Podobno modny ostatnio temat. Stopa i jej komfort wpływają na wszystko: od bólu w kolanach po przyjemność w seksie (przez połączenie z mięśniami dna miednicy). A skoro już jesteśmy przy tematach łóżkowych…
Felieton pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 09/2026.
Czy wiecie, że można zarobić kilka stówek na sprzedawaniu zdjęć stóp? Nie powinnam pewnie tego pisać w kolejnym numerze po świetnej rozmowie Marty Niedźwieckiej i Joanny Olekszyk o OnlyFans… Ustalmy to – wysyłanie fotek swojego ciała obcym facetom to średni pomysł. Fascynuje mnie jednak temat fetyszu stóp, bo go nie rozumiem. Chciałoby się powiedzieć – kiedyś tego nie było. No i tu pewnie moich czytelniczek i czytelników nie zaskoczę – to nic nowego. Stópkarstwo jest z nami od kilkuset lat. Co najmniej.
Stopy są dla niektórych intymną częścią ciała. Wrażliwą na dotyk, często zasłanianą. Odkryte – nie są dobrze widziane na przykład w sytuacjach formalnych. Jako erotyczne postrzegali je już nowożytni. Pokazanie stopy albo nawet wystawienie bucika spod sukni było elementem zalotów. W słynnej „Huśtawce” (1767–1768) Jeana-Honoré Fragonarda bujająca się (a raczej bujana, bo z tyłu stoi bujacz) panna zrzuca bucik ku uciesze leżącego pod nią w zaroślach kawalera. Ten ma zresztą wyjątkowo dobrą pozycję do tego, żeby zaglądać jej pod sukienkę. Rokoko było frywolne i pełne seksu. Często nie był on nawet tak zawoalowany jak w przypadku tego obrazu.
Stópki są też istotnym elementem „Portretu Madame Récamier” Jacques’a-Louisa Davida z 1800 roku – dama ma na nim wytworną, modną suknię, ale nie ma butów. Wywrotowe! Juliette Récamier była znana i lubiana w towarzystwie. Uważano ją za piękną kobietę, wokół niemal zawsze kręcił się wianuszek adoratorów. Jej bose stopy na obrazie mają zdecydowanie uwodzicielski charakter, podkreślają intymny, domowy charakter sceny.
Trzeba się dobrze przyjrzeć „Śmierci Barbary Radziwiłłówny” Józefa Simmlera z 1860 roku, żeby wyłapać element stópkowy. To Joanna Sosnowska, profesorka historii sztuki, w książce „Ukryte w obrazach” zwróciła uwagę, że Simmler odsłonił martwej ukochanej Zygmunta Augusta właśnie stopy. Wyłaniają się spod białego materiału tuż za plecami siedzącego na łożu króla.
Pokazywanie stóp umierającej osoby nie było normą w XIX wieku. Na wstępnych szkicach obrazu tego elementu także brakuje. W sztuce dawnej bose stopy mieli ludzie czekający na Sąd Ostateczny, boginie, bogowie i anioły. Brak butów był symbolem przynależenia do innego świata. Tę symbolikę wykorzystywała machina propagandowa Cesarstwa Rzymskiego, na przykład Oktawian August rzeźbiony był boso jako boski pomazaniec.
Stopy są też częstym motywem w Nowym Testamencie – Chrystus przemywa stopy apostołom, co w ramach celebracji obrzędów związanych z Wielką Nocą powtarza papież, myjąc stopy innym. Bywają to więźniowie, osadzeni, osoby z hospicjów, uchodźcy. I, co warto dodać, od czasów papieża Franciszka nie tylko mężczyźni…
Zmianę zasad obrzędu i włączenie w niego kobiet krytykowało wielu duchownych. Jednym z argumentów była opinia, że stóp kobiety może dotykać tylko jej mąż, więc obmywanie ich przez innego mężczyznę nie byłoby wyrazem miłości i uniżenia wobec bliźniego, tylko gestem erotycznym… To świetnie pokazuje, że w kulturze patriarchalnej dyskryminacja i wykluczanie kobiet z duchowości i religii są ściśle związane z ich seksualizacją.
Seksualizację skrytą pod płaszczykiem pruderyjności widzimy u naszych XIX-wiecznych przodków. W ramach mieszczańskiej obyczajowości bliskość albo erotyzm musiały być ukryte i nieoczywiste. To potęgowało napięcie. Miłośnicy produkcji nawiązujących do okresu regencji, takich jak „Duma i uprzedzenie” czy najnowsza „Ta inna siostra Bennet”, z pewnością pamiętają ujęcia rąk męskich protagonistów.
Seksualność zamykana była w drobnych gestach. Tak jak w obrazie Simmlera. Scena jest pełna emocji. Jest tu dramat, ale nie ma elementów teatralnych – Zygmunt nie trzyma Barbary, nie płacze, krzycząc w niebiosa. Para się nie dotyka. A jednak to jest na wskroś intymne zdarzenie. Stopy Radziwiłłówny są małe i blade. Chyba bez haluksów, ale kto wie… Może pozująca w roli Barbary Julia z Höggenstallerów, żona Simmlera, poprosiła o drobny retusz. Małżeństwo miało opinię udanego i szczęśliwego. Co najmniej kilka elementów dzieła pozwala nam uważać, że jest ono hołdem miłosnym, pełnym erotycznych odniesień. Są to nie tylko stopy czy łoże (kobieta leżąca na łożu to niemal zawsze obiekt seksualny), ale także fakt, że Barbara jest w bieliźnie. Dziś nie odbieramy być może tego w taki sam sposób jak w XIX stuleciu – w takich wdziankach chodzi się wszak po ulicy! – ale wtedy to było niemal równoznaczne z paradowaniem w samych gaciach i staniku.
Szybko postępujące różnice obyczajowe i kontekst dzieła sztuki, a więc jego lokalizacja (prawie od razu został kupiony przez Towarzystwo Sztuk Pięknych i wystawiony w galerii sztuki, a nie w domowym zaciszu) oraz kwestia polityczna (niedługo po powstaniu „Śmierci...” upadło powstanie styczniowe) – sprawiły, że obraz stracił intymny wydźwięk. Zyskał publiczny i narodowy. Mało kto zauważał wywrotowość stópek, będących może wyrazem… fetyszu Józefa Simmlera.
Sonia Kisza jest historyczką sztuki, autorką książki „Histeria sztuki. Niemy krzyk obrazów” oraz twórczynią satyrycznego profilu na Instagramie @histeria.sztuki.