1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wideo
  4. >
  5. „Życie jest fabryką odrzucenia”. Weronika Rosati o Hollywood, ulubionej samotności i cenie niezależności | „Ukryte piękno”. odc. 34

„Życie jest fabryką odrzucenia”. Weronika Rosati o Hollywood, ulubionej samotności i cenie niezależności | „Ukryte piękno”. odc. 34

Dodaj w Google
Dodaj w Google
„Jestem osobą bardzo introwertyczną, nie lubię zamieszania wokół siebie. Jestem typem samotnika i trochę odludka”” – mówi Weronika Rosati w podcaście „Ukryte piękno”. Aktorka, która od lat próbuje budować karierę między Polską a Stanami Zjednoczonymi, dobrze wie, że spełnianie marzeń nie zawsze przypomina filmową opowieść o sukcesie. Bywa walką z uprzedzeniami, zderzeniem ambicji z nieprzewidywalnością losu i koniecznością zaczynania od nowa. W rozmowie z Beatą Biały opowiada o Hollywood bez złudzeń, samotnym macierzyństwie i niezależności, którą wciąż nie wszyscy potrafią zaakceptować.

Zanim pojawiły się zawodowe plany, propozycje ról i spotkania z gwiazdami światowego kina, była fascynacja krajem, który od dzieciństwa wydawał jej się czymś więcej niż odległym miejscem na mapie. Weronika Rosati przekonuje, że jej związek z Ameryką ma głębsze korzenie niż tylko marzenie o karierze aktorskiej. W rodzinnej historii znalazły się bowiem osoby związane ze Stanami Zjednoczonymi, a ona sama pamięta pobyt w Ameryce, kiedy miała zaledwie trzy lata. Dobrze się tam czuła i, jak wspomina w rozmowie z Beatą Biały, to doświadczenie pozostało z nią na długo.

Amerykański sen w wieku 12 lat

Jej fascynacja szybko przerodziła się w konkretne działanie. Mając dwanaście lat, wysłała dokumenty do Lee Strasberg Theatre & Film Institute, prestiżowej szkoły aktorskiej w Nowym Jorku. Odpowiedź była jednoznaczna: powinna wrócić, kiedy będzie pełnoletnia. Dla wielu dziecięcych marzycieli taka wiadomość mogłaby oznaczać koniec planów. Dla niej była raczej informacją, że trzeba poczekać.

Dziś, po latach doświadczeń po obu stronach oceanu, Rosati patrzy na swoją drogę bez potrzeby dopisywania do niej bajkowego zakończenia. Ameryka pozostaje ważnym miejscem jej życia, ale nie oznacza to, że codzienność w Los Angeles jest pozbawiona trudności. Przeciwnie: rzeczywistość potrafi skutecznie zweryfikować wyobrażenia o mieście, które dla wielu ludzi jest synonimem sukcesu i nieograniczonych możliwości.

Los Angeles bez hollywoodzkiej pocztówki

Aktorka mieszka z córką Elisabeth w dwupokojowym mieszkaniu na strzeżonym osiedlu w dobrej dzielnicy Los Angeles. Przy wyborze miejsca do życia liczyły się przede wszystkim bezpieczeństwo i bliskość szkoły córki. Niedaleko znajduje się również siedziba Netfliksa, ale – jak podkreśla Rosati – sąsiedztwo filmowego świata nie było argumentem decydującym o przeprowadzce.

autopromocja
1200x300_strona glowna.webp

Jej opowieść o mieście daleka jest od pocztówkowego obrazu Kalifornii. Rosati zwraca uwagę na problemy z bezpieczeństwem, obecność osób w kryzysie bezdomności i epidemię uzależnienia od fentanylu. Przyznaje, że pod tym względem Los Angeles nie wydaje jej się tak bezpieczne jak Warszawa. Życie w amerykańskiej metropolii oznacza więc nie tylko dostęp do zawodowych możliwości, lecz także konieczność uważnego wybierania miejsca, w którym można spokojnie wychowywać dziecko.

Szczególne znaczenie miała dla niej szkoła Elisabeth. Nie szukała placówki, która zapewni córce kontakt z dziećmi ludzi pracujących w branży filmowej, lecz takiej, która dba o dobrostan uczniów i stawia na nauczanie bez niepotrzebnego stresu. Rosati nie ukrywa, że ma w tej sprawie wyraziste poglądy. Szkoła powinna rozwijać ciekawość i pomagać młodym ludziom odkrywać własne możliwości, a nie budować edukację na strachu. „Nauka i szkoła powinny dodawać dzieciom skrzydeł, a nie je terroryzować” – mówi aktorka.

W tej deklaracji widać coś więcej niż rodzicielską troskę. To również sprzeciw wobec modelu, w którym osiągnięcia mierzy się wyłącznie wynikami, a presję uznaje za niezbędny element rozwoju. Rosati, która sama od lat funkcjonuje w wymagającym zawodzie, zdaje się dobrze rozumieć, że ambicja nie musi oznaczać życia w ciągłym napięciu.

Hollywood odrzuca. Polska też

Beata Biały pyta aktorkę o Hollywood jako fabrykę odrzucenia. Rosati nie zgadza się jednak, by przypisywać tę właściwość wyłącznie przemysłowi filmowemu. Jej zdaniem odrzucenie jest wpisane w samo życie, a doświadczenia zawodowe w Stanach Zjednoczonych nie zawsze były trudniejsze niż te, które spotykały ją w Polsce.

Aktorka mówi wprost, że w kraju częściej mierzy się z uprzedzeniami i układami. W Stanach Zjednoczonych ma natomiast poczucie, że może zaczynać z czystą kartą. Nie oznacza to, że tamtejszy rynek jest wolny od rywalizacji czy rozczarowań. Różnica polega na tym, jak interpretuje przeszkody i czy widzi w nich rezultat własnych decyzji, czy mechanizmów, na które nie ma wpływu.

„Odrzucenie mnie nawet nie boli, mnie boli niesprawiedliwe odrzucenie” – wyznaje Rosati. To rozróżnienie mówi wiele o jej podejściu do kariery. Odmowa jest częścią zawodowego ryzyka, szczególnie w branży, w której o angażu decydują nie tylko talent i przygotowanie, lecz także oczekiwania producentów, dostępność aktora i dziesiątki okoliczności. Znacznie trudniej pogodzić się z sytuacją, w której reguły przestają być przejrzyste, a wysiłek nie przekłada się na szansę ocenianą według jasnych kryteriów.

Rosati nie opowiada o sobie jak o osobie, która nigdy nie powinna była usłyszeć „nie”. Nie domaga się gwarancji sukcesu. Chce raczej, by porażka nie była mylona z niesprawiedliwością, a zawodowa selekcja nie stawała się pretekstem do zamykania drzwi przed kimś, kto nie pasuje do określonego układu.

O krok od wielkich ról

W karierze aktorki nie brakowało momentów, w których wydawało się, że kolejne zawodowe drzwi otwierają się jednocześnie. Rosati wspomina okres po wypadku, kiedy na ekranach pojawiały się produkcje z jej udziałem, a zainteresowanie jej osobą rosło zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce. Wśród projektów wymienia serial Michaela Manna z Dustinem Hoffmanem, film z Sylvestrem Stallone’em oraz „Obławę”, w której wystąpił także Michael Douglas. Aktorka otrzymywała nominacje i propozycje kolejnych ról, a jej telefon zaczął się rozgrzewać od zawodowych kontaktów.

Pojawiła się nawet możliwość zagrania w „Mission: Impossible”. Był jednak problem, którego nie dało się rozwiązać samą determinacją. Ze względu na stan zdrowia przez dwa lata musiała odmawiać kolejnym propozycjom. W zawodzie, w którym liczy się nie tylko talent, ale również moment, dostępność i utrzymanie zainteresowania branży, taka przerwa może mieć poważne konsekwencje.

Rosati mówi o tym jako o utracie zawodowego momentum – rozpęd, który udało jej się zbudować, wygasł, kiedy nie mogła z niego korzystać. To jeden z tych aspektów kariery, których nie widać na czerwonym dywanie. Publiczność obserwuje gotowy film, premierę i nazwiska na plakacie. Znacznie rzadziej dostrzega alternatywne scenariusze: role, których aktor nie mógł przyjąć, szanse, które przepadły, i czas, którego nie da się odzyskać.

W takiej sytuacji łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że skoro coś było blisko, to należało się jeszcze bardziej postarać. Tymczasem nie wszystko zależy od jednostki. Rosati przypomina, że nawet ogromne ambicje nie chronią przed zdarzeniami, które potrafią zmienić zawodowe plany w ciągu jednego dnia. Nie każda stracona okazja jest dowodem niewystarczającego talentu czy za małego zaangażowania.

Al Pacino, Robert De Niro - koledzy z pracy

W rozmowie pojawiają się także nazwiska, które dla wielu aktorów pozostają symbolami niedoścignionego mistrzostwa. Beata Biały pyta Rosati o Ala Pacino, z którym poznała się dwadzieścia lat temu podczas kolacji. Aktorka nie chce jednak opowiadać o nim szerzej. Podkreśla, że znają się prywatnie, a on sam bardzo chroni swoją prywatność. W jej opowieści nie ma miejsca na budowanie sensacji wokół znajomości z gwiazdą.

Kiedy rozmowa schodzi na cechy łączące artystów, którzy przez dekady utrzymują się na szczycie, Rosati wskazuje przede wszystkim osobowość. Jej zdaniem największe nazwiska kina wyróżnia silna, niepowtarzalna indywidualność. Wspomina, że Pacino najchętniej grałby Szekspira, podczas gdy Robert De Niro, obok talentu artystycznego, ma również zmysł biznesowy.

To ciekawa perspektywa, bo odwraca uwagę od prostych recept na sukces. W świecie, który uwielbia rankingi, strategie kariery i instrukcje budowania marki osobistej, Rosati przypomina o czymś mniej uchwytnym. Talent jest ważny, ale wieloletnia obecność w zawodzie wymaga również wyrazistości, własnego sposobu myślenia i osobowości, której nie da się łatwo skopiować. Nie chodzi o to, by podobać się wszystkim. Być może chodzi właśnie o to, by nie próbować być kimś innym.

Samotność to nie zawsze smutek

Choć zawodowo funkcjonuje w świecie, który nieustannie przyciąga uwagę, prywatnie Rosati określa siebie jako introwertyczkę. Nie przepada za zamieszaniem wokół własnej osoby, a najlepiej czuje się jako samotniczka i, jak sama żartobliwie przyznaje, trochę odludek. Ten obraz może zaskakiwać w przypadku aktorki, której praca polega na obecności przed kamerą i funkcjonowaniu w przestrzeni publicznej.

Nie ma jednak sprzeczności między potrzebą prywatności a wykonywaniem zawodu, który wystawia człowieka na ocenę. Można lubić scenę, a jednocześnie nie chcieć, by każdy aspekt życia stawał się przedmiotem zainteresowania innych. Można też cenić niezależność i potrzebować czasu spędzanego w samotności, bez konieczności tłumaczenia się z własnych wyborów.

Rosati przyznaje również, że nie ma głowy do przyziemnych obowiązków. Nawet opłacanie rachunków potrafi być dla niej źródłem stresu. Ta pozornie drobna uwaga sprowadza opowieść o aktorce z międzynarodowymi aspiracjami na ziemię. Wizerunek osoby sukcesu często zakłada, że potrafi ona bezbłędnie zarządzać każdą sferą życia. Rzeczywistość jest znacznie mniej uporządkowana. Można mieć odwagę realizować wielkie plany, a jednocześnie odkładać proste zadania, które wymagają codziennej systematyczności.

Samotność, o której mówi Rosati, nie musi więc oznaczać izolacji czy braku relacji. Może być sposobem na odzyskiwanie równowagi w świecie, w którym nieustannie trzeba być gotowym na ocenę, konkurencję i kolejne zawodowe wyzwania.

„Niezależna kobieta wciąż jest szemrana”

Wizerunek Rosati to wizerunek kobiety silnej, ambitnej i samodzielnej. Aktorka wychowuje córkę, rozwija karierę i nie ukrywa, że nie zawsze jest jej łatwo. Kiedy Beata Biały pyta, czy pozwala sobie na momenty słabości, Rosati odpowiada z charakterystyczną dla siebie bezpośredniością: owszem, czasem przez pięć minut ma dość, ale potem przypomina sobie o obowiązkach. Trzeba włączyć pralkę, wykonać telefon, zająć się kolejną sprawą. Życie nie zatrzymuje się tylko dlatego, że człowiek potrzebuje chwili wytchnienia.

Aktorka nie przedstawia tego jako idealnego przepisu na radzenie sobie z trudnościami. Raczej jako codzienny mechanizm, dzięki któremu udaje jej się iść dalej. Nie poddaje się łatwo, co – jak zauważa – widać również w jej publicznym wizerunku. Problem w tym, że determinacja kobiety bywa interpretowana inaczej niż determinacja mężczyzny.

Rosati zwraca uwagę na wciąż obecny stereotyp, według którego ambitna kobieta, budująca pozycję bez wsparcia mężczyzny, musi mieć coś podejrzanego na sumieniu. W jej wypowiedzi pobrzmiewa ironia, ale pod nią kryje się poważniejsza obserwacja: kobieca niezależność nadal potrafi budzić nieufność. Gdy kobieta jasno określa cele i konsekwentnie do nich dąży, zamiast podziwu może spotkać się z próbą podważenia jej intencji.

W tym sensie Rosati mierzy się nie tylko z wymaganiami branży filmowej, lecz także z kulturowymi oczekiwaniami wobec kobiet. Ma być silna, ale nie za bardzo. Samodzielna, ale nie powinna sprawiać wrażenia, że nikogo nie potrzebuje. Skuteczna, lecz najlepiej bez ostentacyjnej ambicji. Taki zestaw sprzecznych wymagań trudno spełnić, a jeszcze trudniej zadowolić wszystkich, próbując się do nich dopasować.

Aktorka nie udaje, że zawsze ma siłę. Przyznaje jednak, że nie może pozwolić sobie na długie zatrzymanie. W tej deklaracji jest zarówno determinacja, jak i cena, którą płaci się za samodzielność.

Wiara, macierzyństwo i życie po czterdziestce

W codzienności Rosati ważne miejsce zajmuje również wiara. Aktorka podkreśla, że jest osobą wierzącą od zawsze, a duchowość pozostaje istotną częścią jej życia. W Los Angeles znalazła kościół, w którym kazania nie koncentrują się na polityce, lecz mają nowoczesny charakter. To dla niej ważne rozróżnienie: wiara nie musi być kolejnym polem ideologicznego sporu, może pozostać osobistym źródłem sensu i oparcia.

Pytana o czterdzieste urodziny, Rosati nie opowiada o przełomowym kryzysie ani o nagłym przewartościowaniu wszystkiego, co dotąd uważała za ważne. Z jej perspektywy trudniejsza była trzydziestka, którą spędziła w szpitalu, unieruchomiona w łóżku, dodatkowo po nieudanej historii miłosnej. Wspomnienie tych urodzin pokazuje, jak bardzo osobiste doświadczenia potrafią zmienić znaczenie symbolicznych dat. Wiek sam w sobie nie musi być źródłem niepokoju. Znacznie więcej zależy od tego, co dzieje się wokół nas i jakimi zasobami dysponujemy, by poradzić sobie z kryzysem.

W opowieści Rosati nie ma prostego podziału na sukces i porażkę, siłę i słabość, spełnienie i rozczarowanie. Jest za to świadomość, że życie potrafi w jednej chwili zmienić kierunek, a plany trzeba czasem układać od początku. Jej doświadczenia pokazują również, że niezależność nie oznacza braku trudności, lecz gotowość, by mierzyć się z nimi na własnych zasadach.

W rozmowie z Beatą Biały aktorka odsłania mniej oczywistą stronę swojego życia: introwertyczną, niechętną rozgłosowi, a jednocześnie konsekwentną w realizowaniu marzeń. Za publicznym wizerunkiem kryje się kobieta, która zna smak utraconych szans, potrafi mówić o niesprawiedliwości i nie zamierza udawać, że codzienność zawsze układa się po jej myśli. Właśnie w tym może tkwić ukryte piękno tej historii – nie w perfekcyjnym obrazie sukcesu, ale w umiejętności dalszego życia, nawet kiedy rzeczywistość nie przypomina scenariusza, który miała napisać.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE