1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Przekleństwa dziewczyńskości – nowa „Rozważna i romantyczna” od salonów woli błoto [Recenzja]

Przekleństwa dziewczyńskości – nowa „Rozważna i romantyczna” od salonów woli błoto [Recenzja]

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe)
Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe)
Ekranizacje powieści Jane Austen były ważną częścią mojego dorastania i do każdej kolejnej wersji podchodzę z pewnym sceptycyzmem. Popołudnia spędzone z wyprodukowanym przez BBC serialem „Duma i uprzedzenie”, objawienie, które jako 11-latka przeżyłam na kinowej wersji historii sióstr Bennet, zasiały we mnie zwątpienie, że którakolwiek współczesna adaptacja pisarki będzie w stanie mnie zachwycić. Najnowsza „Rozważna i romantyczna” też mierzy się z mocną konkurencją. Wersja z 1995, zapisana na wykradanej z pokoju rodziców kasecie wideo, zachwycała mnie subtelnym romantyzmem, wyczuciem komediowym i absolutną topką brytyjskiego aktorstwa. W nagrodzonym Oscarem scenariuszu autorstwa Emmy Thompson nie było już miejsca na ulepszenia. A jednak Georgia Oakley znalazła swój sposób, by opowiedzieć dobrze znaną historię raz jeszcze, wiernie, ale bez powtarzalności, klasycznie, a jednak daleko od schematu.

Producenci mogą odgrzewać pewniaki w nieskończoność, ale możliwości adaptacyjne w końcu się wyczerpują. I tak „Dumę i uprzedzenie” mogliśmy już zobaczyć w wersji kryminalnej, zombie oraz w wariancie, gdzie książkowa Elżbieta zamienia się miejscami ze współczesną fanką powieści. Strach się bać, co jeszcze przejdzie przez hollywoodzki pitching. Wyczerpane źródło popycha twórców do zburzenie czwartej ściany i zrobienia z Anne Elliot podróby Fleabag, jak wydarzyło się w niesławnych „Perswazjach” z 2022 roku. Czasami dochodzi do groteskowego przeestetyzowania świata, jak w dużo bardziej udanej „Emmie” z 2020. Zamiast jednak ciągnąć klasykę angielskiej literatury obyczajowej w stronę nowoczesności, reżyserka Georgia Oakley postanowiła pozostać w granicach świata zbudowanego przez Austen i to w jego ramach poszukać nowych znaczeń.

Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe)

Za szczególny urok adaptacji Oakley odpowiadają zdjęcia Arnauda Potiera. Są to ujęcia, w których czuć podmuch wiatru we włosach, smak jeżyn, sielankowość i dramatyzm brytyjskiej wsi. Czasem senne i zmysłowe, przywodzą na myśl „Przekleństwa niewinności” (1999). Bohaterki portretowane są w ziemistych barwach, na tle natury – gdy leżą w trawie, biegną przez wrzosowiska. Kamera jest niezwykle blisko piegowatych twarzy, ubrudzonych palców. Te zbliżenia wprowadzają nieskrępowaną atmosferę dziewczyńskości, szczerą, podkreślają organiczną siostrzaną relację, ledwo wyczuwalną w wersji Anga Lee z 1995 roku.

Realia XIX-wiecznej Anglii uwiarygadnia skupienie kamery na codziennej pracy. Elinor (Daisy Edgar-Jones), najstarszą siostrę i nieoficjalną głowę rodziny oglądamy głównie przy powtarzalnych czynnościach codziennego znoju. Wiejska chata, do której wygnane zostają kobiety po śmierci ojca, nie jest już uroczym rustykalnym domkiem, który pamiętam z poprzedniej filmowej wersji, a depresyjnym wnętrzem, namacalnym dowodem niedoli. Film Oakley nie pobłaża niesprawiedliwościom kobiecego losu. Grubą kreską zakreśla te fragmenty powieści Austen, które mówią o braku prawa do dziedziczenia, całkowitym zdaniu na łaskę zamożniejszych krewnych, uzależnieniu od powszechnej opinii, otępiającej roli społecznej, która polega na biernym oczekiwaniu.

Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe)

Tytułowa „romantyczna”, czyli Marianne Dashwood jest tym wszystkim, czego duszny konwenans obawia się najbardziej. W tej roli cudownie odklejona Esme Creed-Miles wypada nad wyraz przekonująco. Jej potargane włosy sugerują niemożliwość usiedzenia w miejscu, egzaltowany umysł domaga się podniet, których nie zaspokoi spokojne wyszywanie w kącie. Porywcza natura widoczna jest w każdym nadmiernie podkreślonym ruchu. Natomiast Elinor Dashwood w wykonaniu Daisy Edgar-Jones nieco odchodzi od klasyki. Jej bohaterka niby dusi wszystko w zarodku, ale jej twarz to otwarta księga. Miotające nią poczucie odpowiedzialności, strach o przyszłość, obawa przed wykluczeniem są oczywiste dla każdego wnikliwego obserwatora. Jednak szczerość jej spojrzenia i tak ginie w świecie, gdzie najważniejsze są pozory.

Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe)

Scenariusz Diany Reid i Sylvii Brindis dba o wnikliwy portret społeczny, zachowujący ironię oryginału. Fiona Shaw jako pani Jennings, wścibska baba o złotym sercu, komediowo bije wszystkich na głowę. Stacy Martin jako Fanny Dashwood, skąpa krewna, jest tak nieznośna, że ma się ochotę zdzielić ją przez ekran. Twórczynie uwiarygadniają też siłę młodzieńczego uczucia. Zapewniają Elinor i Edwardowi Ferrarsowi czas, by mogli się poznać. Pogłębiają rozmowy i gesty i nie są to sceny stracone. Kiedy Daisy Edgar-Jones i George MacKay zostają zamknięci w ciasnym kadrze, chemia jest wręcz namacalna. Mocniej podbudowana zostaje także miłosna historia Marianne i pułkownika Brandona (Herbert Nordrum). I choć tutaj, zgodnie z zamianą siostrzanych ról, na chemię nie mamy co liczyć, na ekranie też lekko iskrzy.

Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „Rozważna i romantyczna” (Fot. materiały prasowe)

Jedynym, co nieustannie wyrywało mnie z naturalizmu opowieści, nie pasowało do przedstawionego świata w sposób wręcz karykaturalny, były sceny taneczne. Udziwnione, powykrzywiane choreografie nie tylko ciągnęły tę, pod innymi względami udaną, produkcję w stronę „Bridgertonów”, ale także odciągały uwagę od tłoczących się w głowach bohaterów emocji. Nie bez powodu jednym z najczęściej przywoływanych tańców ze świata Jane Austen jest scena z „Dumy i uprzedzenia” z 2005 roku, kiedy powtarzalne, proste kroki i wzajemne spojrzenia tak pochłonęły Keirę Knightley jako Elizabeth Bennet i Matthew Macfadyena jako pana Darcy'ego, że wszyscy wokół nich rozpłynęli się w powietrzu. Ale biorąc pod uwagę potworki, które potrafią zaistnieć w tym uniwersum, powinnam się chyba cieszyć, że to tylko taniec, a nie postapokalipsa.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE