W Wielkiej Brytanii, po wzroście liczby samobójstw odnotowanym po drugiej wojnie światowej, liczba ta zmniejszyła się w 1963 roku. Czy wynikało to z tego, że w kraju poprawiła się opieka zdrowotna albo że organizacja Samaritans zaczęła prowadzić telefon zaufania dla osób, które rozważają odebranie sobie życia? Nie, wydaje się, że przyczyna była bardziej prozaiczna.
W brytyjskich domach kidney pie przyrządzano w piekarnikach gazowych. Gaz pozyskiwano z węgla kamiennego i zawierał on wysokie stężenie tlenku węgla. Ten bezbarwny i bezwonny związek jest niesłychanie zabójczy dla człowieka, ponieważ wiąże hemoglobinę w krwinkach czerwonych, co obniża zdolność krwi do transportu tlenu.
Na początku lat 60. XX wieku zaczęto wytwarzać gaz z innego węgla, a z czasem zastąpiono go gazem ziemnym. Ilość tlenku węgla w dostarczanym do domów gazie drastycznie spadła do poziomu, który nie był już groźny dla ludzi.
Fascynujące było tutaj to, że kiedy spadła liczba samobójstw popełnianych z użyciem gazu, nie wzrosła liczba samobójstw przy zastosowaniu innych metod. Szczególnie wyraźny spadek odnotowano wśród osób starszych. Podobne przykłady można znaleźć w Indiach, Chinach i na Sri Lance. Zaobserwowano tam spadek liczby samobójstw, kiedy na terenach wiejskich ograniczono dostęp do niebezpiecznych środków ochrony roślin.
Kilka kilometrów na północ od Białego Domu w Waszyngtonie, nad doliną rzeki Rock Creek, która biegnie przez miasto niczym zielona oaza aż do rzeki Potomac, znajdują się dwa piękne mosty. Oba są tej samej wysokości, jeden prowadzi prosto do centrum miasta, a drugi na wschód, do hipsterskiej dzielnicy Adams Morgan. Dla osób przybywających z północy oba mosty zaczynają się na skrzyżowaniu Connecticut Avenue i Calvert Street.
Most prowadzący na wschód nosi nazwę Duke Ellington Memorial i był tym z 10 mostów w mieście, na którym dochodziło do połowy wszystkich samobójstw. Żeby temu zaradzić, w 1986 roku postawiono bariery, przez co trudniej było skoczyć z niego do wody. Na tym drugim z kolei barier nie zamontowano.
Dwa mosty wznoszą się równie wysoko nad doliną i znajdują się rzut kamieniem od siebie. Jeden z nich ma zabezpieczenia, drugi ich nie ma. Na tym z barierami odnotowano wyraźny spadek liczby samobójstw, w gruncie rzeczy samobójstwa całkowicie ustały. Pytanie więc brzmi, czy ci, którzy natrafili na przeszkodę, pokonywali po prostu ten krótki odcinek do drugiego mostu (pozbawionego zabezpieczeń), żeby z niego skoczyć.
Nie, ani na tym drugim, ani na żadnym innym moście w mieście nie odnotowano wzrostu liczby samobójstw. Świadczy to o wewnętrznej ambiwalencji, jaką odczuwały osoby udające się na most z zamiarem popełnienia samobójstwa; wystarczyła tylko drobna przeszkoda, krótka przerwa, żeby przeszły na stronę życia.
Przekonanie o tym, że utrudnianie ludziom odebrania sobie życia nie ma najmniejszego sensu, bo i tak znajdą sposób, okazuje się bezpodstawne. To wiadomość niosąca nadzieję.
Christian Rück – prof. psychiatrii w sztokholmskim Instytucie Karolinska, doradca do spraw naukowych w American Foundation for Suicide Prevention oraz jeden z ekspertów w największym szwedzkim dzienniku „Dagens Nyheter”. „Życie warte życia” to jego druga książka.
Fragmenty książki „Życie warte życia. Esej o samobójstwie, czymś typowo ludzkim”. Christian Rück, tłum. Agata Teperek, wyd. Smak słowa. Tytuł, śródtytuł i skrót pochodzą od redakcji.