Kolekcja Saint Laurent na wiosnę–lato 2027 zaczęła się blaskiem, a skończyła czernią, jakby ktoś powoli gasił światło. Czy w ten sposób dyrektor kreatywny Anthony Vaccarello żegna się z maison, któremu przewodził przez ostatnie dziesięć lat?
Zamiast zaprosić ich jak zwykle za kulisy przed pokazem, Vaccarello przysłał dziennikarzom bukiety purpurowych kwiatów i odręczną kartkę: „Ta kolekcja chodziła mi po głowie od dawna i wreszcie poczułem, że to właściwy moment, by ujrzała światło dzienne. Jest dla mnie bardzo osobista, naładowana emocjami, więc tym razem wolę nie mówić zbyt wiele i pozwolić wam poczuć wszystkie jej odcienie”. Kiedy projektant świętuje 10 lat w domu mody Saint Laurent, a po Paryżu (i social mediach...) od tygodni krąży plotka o jego odejściu, taki liścik brzmi jak przecinek postawiony tuż przed kropką.
Motyw przewodni był jeden i nikt nie musiał go odgadywać. Trzy monumentalne złote żyrandole wisiały nad czarnym wybiegiem, a w tle migotała wieża Eiffla. Pod żyrandolami zaprezentowano najbardziej ikoniczne sygnatury domu: trencze, ołówkowe spódnice, kurtki safari, garsonki i sukienki koktajlowe – wszystko niemalże kapiące od złota. Vaccarello pokazał te klasyki w najróżniejszych materiałach od organzy i gipiury po lateks pokryty złotym listkiem, a kruszec raz robił się rudy, raz brunatny, innym razem przypominał folię, marszcząc się, plisując i wypuszczając falbany. Pokaz otworzył oversize'owy bomber jacket w stylu safari z ołówkową spódnicą z wysokim rozcięciem, a dalej pojawiły się sukienki kopertowe z ramionami rodem z lat 80. i bursztynowe halki z obniżoną talią.
Cała kolekcja była odwróconą wersją pokazu Rive Gauche Yves'a Saint Laurenta z jesieni–zimy 1991. Zaczynała się od blasku, a z każdym wyjściem ciemniała, aż zamieniła się w czerń. Dwanaście ostatnich looków poprowadziła odziana w aksamit Anja Rubik z poważną, niemal surową miną.
Czy to ostatni pokaz Anthony'ego Vaccarello dla Saint Laurent?
Po tym, jak ostatnia modelka zeszła z wybiegu, Vaccarello ominął rząd szefów Kering i ruszył prosto do syna. Z kieszeni wyjął drobny przedmiot przypominający klucze, wręczył go pięciolatkowi i pocałował go w czoło. Dział PR przekonywał, że to talizman na szczęście, ale symbolika kluczy sama się prosi o interpretację – tym bardziej, że w notatkach do pokazu projektant zostawił zdanie: „Światło błyszczy tym mocniej, że wiemy, iż nie da się go zatrzymać. To, co przemija, czasem zostawia więcej blasku niż to, co trwa”. Jeśli to naprawdę pożegnanie, Vaccarello zrobił je z prawdziwym rozmachem.