Przez dekady zapomniany, teraz wraca do łask. Prosty rytuał duskingu – świadomego obserwowania momentu przejścia dnia w noc – zyskuje teraz coraz większą popularność, i to nie tylko w Holandii, gdzie funkcjonował już w XVIII wieku. To nie tylko sposób na wyciszenie, ale też forma ponownego nawiązania kontaktu z naturą i podążania zgodnie z naturalnym rytmem dnia.
Dawniej ludzie cały rok funkcjonowali w rytmie światła i ciemności, traktując zmierzch jako naturalny moment przejścia – symboliczne zakończenie dnia i rozpoczęcie wieczornego odpoczynku. Współcześnie ten prosty holenderski zwyczaj powraca w nowej formie. Choć nazwa może brzmieć tajemniczo, idea stojąca za duskingiem jest zaskakująco banalna – to po prostu rytuał zatrzymania się, aby spokojnie i uważnie obserwować przejście dnia w noc. Polega on również na powstrzymaniu się od nagłego włączania sztucznego światła, aby móc odnotować, jak zmienia się otoczenie: światło i kolory nieba. Może on oczywiście przyjmować różne formy: od spaceru po siedzenie w ciszy przy oknie. Nie chodzi jednak o przypadkowe bycie na zewnątrz o tej porze, ale o intencjonalne przeżywanie zmierzchu oraz zwrócenie uwagi na to, co dzieje się wokół nas.
I chociaż praktyka ta narodziła się w XVIII-wiecznej Holandii, dziś rozprzestrzenia się również poza granicami Niderlandów jako sposób na wyciszenie i odzyskanie równowagi po całym dniu, a długofalowo również zwyczaj pozwalający ponownie połączyć się z naturą i poprawić swój dobrostan psychiczny.
Czytaj także: Hygge to już przeszłość. Teraz czas na gezelligheid, sposób na szczęście prosto z Holandii
Zapomniany holenderski rytuał wraca do łask. Skąd wziął się dusking?
Chociaż brzmi to jak nowy trend, zwyczaj duskingu jest mocno związany z dawnym stylem życia. W Holandii funkcjonował już w XVIII i XIX w. pod nazwą schemeren [niderlandzki czasownik oznaczający zmierzchać lub być w półmroku – przyp. red.] i był naturalnym elementem życia, szczególnie na wsiach. Rodziny, kończąc dzień pracy, na chwilę przerywały wszystkie swoje zajęcia, aby wspólnie obserwować zapadający zmrok, zanim zapalono lampy i rozpoczęto wieczorne aktywności. Był to moment przejścia: symboliczne oddzielenie obowiązków dnia od odpoczynku oraz czas wyciszenia i skupienia na otoczeniu. Rozwój elektryczności i przyspieszenie tempa życia w XX w. sprawiły jednak, że zwyczaj ten w dużej mierze zanikł.
Do zapomnianej praktyki wróciła ostatnio holenderska pisarka Marjolijn van Heemstra, która spacerując po rodzinnym Amsterdamie zwróciła uwagę na to, jak niesamowicie działa na nią obserwowanie wieczornego nieba. Sięgając do wspomnień starszego pokolenia i archiwalnych źródeł zaczęła więc przywracać dusking do publicznej świadomości. Dziś aktywnie działa też na rzecz ochrony nocnej ciemności, prowadząc setki nocnych spacerów i inicjatywy, które pomagają na nowo docenić mrok.
Dusking redukuje stres i poprawia jakość snu
Obserwowanie zapadającego zmroku wydaje się banałem, ale w rzeczywistości kryje ogromny potencjał. Dziś po dusking sięgamy zatem przede wszystkim ze względu na jego korzyści dla zdrowia psychicznego i fizjologii. Dlaczego więc warto spróbować? Regularne praktykowanie tego holenderskiego rytuału przede wszystkim redukuje stres, poprawia jakość snu, a także pomaga odzyskać spokój i równowagę w świecie pełnym bodźców oraz ograniczyć napięcie i stworzyć przestrzeń do refleksji.
Można też powiedzieć, że w dzisiejszym zabieganym świecie dusking to również rzadko spotykana forma uważności, która zbawiennie wpływa na równowagę emocjonalną. Tym samym trend ten wpisuje się w zainteresowanie świadomym stylem życia, szerszy nurt slow life i koncepcję niksen, która w niderlandzkiej kulturze znaczy „nierobienie niczego”.
Istotą tego rytuału jest także skierowanie uwagi na świat zewnętrzny, a nie tylko na siebie. W praktyce oznacza to powrót do naturalnych rytmów, które utraciliśmy m.in. ze względu na zanieczyszczenie światłem – według badań jedynie ok. 10% mieszkańców półkuli zachodniej ma dziś dostęp do naprawdę ciemnego nieba, co skutkuje spadkiem poziomu melatoniny, zaburzeniami snu i negatywnym wpływem na stan psychiczny. Praktykując dusking buntujemy się zatem wobec funkcjonowania w trybie 24/7.
Co ciekawe, dusking nie jest wyłącznie lokalną tradycją: podobne rytuały powitania zmierzchu istnieją również w innych kulturach. Dla Japończyków zmierzch to yūgure, czyli moment refleksji nad przemijaniem dnia i wyciszenia. Balijski zwyczaj matahari terbenam oznacza świadomą kontempację zachodu słońca, często o wymiarze niemal rytualnym, natomiast w krajach skandynawskich funkcjonuje pojęcie kvällsro, które jest synonimem wieczornego spokoju i odpoczynku. Praktyki te zawsze przypominają jednak o jednym: potrzebie świadomego przeżywania chwili, która oddziela dzień od nocy.
W Holandii tradycja ta jest jednak najbardziej rozwinięta. Organizuje się tam nawet specjalne spacery i wspólne sesje obserwowania zmierzchu nad rzeką Amstel, w których biorą udział setki potrzebujących wyciszenia i kontaktu z naturalnym cyklem dnia. To tylko pokazuje jak duże znaczenie ma dziś dla ludzi prosty gest zatrzymania się, który pozwala odzyskać uwagę i doświadczyć ciemności, która jest równie ważna jak światło. Może pora więc zaakceptować zmrok i dać sobie przyzwolenie na bycie nieproduktywnym?