Ktoś mówi ci komplement, a ty natychmiast go umniejszasz. Przyjaciółka proponuje pomoc, ale zamiast poczuć ulgę, odpowiadasz: „Nie, nie, poradzę sobie”. Partner robi dla ciebie coś miłego bez okazji, a w głowie pojawia się podejrzliwe: „Dlaczego?”. Jeśli łatwiej jest ci troszczyć się o innych niż pozwolić, by ktoś zatroszczył się o ciebie, niekoniecznie chodzi o skromność czy samodzielność. Czasem za trudnością w przyjmowaniu życzliwości kryje się przekonanie, że niczego nie dostajemy naprawdę za darmo.
Wyobraź sobie prostą sytuację. Masz gorszy dzień i koleżanka proponuje, że wyręczy cię w jednym obowiązku. Mogłabyś odpowiedzieć: „Dziękuję, bardzo mi pomożesz”. Tymczasem odruchowo protestujesz. Nie chcesz robić problemu, być ciężarem ani mieć u niej „długu”. Jeśli w końcu się zgadzasz, szybko zaczynasz myśleć, jak się odwdzięczyć.
Podobnie bywa z komplementami. „Świetnie wyglądasz” spotyka się z: „Daj spokój, nawet się dziś nie uczesałam”. „Zrobiłaś kawał dobrej roboty” – z wyliczeniem wszystkich rzeczy, które mogłaś zrobić lepiej. Czyjaś życzliwość, zamiast po prostu sprawić ci przyjemność, wywołuje skrępowanie.
Psychologowie rzeczywiście badają coś, co określają jako fear of compassion – lęk przed współczuciem czy troską. Może on dotyczyć okazywania ich sobie, innym, ale również przyjmowania ich od innych ludzi. Badacze wskazują, że obawy związane z przyjmowaniem współczucia bywają powiązane m.in. ze wstydem, samokrytycyzmem i trudnościami psychicznymi. To zależności, a nie dowód prostego związku przyczynowo-skutkowego, ale pokazują, że przyjmowanie dobra rzeczywiście nie dla każdego jest czymś łatwym i naturalnym.
Jedno z możliwych wyjaśnień prowadzi do wcześniejszych relacji. Jeśli dorastałaś w otoczeniu, w którym troska była przewidywalna i bezpieczna, łatwiej nauczyć się, że można na kimś polegać. Inaczej może być wtedy, gdy uwaga i czułość pojawiały się wyłącznie warunkowo albo były nieprzewidywalne. Dobre słowo dostawałaś przede wszystkim za osiągnięcia. Pomoc później ci wypominano. Prezent oznaczał, że trzeba będzie się odwdzięczyć. Albo ktoś potrafił być bardzo czuły, a za chwilę wycofywał uwagę i bliskość.
Wtedy można nauczyć się patrzeć na życzliwość nie jak na prezent, ale jak na początek transakcji: co będę musiała za to oddać?
W takiej sytuacji nie powinno dziwić, że badanie przeprowadzone wśród 153 młodych kobiet pokazało, że wspominanie większej rodzicielskiej czułości wiązało się z większym poczuciem bezpieczeństwa w relacjach, a poprzez nie także z większą zdolnością przyjmowania współczucia i wsparcia. Autorzy zaznaczają, że właśnie doświadczenie bezpieczeństwa i więzi może być jednym z mechanizmów pomagających zrozumieć, dlaczego niektórym ludziom łatwiej przyjmować troskę niż innym.
Jest w tym pewien paradoks. Możesz być osobą niezwykle troskliwą, która pamięta o urodzinach przyjaciółek, przywozi rosół chorej siostrze, pomaga koleżance w pracy i pierwsza pyta: „Co mogę dla ciebie zrobić?”. Dopóki jednak to ty dajesz, zachowujesz kontrolę.
Przyjmowanie wymaga czegoś innego: dopuszczenia myśli, że czegoś potrzebujesz. A to oznacza pokazanie kawałka własnej bezbronności.
W badaniach nad przywiązaniem pojawia się związek między unikającym stylem przywiązania a obawą przed otrzymywaniem współczucia. Autorzy jednej z nowszych prac zwracają uwagę, że dla części osób troska może być nie tylko czymś obcym, ale wręcz nieprzyjemnym – na przykład wtedy, gdy wcześniej nauczyły się utożsamiać jej przyjmowanie ze słabością lub nadmierną zależnością od innych. Badacze podkreślają jednak, że są to na razie zależności korelacyjne i nie można na ich podstawie przesądzać, co jest przyczyną czego.
Samodzielność oczywiście jest zasobem. Problem zaczyna się wtedy, gdy zmienia się w zasadę: muszę radzić sobie sama, bo przyjęcie czegokolwiek od drugiego człowieka jest ryzykowne.
Nie chodzi o to, żeby od tej pory bezgranicznie ufać każdemu, kto okaże nam zainteresowanie. Czasami przeczucie, że czyjaś „życzliwość” ma drugie dno, jest jak najbardziej uzasadnione. Zdrowe granice nie polegają na ignorowaniu sygnałów ostrzegawczych. Warto natomiast zauważyć moment, w którym alarm włącza się zawsze.
Możesz zacząć od czegoś naprawdę małego. Kiedy następnym razem usłyszysz komplement, spróbuj nie tłumaczyć rozmówczyni czy rozmówcy, dlaczego się myli. Powiedz po prostu: „Dziękuję”. Kiedy ktoś proponuje ci drobną pomoc, zanim automatycznie odmówisz, sprawdź, co właściwie czujesz. Skrępowanie? Podejrzliwość? Lęk, że będziesz coś winna? Potrzebę natychmiastowego zrewanżowania się? Samo zauważenie tej reakcji może być ważne.
Bo relacja, w której ludzie troszczą się o siebie, nie jest księgowością. Nie każde „zrobię to za ciebie” tworzy zobowiązanie. Nie każdy prezent jest zaliczką na przyszłą przysługę. Nie za każdym „jak mogę ci pomóc?” kryje się „a co ja będę z tego mieć?”. Życzliwość może być po prostu życzliwością. I czasem naprawdę nie trzeba za nią płacić.
Artykuł napisany z wykorzystaniem: David Sameen, If You Feel Uncomfortable Receiving Kindness, It May Be Because You Learned To Expect Strings Attached To Care, dino-world.com [dostęp 01.10.2026].