1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wideo
  4. >
  5. „Jak nas zalewa emocja w pracy lub domu, to ćwiczymy izometrię”. Prof. Rafał Ohme o samotności biologicznej i spalaniu kortyzolu | „Soft power” odc. 1

„Jak nas zalewa emocja w pracy lub domu, to ćwiczymy izometrię”. Prof. Rafał Ohme o samotności biologicznej i spalaniu kortyzolu | „Soft power” odc. 1

Dodaj w Google
Dodaj w Google
„Największym problemem nie będą nowotwory czy choroby serca, a samotność. Nie psychologiczna, a biologiczna” – mówi prof. Rafał Ohme, psycholog, który zakochał się w emocjach, potem w neuronauce, a w końcu w technologii, w premierowym odcinku podcastu „Soft power”z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską. To rozmowa o tym, co co jest najważniejsze w życiu i że biologia jest przed psychologią.

„Zakochałem się w emocjach” – przyznaje prof. Rafał Ohme, wspominając moment, w którym psychologia przestała być dla niego wyłącznie opowieścią o ludzkim zachowaniu, a stała się fascynującym spotkaniem z tym, co dzieje się wewnątrz człowieka. Kiedy zaczynał interesować się emocjami, dominowało przekonanie, że są one właściwie skutkiem ubocznym procesów myślowych. Tymczasem właśnie one okazały się jednym z najważniejszych kluczy do zrozumienia człowieka. Później przyszła neuronauka, badania nad mózgiem i wreszcie technologia. Dziś te trzy obszary spotykają się w jego pracy, tworząc opowieść o człowieku, który nie jest wyłącznie „głową”, ale skomplikowanym układem emocji, biologii, relacji i doświadczeń.

Od Lublina do Stanfordu

Droga prof. Ohme do świata nauki nie była jednak prostą historią akademickiego awansu. Przez trzy dekady mieszkał w Lublinie i, jak mówi, bardzo długo nie chciał się z tym miastem rozstawać. Lublin był dla niego czymś więcej niż miejscem zamieszkania – dawał poczucie wolności i przekonanie, że można być tym, kim się chce. Do Warszawy przeniosła go dopiero proza życia, choć początkowo próbował znaleźć rozwiązanie pośrednie.

Ambicja w przypadku prof. Ohme nigdy nie oznaczała jednak wyłącznie kariery. „Marzyłem o tym, żeby coś niesamowitego odkryć w psychologii. Nie interesowała mnie sława, celebryctwo czy pieniądze” – mówi. Z czasem pojawił się biznes, który dał mu zupełnie inną perspektywę. Nauka wymaga dystansu, obiektywizmu i sprawdzania hipotez. Biznes konfrontuje pomysł z rzeczywistością znacznie szybciej. Trzeba podjąć decyzję: w prawo albo w lewo. Właśnie ta bezpośrednia konfrontacja zaczęła go fascynować.

Najpierw biologia, potem psychologia

Jednym z najbardziej przewrotnych wątków tej rozmowy jest spojrzenie na emocje od strony biologii. W potocznym myśleniu często zakładamy, że kiedy pojawia się konflikt, napięcie czy stres, najpierw trzeba „porozmawiać ze sobą”, przeanalizować sytuację i spróbować zmienić sposób myślenia. Prof. Ohme proponuje odwrócenie kolejności.

„Wiecie, co jest najważniejsze w życiu? Biologia” – mówi. Jego zdaniem psychologia zaczyna działać skuteczniej wtedy, kiedy wcześniej zajmiemy się tym, co dzieje się w organizmie. Podczas konfliktu możemy próbować przyjąć perspektywę drugiej osoby i uspokoić emocje, ale jeśli ciało nadal znajduje się w stanie silnego pobudzenia, trudno oczekiwać od mózgu chłodnej analizy. Dlatego najpierw trzeba „uciszyć bombę tykającą w tobie”, czyli obniżyć fizjologiczne pobudzenie związane m.in. z kortyzolem.

I tu pojawia się coś zaskakująco prostego: ruch. Zdaniem psychologa organizm można regulować poprzez procesy chemiczne, elektryczne i mechaniczne – właśnie tym zajmuje się neuronauka stosowana. Kiedy emocje zalewają nas w pracy albo w domu, pomocne mogą być nawet ćwiczenia izometryczne, czyli takie, w których napinamy mięśnie bez zmiany ich długości. Chodzi o to, żeby najpierw rozbroić fizjologiczne napięcie, a dopiero potem próbować prowadzić ze sobą bardziej skomplikowany dialog.

To spojrzenie jest szczególnie ciekawe w świecie, który każe nam bez końca „pracować nad sobą”. Kolejna książka, podcast, terapia, aplikacja do medytacji, technika oddechowa – lista sposobów na lepsze życie wydłuża się niemal codziennie. Tymczasem czasem pierwszym krokiem może być coś znacznie mniej spektakularnego: spacer, kilka wejść po schodach, taniec albo zwyczajna zmiana pozycji ciała.

Samotność zaczyna się w ciele

W rozmowie pojawia się także temat, który w epoce cyfrowej nabiera szczególnego znaczenia: samotność. Nie chodzi wyłącznie o poczucie osamotnienia, brak partnera czy wrażenie, że nie mamy z kim porozmawiać. Prof. Ohme mówi o samotności biologicznej – sytuacji, w której człowiek jest coraz mniej otoczony realnymi ludźmi i coraz częściej zastępuje bezpośredni kontakt komunikacją za pośrednictwem ekranów.

„Największym problemem w erze cyfrowej nie będą nowotwory czy choroby serca, a samotność” – mówi, podkreślając znaczenie fizycznej obecności drugiego człowieka. Przez tysiące lat żyliśmy wśród innych ludzi. Kontakt wzrokowy, dotyk, bliskość i odczytywanie sygnałów z twarzy drugiej osoby były częścią naszego codziennego funkcjonowania. Dziś możemy mieć setki kontaktów w telefonie i jednocześnie bardzo mało prawdziwej bliskości.

Mechanizm, o którym mówi psycholog, jest przy tym bardzo konkretny. Patrzenie sobie w oczy, przytulanie i fizyczna obecność drugiej osoby mogą sprzyjać wydzielaniu oksytocyny, która uczestniczy w regulacji reakcji stresowej. Dlatego – jak podkreśla prof. Ohme – przytulenie człowieka czy nawet psa lub kota jest czymś innym niż obejmowanie drzewa. Potrzebujemy poczuć ciepło, ciężar ciała i bicie serca. Nasz organizm nie żyje przecież w internecie.

Spacer zamiast kolejnego poradnika

W tej opowieści o biologii jest też miejsce na bardzo praktyczne pytanie: co właściwie możemy zrobić, kiedy jesteśmy przebodźcowani, spięci i zmęczeni? Odpowiedź prof. Ohme jest pozbawiona coachingowego zadęcia. Ruch. Najlepiej taki, który rzeczywiście jesteśmy w stanie włączyć do codzienności.

Światowa Organizacja Zdrowia rekomenduje dorosłym co najmniej 150–300 minut umiarkowanej aktywności fizycznej tygodniowo albo 75–150 minut aktywności intensywnej, a także ćwiczenia wzmacniające mięśnie co najmniej dwa razy w tygodniu. W rozmowie prof. Ohme szczególnie mocno podkreśla jednak nie wyczyn, lecz dostępność. „Najlepszy wysiłek fizyczny to spacer, taniec i seks” – mówi.

Brzmi niemal jak manifest przeciwko presji, żeby każdy trening musiał być kolejnym projektem do odhaczenia. Nie zawsze potrzebujemy biegu na rekord, zegarka pokazującego spalane kalorie i planu treningowego na dwanaście tygodni. Czasem potrzebujemy wyjść z domu, przejść kilka ulic, zatańczyć w kuchni albo po prostu pobyć z kimś blisko. Organizm nie ocenia tego według kategorii „produktywne” i „nieproduktywne”. Reaguje na ruch, rytm, kontakt i bezpieczeństwo.

Soft power, czyli siła bez napinania

Właśnie wokół takich historii powstaje nowy cykl podcastów „Soft power”. Sylwia Sitkowska, psycholożka, i Magdalena Kuszewska, dziennikarka, rozmawiają w nim z twórcami, artystami oraz osobami ze świata sztuki i biznesu o wyjątkowych talentach, sposobach myślenia i kompetencjach, które nie zawsze widać na pierwszy rzut oka. To rozmowy o tym, co daje ludziom sprawczość, jak rozwijają swoje możliwości i skąd bierze się siła, która nie potrzebuje głośno o sobie mówić.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email