1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda
  4. >
  5. Dior wiosna-lato 2027: Jonathan Anderson pokazał kolekcję lekką jak mgła. Czy jego wizja jest równie mglista?

Dior wiosna-lato 2027: Jonathan Anderson pokazał kolekcję lekką jak mgła. Czy jego wizja jest równie mglista?

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(fot. Spotlight/Launchmetrics)
(fot. Spotlight/Launchmetrics)
Anderson wrócił do tych samych ogrodów co w marcu, ale zieleń zamienił na biel. Szklana scenografia otaczała staw spowity mgłą, a pośrodku stały dwa rozłożyste orzechy włoskie – niczym drzewo życia. Ten sam motyw pojawił się w zaproszeniu: parze orzechów wenwan, które w Chinach obraca się w dłoni w ramach praktyki yangsheng, czyli „pielęgnowania życia”. W notatkach do kolekcji projektant pisze, że to właśnie one przypomniały mu, iż „wiedzę i to, co cenne, można znaleźć w naturze”. Natura była zresztą muzą Andersona już od pierwszej kolekcji w maison Dior, choć do tej pory, niezależnie od komercyjnego sezonu, zdawała się być wiecznie wiosenna. Tym razem jednak wręcz przeciwnie.

Tekstury można opisać dwoma słowami: powiewne i eteryczne. Damska wersja przejrzystej marynarki, która w czerwcu otwierała pokaz męski, trafiła tu do maleńkiej spódniczki z dziesięciu warstw szyfonu. Były spódnice-wodospady i żakiety ze setek ręcznie barwionych płatków. Gdzie nie spojrzeć, tam falbany, frędzle, tkaniny przezroczyste jak oddech – ale jak na lato paleta barw jest zaskakująco ciemna, a wzory z sezonem nie kojarzą się wcale: pepitka, krata Prince of Wales w ciepłych tonach, tartany w barwach ziemi. Satynowe bluzki jak od piżamy trafiały pod kwieciste spódnice albo do metalicznych spodni z efektem skóry pytona. Jako jedno z odniesień Anderson przytoczył „rozbitą arystokrację” – co tłumaczyłoby szlafrokowe żakiety podszyte kożuszkiem (oczyma wyobraźni można zobaczyć dziedzica roztrwonionego majątku, który schodzi w nich na śniadanie). Spódnica corolle, ukłon w stronę New Look z 1947 roku, dostała sztywniejszą, plisowaną baskinkę na gazowej podszewce. Sam projektant mówi: „Podoba mi się myśl, że to wszystko, razem z butami, zmieściłoby się w pudełku po butach”.

Wszystkie sygnatury Andersona były na miejscu: Bar Jacket, spódnice budowane objętością, sukienki jak otulające chmury; romantyzm w klasycznym sensie tego słowa, nigdy wprost zmysłowy. Projektant traktuje krawiectwo jak płynne drapowanie, a efekt porównuje do malarstwa: „Drzewa, woda, dym – wszystko jakoś się w tym rozmywa, jak na obrazie Gerharda Richtera”. Rozmycie ma jednak swoją cenę, bo wizja na niektóre ze stylizacji zdaje się być równie nieprzejrzysta, co mgła nad Tuileries. Ale Andersonowi się nie spieszy: „Nie wydaje mi się, żeby można było dojść do wyniku końcowego, i na tym polega cała radość mody. Jeśli już gdzieś dotarłeś, nie ma dokąd iść”.

Ten sezon nie daje ostatecznej odpowiedzi na to, jakie będzie dziedzictwo Diora w wykonaniu Andersona – ale kierunek, lżejszy i bardziej poetycki, wygląda na słuszny.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE