1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. „Teraz widzę, że się żegnał”. Czy można rozpoznać, że ktoś planuje samobójstwo? Suicydolog wyjaśnia, na co zwrócić uwagę i jak pomóc

„Teraz widzę, że się żegnał”. Czy można rozpoznać, że ktoś planuje samobójstwo? Suicydolog wyjaśnia, na co zwrócić uwagę i jak pomóc

(Fot. Westend61/Getty Images)
(Fot. Westend61/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Monika Stachura - „Teraz widzę, że się żegnał”. Czy można rozpoznać, że ktoś planuje samobójstwo? Suicydolog wyjaśnia, na co zwrócić uwagę i jak pomóc

00:00 19:56
15s
0,5 x
15s
Dlaczego tak trudno zauważyć, że ktoś zamierza odebrać sobie życie? Co zwiększa ryzyko prób samobójczych? Od czego zacząć rozmowę z osobą w kryzysie psychicznym? Odpowiada prof. Adam Czabański, prezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

  • Czy można rozpoznać, że bliska osoba przeżywa kryzys samobójczy? Suicydolog wyjaśnia, dlaczego sygnały bywają trudne do odczytania i skąd po samobójstwie bliskiego może brać się poczucie winy.
  • Nie ma jednego scenariusza prowadzącego do kryzysu. Szczególnej uważności mogą jednak wymagać momenty dużych zmian życiowych – zwłaszcza gdy dotyczą dzieci, nastolatków lub osób zmagających się z problemami psychicznymi.
  • W przypadku dorosłych jednym z czynników ryzyka może być utrata pracy. Prezes Stowarzyszenia Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego mówi też o dużej dysproporcji między liczbą samobójstw kobiet i mężczyzn oraz o tym, dlaczego więzi, zainteresowania i inne „punkty oparcia” mogą mieć znaczenie ochronne.
  • W Polsce liczba samobójstw w ostatnich latach spada, ale skala prób samobójczych pozostaje trudna do oszacowania. Jednocześnie zmienia się sposób, w jaki rozmawiamy o kryzysach psychicznych – szczególnie młodzi ludzie robią to coraz bardziej otwarcie.

Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 10/2026.

Jak rozpoznać sygnały kryzysu samobójczego u bliskiej osoby?

Monika Stachura: Po tym, gdy ktoś odbierze sobie życie, wśród jego bliskich pojawiają się myśli, czasem połączone z poczuciem winy, że coś zaniedbali, w rodzaju: „Teraz, z perspektywy czasu, widzę, że on się żegnał, był bardziej czuły niż zwykle”. Na ile rzeczywiście można mówić o sygnałach poprzedzających samobójstwo? Czy są to raczej interpretacje, które pojawiają się dopiero po fakcie, kiedy próbujemy w jakiś sposób zrozumieć, co się wydarzyło?

Adam Czabański: Statystycznie zakłada się, że około 80 proc. osób, które umierają śmiercią samobójczą, wcześniej daje jakieś sygnały, jednak trudno je właściwie odczytać. Można by powiedzieć, że to efekt tempa, w jakim dziś żyjemy, ale jest też inny powód – człowiek nigdy nie jest przygotowany na samobójstwo bliskiej osoby czy kogoś znajomego. To jest kompletna abstrakcja.

Proszę zauważyć, że jesteśmy zaskoczeni nawet wtedy, gdy śmierć dotyka osoby starszej, schorowanej od wielu lat. A co dopiero w przypadku tak dramatycznej śmierci jak samobójstwo. Nie bierzemy takiego scenariusza pod uwagę i stąd często pojawia się zaskoczenie.

Faktem jest natomiast, że osoby, które doświadczają tragedii samobójstwa bliskiego człowieka, mają tendencję do odtwarzania później ostatnich chwil, rozmów czy ostatniego spotkania z tą osobą – jakby puszczały sobie w głowie film, tyle że od końca. Wtedy rzeczywiście przypominają sobie różne sytuacje, na przykład to, że ktoś coś powiedział, a oni nie zwrócili na to uwagi. I to z kolei często wzmaga poczucie winy, związane z przekonaniem, że czegoś się nie zauważyło.

Na pewne usprawiedliwienie można jednak powiedzieć, że samobójstwa to mimo wszystko stosunkowo rzadkie przypadki, na które nie jesteśmy przygotowani. Prawdopodobnie działa tu także jakiś mechanizm obronny, który sprawia, że nawet jeśli wiemy, że osoba bliska na przykład cierpi na depresję czy leczy się psychiatrycznie, to i tak oddalamy ten najczarniejszy scenariusz.

Co zwiększa ryzyko kryzysu samobójczego u dzieci i dorosłych?

Skoro wspomina pan o zaburzeniach psychicznych, to czy można wskazać, jakie sytuacje i w jakim stopniu zwiększają ryzyko podjęcia próby samobójczej?

Tych sytuacji jest całkiem sporo, bo nasze życie przebiega bardzo różnie. Każda biografia jest inna, stąd też trudność, że nie da się tego zamknąć w jakimś wzorze matematycznym czy fizycznym, choćby najbardziej skomplikowanym. Jest zbyt wiele zmiennych. To przede wszystkim czynniki natury społecznej, psychicznej czy duchowej, ale jest ich multum i każdy może mieć znaczenie.

Jeżeli osoba doświadcza zaburzeń psychicznych, to niewiele czasami potrzeba, by poczuła ogromny stres, który doprowadzi do bardzo poważnych konsekwencji.

Generalnie należy zachować szczególną czujność w sytuacjach, kiedy pojawiają się zmiany i związane z nimi trudności w adaptacji do nowych warunków. Jeżeli mówimy o dzieciach, to może to być zmiana szkoły, zmiana miejsca zamieszkania, rozwód rodziców czy poprzedzający go okres. Przy czym to tylko kilka przykładów, bo ryzykownych sytuacji są setki i obciążenia przybierają różną formę. Jedyne, co możemy zrobić, to mieć świadomość, że każda istotna zmiana społeczna lub życiowa może wpłynąć na naszego bliskiego. A jeżeli jest to osoba, która boryka się z problemami psychicznymi, wówczas nasza uważność powinna być jeszcze większa.

Czy mężczyźni są szczególnie narażeni na kryzys samobójczy?

U dzieci, nastolatków czy młodych dorosłych jest jeszcze ten dodatkowy aspekt, że nie zdążyli oni wykształcić rozwojowych mechanizmów radzenia sobie z kryzysami. A czy mógłby pan wskazać, co jest szczególnie niebezpieczne i zwiększa ryzyko wystąpienia kryzysu samobójczego u osób dojrzałych?

To na przykład utrata pracy. Kiedy analizuje się stopę bezrobocia, widać, że silnie koreluje ona z dynamiką samobójstw. W Polsce od kilku lat poziom bezrobocia utrzymuje się na poziomie około 5, maksymalnie 6 proc., więc sytuacja jest stosunkowo stabilna. Natomiast wiadomo, że każde wahnięcie gospodarcze, kryzys ekonomiczny, który przekłada się na utratę miejsc pracy, bardzo mocno uderza zwłaszcza w mężczyzn.

Tutaj dygresja – Polska jest znana wśród suicydologów z dużych dysproporcji między liczbą samobójstw kobiet i mężczyzn. Na jedno samobójstwo kobiety przypada pięć, a czasami nawet sześć samobójstw mężczyzn.

To zmienia się w zależności od grupy wiekowej, ale generalnie mężczyźni są szczególnie wrażliwi na tego rodzaju sytuacje. Prawdopodobnie dlatego, że u wielu z nich dominuje tradycyjne podejście do ról społecznych: mężczyzna jako główny żywiciel rodziny, osoba odpowiedzialna za kwestie ekonomiczne. W związku z tym wielu mężczyzn koncentruje się przede wszystkim na pracy i kiedy dochodzi tam do jakiejś katastrofy, załamania czy potknięcia, odbierają to jako rozpad całego świata, który zbudowali wokół siebie.

Patrzę z nadzieją na przemiany, które są dziś wyraźnie widoczne wśród młodych mężczyzn zakładających rodziny i wychowujących dzieci. Angażują się w życie rodzinne znacznie bardziej niż ojcowie obecnego pokolenia w średnim wieku, to jest zupełnie inna jakość. Oczywiście jest to jeszcze pewna hipoteza i dopiero za jakieś 10 lat zobaczymy, jakie będą tego efekty.

Natomiast intuicyjnie wydaje mi się, że większe zaangażowanie w życie rodzinne, opiekę nad dzieckiem oraz większa wymienność ról mają znaczenie ochronne.

To są dodatkowe elementy, które mogą chronić przed samobójstwem, ponieważ tworzą więzi wykraczające poza dbanie o budżet rodzinny czy zapewnienie środków do życia. Pojawiają się inne obszary, które nadają życiu sens i dają oparcie.

Chodzi o to, że moja wartość nie jest określana wyłącznie przez stanowisko czy karierę zawodową?

Dosłownie tak. To są dodatkowe punkty oparcia, które w jakiś sposób podtrzymują człowieka. Myślę, że dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Bardzo ważne jest też to, żeby ludzie mieli hobby, zainteresowania, pasje i żeby je rozwijali. Prowadzono na ten temat badania jeszcze w latach 90. XX wieku, dotyczyły młodzieży i podejmowanych przez nią prób samobójczych. Wynikało z nich, że niemal wszyscy ci, którzy mieli za sobą próby samobójcze, praktycznie nie mieli żadnych pasji czy trwałych obszarów zaangażowania. Późniejsze działania pomocowe często polegały właśnie na tym, żeby rozbudzić w tych młodych ludziach pasje, pomóc znaleźć coś, co będzie dla nich ważne. To jest dodatkowa siła, która w pewnym sensie podtrzymuje człowieka przy życiu.

Czy są badania pokazujące, na ile różnego rodzaju wartości – przez duże „W” – wpływają na decyzję o podjęciu próby samobójczej? Mam na myśli na przykład osoby, dla których ważna jest szeroko rozumiana duchowość. Pojawia się oczywiście pytanie, czy to obszary, które da się w jakiś sposób ocenić lub zmierzyć.

Sama duchowość człowieka jest bardzo trudno mierzalna. Są badania prowadzone w różnych krajach: w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Austrii – które pokazują, że osoby wierzące i regularnie uczestniczące w praktykach religijnych o wiele rzadziej podejmują zachowania samobójcze. Natomiast to nie jest przekładalne wprost, bo wszystkim się może zdarzyć kryzys psychiczny, w którym to też nie wystarczy, żeby utrzymać człowieka przy życiu.

Samobójstwa i próby samobójcze w Polsce. Co pokazują statystyki?

Według statystyk w Polsce liczba samobójstw maleje. Czy podobnie jest w przypadku prób samobójczych? I czy w ogóle jesteśmy w stanie to badać?

Dane Komendy Głównej Policji mówią o 4776 przypadkach w 2025 roku. Nie chcę mówić, że to jest rewelacyjna informacja, bo taką byłby całkowity brak samobójstw, natomiast faktem jest, że ich liczba z roku na rok się zmniejsza. Oczywiście, tak jak już powiedziałem, mogą się pojawić różne nieprzewidziane czynniki społeczne, jak: pogorszenie sytuacji gospodarczej, kolejna pandemia czy nowe zagrożenia, i wtedy ten trend może się odwrócić, na razie jednak jest spadek. Jeżeli natomiast chodzi o próby samobójcze, to dysponujemy przede wszystkim danymi na podstawie zgłoszeń pod numer alarmowy 112, w których interweniowały służby ratunkowe czy policjanci.

W 2025 roku liczba takich przypadków rejestrowanych przez policję właściwie się ustabilizowała, przy czym trzeba mieć świadomość, że to jedynie wycinek całego zjawiska i rzeczywista liczba prób samobójczych może być nawet 10 razy większa.

Bardzo wiele takich przypadków nigdy nie trafia do oficjalnych rejestrów. Bywa, że rodzina radzi sobie z sytuacją we własnym zakresie; zdarza się również, że młody człowiek podejmuje jakieś działania o charakterze samobójczym, ale nikt się o tym nie dowiaduje, bo zanim rodzice wrócą do domu, wszystko pozostaje ukryte. Tego zjawiska po prostu nie da się dokładnie policzyć.

Czy zauważa pan, że w ostatnich latach zmienia się także społeczna narracja dotycząca samobójstwa?

Przede wszystkim widać większą otwartość w mówieniu o tym problemie. To naprawdę ogromna zmiana, szczególnie wyraźnie widać ją wśród młodych ludzi. Nie ma już takiego lęku przed poruszaniem tych tematów, co dotyczy zresztą nie tylko samobójstw, ale w ogóle problemów psychicznych. To słuszne podejście, ponieważ tak samo jak może boleć nas kolano czy nerki, tak może nas boleć psychika. Wtedy trzeba po prostu zwrócić się po pomoc do specjalistów, którzy zwykle wiedzą, jak pomóc, żeby kryzys minął. Bywa, że jest to pojedynczy epizod, który nie powraca już później w życiu człowieka. Dlatego tak ważne jest, aby mówić o tym otwarcie. Jeżeli usłyszymy wołanie o pomoc, możemy odpowiednio wcześnie podjąć działania i udzielić wsparcia.

Pamiętam jeszcze czasy sprzed dwudziestu kilku lat, kiedy podczas konferencji naukowych podejmowanie tematu samobójstw budziło duży niepokój. Pojawiały się głosy, że po takim wykładzie liczba samobójstw może wzrosnąć; dziś wiemy, że to tak nie działa. Do świadomości dziennikarzy, nauczycieli, wychowawców, pedagogów i rodziców coraz bardziej przebija się przekonanie, że dobrze jest otwarcie rozmawiać z człowiekiem, u którego podejrzewamy myśli samobójcze albo chęć zrobienia sobie krzywdy.

Nie ma sensu owijać w bawełnę. Trzeba pytać wprost, niezależnie od tego, czy rozmawiamy z nastolatkiem, czy z osobą dorosłą: „Czy masz myśli samobójcze?”. Jeżeli takich myśli nie ma, to nic złego się nie wydarzy, co najwyżej ten człowiek uzna, że przesadzamy, może nawet się z tego zaśmieje.

Nastolatek może trochę ponabijać się z rodziców, ale to żaden koszt, a dodatkowo taki młody człowiek dostaje ważny sygnał. Wie, że rodzice biorą pod uwagę możliwość przeżywania poważnego kryzysu, że takie sytuacje po prostu się zdarzają. I wie też, że można o tym mówić oraz że w kryzysowym momencie warto szukać pomocy. Natomiast jeżeli rzeczywiście dzieje się coś niepokojącego, istnieje duże prawdopodobieństwo, że taka osoba ujawni swoje trudności. A wtedy możemy podjąć konkretne działania. Oczywiście na pewnym etapie potrzebna jest już pomoc specjalistów i fachowa wiedza.

Zatrzymajmy się przy rozmowie. Co powinno nas do niej skłonić? Kiedy powinna nam się zapalić czerwona lampka?

Kiedy widzimy obniżony nastrój u naszego bliskiego, jakąś nagłą zmianę w jego zachowaniu. Albo pojawiły się różnego rodzaju zaburzenia dotyczące codziennego funkcjonowania, na przykład problemy ze snem albo przeciwnie, bardzo długie spanie, nagła zmiana nawyków żywieniowych. Zdarza się również, że ktoś zaczyna nagle rozdawać rzeczy, które kolekcjonował; które przez lata były dla niego ważne. Takie sygnały powinny wzbudzić nasze zainteresowanie i skłonić do pytania, co się dzieje. Oczywiście nie musi to mieć związku z myślami samobójczymi – być może człowiek chce funkcjonować inaczej niż dotychczas.

Natomiast sam fakt, że zachodzi wyraźna zmiana, powinien zwrócić naszą uwagę. Warto dowiedzieć się, z czego ona wynika i co dzieje się w życiu tej osoby.

Cały czas zastanawiam się nad formą pytania. Naprawdę tak wprost: czy myślisz o odebraniu sobie życia?

Tak, ale do takiej rozmowy potrzebne są odpowiednie warunki. Nie powinna się odbywać w publicznym miejscu, w większym gronie – to rozmowa dwóch osób, które mają do siebie zaufanie, twarzą twarz. To jest bardzo ważne. Znaczenie ma również to, jak ci ludzie komunikują się ze sobą na co dzień. Jeżeli w ogóle ze sobą nie rozmawiają, a nagle ktoś zaczyna poruszać tak intymne kwestie, to może się to wydawać sztuczne i dziwne. Natomiast jeśli są przyzwyczajeni do rozmowy, interesują się sobą nawzajem, wtedy to, że pojawiają się poważniejsze tematy, dotyczące kryzysów psychicznych czy nawet takich ostatecznych spraw, jest naturalne.

To nie tylko moje zdanie, wielokrotnie konsultowałem to z psychiatrami, także dzieci i młodzieży. Należy mówić o tym otwarcie. Nie ma co się zastanawiać, jak to inaczej ubrać w słowa.

Najważniejsza jest treść tego pytania, a potem można dodać: „Słuchaj, pytam, bo mam wrażenie, że w ostatnim czasie jest w tobie dużo smutku i niepokoju”. Ważne jest, żeby dać drugiej osobie poczucie lojalności i wsparcia. Powiedzieć: „Jestem z tobą, jestem po twojej stronie. Jeśli coś się dzieje, zawsze możesz do mnie przyjść i o tym porozmawiać”.

Wśród młodych świadomość jest dziś trochę większa, natomiast moje pokolenie ma jeszcze tendencję do rzucania różnych zdań mimochodem. Ktoś powie: „Mam już wszystkiego dosyć” albo „Nie chce mi się żyć”. Kiedy są one po prostu wyrazem chwilowej frustracji, a kiedy mogą być sygnałem, że za tym stoi coś znacznie poważniejszego?

Nawet jeśli zastanawiamy się, czy to tylko chwilowe albo może ktoś ma takie specyficzne poczucie humoru – zresztą to mało śmieszne – to takie słowa powinny skłonić do reakcji. Warto zapytać: „O czym ty właściwie mówisz? Co się dzieje?”. Tutaj wracamy do kwestii, o którą pani pytała wcześniej, czyli jak rozmawiać.

Bardzo ważne jest, żeby powstrzymać się od komentowania i dać drugiej osobie mówić. Jeżeli ktoś zaczyna się otwierać i opowiadać o tym, co go boli, to pozwólmy mu na to; nie wchodźmy w słowo ani przejmujmy rozmowy, bo możemy go spłoszyć.

On musi mieć możliwość wypowiedzenia wszystkiego do końca. Jeśli zapyta później: „A ty co o tym sądzisz?” albo „Jakie widzisz rozwiązanie?”, możemy przedstawić własne pomysły, wesprzeć, zadeklarować pomoc. Nie wolno bagatelizować tego, co słyszymy, nie można reagować słowami: „Co ty za głupoty opowiadasz?” albo „I tak tego nie zrobisz”. Takie komunikaty niestety czasem się pojawiają, a mogą przynieść bardzo złe skutki.

Z perspektywy człowieka cierpiącego, przeżywającego kryzys psychiczny, jest niezwykle ważne, żeby czuł się potraktowany serio. On chce usłyszeć, że jego problem jest realny, że nie jest to fanaberia ani przesada.

Chce mieć poczucie, że ktoś dostrzega jego cierpienie i rozumie, że naprawdę potrzebuje pomocy. Oczywiście możemy się z tym nie zgadzać, możemy być zaniepokojeni czy nawet oburzeni, ale to niczego nie zmieni. Nawet jeśli powiemy: „Nie wolno ci tego zrobić”, „Masz zakaz tak myśleć”, albo odwołamy się do argumentów moralnych czy religijnych, to zazwyczaj niewiele pomoże. Człowiek przeżywający głęboki kryzys psychiczny nie funkcjonuje w taki sposób. Najpierw trzeba go wysłuchać, a potem krok po kroku proponować konkretne rozwiązania. I tutaj również nie wystarczy powiedzieć: „Powinieneś pójść do psychologa” albo „Musisz zgłosić się do psychiatry”. Warto zrobić krok dalej, mówiąc na przykład: „Moim zdaniem potrzebujesz konsultacji ze specjalistą. Sprawdzę, gdzie można się umówić. Spróbuję znaleźć termin. Jeśli chcesz, pojadę z tobą”.

Chodzi o realne wsparcie, także organizacyjne, bo często człowiek w kryzysie psychicznym bywa tak przytłoczony swoim stanem, że nawet wykonanie telefonu czy zapisanie się na wizytę przekracza jego możliwości. Dlatego prawdziwa pomoc może polegać właśnie na tym, że powiemy: „Pomogę ci zorganizować wszystkie kolejne kroki”.

I taka pierwsza pomoc – czyli: rozmowa, zainteresowanie się drugą osobą i pomoc w zorganizowaniu dalszego wsparcia – może coś zmienić?

Ależ oczywiście. Niezwykle istotne jest zainteresowanie drugim człowiekiem oraz umiejętność uważnego słuchania. Tylko wtedy jesteśmy w stanie dostrzec sygnały mogące świadczyć o przeżywanym przez niego kryzysie, wychwycić niepokojące treści, sposób myślenia czy zmiany w sposobie komunikowania się. To w praktyce niełatwe, ale jestem przekonany, że większa wrażliwość na to, co przeżywają i przekazują nam inni ludzie, mogłaby w wielu sytuacjach umożliwić wcześniejsze dostrzeżenie problemu i skuteczniejsze udzielenie wsparcia.

Adam Czabański, prof. nauk społecznych, socjolog i suicydolog. Prezes Stowarzyszenia Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE