1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Sztuka
  4. >
  5. „Narysuj mnie jak jedną ze swoich francuskich dziewczyn”. Sonia Kisza: „Głęboko w nas tkwi przekonanie, że da się utrwalić naszą ulotność”

„Narysuj mnie jak jedną ze swoich francuskich dziewczyn”. Sonia Kisza: „Głęboko w nas tkwi przekonanie, że da się utrwalić naszą ulotność”

Dodaj w Google
Dodaj w Google
„Portret Bianki degli Utili Maselli i jej dzieci” namalowany przez włoską malarkę Lavinię Fontanę około 1604–1605 roku. Dzieło przedstawia arystokratkę Biankę degli Utili oraz szóstkę z jej licznego potomstwa. (Fot. BE&W Agencja Fotograficzna)
„Portret Bianki degli Utili Maselli i jej dzieci” namalowany przez włoską malarkę Lavinię Fontanę około 1604–1605 roku. Dzieło przedstawia arystokratkę Biankę degli Utili oraz szóstkę z jej licznego potomstwa. (Fot. BE&W Agencja Fotograficzna)
Kochamy portrety. Najbardziej znane dzieła sztuki to portrety.

Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 08/2026.

„Mona Lisa” Leonarda, „Złota Adela” Klimta, „Dziewczyna z perłą” Vermeera, „Matka” Whistlera, „Madame X” Sargenta… W dzisiejszym szalonym świecie jesteśmy przyzwyczajeni do wizerunku swojego i swoich znajomych. Obfotografowane twarze migają wszędzie – w social mediach, galeriach w naszym telefonie, w telewizji, gazetach. Buzie celebrytów, modelek, modeli rozsiane są po miastach: na plakatach, billboardach. Gdziekolwiek się obrócisz – twarz. Przed wynalezieniem aparatu i upowszechnieniem fotografii wizerunki, szczególnie te własne, były dużo rzadsze. Przez tysiąclecia mogli sobie pozwolić na nie nieliczni…

Jest w utrwalaniu swojego oblicza coś horacjańskiego. Głęboko w nas tkwi przekonanie, że da się utrwalić naszą ulotność. Ale tym, co mnie fascynuje, jest przede wszystkim utożsamianie osoby i jej wizerunku. O zdjęciu mówimy: „O, to ty!”, „Tu jesteś”. Dawniej mówiono „zdjęty z kogoś obraz” albo „jak żywa”!

Zamawiano twarze ukochanych, rodziców, dzieci. Czasami w formie miniatur, traktowanych niemal jak relikwie. Z drugiej strony niszczono wizerunki osób znienawidzonych: zamalowywano, wydrapywano, a nawet wieszano je na szubienicach (choćby w czasie rewolucji francuskiej). Wierzono, że unicestwiając czyjś obraz, wpływa się na tę osobę, ale też na pamięć o niej. Jeśli nie ma po tobie pamiątki, to jakby cię nie było.

Portrety powstawały już w sztuce starożytnej. Mimo że większość cywilizacji stosowała jakiś kanon przedstawiania postaci, odnajdujemy też wizerunki, które zyskiwały konkretne cechy. Jednymi z najbardziej znanych portretów starożytnych są portrety fajumskie upamiętniające zmarłych. Portrety były też ważnym elementem propagandowym, szczególnie istotnym w okresie Cesarstwa Rzymskiego. Portret cesarza, na przykład w sądzie, podkreślał jego symboliczną obecność i rację wyroku.

autopromocja
1200x300_strona glowna.webp

Bardzo interesującym wątkiem, jeśli chodzi o portrety, są te wykonywane przez malarki. Kobiety ograniczane przez prawo obyczajowe często nie mogły parać się ważnymi tematami „wielkiej sztuki”, ale portret był jak najbardziej dostępny.

Kulturowo przywykliśmy do bardzo genderowego podziału – mężczyźni patrzą, a kobiety są oglądane. W takim zdaniu udaje się zamknąć dużą część sztuki wizualnej kultury zachodniej. A jednak w dobie renesansu czynnie działały artystki otrzymujące niemało zleceń nie tylko od dam, ale też od mężczyzn. Choć może się nam wydawać, że przed XX wiekiem mało kto świadomie rozpracowywał seksizm, w XVI wieku doskonale zdawano sobie sprawę z tego, że kobieta malująca mężczyznę jest swojego rodzaju transgresją, i szeroko komentowano takie sytuacje w źródłach literackich. O czym pisze badaczka sztuki kobiet Frances Borzello w świetnej książce „Własny świat. Artystki wobec przeciwności”. Mężczyzna podczas pozowania nie tylko poddawał się kobiecemu spojrzeniu, ale także zmuszony był do bezruchu. To było wręcz wywrotowe! Filip II Habsburg pozował zatrudnionej na dworze jego żony Sofonisbie Anguissoli. Zresztą nie on jeden. Od początku swojej kariery malarka zbierała masę zleceń od arystokratów.

Tworzenie sztuki kojarzy nam się z zajęciem samotnym, dziełem wielkiego mistrza, powstającym w chwili natchnienia. To nieprawda. Dzieła powstawały w warsztatach, pracowniach, w otoczeniu uczniów i pomocników.

A portrety – cóż, były już szczególne, bo stanowiły wręcz okazję społeczną. Wiemy, że zamawiano portrety u konkretnych ludzi nie tylko dlatego, że ceniono sztukę tych osób, ale dlatego, że chciano z tym konkretnym malarzem lub malarką przebywać. Na przykład damy z Bolonii marzyły, by namalowała je Lavinia Fontana – nie tylko dlatego, że mistrzowsko oddawała stroje i biżuterię (to były ważne elementy mające podkreślić status), ale dlatego, że była to okazja do poznania i zobaczenia, jak ona pracuje! Samo doświadczenie pozowania było i jest interesującą częścią procesu, ściśle zależącą od temperamentu i stylu pracy osoby malującej.

Spójrzcie na ten niesamowity portret Bianki degli Utili Maselli z pięcioma synami i córką. Cała rodzinka ubrana jest w olśniewające, zdobne stroje – koronki i jedwab. Mają na sobie biżuterię: diamenty i perły, każde dziecko trzyma jakiś drogocenny przedmiot: paterę z owocami, pióro i kałamarz albo zwierzę: szczeniaka, egzotyczną papugę. Stroje i trzymane drobiazgi mają podkreślić status rodziny, ale mają też znaczenie symboliczne – ilustrują cnoty potomków: słodycz, wierność, talenty pisarskie.

Liczba dzieci podkreśla z kolei cnotę matki – jako arystokratka w nowożytnej Europie miała ważne zadanie: przedłużyć ród swojego męża.

Portret miał być nie tylko podobizną, artyści i artystki przez wieki próbowali oddać charakter osoby przedstawionej. To nie miał być jedynie zapis fizjonomii, dowód na piękno i bogactwo. Portretowanie było wręcz praktyką magiczną. Zapisem duszy. Miało pokazać nienamacalną prawdę o człowieku. To „coś” w Biance – poza bogactwem (mam tu na myśli i jej outfit, i liczbę dzieci) widzimy, że jest zmęczona, ale i dumna. Wiemy, że zmarła wieku 37 lat… Miała za sobą kilkanaście porodów. Była męczennicą epoki do szpiku patriarchalnej. Urzeka mnie gest, w którym otacza córkę ramieniem, jakby próbowała ją ochronić… Być może przed podobnym losem.

Sonia Kisza, jest historyczką sztuki, autorką książki „Histeria sztuki. Niemy krzyk obrazów” oraz twórczynią satyrycznego profilu na Instagramie @histeria.sztuki.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE