dolly Parton odniosła sukces również w świecie filmu i telewizji. Gdy w 1980 roku na ekrany kin trafił film „Od dziewiątej do piątej”, nie tylko zagrała jedną z głównych ról, ale też napisała piosenkę, która stała się hymnem kobiet pracujących. Film, lekki w formie, poważny w treści, mówił o seksizmie, nierównościach i codziennym upokorzeniu w miejscu pracy. Dolly nigdy nie nazywała siebie aktywistką. A jednak jej obecność w popkulturze miała realny wpływ na sposób, w jaki mówiono o kobietach, pracy i ambicji.
Kolejne filmy, takie jak „Najlepszy mały burdelik w Teksasie” (1982), „Kryształ górski” (1984) czy „Stalowe magnolie” (1989), umocniły jej pozycję w Hollywood. W 2015 roku na ekranach pojawiła się telewizyjna biografia Dolly Parton’s Coat of Many Colors, opowiadająca o dzieciństwie artystki. Parton jest także producentką i aktorką w projektach telewizyjnych, m.in. „Dolly Parton: Cudownych Świąt!” (2021) Netflixa, za który zdobyła nagrodę Emmy.
W maju 1966 roku poślubiła Carla Deana. Ich małżeństwo było ciche, stabilne i prywatne. Mężczyzna przez niemal sześć dekad trzymał się z dala od blasku fleszy i pozostawał w jej cieniu. – Mój mąż nie chce być wystawiany na pokaz. I zawsze to szanowałam – tłumaczyła w 2016 roku w rozmowie z magazynem „Vogue”.
Poznali się przed pralnią w Nashville. Od razu ją zauroczył. – Byłam zaskoczona i zachwycona, że podczas rozmowy patrzył na moją twarz, co rzadko mi się zdarzało. Wydawał się naprawdę zainteresowany tym, kim jestem i czym się zajmuję – wspominała później. Ich ślub był skromny. Na ceremonii byli obecni tylko kaznodzieja, jego żona i matka Dolly.

Carl unikał mediów i rzadko pojawiał się publicznie, a mimo to inspirował wiele piosenek Parton, w tym „Jolene”. W 2008 roku w wywiadzie z NPR Parton zdradziła, że utwór powstał pod wpływem kobiety pracującej jako kasjerka w banku, która na początku ich małżeństwa często flirtowała z jej mężem. Cała sytuacja stała się dla z czasem żartem. – On po prostu uwielbiał chodzić do banku, bo poświęcała mu przy tym tyle uwagi – opowiadała.
Nie mieli dzieci. Z czasem Dolly zaczęła mówić o tym jako o czymś, który pozwolił jej poświęcić się innym. – Bóg ma plan na wszystko. Myślę, że to pewnie był jego plan, żebym nie miała własnych dzieci, żeby wszystkie dzieci innych mogły być moje. I teraz tak jest – wyznała w 2017 roku w wywiadzie dla „Today”. Carl Dean zmarł w marcu 2025 roku. „Żadne słowa nie oddadzą miłości, która łączyła nas przez ponad 60 lat” – napisała po jego śmierci.
Choć nie miała własnych dzieci, Dolly Parton jest matką chrzestną Miley Cyrus, swojej dalszej krewnej. Ich relacja wykracza poza symboliczny gest. Parton była od początku dla Miley przewodniczką, wsparciem i punktem odniesienia w świecie show-biznesu.
Miley Cyrus i Dolly Parton (Fot. Vijat Mohindra/NBC via Getty Images)
W 1986 roku w pobliżu swoich rodzinnych stron otworzyła park rozrywki o nazwie Dollywood. Chciała stworzyć miejsca pracy, dać regionowi impuls do rozwoju i pokazać, że sukces nie musi oznaczać zerwania z korzeniami. Według szacunków „Forbesa” z 2021 roku majątek Dolly Parton wynosi około 650 milionów dolarów. Składają się na niego dochody z muzyki, filmu, Dollywood, marek kosmetycznych, alkoholi, książek i nieruchomości. Kluczowe znaczenie miało jednak to, że nigdy nie oddała kontroli nad swoim katalogiem piosenek. Mimo tego bogactwa nie obnosi się z nim.
– Nie staram się prześcigać nikogo, poza sobą samą. Chcę po prostu być najlepszą wersją siebie w każdej chwili i starać się codziennie stawać lepsza – mówiła w 2025 roku w rozmowie z „People”. – Nie chodziło tylko o to, by być bogatym. Chodziło o to, by odnieść sukces w tym, co kocham robić. Żadne marzenia ani życzenia nie spełniają się bez ciężkiej pracy – dodała.
Parton znana jest z anonimowych darowizn i dyskretnej pomocy. W 1996 roku założyła Dollywood Foundation i program Imagination Library, który co roku dostarcza miliony książek dzieciom. Pomagała ofiarom pożarów w Tennessee, przekazała milion dolarów na badania nad szczepionką przeciw COVID-19 i publicznie zachęcała do szczepień, przerabiając słowa „Jolene” na „Vaccine”. Za swoją filantropijną działalność została wyróżniona honorowym Oscarem, czyli nagrodą humanitarną im. Jean Hersholt.
Dolly Parton na planie filmu „Kryształ górski” (1984) (Fot. 20th Century-Fox/Getty Images)
Dolly Parton jest jedną z najbardziej uwielbianych artystek wszech czasów. Na swoim koncie ma Emmy, 10 nagród Grammy, 25 utworów, które zdobyły pierwsze miejsce na listach przebojów oraz ponad 100 milionów sprzedanych albumów. Ma 80 lat i wciąż planuje przyszłość. Choć przeżywała żałobę i sama zmagała się z problemami zdrowotnymi – m.in. powikłaniami po kamicy nerkowej, które zmusiły ją do odwołania publicznych wystąpień i przesunięcia rezydentury w Las Vegas – szybko uspokoiła fanów. W nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych w październiku ubiegłego roku nawiązała do tego, że ostatnio wszyscy myślą, że jest poważnie chora.
– Czy wyglądam na chorą? Chcę, żebyście wiedzieli, że nie umieram – oznajmiła z humorem. Wciąż pisze, nagrywa i szykuje się do premiery musicalu o swoim życiu na Broadwayu. – Jeśli pozwolisz sobie się zestarzeć, to się zestarzejesz. Ja nie mam na to czasu – skwitowała podczas niedawnego wywiadu z „People”.
Być może dlatego wciąż pozostaje tak bliska ludziom. Choć od lat podkreśla wagę wiary w swoim życiu, nie udaje doskonałej i nie moralizuje. – Myślę, że robię to już tak długo, że moja publiczność zdążyła mnie poznać. Wiedzą, że nie oceniam ludzi. Wiedzą, że lubię wszystkich. Sama chcę być akceptowana i nie tylko akceptuję, ale wręcz celebruję różnorodność w każdym człowieku – podkreśla z dumą.
Źródła: thetennessean.com; biography.com; people.com; forbes.com; CNN; The Washington Post; Vogue; NPR; The Guardian.