„Grzyb kamforowy został nazwany złotem Tajwanu” – mówi prof. Bożena Muszyńska, mykolożka, która w ósmym odcinku podcastu „Jak zdrowie” opowiada, dlaczego ten niezwykły gatunek od lat fascynuje badaczy. Antrodia camphorata rośnie naturalnie tylko na Tajwanie, na endemicznym cynamonowcu, a dziś jego wyhodowana grzybnia trafia także do preparatów dostępnych w Polsce. Co sprawia, że zainteresowano się nim właśnie w kontekście wątroby? I czy grzyby, które znamy z lasu i kuchni, rzeczywiście mogą mieć więcej prozdrowotnych właściwości, niż dotąd sądziliśmy? Sponsorem odcinka jest Qpharma producent suplementu diety LivIntro.
Grzyby przez lata miały w polskiej kuchni status trochę niedocenianego dodatku. Były smaczne, aromatyczne, kojarzyły się z lasem, suszeniem i świąteczną zupą. Rzadziej patrzyliśmy na nie jak na żywność o potencjalnie interesującym działaniu biologicznym. A właśnie ten drugi wymiar grzybów coraz mocniej interesuje naukowców. W rozmowie z Anną Augustyn-Protas prof. Bożena Muszyńska opowiada o grzybach jadalnych i leczniczych, ich wpływie na organizm, grzybobraniu jako formie terapii oraz o gatunkach, które mogą wspierać m.in. układ krążenia, odporność czy prawidłowe funkcjonowanie wątroby.
Jeden z najbardziej zakorzenionych stereotypów mówi, że grzyby są ciężkostrawne i kaloryczne. Prof. Muszyńska proponuje spojrzeć na ten temat inaczej. Jej zdaniem uczucie sytości po zjedzeniu nawet niewielkiej porcji może mieć związek z obecnością składników odżywczych, które oddziałują na jelita i układ regulujący apetyt.
Właśnie dlatego grzyby są dziś przedmiotem zainteresowania naukowców zajmujących się m.in. otyłością i metabolizmem. Ekspertka zwraca uwagę na ich wpływ na środowisko jelitowe oraz na procesy związane z produkcją neuroprzekaźników, w tym GLP-1, który uczestniczy w regulacji apetytu i sytości. Nie należy jednak wyciągać z tego wniosku, że zjedzenie porcji pieczarek działa jak lek z grupy analogów GLP-1. Mechanizmy biologiczne są znacznie bardziej złożone.
Ciekawym elementem tej układanki jest również profil tłuszczów obecnych w grzybach. Jak podkreśla prof. Muszyńska, nie wszystkie kalorie należy traktować jednakowo, a w grzybach znajdują się kwasy tłuszczowe nienasycone.
Jeśli ktoś uważa, że po wartościowe grzyby trzeba koniecznie jechać do lasu, czeka go niespodzianka. Jednym z bohaterów rozmowy jest bowiem pieczarka – grzyb tak powszechny, że łatwo przestać go zauważać.
Polska przez lata była jednym z liderów uprawy pieczarek, choć – jak mówi prof. Muszyńska – w ostatnim czasie spadliśmy pod tym względem na czwarte miejsce. Problem w tym, że produkt łatwo dostępny i niedrogi rzadko budzi skojarzenia z czymś szczególnie cennym. A szkoda.
Szczególną uwagę ekspertka zwraca na odmiany brązowe. Ich kolor wiąże się z obecnością melanin, a te są związkami o właściwościach antyoksydacyjnych. W praktyce oznacza to kolejny argument, by nie traktować pieczarki jako kulinarnego wypełniacza, lecz jako pełnoprawny składnik diety.
Wśród grzybów jadalnych jest zresztą znacznie więcej interesujących gatunków. Boczniaki należą do tych najlepiej przebadanych pod kątem układu krążenia i zdrowia kości. Lakownica jest kojarzona m.in. z działaniem wspierającym układ sercowo-naczyniowy, a także z wyciszeniem. Soplówka jeżowata z kolei od lat przyciąga uwagę badaczy ze względu na potencjalne oddziaływanie na układ nerwowy.
Nie oznacza to oczywiście, że grzyby zastępują leczenie. Warto oddzielić obiecujące wyniki badań od mocnych rekomendacji klinicznych. Grzyby mogą być interesującym elementem zdrowej diety, ale nie powinny stawać się samodzielną terapią zamiast leków przepisanych przez lekarza.
Najbardziej fascynującym bohaterem rozmowy jest Antrodia camphorata – grzyb kamforowy występujący naturalnie na Tajwanie, związany z tamtejszym endemicznym drzewem cynamonowym. Prof. Muszyńska opowiada o historii zainteresowania tym gatunkiem określanym mianem „złota Tajwanu”.
Dlaczego właśnie on wzbudza zainteresowanie w kontekście wątroby? Jak tłumaczy ekspertka, zainteresowanie jego właściwościami zaczęło się od obserwacji osób, które spożywały grzyb i jednocześnie nadużywały alkoholu. To jednak punkt wyjścia do badań, a nie dowód na to, że Antrodia camphorata może neutralizować skutki picia alkoholu czy zapobiegać chorobom wątroby.
Właśnie z tego gatunku korzysta suplement diety LivAntro, sponsor ósmego odcinka podcastu „Jak zdrowie”. Produkt łączy liofilizowaną grzybnię Antrodia camphorata w formie ProAntro® z Vitacholine®, czyli formą choliny. Jedna kapsułka zawiera 300 mg ProAntro® oraz 200 mg Vitacholine®, w tym 85,5 mg choliny. Według informacji produktowej cholina przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania wątroby i utrzymania prawidłowego metabolizmu tłuszczów. LivAntro jest suplementem diety przeznaczonym dla dorosłych i nie powinien być traktowany jako zamiennik leczenia ani zróżnicowanej diety.
W rozmowie prof. Muszyńska zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: jeśli chcemy mówić o działaniu profilaktycznym żywności czy składników grzybów, znaczenie ma regularność. Nie chodzi więc o jednorazowy „detoks” po ciężkim weekendzie. Wątroba nie potrzebuje cudownej kuracji raz na jakiś czas, lecz przede wszystkim rozsądnego stylu życia. A jak zauważa ekspertka, „cały nasz styl życia idzie w wątrobę”.
W rozmowie pojawia się także temat cholesterolu. Prof. Muszyńska przywołuje przypadek pacjentki, u której – ze względu na dolegliwości mięśniowe związane ze statynami – zmniejszono dawkę leku, jednocześnie wprowadzając do diety boczniaki. To interesująca obserwacja, ale nie powinna być interpretowana jako zachęta do samodzielnego odstawiania statyn.
Boczniaki rzeczywiście są przedmiotem badań dotyczących gospodarki lipidowej, miażdżycy czy zdrowia kości. Nie oznacza to jednak, że mogą być prostym zamiennikiem leczenia farmakologicznego. Jeśli lek powoduje działania niepożądane, właściwą drogą jest rozmowa z lekarzem, a nie samodzielna zamiana tabletki na grzyby.
Jednym z najbardziej interesujących składników grzybów są beta-glukany. To polisacharydy, które mogą wpływać na funkcjonowanie układu odpornościowego. W popularnych opisach bywają określane mianem „natural killers”, choć takie sformułowanie jest dużym uproszczeniem. Nie należy rozumieć go dosłownie jako dowodu, że jedzenie grzybów „zabija komórki nowotworowe” w ludzkim organizmie.
Ważne jest natomiast to, że sposób przygotowania grzybów może wpływać na dostępność niektórych ich składników. Prof. Muszyńska podkreśla, że gotowanie nie musi być wrogiem wartości odżywczej grzybów. Wręcz przeciwnie – w przypadku beta-glukanów obróbka cieplna może sprzyjać ich uwalnianiu. Zupa grzybowa może więc być nie tylko symbolem jesieni, ale również całkiem sensownym sposobem na włączenie grzybów do diety.
Ciekawostką przywołaną w rozmowie są japońskie badania dotyczące spożywania pieczarek. Wcześniejsze doniesienia mówiły o bardzo dużych ilościach – nawet 400 gramów dziennie po 40. roku życia. Trudno ukryć, że dla większości osób byłaby to ilość wymagająca całkowitej przebudowy jadłospisu.
Nowsze rekomendacje, o których mówi prof. Muszyńska, są znacznie bardziej praktyczne: około 9–10 gramów grzybów dziennie po przetworzeniu, co odpowiada mniej więcej 1–2 gramom suszu. Warto jednak podkreślić, że takie liczby należy traktować w kontekście konkretnych badań, a nie jako uniwersalną normę żywieniową dla każdego człowieka.
Jeśli mamy własne zbiory, pojawia się jeszcze pytanie o przechowywanie. Ekspertka rekomenduje tradycyjne suszenie – najlepiej na pergaminie – oraz mrożenie. Dzięki temu można zachować znaczną część wartości odżywczych i cieszyć się leśnymi zbiorami także poza sezonem.
Dla prof. Bożeny Muszyńskiej grzyby nie zaczęły się od podręczników ani laboratoriów. Jej fascynacja miała bardzo konkretny, kulinarny początek. Podgrzybek, który wspomina jako jeden z pierwszych ważnych dla niej gatunków, okazał się bowiem czymś więcej niż po prostu dobrym składnikiem sosu.
W rozmowie pojawia się ważne rozróżnienie: grzyby można postrzegać zarówno jako żywność, jak i organizmy o właściwościach leczniczych. Co więcej, samo obcowanie z nimi może mieć znaczenie dla naszego dobrostanu. Grzybobranie oznacza przecież wyjście z domu, ruch, kontakt z naturą i skupienie uwagi na tym, co dzieje się wokół. Jak podkreśla prof. Muszyńska, coraz więcej mówi się dziś o kąpielach leśnych, a także o tak zwanej „terapeutycznej triadzie”, którą tworzą grzyboterapia, grzybobranie i kąpiele leśne.
Brzmi jak współczesny wellness? Być może, ale kryje się za tym bardzo prosty mechanizm: natura potrafi skutecznie odciągnąć nas od ekranów, pośpiechu i ciągłej gotowości do reagowania. A las – z jego zapachem, wilgotnością, dźwiękami i koniecznością uważnego poruszania się – angażuje znacznie więcej zmysłów niż kolejny spacer po galerii handlowej.
W lesie obowiązuje jednak zasada ważniejsza od wszystkich opowieści o właściwościach prozdrowotnych: pewność identyfikacji gatunku jest absolutnie kluczowa. Nie należy eksperymentować z nieznanymi okazami ani opierać się wyłącznie na aplikacji czy zdjęciu w internecie.
Prof. Muszyńska zwraca również uwagę na mniej oczywiste zagrożenia. Po opryskach szczepionką przeciw wściekliźnie należy odczekać kilka dni przed zbieraniem grzybów w danym miejscu, zgodnie z lokalnymi komunikatami służb. W lesie trzeba też pamiętać o pasożytach, w tym kleszczach – grzybobranie nie zwalnia z podstawowych zasad ochrony przed nimi.