Wielu rodzicom wydaje się, że o sukcesach dziecka w nauce decyduje posyłanie go na dodatkowe zajęcia, nauka czytania w wieku czterech lat czy kupowanie kolejnych edukacyjnych zabawek. Ale to niekoniecznie może rozwinąć jego potencjał, a zamiast tego nadmiernie je przytłoczyć. Tak naprawdę dużo istotniejsze dla przyszłości dziecka jest coś innego: wyrabianie w nim nawyku samodzielnego myślenia i rozwiązywania problemów.
Przedszkole kojarzy się przede wszystkim z zabawą – i słusznie. To jednak właśnie wtedy dziecko zaczyna wyrabiać sobie nawyki, które kilka lat później mogą mieć ogromne znaczenie dla jego funkcjonowania w szkole. Czy potrafi skupić się na jednej czynności? Czy umie dokończyć to, co zaczęło? Czy zadaje pytania, kiedy czegoś nie rozumie? Czy potrafi samo znaleźć rozwiązanie problemu, zamiast od razu wołać mamę?
To właśnie na rozwijaniu tych pozornie drobnych umiejętności powinni skupiać się rodzice, którzy chcą, by ich pociechy w przyszłości osiągały lepsze wyniki w szkole i w pracy. Oto 6 dobrych nawyków wychowawczych, które kształtują u małego człowieka samodzielność i wiarę we własne siły.
Jedną z rzeczy, które rodzice mogą zrobić dla przyszłej szkolnej samodzielności dziecka, jest… pozwolić mu czasem się pomęczyć. Nie w sensie zostawiania go samego z problemem, ale powstrzymania się od natychmiastowego rozwiązania go za nie.
Czterolatek nie może dosięgnąć zabawki leżącej wysoko? Zamiast od razu jej podawać, można zapytać: „Jak myślisz, jak możesz ją zdobyć?”. Puzzle nie chcą się ułożyć? Nie trzeba od razu wskazywać właściwego elementu. Lepiej dać dziecku małą podpowiedź i chwilę na zastanowienie.
To właśnie w takich momentach rodzice rozwijają u pociechy przekonanie bardzo ważne z punktu widzenia jego przyszłego życia szkolnego i zawodowego: że wystarczy trochę sprytu i pomyślunku, a większość trudności da się pokonać. Mały człowiek, któremu wpoimy taką zasadę, będzie o wiele chętniej podejmować wyzwania i nie poddawać się przy pierwszym niepowodzeniu.
Rodzicom często wydaje się, że miarą potencjału dziecka jest zdolność do bezbłędnego zapamiętywania czy wczesnego rozwijania umiejętności, takich jak np. czytanie. Ale to zbytnie uproszczenie. Ważniejsza niż „wkuwanie” jest jego gotowość do samodzielnej refleksji.
Aby ją rozwijać, wraz z dzieckiem czytaj i obserwuj świat, a następnie staraj się pobudzać u niego krytyczne myślenie. Możesz to robić poprzez rozmowę prowokującą ciekawe wnioski i pytania. Po wspólnej lekturze możesz zapytać na przykład: „Dlaczego bohater tak zrobił?”, „Jak myślisz, co wydarzy się dalej?”, „A ty co zrobiłabyś na jego miejscu?”. Z kolei podczas spaceru możecie zastanawiać się, dlaczego liście zmieniają kolor, skąd bierze się deszcz albo jak działa ruch drogowy. W ten sposób dziecko zaczyna traktować wiedzę nie jako coś, co trzeba zapamiętać na polecenie dorosłego, ale jako coś, co można samodzielnie odkrywać.
„A co to?”, „A dlaczego?”, „A skąd to się wzięło?” – dla rodzica usłyszenie po raz setny takiego pytania może być testem cierpliwości. Jednak dla dziecka to niezwykle cenny trening myślenia, który warto razem z nim praktykować, nawet jeśli powtarzalność pytań nas męczy. Zamiast odpowiadać dziecku na odczepnego, warto przeznaczyć czas na wspólne rozwiązanie zagadki. Nie trzeba przy tym na każde pytanie pociechy udzielać konkretnej odpowiedzi. Wręcz przeciwnie – powiedzenie „nie wiem, sprawdźmy” pokazuje dziecku, że niewiedza nie jest czymś wstydliwym, lecz punktem wyjścia do poszukiwania informacji na własną rękę. To cenna lekcja także na późniejsze lata, bo dobry uczeń nie jest przecież tym, który zna odpowiedź na wszystko. Jest nim raczej ten, kto potrafi zauważyć, czego jeszcze nie wie, i sam próbuje uzupełnić braki.
„Ale jesteś mądra!” – brzmi jak świetny komplement. Problem jednak w tym, że przy częstym chwaleniu dziecka tylko za to, jakie jest – a nie za to, jak się stara – może ono na takich komplementach budować całą swoją samoocenę. Jeśli słyszy przede wszystkim, że jest inteligentne, może zacząć unikać sytuacji, w których istnieje ryzyko porażki. Bo po co próbować czegoś trudnego, skoro można się pomylić i przestać być „tym zdolnym dzieckiem”?
Dlatego warto chwalić nie tylko efekt, lecz także proces: „Widzę, że długo nad tym pracowałaś”, „Nie udało się za pierwszym razem, ale spróbowałaś jeszcze raz i ci wyszło – brawo!”, „Dobry pomysł, sama na to wpadłaś?”. To niewielka zmiana w języku, ale może całkowicie zmienić sposób myślenia dziecka o samym sobie. Pokazuje mu bowiem, że nikt nie ma z góry przypisanej etykietki, a umiejętności nie są czymś, co albo się ma, albo nie. Można je z powodzeniem rozwijać i cały czas się doskonalić.
To chyba najtrudniejsze zadanie dla rodzica. Bo gdy widzimy, że dziecku coś nie wychodzi, instynkt każe nam natychmiast interweniować. Wydaje nam się, że wyręczając pociechę, robimy jej przysługę. Wchodzimy w rolę jego osobistego menedżera: ubieramy je, zawiązujemy buty, sprawdzamy plecak, upewniamy się, czy o niczym nie zapomniało. Problem w tym, że w ten sposób można nauczyć dziecko czegoś zupełnie przeciwnego niż samodzielność – zaszczepić w nim szkodliwe przekonanie, że ktoś zawsze będzie nad nim stał i pilnował jego obowiązków.
Dlatego rodzice powinni stopniowo powierzać dziecku odpowiedzialność za to, co jest adekwatne do jego wieku. Nie oznacza to oczywiście zupełnego braku wsparcia, lecz postawę: „Jestem obok, jeśli będziesz mnie potrzebować, ale spróbuj najpierw sam/sama”.
Właśnie to jest najważniejsza rzecz, którą można zrobić w przedszkolu z myślą o przyszłej edukacji naszej pociechy: być w gotowości do pomocy, ale na początek dać mu przestrzeń na to, by samo znalazło rozwiązanie stojącego przed nim wyzwania. Bo kiedy w szkole będzie musiało zmierzyć się z sytuacją, której wcześniej nie przerabiało z rodzicem, różnica między tymi dwiema postawami może okazać się ważniejsza niż to, czy dziecko znało na pamięć alfabet.