Ktoś mówi ci coś, o czym wiesz, że nie jest prawdą. Masz dowody, pamiętasz dokładnie, co się wydarzyło, a mimo to druga osoba z pełnym przekonaniem przedstawia zupełnie inną wersję. W pierwszym odruchu mówisz więc: „To nieprawda!”. Psychologia podpowiada jednak, że bezpośrednie oskarżenie może zamienić rozmowę w walkę o to, kto ma rację. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest zadanie pytania, które przenosi ciężar rozmowy na drugą osobę.
Kiedy wytykasz kłamcy nieprawdę, a na dodatek robisz to podniesionym głosem, dajesz się wciągnąć w jego grę. Bezpośrednie oskarżenie robi z niego ofiarę, co jest mu bardzo na rękę. Wówczas oboje łatwo odbiegacie od faktów, a zamiast tego skupiacie się na wzajemnych oskarżeniach. Dla osoby, która manipuluje, to tylko woda na młyn.
Lepszym sposobem na to, żeby skonfrontować kogoś z jego kłamstwami, jest przebicie piłeczki na jego stronę i zadanie mu pytania:
„Skąd to wiesz?”
Nie musisz od razu zarzucać rozmówcy próby oszustwa. Wiedząc, że kłamie, możesz wywołać go do tablicy i kazać mu wytłumaczyć, dlaczego przestawia taką, a nie inną wersję wydarzeń. W zależności od sytuacji, pytanie „skąd to wiesz?” możesz zamienić na: „Skąd masz taką informację?” albo „Co sprawia, że tak uważasz?”.
Mechanizm jest tu ten sam: to rozmówca musi wyjaśnić podstawę swojego twierdzenia, zamiast zmuszać ciebie do natychmiastowego bronienia własnej wersji.
Bo zadając je, mówisz „sprawdzam”. Wiadomym jest, że wersja kłamcy nie wytrzyma konfrontacji z faktami. Zmuszając go do przywołania ich, możesz skuteczniej udowodnić mu oszustwo.
Nie licz jednak na to, że druga strona się do niego przyzna. Na ogół już sam dźwięk pytania zasygnalizuje kłamcy, że nie zdoła ci on wcisnąć swojej wersji wydarzeń i prawdopodobnie sam wycofa się z dalszej dyskusji. Jeśli jednak podejmie wyzwanie, nie wahaj się przeegzaminować go z każdej podanej informacji. Zadawaj pytania szczegółowe: „Kiedy dokładnie miałam to powiedzieć?”, „Kto konkretnie tak uważa? Podaj przykład”. Im większy poziom szczegółowości, tym bardziej kłamca zacznie gubić się w swoich zeznaniach i jest duża szansa, że sam zakończy rozmowę, aby uniknąć kompromitacji. Będzie to równoznaczne z przyznaniem się, że mija się z faktami.
Pamiętaj też, że nie musisz nikomu nic udowadniać. Jeśli nie masz ochoty albo potrzeby, by przyłapywać kogokolwiek na kłamstwie i wikłać się w długą dyskusję, zawsze możesz powiedzieć „Pamiętam to inaczej” – i odejść.
Czytaj także: Jak usunąć z życia toksycznych ludzi, nie mówiąc ani słowa? 5 „cichych” zachowań, które ich odstraszają
Zdanie „Pamiętam to inaczej” spokojnie i z klasą zamyka sprawę. Mówiąc to nie bawisz się w oskarżenia i żmudny w proces dowodowy. Jednocześnie skutecznie bronisz swoich granic – sygnalizujesz drugiej stronie, że masz swoją wersję wydarzeń, to ona jest dla ciebie prawdziwa i nie dasz sobie wmówić innej. Przyjmując tę taktykę nie udowodnisz nikomu kłamstwa, ale zyskasz coś o wiele cenniejszego: psychiczny spokój.