„Dojrzałość nie oznacza, że mamy się ubierać jak nasze matki” - mówi stylistka, Jola Czaja w podcaście „Słowo do słowa", Joanny Brodzik. Czy kobieta po czterdziestce powinna jeszcze zastanawiać się, czy „wypada” jej założyć krótką spódnicę, mocny kolor albo sukienkę odsłaniającą ramiona? A może największą zmianą, jaka przychodzi z wiekiem, jest właśnie możliwość przestania przejmowania się takimi pytaniami? Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą.
Moda bardzo długo była jednym z narzędzi, za pomocą których społeczeństwo przypominało kobietom, gdzie jest ich miejsce. Wiek miał być widoczny. A wraz z nim – odpowiedni fason, długość spódnicy, fryzura, makijaż i cały zestaw rzeczy, które miały komunikować: jestem już „poważną kobietą”. W rozmowie z Joanną Brodzik Jola Czaja wraca do obrazu kobiet, który pamięta z własnego dzieciństwa. Jak mówi, „byłyśmy dojrzałe i stare z młodu”, a kobiety po pięćdziesiątce często miały charakterystyczne akcesoria podkreślające ich status i wiek. Fryzury były natapirowane, stroje bardziej zachowawcze lub przeciwnie – przesadne, bo wiele kobiet próbowało poprzez wygląd pokazać swój dorobek i pozycję.
Ten obraz zmienił się niemal nie do poznania. Czterdziestolatki i pięćdziesięciolatki noszą sneakersy, jeansy, krótkie sukienki, skórzane kurtki, mocną biżuterię. Farbują włosy albo zostawiają siwe. Eksperymentują z trendami i coraz częściej nie pytają już, czy dany fason jest „dla ich wieku”. Paradoks polega na tym, że wraz z większą wolnością pojawiła się nowa presja: skoro możemy wyglądać młodziej, powinnyśmy to robić.
To jedno z ciekawszych przesunięć, jakie dokonały się w ostatnich dekadach. Kobieta po 40. nie musi już wizualnie deklarować swojego wieku, ale jednocześnie dostaje mnóstwo komunikatów, że najlepiej, jeśli będzie wyglądała tak, jakby wieku nie miała. W reklamach, mediach społecznościowych i świecie mody młodość wciąż bywa traktowana jak synonim atrakcyjności.
Jola Czaja odwraca jednak tę perspektywę. „My nie chcemy, my wyglądamy” – mówi, zwracając uwagę na fakt, że współczesne kobiety po prostu funkcjonują inaczej niż poprzednie pokolenia. Mają inne ubrania, fryzury, kosmetyki, dostęp do informacji i znacznie większą świadomość tego, jak chcą się prezentować. Jak dodaje, kiedyś wiele rzeczy po prostu „nie wypadało”. Dziś granice są znacznie dalej.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy „dbanie o siebie” przestaje być wyborem, a staje się kolejnym obowiązkiem. Wtedy krem, fryzjer, ruch, dieta, ubrania czy makijaż nie służą już temu, żeby dobrze się ze sobą czuć, ale mają przede wszystkim zatrzymać czas. I nagle nawet atrakcyjność zaczyna przypominać zadanie do odhaczenia.
Wystarczy przejrzeć opisy ubrań kierowanych do dojrzałych kobiet, żeby zobaczyć, jak mocno wciąż funkcjonuje język ukrywania. Fason ma wysmuklać. Materiał ma maskować. Dekolt ma odwracać uwagę. Rękaw ma zasłaniać ramiona. Spodnie powinny „wydłużać nogi”, a sukienka – najlepiej „odejmować lat”.
Tyle że ciało nie jest projektem do naprawienia. Zmienia się. I szczególnie po czterdziestce wiele kobiet zaczyna doświadczać tego bardzo konkretnie. Zmieniają się proporcje sylwetki, skóra, sposób odkładania tkanki tłuszczowej, komfort termiczny, a w okresie menopauzy także samopoczucie i relacja z własnym ciałem. To nie oznacza, że trzeba zacząć ubierać się „stosownie do wieku”. Oznacza raczej, że warto nauczyć się swojego ciała na nowo.
Jola Czaja proponuje zmianę języka, ale też zmianę wewnętrznego nastawienia. „Przez lata nauczono nas być krytyczną wobec własnego ciała i wymagać od niego więcej, niż na danym etapie życia potrzebuje” – mówi. Dlatego zamiast kolejnego katalogu zakazów proponuje pięć kroków, które mają pomóc zostać swoją osobistą stylistką, a nie własnym wewnętrznym krytykiem.
Jednym z najbardziej uporczywych przekazów dotyczących kobiecego ciała pozostaje przekonanie, że istnieje właściwy rozmiar. 36, 38, 40 – kolejne liczby potrafią działać jak ocena. Tymczasem rozmiar ubrania jest przede wszystkim informacją techniczną. Nie mówi nic o tym, czy dana osoba wygląda dobrze, czy jest atrakcyjna ani czy dobrze czuje się we własnym ciele.
Czaja mówi wprost: „Słyszymy, że masz się zmieścić w rozmiar 36, 38, 40. Nic bardziej mylnego”. To ważne szczególnie wtedy, gdy sylwetka zaczyna się zmieniać. Próba dopasowania siebie do ubrań, które pasowały dziesięć czy dwadzieścia lat wcześniej, może szybko zamienić zakupy w kolejną lekcję niezadowolenia z własnego ciała.
Dlatego stylistka nie namawia do rewolucyjnego opróżniania szafy. Przeciwnie. „Nie wyrzucam ubrań, mówię: poznaj swoją szafę” – tłumaczy. Bo czasem problemem nie jest brak ubrań, tylko brak wiedzy o tym, co już mamy, co naprawdę lubimy i w czym czujemy się sobą.
Seksowność także długo miała swój metrykalny termin ważności. Młoda kobieta mogła być zmysłowa, odważna i eksperymentować z wyglądem. Dojrzałej kobiecie znacznie częściej proponowano elegancję, dyskrecję i „klasę”. Jakby atrakcyjność z wiekiem musiała stawać się coraz bardziej niewidzialna.
Tymczasem pytanie o seksowność warto postawić zupełnie inaczej. Nie: „czy podobam się w tym innym?”, lecz: „czy ja sama czuję się w tym atrakcyjna?”. Jola Czaja mówi o „sexy cesze”, ale podkreśla, że chodzi o seksowność przede wszystkim dla siebie, a nie dla cudzej oceny.
To może być sposób poruszania się, kolor, dekolt, buty, biżuteria, odsłonięte ramiona albo zupełnie nieoczywisty detal. Nie ma jednej recepty. Jest za to coraz większa zgoda na to, żeby atrakcyjność nie była egzaminem zdawanym przed światem.
Rozmowa o ubraniach po 40. nie może dziś omijać menopauzy. Nie dlatego, że każda kobieta w tym wieku musi doświadczać jej w ten sam sposób, lecz dlatego, że zmiany zachodzące w organizmie mogą wpływać również na codzienny komfort, energię, sen czy stosunek do własnego ciała.
Właśnie dlatego troska o siebie nie powinna ograniczać się do tego, co widać w lustrze. Świadome dbanie o siebie obejmuje ruch, sen, dietę, regularne badania, ale także szukanie dodatkowego wsparcia wtedy, kiedy jest potrzebne. Jednym z tematów rozmowy Joanny Brodzik i Joli Czai jest również suplementacja i to, czym kierować się przy wyborze preparatów dla kobiet w okresie menopauzy.
W tym kontekście pojawia się Promensil Forte, zawierający izoflawony sojowe. Suplement może być jednym z elementów codziennej rutyny, obok innych sposobów dbania o organizm. Kluczowe pozostaje jednak świadome podejście: znajomość składu, własnych potrzeb i tego, czego właściwie szukamy.
Bo być może najważniejsza zmiana dotyczy właśnie tego, jak rozumiemy troskę o siebie. Nie jako nieustanną próbę poprawiania ciała, lecz jako uważność na to, czego potrzebuje na konkretnym etapie życia.
W świecie, w którym niemal wszystko można kupić pod hasłem „anti-age”, łatwo uwierzyć, że upływ czasu jest czymś, co należy przede wszystkim ukryć. Tymczasem można chcieć wyglądać świeżo, atrakcyjnie i nowocześnie, a jednocześnie nie traktować młodości jak obowiązkowego celu.
Różnica jest subtelna, ale zasadnicza. Ubranie, które „odejmuje dziesięć lat”, nie zawsze sprawi, że poczujemy się lepiej. Czasem bardziej odmładzające okazuje się to, w czym po prostu czujemy energię, lekkość i zgodę ze sobą. Styl nie musi być narzędziem walki z metryką. Może być sposobem na pokazanie, kim jesteśmy teraz.
Właśnie dlatego warto odwrócić jedno pytanie. Zamiast zastanawiać się, czy po 40., 50. albo 60. roku życia coś jeszcze „wypada”, można zapytać: czy ja naprawdę tego chcę? Czy to jest moje? Czy dobrze się w tym czuję? I co chciałabym zobaczyć w lustrze, kiedy przestanę patrzeć na siebie oczami wewnętrznego krytyka?
Być może dojrzałość daje właśnie tę przewagę: nie trzeba już ubierać się ani po to, żeby komuś coś udowodnić, ani po to, żeby udawać, że czas się zatrzymał. Można wreszcie ubierać się dla siebie.
Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą.