Skąd te dziwne mrowienia, drętwienia, bóle albo zawroty głowy? Nauczyciel i praktyk metody Feldenkraisa Jacek Paszkowski wyjaśnia, że im więcej lęku, tym trudniej rozpoznać, co się dzieje. Z pomocą przychodzą ruchy – delikatne, nieuruchamiające w organizmie alarmu – dzięki
którym powoli budujemy swoją mapę doznań w ciele.
- Ból, mrowienie, drętwienie – kiedy ciało kojarzy nam się przede wszystkim z nieprzyjemnymi doznaniami, możemy stopniowo tracić z nim kontakt. Jacek Paszkowski tłumaczy, jak poszerzyć „repertuar doświadczeń z ciała”.
- Wiele osób „jest lata świetlne od swojego ciała, bo żyją w głowie”. Metoda Feldenkraisa wykorzystuje delikatne, spokojne ruchy, które pozwalają przyglądać się temu, co dzieje się w ciele, bez uruchamiania jego „lampek alarmowych”.
- Ściśnięty brzuch, uniesione barki czy napięta żuchwa mogą być sygnałami, których na co dzień nawet nie zauważamy. „Świadomość ciała jest narzędziem, które pozwala nam zmieniać wzorce zachowania” – mówi ekspert.
- „Jeżeli idę przez życie w ciele, które jest ponapinane, to tak, jakbym szedł z ciężkim plecakiem” – dodaje Paszkowski.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 07/2026.
Ewa Klepacka-Gryz: Żeby poczuć się bezpiecznie w świecie, musisz czuć się bezpiecznie w sobie i ze sobą, czyli w ciele, ale… Jak czuć się bezpiecznie w ciele, kiedy ciało dostarcza więcej zmartwień niż przyjemności?
Jacek Paszkowski: Przez dwa lata pracowałem w klinice leczenia bólu, gdzie wszyscy pacjenci o wszystkim mówili z perspektywy bólu. Kiedy na przykład pytałem: „Jak się czujesz?”, słyszałem: „Dziś boli mnie mniej”, „Wczoraj bolało mnie bardziej” albo „Zwykle boli mnie gdzie indziej”. Takim osobom jest trudno, również na poziomie werbalnym, sięgnąć do innego doświadczenia w ciele niż ból, i trzeba było nauczyć ich patrzeć na ciało również z innej perspektywy.
Kiedy w trakcie pracy z pacjentem pytałem: „Co czujesz, kiedy leżysz na podłodze?”, a on odpowiadał: „Boli mnie”, „Nie boli” albo „Boli mnie inaczej”, to mówiłem: „Rozumiem, ale czy czujesz kontakt z podłożem, czujesz, że pięta dotyka podłogi?”, „Czujesz, że plecy przylegają do podłoża inaczej po jednej i po drugiej stronie?”.
Stopniowo pacjenci zaczynali odczuwać inne doznania niż tylko ból. Czasami dotykałem jakiejś części ciała, na przykład kładłem dłoń na łokciu albo na stopie, i pytałem: „Czujesz mój dotyk?”.
To był długi proces, dla każdego inny, ale dla wszystkich ważny, bo pokazujący, że można być ze sobą i spostrzegać się z różnych perspektyw; przyjemności, ciekawości, zadziwienia. Dlatego kiedy pytasz mnie, co zrobić, jeśli ktoś postrzega ciało jedynie jako zagrożenie i źródło symptomów, to myślę, że warto zacząć od tego, aby właśnie w taki delikatny i uważny sposób pokazywać, że jest szerszy repertuar doświadczeń z ciała. A potem zmierzać ku temu, by używać ciała w taki sposób, żeby ono nam służyło do tego, co chcemy robić w życiu, i być fizycznie do tego zdolnym.
Chodzi o przełamanie scenariusza, że ciało kojarzy się jedynie z bólem: tu mrowi, tam drętwieje albo się napina?
Tak. Jeden z moich nauczycieli opowiadał, że kiedy on pracował w klinice leczenia bólu, po przyjściu do placówki pacjent dostawał do wypełnienia kwestionariusz z rysunkiem postaci z przodu i z tyłu, na którym miał zaznaczyć rodzaj i intensywność bólu. Co oznaczało, że musiał się skupić na swoim bólu i oznaczyć go na rysunku: gdzie i jak boli.
Ale mój nauczyciel dawał również drugi rysunek z prośbą o zaznaczenie, gdzie pacjent odczuwa przyjemność w ciele. Wtedy następowało przestawienie mentalne – skanuję swoje ciało w poszukiwaniu miejsc, które może nie zawsze są źródłem przyjemności, ale przynajmniej neutralnych doznań.
Kiedy ciało kojarzy mi się jedynie z nieprzyjemnymi doznaniami, nie mam z nim dobrego kontaktu, wręcz go unikam. Czy mogę się wówczas czuć wewnętrznie bezpieczna? Albo inaczej: czy jeżeli mam dobry kontakt z ciałem, to czuję się bezpieczna wewnętrznie?
Myślę, że to idzie w parze. Kiedy nie czuję się bezpiecznie, to jakieś sfery swojego ciała zamykam. Poczucie bezpieczeństwa w ciele wiąże się z jakimś otwarciem na doświadczenie, z brakiem napięcia wewnętrznego, które jest naturalnym stanem, kiedy ciało się czegoś obawia.
Czy ludzie, którzy odczuwają napięcie w ciele, czują się mniej bezpiecznie?
Zależy, z czego wynika to napięcie. Czy się czegoś boję? A może boli mnie brzuch i się napinam? Albo jestem w trybie zadaniowym? Niektórzy mają problem z tym, by puścić napięcie, wyjść z trybu działania, położyć się na stole do masażu, puścić kontrolę i się zrelaksować. Czasami widzę na lekcjach Feldenkraisa osoby, którym trudno spokojnie leżeć na podłodze; wiercą się, mają ochotę wstać i uciec – i więcej się nie pojawiają.
No właśnie, bo w dzisiejszym rozpędzonym świecie trudno wytrzymać bycie w bezruchu, z uważnością na ciało, na kontakt z podłożem, kiedy naturalne napięcia wynikające z pionizacji znikają. I wtedy ruchy mają być wykonywane spokojnie, z jak najmniejszym wysiłkiem, jak najwolniej. Jak wyhamować w tej codziennej gonitwie i nie przestraszyć się tego?
Jedna droga jest taka, że ktoś przychodzi na lekcję i odczuwa w ciele błogość albo zaciekawienie, i to motywuje go do kontynuacji. Wiele osób jest lata świetlne od swojego ciała, bo żyją w głowie, ale być może doświadczenie leżenia na podłodze i wolnych, spokojnych ruchów wzbudzi w nich zaciekawienie i poczują chęć spróbowania kolejny raz. Oczywiście jest grupa ludzi, którzy wyjdą z zajęć zirytowani.
Czy może być tak, że w trakcie wykonywania lekcji napięcie się nasili, pojawi się lęk, zniechęcenie?
Na zajęcia trafiają ludzie, którzy chcą trafić na takie zajęcia, często już coś o nich usłyszeli i chcą choć raz spróbować.
Ale jeżeli weźmiemy grupę osób, które zostały przysłane przez firmę, w której pracują, i nie mają pojęcia o tej metodzie, kładą się na podłodze, nie wiedząc, co ich czeka, to może jedna osoba na dziesięć będzie tym autentycznie zainteresowana, a reszta raczej zniecierpliwiona.
Ten proces ich nie poruszy, bo brakuje im wglądu w to, co się dzieje z ciałem. Dopiero gdy ich coś zatrzyma: to wysiądzie, tamto przestanie działać – bo ciało upomina się o siebie, wyłączając któryś z systemów – to zaczną szukać kogoś, kto pomoże im się z tym ciałem dogadać.
Możemy sami poeksperymentować z byciem w bezruchu: wracam z pracy, kładę się na podłodze na plecach i puszczam napięcie w ciele. Czy to ma praktyczny sens?
Tak, to ma sens. Pamiętam, że niektórzy twoi pacjenci mają problem z położeniem się na wznak.
Na przykład osoby z położeniowymi zawrotami głowy.
Jeśli nie czujesz się komfortowo, leżąc na podłodze na plecach, wybierz inną pozycję: na boku, na brzuchu – taką, w której będzie ci wygodnie i poczujesz się bezpiecznie.
Wiele osób dobrze się czuje w pozycji embrionalnej: skulonej, na boku.
Tak, ale pojawia się pytanie, czy to jest pozycja komfortu, w której chcesz pozostać do końca życia. A może chcesz coś z tym zrobić? Są drogi cielesne, ale i psychologiczne, które pozwolą powoli z tego wychodzić. Leżenie na wznak jest pozycją wyjściową, ponieważ możemy w niej badać napięcie – sposób, w jaki leżysz, jest manifestacją napięcia. Z tej pozycji będziemy wchodzić w nowe kierunki ruchu. Wygodne leżenie na wznak daje poczucie odprężenia, umożliwia obserwację, siebie również, poprzez kontakt z podłogą.
Pozwala zwracać uwagę na ciało?
Tak. Poczuć jedną i drugą stronę ciała, jego niesymetryczność, utrwalone nawyki i napięcia. Kawałeczek po kawałeczku budujemy mapę siebie. Po jakimś czasie stajemy się coraz bardziej świadomi swojego ciała.
Jak to ma się do poczucia bezpieczeństwa?
Kiedy jesteś na obcym terytorium i nie masz mapy, to masz mniejsze poczucie bezpieczeństwa. Pomyśl sobie o człowieku, który znajduje się w obcym miejscu, któremu padł telefon i nie ma nawigacji.
Straszne.
Właśnie. Kiedy nie masz kontaktu ze sobą – nie masz poczucia, gdzie jesteś w ciele. Kiedy powoli odkrywasz ciało poprzez różne formy pracy z ciałem (a tak naprawdę z całym człowiekiem), poprzez poruszanie ciałem, kawałeczek po kawałeczku, w różnych pozycjach, odkrywasz je za każdym razem na nowo. Przykładowo inaczej czujesz stopy na leżąco, inaczej, kiedy stoisz, a jeszcze inaczej, kiedy leżysz na brzuchu i podnosisz nogę do góry.
Czy taka praca pozwoli mi wyjść z głowy, odciąć się od problemów, z którymi przychodzę na lekcję?
W trakcie lekcji Feldenkraisa leżysz na kocyku, jest przyjemnie, ciepło, robisz lekkie, delikatne ruchy. Chodzi o to, żeby nie zapalać w ciele tych lampek alarmowych. Wiele osób mówi: „Nie pamiętam, kiedy byłem tak bardzo skupiony w byciu tu i teraz. Wszystko inne odpływa”.
Jestem wtedy bliżej przyjemności niż obowiązków.
Tak, Feldenkrais często powtarzał: „Rób to tak, jakbyś niczego nie chciał osiągnąć”. Robisz coś dla samego doświadczenia siebie i ruchu. To jest wspaniałe, ale też trudne. O metodzie Feldenkraisa mówi się, że to jest organiczne uczenie się, czyli nauka poprzez doświadczanie. Mówiąc inaczej, stwórz sobie bezpieczne warunki i badaj tę przestrzeń, w której czujesz się dobrze.
A wracając do przypadku osoby, która czuje się dobrze w skulonej pozycji – jest wiele ruchów, które może w tej pozycji zrobić. Na przykład może będzie się czuła dobrze, kiedy wyprostuje nogę w dół, a potem do przodu i do tyłu, na wiele różnych sposobów.
Chodzi o odkrywanie nowych wzorców ruchowych?
Chodzi o szukanie w komforcie nowych przestrzeni.
W komforcie, czyli w byciu bezpiecznym?
Tak. Czasami bezpieczne jest jedynie leżenie na boku i poruszanie oczami. Jeżeli to jest jedyna rzecz, którą ta osoba może zrobić w komforcie, to tak zaczynamy. Ruchy oczu poruszają nas w środku. Na przykład jeśli poruszę oczami w prawo, mięśnie napinają się, żeby poruszyć głowę w prawo. Choć wydaje się, że nic nie robię, to w układzie nerwowym dzieje się już bardzo dużo. Z niektórymi osobami czasami pracuje się bardzo długo w jednej pozycji, bo nie pozwalają sobie z niej wyjść. Po jakimś czasie jednak otwierają się na inne.
Każda lekcja Feldenkraisa jest ekspozycją na nowe: nowy ruch, nowe doznanie, nowe doświadczenie z ciała.
Jak to przełożyć na sytuację, kiedy w realnym życiu czeka mnie coś, czego na przykład się boję i usztywniam się.
Co to znaczy, że się usztywniam? Czy moje barki idą do góry, do przodu, do tyłu? Jeżeli tego nie wiem, mój wzorzec strachu będzie się utrwalać. Jeżeli to wiem, mogę puścić barki i zobaczyć, czy czuję się mniej zagrożony, czy oddycham swobodniej. Świadomość ciała jest narzędziem, które pozwala nam zmieniać wzorce zachowania.
Po każdej lekcji Feldenkraisa wychodzisz bardziej świadoma siebie. Poprzez ciało manifestują się emocje. Jeśli czuję lęk, to na przykład czuję, że mój brzuch jest ściśnięty – albo odwrotnie, uczę się, że ściśnięty brzuch oznacza, że się boję. Dostęp do tego, co się dzieje w ciele, uświadamia mi, co się w ogóle ze mną dzieje.
Łatwiej mi puścić brzuch i sprawdzić, czy lęk jest mniejszy, niż tłumaczyć sobie: przestań się bać?
Tak, bo do tego masz dostęp. Puszczasz brzuch za pomocą mięśni szkieletowych, do których masz dostęp.
A co w przypadku pacjenta z tężyczką: drgają mu mięśnie, pojawiają się mrowienia języka. Skupianie się na ciele jest dla niego przerażające.
Metoda Feldenkraisa nie jest metodą leczniczą, ale jeżeli masz duże napięcie w ciele, to z tym możemy popracować. Może zmniejszenie stanu napięcia, które jest manifestacją napięcia układu nerwowego, wpłynie na twoje objawy.
Kiedyś przyszła do mnie osoba z poważnym medycznym problemem. Od razu powiedziałem jej, że nie mam pojęcia, co z tym zrobić, ale jeśli jest gotowa, to możemy pracować z jej zwiększonym napięciem w ciele. Po dwóch sesjach powiedziała, że kiedy wraca do domu, to dzieci zauważają, że jest bardziej spokojna.
Wiele osób twierdzi, że po takim łagodnym poruszaniu się w zgodzie ze sobą zmienia się ich nastawienie do codziennego pośpiechu. To nie jest tak, że robią mniej, chociaż czasem podejmują inne decyzje, w wyniku których są mniej zaganiani, ale że wiele rzeczy, które ich dotykało dotychczas, dotyka ich już mniej. Tak jak w kajakarstwie górskim: lepiej z wodą współpracować niż z nią walczyć.
Zupełnie jak z życiem.
Tak. Mniej przejmować się drobiazgami, zajmować się tym, co ważne, nie marnować energii na to, na co nie mam wpływu. Jeżeli idę przez życie w ciele, które jest ponapinane, to tak, jakbym szedł z ciężkim plecakiem. Jeśli nauczę się tak poruszać na co dzień, że chociaż troszeczkę tego ciężaru zrzucę, to będzie mi lżej. Każde napięte włókno mięśniowe kosztuje mnie energię.
Oznacza to też, że w mózgu jest jakaś komórka, która odpala, żeby to włókno było napięte. Jeżeli nauczę się poruszać z mniejszym wysiłkiem, to zwolnię to włókno mięśniowe, nie będę zużywał na to energii, ale i wygaszę tę lampkę w mózgu. A to oznacza spokojniejszy umysł i więcej energii w ciele.
Każdy z nas ma taką skrytkę na napięcia, o której kompletnie nie ma pojęcia. Jedni lokują sobie napięcia między łopatkami, inni w żuchwie, jeszcze inni w brzuchu. Jeśli sobie to uświadomię i puszczę te napięcia, to będzie mi dużo lżej.
Jacek Paszkowski, absolwent Wydziału Rehabilitacji AWF w Warszawie, certyfikowany nauczyciel metody Feldenkraisa. Jest założycielem Akademii Świadomego Ruchu; metoda-feldenkraisa.pl