Różnica w podejściu do zdrowia między nami a Chińczykami polega między innymi na tym, że ich medycyna uczy szacunku do własnych zasobów, z którymi przychodzimy na świat, i uzmysławia, że one nie są nieskończone. Zalecenia Klasycznej Medycyny Chińskiej (CCM), które pomagają osiągnąć długowieczność – wyjaśnia fitoterapeutka Katarzyna Marcelewicz-Mitoraj.
- Według tradycyjnej medycyny chińskiej człowiek jest stworzony do tego, by przeżyć nawet 120 lat w zdrowiu.
- Nie bez znaczenia ma być pora, o której śpimy i jemy. Katarzyna Marcelewicz-Mitoraj wyjaśnia, jak medycyna chińska interpretuje dobowy obieg energii i dlaczego tak dużą wagę przywiązuje do regularnego odpoczynku.
- „Ktoś z niedoborami może żyć dłużej niż ktoś, kto swoje bogate zasoby szybko zużyje” – mówi ekspertka. Zamiast ciągłej rywalizacji i forsowania organizmu Chińczycy stawiają na uważność i oszczędzanie sił.
- Qi, Jing, Shen i Krew to cztery „skarby”, o które według medycyny chińskiej warto dbać przez całe życie.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 07/2026.
Aleksandra Nowakowska: Yang Shang z chińskiego można przetłumaczyć jako kultywowanie życia lub pielęgnowanie witalności. Na czym polega?
Katarzyna Marcelewicz-Mitoraj: Chińczycy są zdania, że człowiek jest stworzony do tego, żeby przeżyć 120 lat w zdrowiu. Jest to możliwe, jeśli będzie zachowywał się zgodnie z zaleceniami „Kanonu Żółtego Cesarza” lub innych starożytnych dzieł chińskich, w których zostało opisane, jak żyć idealnie.
Chińczycy, jak wszystkie cywilizacje wschodnie, są przekonani, że człowiek jest integralnym elementem przyrody, i już od starożytności uważnie ją obserwowali, by żyć zgodnie z jej rytmami. Przestrzegali tego, że czas na regenerację jest tak samo istotny jak czas działania.
Na przykład zimą, kiedy przyroda jest uśpiona, mamy magazynować energię na ciepłe miesiące: dłużej spać, nie wyczerpywać sił podczas intensywnych treningów czy chodzenia do sauny, bo to aktywności, kiedy ruch energii kierowany jest na zewnątrz, a w przyrodzie ruch w tym czasie kieruje się do środka.
Wiosna przychodzi wcześniej, niż widzimy zielone listki na drzewach, już wtedy wysiewa się ziarna i wtedy można zacząć żyć aktywniej. To najlepszy czas w roku na łagodną formę detoksu dostosowaną do naszego wieku i stanu zdrowia. Warto sięgnąć wtedy po pokarmy, które wspierają oczyszczanie organizmu po zimie, takie jak: nasiona łzawicy ogrodowej (Yi Yi Ren), fasole (mung, azuki), a także pić herbatki: z kwiatów chryzantemy chińskiej (Ju Hua), aby łagodzić podrażnione przez alergię oczy, z kwiatów lub pączków róży (Mei Gui Hua), żeby niwelować skutki napięcia.
Chińczycy żyją zgodnie z porami roku, ale zegar biologiczny oddziałuje na nasz organizm również w krótszych okresach, w ciągu doby.
W jaki sposób?
Obieg Qi, czyli energii życiowej, zmienia się co dwie godziny.
Na przykład najlepiej trawimy między godzinami 7 a 9 rano, bo mamy wówczas maksimum energetyczne obiegu czynnościowego Żołądka, oraz między 9 a 11, podczas maksimum obiegu Śledziony. Składniki odżywcze, które dostarczamy sobie w tym czasie, mają najlepsze warunki, żeby zostały przyswojone i odżywiły ciało.
Z kolei między godziną 23 a 1 w nocy, podczas maksimum Wątroby i Woreczka Żółciowego, najbardziej efektywnie regenerują się Krew i kluczowe organy wewnętrzne – dlatego wtedy powinniśmy spać. Żeby nie zaburzać tego procesu oraz – co dla niektórych być może jeszcze ważniejsze – nie przybrać na wadze, bo w tym samym czasie przypada minimum energetyczne obiegu Śledziony i Żołądka, nie należy wtedy jeść. Jeżeli chcemy żyć nawet 100 lat, istotne jest to, w jakich godzinach jemy, a w jakich śpimy.
Brzmi nawet prosto, ale wiadomo – nie zawsze się wysypiamy, nie zawsze jemy śniadanie.
Jeśli tracimy synchronizację z naturalnym porządkiem świata, odchodzimy od równowagi, która tworzy zdrowie, i zmierzamy ku dysharmonii powodującej chorobę. Jeśli wyłapiemy ten moment zachwiania i zmienimy styl życia, mamy szansę nie zachorować.
To ten czas, kiedy jeszcze nie trzeba leczyć, ale już warto regulować działanie organizmu.
W świecie zachodnim mówimy na przykład o odpowiedniej suplementacji, którą najlepiej stosować po odpowiednich badaniach. W medycynie chińskiej docenia się wzmacniające działanie substancji naturalnych występujących w przyrodzie, czyli ziół, ale też owoców i nasion.
W ogromnej ilości receptur chińskich mamy: odżywcze jagody goji, owoce morwy, czarny sezam, skórki mandarynki, goździki, cynamon, imbir, lukrecję i wiele innych tego typu składników.
Potrzebna jest uważność, by wychwycić moment zachwiania równowagi, podczas gdy my, na Zachodzie, mamy raczej tendencję do nadmiernej eksploatacji organizmu i niesłuchania go.
Różnica między nami a Chińczykami polega między innymi na tym, że ich medycyna uczy szacunku do własnych zasobów, z którymi przychodzimy na świat, i uzmysławia, że one nie są nieskończone. Te zasoby u różnych osób są różne, od urodzenia mamy słabsze strony, ale jeśli będziemy ich świadomi i będziemy je wzmacniać, możemy liczyć na długie życie.
Ktoś z niedoborami może żyć dłużej niż ktoś, kto swoje bogate zasoby szybko zużyje, bo będzie się na przykład forsował w maratonach, w rywalizacji, pogoni za symbolami statusu, pieniędzmi, władzą, i szybko się wypali.
Wymieniłaś często kultywowane w naszej kulturze wartości czy dość powszechne cele.
U Chińczyków jest inaczej, zgodnie z filozofią wu wei (działanie bez wysiłku, z naturalnym biegiem rzeczy) oni raczej nie wyrywają się przed szereg, za to obserwują, uważając, że tam, gdzie dwóch się bije, trzeci korzysta. Potrafią poczekać, aż nadejdzie właściwy moment na działanie. Wiedzą, kiedy mogą po coś sięgnąć, a kiedy powinni się powstrzymać. Nie zaatakują, kiedy nie muszą. Największym zwycięstwem jest zdobycie tego, czego chcą, bez walki. Szanują swoje siły, podczas gdy my chętnie wysyłamy się na front.
O jakich zasobach mówimy w medycynie chińskiej?
Mówimy o czterech skarbach, są to: Qi, Jing, Shen i Krew. Qi to szeroko pojęta energia życiowa, którą uznaje się za odnawialną. Możemy wzmacniać ją chociażby pogłębionym oddechem, przebywaniem na świeżym powietrzu, ruchem, właściwym odżywianiem, snem.
Krew w medycynie chińskiej to bardziej złożony koncept niż nasze rozumienie krwi. Jest jej kilka rodzajów i można ją odżywić na przykład znanymi nam dobrze superfoods czy ziołowymi recepturami, diagnozując się przez badanie pulsu czy ocenę wyglądu języka.
Bardzo trudno natomiast zregenerować Jing – to nasza esencja, którą po części można porównać z tym, co w świecie zachodnim dostajemy w genach od rodziców. Jakie mamy Jing, widać po naszym wyglądzie – widać, czy mamy mocne zęby, włosy, jaką mamy budowę ciała, jaką odporność.
Terapeuta medycyny chińskiej widzi ten potencjał urodzeniowy po wyglądzie: przygląda się kościom żuchwy, policzkowym, sile mięśni. Jing wspiera się poprzez zdrowy styl życia i na pewno nie warto go wyczerpywać, bo to niemalże nieodnawialny zasób.
Medycyna zachodnia zupełnie nie bierze pod uwagę Shen – to jest duch, dusza, coś, co ma powiązanie z wszechświatem.
Według Chińczyków nasze małe shen jest połączone z dużym Shen. Klasyczna Medycyna Chińska kultywuje Shen poprzez medytację, modlitwę, kontemplację. Oferuje specjalne techniki, które ją wspierają, wpływając też na ciało. U nas mówi się, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Dbając o Shen, pozytywnie wpływamy na psychikę. Dla Chińczyków jest to nierozdzielne – wszystko, co wpływa na emocje, znajduje odzwierciedlenie w ciele. Poszczególne narządy są związane emocjami. Na przykład obieg czynnościowy Nerek – z lękiem, ale i siłą woli, mocą i charyzmą; Wątroby ze złością, ale i kreatywnością oraz planowaniem strategicznym; Płuc – z żałobą i smutkiem, ale i instynktem przetrwania oraz prawością; Śledziony – z rozpamiętywaniem i zamartwianiem, ale i opiekuńczością oraz troską; Serca – z niepokojem, paniką i szokiem, ale i z miłością, optymizmem czy radością.
To, gdzie się znajdziemy na skali tych emocji, zależy od tego, czy dany obieg jest w równowadze. Jeśli odpowiednio zadbamy o nasze wewnętrzne zasoby, łatwiej zdobędziemy te zewnętrzne, na przykład pieniądze czy osiągnięcia zawodowe, a co więcej – będziemy dłużej i zdrowiej żyć.
Katarzyna Marcelewicz-Mitoraj, coach, dietetyk profilaktyczny i leczniczy według medycyny chińskiej. Integruje zachodni coaching i strategię ze wschodnią medycyną. Ukończyła 4-letnią Chińsko-Polską Szkołę Medycyny Chińskiej TOMO w Gdańsku, kontynuuje naukę w ścieżce przekazu szkoły Qi Lu u prof. Li Jie. W centrum jej zainteresowań znajdują się: profilaktyka zdrowia kobiet, wspieranie witalności i długowieczności w oparciu o założenia Klasycznej Medycyny Chińskiej (CCM).