1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. „Tylko tobie to powiem”. Plotkujemy od tysięcy lat. Językoznawczyni: ta skłonność pomogła ludziom osiągnąć ewolucyjny sukces

„Tylko tobie to powiem”. Plotkujemy od tysięcy lat. Językoznawczyni: ta skłonność pomogła ludziom osiągnąć ewolucyjny sukces

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
(Fot. Spotlight/Launchmetrics)
Gdyby zrobić „test korytarzowy” i zapytać ludzi, na przykład w pracy, czy plotkują i rozmawiają o innych za ich plecami, większość prawdopodobnie odpowiedziałaby, że absolutnie, bo to wstrętne i podłe. Tyle że to chyba tylko deklaracje. W jednym z badań z 2019 roku 467 dorosłych osób przez kilka dni nosiło elektroniczne dyktafony zbierające próbki prowadzonych przez nie rozmów. Analizy pokazały, że w ogóle nie plotkowały... tylko 34 osoby. Reszta poświęcała na to nawet godzinę w ciągu 16-godzinnej aktywności. Skoro znakomita większość z nas to robi, musimy coś na tym zyskiwać. Co konkretnie?

Spis treści:

  1. Dlaczego plotkujemy? Plotka pomaga budować więzi i zmniejszać napięcie
  2. Plotkujemy z osobami, którym ufamy. Tak budujemy poczucie wspólnoty
  3. Plotkowanie mówi więcej o nas niż o osobie, którą obgadujemy
  4. „Tylko nie mów nikomu”. Po czym poznać język plotki?
  5. Dlaczego niektóre plotki bolą nas bardziej? „Trafiają w szczelinę pewności siebie”

  • Plotkujemy niemal wszyscy, choć niechętnie się do tego przyznajemy. Dr Małgorzata Majewska tłumaczy, że rozmowy o innych mogą pomagać nam rozładować napięcie, budować więzi i upewniać się, że ktoś „ma tak samo jak my”.
  • To, kogo i za co obgadujemy, może powiedzieć zaskakująco dużo o nas samych. „Plotka obnaża przede wszystkim deficyty” – zauważa językoznawczyni.
  • Plotkowanie ma swój charakterystyczny język: „Tylko nie mów nikomu”, „Podobno…” czy „Nie to żebym plotkowała, ale…”. Takimi zdaniami budujemy bliskość, ale też chronimy własny wizerunek.
  • A co, jeśli to my stajemy się obiektem plotek? Ekspertka radzi: „Pozwól innym mylić się na swój temat” i wyjaśnia, dlaczego najbardziej bolą nas słowa trafiające w nasze własne niepewności.

Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 07/2026.

Dlaczego plotkujemy? Plotka pomaga budować więzi i zmniejszać napięcie

Agnieszka Radomska: Gdyby zrobić „test korytarzowy” i zapytać ludzi, na przykład w pracy, czy plotkują i rozmawiają o innych za ich plecami, większość prawdopodobnie odpowiedziałaby, że absolutnie, bo to wstrętne i podłe. Tyle że to chyba tylko deklaracje. W jednym z badań z 2019 roku 467 dorosłych osób przez kilka dni nosiło elektroniczne dyktafony zbierające próbki prowadzonych przez nie rozmów. Analizy pokazały, że w ogóle nie plotkowały... tylko 34 osoby. Reszta poświęcała na to nawet godzinę w ciągu 16-godzinnej aktywności. Skoro znakomita większość z nas to robi, musimy coś na tym zyskiwać. Co konkretnie?

Małgorzata Majewska: Pierwsze, co mnie zastanawia, to relacje społeczne tych 34 osób, które nie plotkowały wcale. Myślę, że gdyby pokusić się o głębszą analizę, być może u tych osób ujawniłyby się jakieś problemy dotyczące lęku społecznego, kłopoty z wchodzeniem w interakcje, słowem, jakiś rodzaj trudności z nawiązywaniem kontaktu w ogóle. Bo rzeczywiście jest tak, że plotka pełni wiele istotnych funkcji i jest naturalnym elementem funkcjonowania w grupie.

Wyobraźmy sobie, że obie znamy człowieka, którego nie lubimy, a z którym łączy nas zależność służbowa. Konwencja kulturowa służąca regulowaniu relacji społecznych sprawia, że nie możemy mu powiedzieć wprost, co o nim myślimy, a myślimy, że jest manipulatorem. Jeśli ty wyślesz mi jakiś drobny sygnał, że czujesz jak ja i tego pana postrzegasz podobnie, to mamy pomost. Gdy wykorzystamy to ciche porozumienie i przegadamy ze sobą to, co nas w kontekście współpracy z tym panem uwiera, to dzięki tej rozmowie obie się zwentylujemy i zmniejszymy napięcie, które w innym wypadku pewnie by narastało. Mamy pierwszy zysk.

Druga rzecz jest taka, że dzięki takiej wymianie ja wiem, że skoro obie mamy podobne odczucia, to znaczy, że nic mi się nie wydaje, nie wydziwiam i nie przesadzam, bo znajduję w tobie potwierdzenie. Gdybym z tobą o tym panu nie poplotkowała, mogłabym mieć wrażenie, że to ze mną jest coś nie tak, a to jest ogromny dyskomfort.

Myślę, że najważniejsze zdanie na świecie w każdej relacji brzmi: „Mam tak samo jak ty”. Gdy to słyszę, wiem, że nie jestem odmieńcem, oddycham z ulgą, bo skoro nie ja jedna mam z tym panem problem, to znaczy, że on jest obiektywnie trudny. Kłopot nie dotyczy mnie, ale jego, więc czuję się ze sobą dobrze, a tego bardzo potrzebujemy wizerunkowo – i mamy drugi zysk.

Wychodzi na to, że plotkując, dbamy o siebie. Trochę nieładnie...

W pewnym sensie tak, i nie ma potrzeby tego wartościować, tak po prostu jest. Wolałabym patrzeć na ten specyficzny rodzaj zdarzenia komunikacyjnego jako na narzędzie służące rozmaitym celom niż na coś, co wzbudza oburzenie. Często pod plotkowaniem o kimś kryje się na przykład nieświadomy mechanizm obronny – projekcja.

Jeżeli w sobie nie mamy odwagi i miejsca na jakieś trudne emocje, nie akceptujemy ich, to one nas drażnią u innych. Jeżeli byłam wychowana jako skromna dziewczynka, która siedzi w kąciku, nie rzuca się w oczy, czeka, aż ją ktoś dostrzeże, to jest spora szansa, że będą mnie irytować kobiety przebojowe i pewne siebie, i to one staną się obiektem rozmów za plecami.

Gdybym miała problem ze złością, nie umiała jej obsługiwać, drażniłyby mnie osoby, które lepiej sobie z nią radzą i bywają wyjątkowo asertywne, nawet bezczelne. Po kontaktach z taką osobą mogłabym mieć skłonność, by w rozmowie z kimś trzecim skwitować jej postawę z oburzeniem: „No, ta to już zupełnie nie ma wyczucia i ogłady, jak można z czymś takim wyjechać!?”. I owszem, pewnie w wielu kontekstach to oburzenie byłoby uzasadnione, ale czasem mogłoby się pod nim czaić coś więcej, do czego nigdy bym się nie przyznała na głos: „Są sytuacje, w których chciałabym być nią”.

Nie chcemy przyglądać się temu, co w nas ciemne, a projekcja nam to trochę załatwia, pozwala powiedzieć: ja jestem lepsza. Tyle że skoro jestem lepsza, to znaczy, że gdzieś, w jakimś punkcie czy obszarze, czuję się gorsza.

Plotka to także forma wymiany informacji, a ta ma fundament ewolucyjny. W pierwotnych wspólnotach po prostu dobrze było się wymieniać informacjami na temat innych członków plemienia, żeby wiedzieć, kto jest nastawiony na współpracę, a kto na rywalizację. Dziś może nie służy to przetrwaniu, a więc kolektywnemu działaniu na rzecz upolowania bizona, ale nadal wiedza na temat osób, z którymi współdziałamy, choćby w pracy, bywa bezcenna.

O tym mówi Juwal Noach Harari w książce „Sapiens”. Właśnie dzięki wymianie informacji człowiek stoi wyżej od zwierząt, bo potrafimy współpracować z ogromną liczbą nieznajomych osobników tego samego gatunku, ale także umiemy tworzyć fikcję. Spotykamy się i tworzymy alternatywne scenariusze na czyjś temat. Oczywiście one kiedyś pełniły funkcje związane z przetrwaniem per se, ale moim zdaniem dziś ich rola jest równie istotna. Może przeżycia już nie warunkuje, ale nadal pozwala wybierać tych, z którymi współpracować chcemy – zwłaszcza w przestrzeni zawodowej.

W dobie sztucznej inteligencji każdy może sobie stworzyć genialne CV, wypromować się dzięki firmom wyspecjalizowanym w kreowaniu wizerunku, a i tak mnóstwo osób zatrudniających nowych pracowników korzysta ze starego dobrego marketingu szeptanego. Sama wolałabym, zamiast zapraszać do współpracy kogoś z ogłoszenia, nawet jeśli ma on doskonałe papiery, popytać „na mieście”, co o nim myślą ci, którzy już z nim współpracowali.

Gdyby osoba, której ufam, powiedziała mi: „Ta Kaśka to jest świetna osoba, rzetelna, nie zawiedziesz się”, czułabym się spokojniej niż po przejrzeniu nawet najlepszego portfolio czy odbyciu satysfakcjonującej rozmowy kwalifikacyjnej z panią Katarzyną. Wszyscy to robimy: szukamy informacji o ludziach, dzwonimy do znajomych z branży, wypytujemy, co to za człowiek, sprawdzamy, gromadzimy opinie przed podjęciem decyzji – więc to nadal trochę polowanie na bizona.

Plotkujemy z osobami, którym ufamy. Tak budujemy poczucie wspólnoty

No ale gdyby to śledztwo wykazało, że Kaśka jest plotkarą, a dyskrecja nie jest jej mocną stroną, to byłby potężny minus. Sami mówimy o innych za ich plecami, ale nie znosimy plotkarzy?

Ważną funkcją plotkowania, prócz wyżej wymienionych, jest również negocjowanie norm we wspólnocie.

Jeśli powiem: „Aga, z tej Jolki to jest straszna kłamczucha i hipokrytka, uważaj na nią”, to owszem, przestrzegam cię, byś była bardzo ostrożna w kontaktach z Jolką, ale jednocześnie komunikuję, że dla mnie w przyjaźni ważna jest szczerość i lojalność, te wartości uznaję za normę. Inaczej mówiąc, daję ci znać, że ja bym nie zrobiła ci tego, co Jolka.

Zauważ, że jeśli ktoś w naszym przekonaniu robi nam świństwo, to plotkujemy o nim wyłącznie z osobą, z którą dzielimy wspólne wartości; jak choćby to, że dochowa tajemnicy, bo zgodnie z naszym wspólnym systemem wartości tak właśnie się postępuje. Plotka jest podstawą konstruowania zaufania, a bez zaufania nie ma wspólnoty. Wspólnotą stają się ci, którym ufasz. Sytuacja zmienia się jednak wtedy, gdy plotka służy manipulacji.

Chyba często jej służy. Ta forma wymiany z jednej strony ułatwia budowanie więzi i pełni funkcję integracyjną, ale z drugiej – pozwala wpływać na dynamikę relacji w grupie. Jak to się odbywa?

Niemal w każdej organizacji, grupie, wspólnocie jest chociaż jedna taka osoba, która wie wszystko o wszystkich. Jest źródłem informacji, bo orientuje się, kto co robi, a czego nie, trzyma rękę na pulsie. Zawsze chętnie się podzieli tym, jak się dziś miewa Iksiński czy Iksińska, czy się przypadkiem nie rozwodzi, czy ma depresję, czy przeciwnie – doskonały czas w życiu. Słowem, jest chodzącym kompendium aktualnej wiedzy o całym ekosystemie.

Problem z taką osobą zwykle polega na tym, że my ją lubimy, bo przecież taka kontaktowa, ale jej nie ufamy. Warto jednak mieć ją po swojej stronie, bo ona wszystko wie.

Najciekawsze jest to, do czego jej samej to służy. W moim odczuciu często chodzi o budowanie swojej ważności – skoro wiem, jestem ważny już choćby z tego tytułu. To jest oczywiście iluzja, bo – co obserwowałam wielokrotnie, przyglądając się wielu środowiskom zawodowym i towarzyskim pod kątem komunikacji i dynamiki relacji – takiej osobie tylko się wydaje, że zarządza grupą, a w rzeczywistości jest przez tę grupę po prostu wykorzystywana. Wiadomo, że jeśli się jej cokolwiek powie, to jutro wszyscy będą o tym wiedzieć, a to można zużytkować w rozmaitych celach. Wszystko, co jest naszą siłą, może być jednocześnie naszą słabością.

Plotkowanie mówi więcej o nas niż o osobie, którą obgadujemy

Zastanawiam się, czym się różni plotkowanie od zwykłej wymiany informacji. Informacje częściej są chyba neutralne, a niemal 90 proc. plotek ma charakter negatywny. Te tak zwane różowe to tylko 10 proc.

Różnica polega przede wszystkim na tym, że informację można zweryfikować, a plotkę – niekoniecznie.

Jeśli o Jolce chodzą plotki, że jest wredna, to one są oparte na opiniach, a te są nieweryfikowalne. Jednocześnie bardzo często elementem plotki jest prawdziwa informacja. Bo pod opinią kryją się fakty: ktoś kogoś zdradził, ktoś kogoś oszukał, ktoś kogoś wystawił. Powiedziałabym więc, że plotka to jest informacja plus otoczka oceniająca. Nie ma plotki bez oceny.

Ocena zaś służy temu, by mieć jakiś wpływ na reputację innych osób. Jeżeli jest jakaś wspólnota, w której obowiązuje ustalona hierarchia, i nagle pojawia się w niej zagrażająca tej hierarchii osoba, plotki płyną strumieniem, a służą temu, żeby ujmując komuś, dodać sobie. Znajdujemy albo kreujemy minusy takiej osoby po to, by doświetlić swoje plusy, wydobyć je, a tym samym znów – chronić siebie.

Im częściej przysłuchuję się językowo plotkom, tym częściej dostrzegam, że one są najczęściej informacją nie o obiekcie, ale o osobie, która plotkuje. Plotka obnaża przede wszystkim jej deficyty. Jeśli komentuję, że koleżanka z pracy jest chuda jak szczapa, bo pewnie nie je nic oprócz sałaty, to być może sama mam jakiś kłopot z dyscypliną w jedzeniu. Jeśli mnie wznieca fakt, że inna koleżanka ma piękny makijaż i ułożone włosy już o 7 rano, i z tego powodu nazywam ją pustą lalą, to zachodzi prawdopodobieństwo, że mam problem z zadbaniem o siebie i potrzebuję przekonania, że troska o wygląd jest oznaką próżności. W ten sposób własne deficyty obrabiam odpowiednio dobraną narracją i podpowiadam grupie, jak ma o tej osobie myśleć i mówić, żeby ona dla mnie nie była już zagrażająca, obniżam jej status we wspólnocie. Dodatkowo, dopóki mówimy o innych i doświetlamy ich rzekome „minusy”, dopóty nasze własne są dla grupy jakby mniej widoczne.

Plotkami zmieniamy innym interpretację rzeczywistości, a w zasadzie często ją wyprzedzamy, narzucając własną, co oczywiście nas chroni, bo jako strategia obronna takie właśnie między innymi ma zadanie.

„Tylko nie mów nikomu”. Po czym poznać język plotki?

Na poziomie języka, intonacji, doboru konkretnych wyrażeń plotkowanie różni się od zwyczajnej rozmowy?

Plotkowanie jest tak zwanym zdarzeniem komunikacyjnym, które rządzi się swoimi prawami. Choćby zniżeniem głosu, nie tylko po to, by obiekt nas nie usłyszał, bo robimy tak nawet, gdy nie ma takiego ryzyka. Wyciszamy decybele, bo w ten sposób skracamy dystans z rozmówcą, który musi się nieco zbliżyć, by nas usłyszeć. W ramach wstępu używamy zwykle charakterystycznych wyrażeń typu: „Słyszałaś o...”, „Tylko nie mów nikomu...”, stosujemy modulanty typu „podobno” czy „ponoć”, ale i takie, które służą budowaniu napięcia, jak: „Nie uwierzysz! Muszę ci to powiedzieć!”, „Jak stoisz, to lepiej usiądź, bo będziesz w szoku!”, „Chodź natychmiast na kawę, bo mam takiego newsa, że padniesz!”.

Ekspresywizmy na starcie robią jedną podstawową robotę: sprawiają, że natychmiast rzucasz to, co robisz, i biegniesz wysłuchać plotek, a więc nadawca od razu dostaje twoją uwagę, a dzięki temu od razu czuje się ważny, a o budowaniu ważności na plotce już wspomniałam.

Często mówimy też na wstępie coś, co nas chroni, na przykład: „Nie to żebym plotkowała, ale...” albo „Miałam tego nie mówić, bo taka nie jestem, ale ci jednak powiem...”. Zabezpieczamy się, by chronić w ten sposób też swój wizerunek, bo rzecz jasna nie chcemy być uznani za plotkarzy, a równocześnie chcemy plotką zbudować zaufanie z rozmówcą – możesz mi ufać, bo „tylko tobie to powiem”. Podkreślanie wyjątkowości tej sytuacji służy temu, by nie dostać na starcie minusa aksjologicznego za bycie plotkarą. Przecież plotkarzom się nie ufa! W języku sporo jest wyrażeń, które służą właśnie asekuracji.

Niezależnie jednak od ostrożności, plotki mają to do siebie, że czasami obiekt się o nich dowiaduje, a wtedy robi się nieprzyjemnie. Jest twoim zdaniem jakakolwiek sensowna strategia, którą można przyjąć, gdy plotki dotyczą nas samych?

Myślę, że przede wszystkim plotek nie da się całkiem uniknąć. W którymś momencie każdy będzie w nie wciągnięty, czasem jako uczestnik, innym razem jako obiekt. I niestety, nie mam złotej rady, jak się przed tym uchronić. Mam jednak swoje ukochane zdanie: pozwól innym mylić się na swój temat. Ono ma wielką moc, jednak mam świadomość, że nie każdy taką postawę udźwignie. Każdy jednak może zrobić inną rzecz: słysząc plotki na swój temat, pobyć sobie z nimi. Iść do lasu, połazić i się zastanowić, które treści nas naprawdę bolą i co ważne – dlaczego.

Dlaczego niektóre plotki bolą nas bardziej? „Trafiają w szczelinę pewności siebie”

A jakie plotki na nasz własny temat bolą nas najbardziej?

Boli nas tam, gdzie czujemy się niepewnie, i to jest ważna informacja zwrotna. Gdyby ktoś zaczął opowiadać o mnie, że pojęcia nie mam, o czym teraz mówię, to szczerze mówiąc, nie zabolałoby mnie to, bo nie przypadkiem obroniłam doktorat z językoznawstwa i psycholingwistyki, więc nie tak łatwo zachwiać moim poczuciem pewności w tym obszarze. Plotka trafia w szczelinę pewności siebie i tą szczeliną warto się zająć. Bo na to mamy wpływ, a nie mamy wpływu na to, że ludzie o nas gadają – tego nie zmienimy.

Myślę, że dotykają nas też plotki z obszarów nieweryfikowalnych, czyli dotyczące na przykład atrakcyjności fizycznej albo potencjalności, czyli tego, czy jesteśmy błyskotliwe, czy łapiemy ironię i mamy poczucie humoru, czy fajnie się z nami spędza czas.

Gdyby ktoś ci powiedział o mnie: „Ta Majewska jest taka nudna, że nie da się jej słuchać, nie zapraszaj jej do wywiadów, bo uśniesz po pięciu minutach” – to jeśli pójdziesz za tą opinią, ja tego nie mam jak zweryfikować, bo do rozmowy w ogóle nie dojdzie. I w zasadzie to nie podlega dyskusji, bo ktoś ma prawo uznać, że to, co mam do powiedzenia, śmiertelnie go nudzi. Język buduje kategorię pojęciową, czyli szufladkę. Plotkarz w tej konkretnej przykładowej sytuacji ma taki cel, by wyprzedzić twoje wrażenie na mój temat. Chodzi o to, byś jeszcze zanim mnie poznasz, już umieściła mnie w szufladce z minusem, czyli „nudziara”. Jeśli jednak, nawet lekko zniechęcona, spotkasz się ze mną i uznasz, że jednak mówię ciekawe rzeczy, to wówczas musisz unieważnić tamtą opinię, by wyjść z dysonansu poznawczego. Na koniec więc dokonujesz takiego wyboru, jaki najbardziej ci się opłaca.

Może trochę na pocieszenie powiem jeszcze, że zwykle, mówiąc kolokwialnie, nie „obgadujemy” ludzi sobie równych. Czasem tych, którzy są on nas niżej, w czymś są gorsi, ale częściej jednak tych, którzy nas przewyższają, zagrażają nam sobą. Można więc się zastanowić, czy te plotki nie są przypadkiem... komplementem. A więc nawet jeśli plotka cię zaboli, to może być znak, że twoja obecność jest w czyimś życiu znacząca.

Małgorzata Majewska, dr nauk humanistycznych, językoznawczyni, specjalistka od komunikacji werbalnej i niewerbalnej. Przez wiele lat pracowała w Instytucie Mediów i Komunikacji Społecznej UJ. Zafascynowana pograniczem języka i psychologii, bada jego znaczenie i rolę w relacjach międzyludzkich. Jest twórczynią kanału na YouTubie „Między Zdaniami”.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE