Robert Choiński - Dlaczego Van Gogh malował kwiaty zamiast ludzi? Powód miał niewiele wspólnego ze sztuką
00:00
06:22
Kwiaty należą dziś do najbardziej rozpoznawalnych motywów w twórczości Vincenta van Gogha. Trudno wyobrazić sobie jego obrazy bez słoneczników, irysów czy róż. Tymczasem początkowo wcale nie planował poświęcić im tak wiele uwagi. Chciał malować ludzi. Na przeszkodzie stanęła jednak bardzo przyziemna kwestia.
W 1886 roku Van Gogh przyjechał do Paryża i zamieszkał ze swoim młodszym bratem Theo. Był to przełomowy moment w jego twórczości. Do tej pory jego malarstwo wyrastało przede wszystkim z tradycji holenderskiego realizmu i utrzymane było w ciemnych, ziemistych barwach. W Paryżu zetknął się z malarstwem impresjonistów, zobaczył obrazy Claude’a Moneta i Edgara Degasa, poznał młodych artystów eksperymentujących z nowymi sposobami malowania. Ważną rolę odegrały również japońskie drzeworyty, które cieszyły się wówczas w Europie ogromną popularnością.
Nie miał jednak pieniędzy na swobodne eksperymentowanie. Nie posiadał stałego źródła dochodu, a sprzedaż jego obrazów nie przynosiła jeszcze wystarczających pieniędzy. Theo pomagał mu finansowo, podczas gdy Vincent mógł poświęcić się malowaniu. Artysta chciał rozwijać przede wszystkim malarstwo figuralne, ale do tego potrzebował modeli. Na ich opłacenie nie było go jednak stać.
Właśnie wtedy pojawiły się kwiaty. Były łatwo dostępne, stosunkowo tanie i – co dla malarza szczególnie ważne – nie poruszały się. Van Gogh mógł ustawić bukiet przed sobą i spokojnie pracować nad tym, co naprawdę zaczynało go interesować, czyli kolorem. Latem 1886 roku namalował około 35 martwych natur z kwiatami. Nie traktował ich jednak wyłącznie jako dekoracyjnych obrazów. Każdy kolejny bukiet dawał możliwość sprawdzenia, jak różne barwy wpływają na siebie i jak można wydobyć ich intensywność. Co ciekawe, kwiaty otrzymywał również od znajomych. Dzięki temu mógł regularnie zmieniać kompozycje i malować kolejne obrazy bez ponoszenia dużych kosztów.
Van Gogh już wcześniej interesował się teorią koloru. W 1884 roku czytał książkę Charles’a Blanca poświęconą zasadom stosowania barw. Szczególnie zainteresowały go kolory dopełniające, czyli zestawienia takie jak żółty i fioletowy, czerwony i zielony czy niebieski i pomarańczowy. Umiejętnie połączone miały wzajemnie wzmacniać swoją intensywność. W Paryżu mógł wreszcie sprawdzić te zasady w praktyce. Kwiaty nadawały się do tego idealnie. Czerwone maki, niebieskie chabry, białe i różowe róże czy żółte chryzantemy pozwalały mu zestawiać ze sobą niemal nieograniczoną liczbę barw. W jednym obrazie mógł sprawdzać kontrast czerwieni i zieleni, w innym żółci i fioletu. W liście z 1886 roku sam określił te prace jako „studia koloru”. Pisał, że interesuje go uzyskanie intensywnej barwy zamiast szarej, stonowanej harmonii.
Kwiatowe martwe natury pozwoliły Van Goghowi ćwiczyć nie tylko kolor. W Paryżu zaczął również szukać własnego sposobu nakładania farby. Duże znaczenie miał dla niego francuski malarz Adolphe Monticelli. Van Gogh zobaczył jego obrazy i zwrócił uwagę na grube, zdecydowane pociągnięcia pędzla oraz dużą ilość nakładanej farby. To właśnie wtedy zaczął eksperymentować z techniką impasto, czyli nakładaniem farby tak grubą warstwą, że ślad pędzla pozostaje wyraźnie widoczny. Na niektórych obrazach płatki kwiatów niemal wychodzą z powierzchni płótna. To jedna z cech, które później tak mocno kojarzymy z Van Goghiem.
Był jeszcze jeden powód, dla którego kwiaty okazały się tak dobrym tematem. Szybko więdły. Vincent nie mógł więc długo odkładać pracy. Musiał reagować na to, co widział, i malować zdecydowanymi ruchami. Świeże kwiaty wymuszały pewną spontaniczność, która dobrze współgrała z jego rosnącym zainteresowaniem swobodnym, wyrazistym pociągnięciem pędzla.
Van Gogh wiedział również, że martwe natury z kwiatami cieszą się popularnością na rynku sztuki. Dla wielu młodych artystów były gatunkiem, który można było stosunkowo łatwo sprzedać. Potrzebując pieniędzy, mógł więc liczyć także na ich komercyjny potencjał. Paradoks polegał jednak na tym, że nie udało mu się sprzedać tych obrazów za życia.
Kiedy w 1888 roku Van Gogh opuścił Paryż i wyjechał do Arles na południu Francji, jego malarstwo wyglądało już zupełnie inaczej. Ciemne, ziemiste barwy wcześniejszych obrazów ustępowały miejsca intensywnym żółciom, błękitom, czerwieniom i zieleniom. Artysta był coraz bardziej zainteresowany tym, jak światło zmienia kolor i jak można za pomocą samej barwy budować nastrój obrazu.
W Arles nadal malował kwiaty. Powstały tam między innymi „Słoneczniki”, które dziś należą do jego najbardziej rozpoznawalnych dzieł. Z czasem słonecznik stał się niemal jego znakiem rozpoznawczym. W 1889 roku pisał do Paula Gauguina, że skoro inni artyści mieli swoje kwiaty, on również „wziął” dla siebie słonecznik. Motyw, po który początkowo sięgnął z konieczności, z czasem stał się jednym z symboli jego malarstwa.
Artykuł opracowany na podstawie: Stuti Verma, „Why Van Gogh Painted Flowers Instead of Human Models?”, thecollector.com [dostęp: 09.09.2026]