1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Po 70. roku życia dzieje się coś, czego wielu młodych może pozazdrościć. Badanie nad długowiecznością przyniosło zaskakujące wyniki

Po 70. roku życia dzieje się coś, czego wielu młodych może pozazdrościć. Badanie nad długowiecznością przyniosło zaskakujące wyniki

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Ilustracja: Patrycja Niewiadomska)
(Ilustracja: Patrycja Niewiadomska)

Odsłuchaj artykuł

Joanna Derda - Po 70. roku życia dzieje się coś, czego wielu młodych może pozazdrościć. Badanie nad długowiecznością przyniosło zaskakujące wyniki

00:00 32:03
15s
0,5 x
15s
Zwykle bajki kończą się słowami: I żyli długo i szczęśliwie. Jeszcze nie dziś, nie jutro, może nie my, ale nasze wnuki będą żyć 120 lat. Albo dłużej. Technologia gna do przodu, rozwija się też medycyna przeciwstarzeniowa. Nie zapewni raczej pigułki długowieczności, ale da każdemu z nas indywidualną receptę na długie życie w zdrowiu i dobrej formie. Tylko czy szczęśliwe?

Spis treści:

  1. Czy można żyć 120 lat? Bryan Johnson i jego eksperyment z długowiecznością
  2. Długowieczność a zdrowe starzenie się. Czego najbardziej boją się Polacy?
  3. Jak wydłużyć życie w zdrowiu? Dlaczego same chęci nie wystarczą?
  4. Geny a długowieczność. Czy epigenetyka pozwoli nam spowolnić starzenie?
  5. Samotność a długość życia. Dlaczego bliskie relacje są tak ważne?
  6. Jaki sport wydłuża życie? Tenis, aktywność fizyczna i zasada 3R
  7. Czy z wiekiem jesteśmy szczęśliwsi? Zaskakujące wyniki badań o osobach po 70. roku życia

Tekst pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 09/2026.

Czy można żyć 120 lat? Bryan Johnson i jego eksperyment z długowiecznością

Życie wieczne zawsze było marzeniem ludzi. Wyobraźnia Greków wyposażyła bogów olimpijskich w specjalny pokarm, nektar i ambrozję, co dawało im nieśmiertelność. Średniowieczni alchemicy oddawali się poszukiwaniom kamienia filozoficznego, który miał realizować dwa największe życzenia człowieka: przemieniać inne metale w złoto i trzymać śmierć daleko.

Gonili za iluzjami, bo realia nie były wesołe. Śmierć dotykała rodzące kobiety, zabierała niemowlęta, medycyna nie radziła sobie z pospolitymi chorobami, o cięższych nie wspominając. Oraz o wojnach, które odbierały życie mężczyznom.

Znaczna część europejskich społeczeństw przymierała głodem, trudno było mówić o elementarnej higienie, do tego świat pustoszyły zarazy. „Od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas, Panie” – modlono się, przy czym morowe powietrze nie bez powodu znajdowało się na pierwszym miejscu tej wyliczanki. Śmierć była w ludzkiej świadomości obecna zdecydowanie mocniej niż dziś, bo mocniej była obecna w ludzkim życiu. Każdy pamięta ze szkoły obrazy danse macabre, kiedy to kościotrupy porywają do tańca ludzi wszystkich stanów – co miało uzmysłowić, że śmierć nie oszczędza nikogo.

Przeszliśmy długą drogę. Stopniowo, powoli ludzie odkrywali, jak oczyszczać wodę, jak przechowywać żywność, jak leczyć wiele chorób. I choć mamy świadomość, że śmierci nie unikniemy, możemy jednak coraz sprawniej ją oddalać. Medycyna już nie idzie, a wręcz pędzi do przodu, radzi sobie z chorobami, które jeszcze 50 lat temu były bezwzględnym wyrokiem z szybkim terminem wykonania. Czy to nam wystarcza? I czy w związku z tym przestaliśmy marzyć o jak najdłuższym życiu?

– Nasz gatunek pogodził się z nieuchronną degeneracją, upadkiem, śmiercią – mówi w filmie „Don’t die. O człowieku, który postanowił żyć wiecznie” kalifornijski milioner Bryan Johnson. – Mam zamiar to odwrócić.

Wydał już miliony dolarów na stworzenie procedur anti-aging. Ma 45 lat. Twierdzi, że przez dwa lata realizacji swojego odmładzającego projektu Blueprint cofnął swój wiek o pięć lat. Każda minuta jego dnia jest precyzyjnie wypełniona. Nie ma siedzenia nad basenem i patrzenia w dal, nie ma beztroskich kolacji z przyjaciółmi. Bryan codziennie rano przyjmuje koktajl składający się z 54 tabletek. Potem sesja w czepku na porost włosów z 312 diodami laserowymi, godzina w siłowni, 35 różnych ćwiczeń, śniadanie składające się z kilku kilogramów warzyw (codziennie je to samo, 2000 kalorii dziennie, „Przeważnie jestem głodny” – mówi). Teraz stymulacja falami elektromagnetycznymi, terapia podczerwienią, regeneracja słuchu – i tak dalej. Oczywiście przed snem kolejna gigantyczna porcja suplementów. Sen zawsze pod kontrolą, mierzone są różne jego parametry, Johnson z dumą opowiada, że właśnie przeżył pierwszy idealny miesiąc, kiedy wydajność snu wyniosła 100 procent.

(Ilustracja: Patrycja Niewiadomska) (Ilustracja: Patrycja Niewiadomska)

Milioner kolejne swoje kroki i pomysły – na przykład testowanie wielkich dawek rapamycyny, hormonu wzrostu czy terapii genowej – relacjonuje na bieżąco w sieci. Chce, żeby ludzie korzystali z jego naukowych zdobyczy. Tyle że naukowcy mówią: to na nic. Jeśli stosuje się tyle leków i terapii jednocześnie, nie sposób potem stwierdzić, co działa – o ile działa, jak działa, czy są efekty niepożądane. Ale on krytyką się nie przejmuje. Liczy się efekt.

– 100 lat to za mało – mówi Bryan Johnson. – Nie robię tego dlatego, że boję się śmierci. Po prostu kocham życie. Terapia genowa pomoże mi pokonać limit 120 lat.

Ostatnio w raju pojawiły się problemy – u Johnsona zdiagnozowano autoimmunologiczne zapalenie żołądka. Ale milioner już ogłosił, że się nie poddaje, zamierza wypróbować nowe metody terapii.

Długowieczność a zdrowe starzenie się. Czego najbardziej boją się Polacy?

To marzenie, podejrzewam, nie tylko Johnsona. Kiedy zaczynam szukać w sieci materiałów na temat długowieczności, algortym natychmiast podrzuca mi kolejne propozycje. Odkrywam podcasty na ten temat, konferencje, targi długowieczności, spotykam trenerów longevity, a nawet dostaję propozycję, by szybko na drodze kursu online stać się longevity coachem czy anti-aging coachem. I z dyplomem w garści będę mogła czerpać korzyści materialne z panującej dziś mody na długowieczność. W końcu na potęgę szukamy sposobów na przedłużenie sobie życia.

Czy chodzi tylko o jego długość? Niedawno premierę miał niezwykle ciekawy raport firmy farmaceutycznej i biotechnologicznej Gedeon Richter Polska – „Spojrzenie Polaków na długowieczność. Między deklaracjami a codziennością”. Okazuje się, że na samo hasło 71% badanych reagowała pozytywnie – ciekawością i nadzieją. Kiedy jednak zadawano im pytania o ich własną starość, reakcje były odmienne. Dominowały emocje negatywne (65%). 41% deklarowało niepokój, a co piąta osoba – przytłoczenie.

Największe obawy budzą w nas choroby neurodegeneracyjne, zaburzenia psychiczne, trudności poznawcze, długotrwały ból i nowotwory.

W tym kontekście fakt, że ponad połowa badanych (56%) nie chciałaby być nieśmiertelna, to pewnie efekt naszego wyobrażenia starości, łączącej się z cierpieniem, zależnością i utratą sprawności – czytamy w raporcie. Rzeczywiście te lęki mają podstawy: według danych GUS długość życia statystycznego Polaka (lifespan) to 75–82 lata, czas w zdrowiu (healthspan) wynosi zaledwie 62–65 lat. Czyli kilkanaście ostatnich lat życia to choroba, może ból, może rodzaj niepełnosprawności czy zależności od innych.

Prof. Marek Postuła przedstawia się: „kardiolog zorientowany na długowieczność”. Na konferencji poświęconej raportowi Gedeon Richter mówił: „Kiedy myślę, jak ma wyglądać moje życie za dwie, trzy dekady, wiem na pewno, że nie chciałbym ostatnich lat spędzać w gabinetach czy przychodniach, bo będę mieć pięć chorób leczonych przez pięciu różnych specjalistów, a każdy będzie mi podawał sprzeczne informacje. Dziś medycyna długowieczności zajmuje się kompresją chorobowości, czyli tym, co zrobić, żeby te ostatnie lata życia były dobre. Tym, jak skrócić czas przeżyty z chorobą”.

Jak wydłużyć życie w zdrowiu? Dlaczego same chęci nie wystarczą?

Współcześnie – całkiem inaczej niż w średniowieczu, kiedy powtarzano „memento mori”, pamiętaj, że umrzesz – zachęca się nas do tego, by nad starością czy śmiercią raczej się nie zastanawiać. W mediach pokazujemy świat ludzi młodych, uśmiechniętych, beztroskich. Starość spychana jest do kąta. Myślenie o starości ma wśród Polaków charakter okazjonalny – pokazuje wspomniany raport – 36% nie myśli o niej w ogóle, 41% robi to od czasu do czasu, a 23% często lub bardzo często. Oczywiście im jesteśmy starsi, tym intensywniej się nad tym zastanawiamy. A częstsza refleksja nad starością wiąże się z bardziej negatywnym jej obrazem: udział emocji negatywnych rośnie z 54% wśród osób myślących o starości rzadko do 80% wśród tych, które myślą o niej często.

Tymczasem – przekonują specjaliści – żeby osiągnąć efekt kompresji chorobowości i zredukować różnicę między lifespan a healthspan należy jednak o tym myśleć i zdecydowanie wcześniej wdrożyć rozmaite działania. – Bo o ile maksymalna długość życia jest w dużej mierze zdeterminowana genetycznie, to już to, czy jesteśmy w stanie wykorzystać nasz własny indywidualny potencjał biologiczny i jak długo będziemy żyć w zdrowiu – zależy nie tylko od genetyki, ale też od stylu życia i czynników środowiskowych – mówi dr hab. Ewelina Pośpiech, genetyczka, profesor Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie i dyrektorka programowa ELEVATE Health & Longevity Summit, zajmująca się m.in. epigenetyką starzenia i stylu życia.

A jak jest w praktyce? Czy umiemy własny potencjał wykorzystać? Z jednej strony Polacy – mówi raport – wysoko oceniają swoje zaangażowanie w dbanie o zdrowie – średnio na 7,12 w skali 1–10, ale – i to jest druga strona medalu – to zaangażowanie nie idzie w parze z poczuciem kompetencji. Aż 62% badanych nie ma wystarczającej wiedzy o zapobieganiu chorobom przewlekłym, a 59% nisko lub przeciętnie ocenia swoją zdolność do oceny wiarygodności informacji zdrowotnych w internecie.

A ponieważ dziś informacja często przegrywa z dezinformacją, oznacza to, że łatwo możemy wpaść w pułapkę działań albo nieskutecznych (to jeszcze pół biedy), albo wręcz szkodliwych, jak restrykcyjne diety czy niepotrzebna suplementacja.

Po suplementy sięga 61% badanych. 34% często lub zawsze, gdy im coś dolega, a 28% od czasu do czasu. Z jednej strony deklarujemy zaufanie do medycyny i lekarzy, z drugiej – często decydujemy się działać bez konsultacji. Jednocześnie poziom wiedzy o działaniu suplementów i regulacjach rynku jest niski, co zwiększa ryzyko błędnych decyzji.

Problem nie polega więc tylko na tym, czy ludzie chcą dbać o zdrowie, ale czy mają wystarczająco dobre narzędzia, by robić to bezpiecznie i skutecznie. A powinniśmy je mieć, bo wiele zależy od nas. I zdajemy sobie z tego sprawę. – 92% uważa, że codzienne wybory mają znaczenie, że to zależy od nas samych – mówi autorka raportu Zofia Małkowicz, socjolożka i facylitatorka. – Polacy są teoretycznie zaangażowani w dbanie o swoje zdrowie, ale kiedy zestawiamy to z wiedzą i kompetencją, to nie jest tak kolorowo. Nie potrafią też ocenić krytycznie, czy informacje, które znajdują w internecie, są prawdziwe. Nie do końca wiemy, jak dbać o siebie, jak przełożyć teorię na praktykę, na codzienne nawyki.

Nie tylko zresztą o brak wiedzy chodzi. Badani mówią o różnych barierach, utrudniających dbanie o zdrowie. Najtrudniej jest utrzymać zdrowe nawyki, a właściwie sprawić, żeby pewne zachowania stały się nawykami (34%). Kolejna przeszkoda to brak środków finansowych (29%) i zmęczenie, które sprawia, że nie mamy siły na prozdrowotne aktywności. Badani zgłaszają też kłopot z dostępem do specjalistów i z brakiem motywacji. Poza tym zwyczajnie jesteśmy zmęczeni. 40% Polaków deklaruje przemęczenie w codziennym życiu, a ponad połowa nie regeneruje się mimo odpoczynku. W dodatku – mimo wiedzy, jak ważny jest ruch i kontakt z naturą – często wybieramy odpoczynek przed ekranem, oglądając seriale i filmy (44%) czy scrollując media społecznościowe (39%). A taki relaks nie zalicza się do działań wydłużających życie.

Geny a długowieczność. Czy epigenetyka pozwoli nam spowolnić starzenie?

Prof. Ewelina Pośpiech zaczęła swoją karierę od badania podłoża genetycznego chorób. Potem jej zainteresowania przesunęły się w kierunku zgłębiania relacji między genami a środowiskiem. – Uważam, że dopiero połączenie genetyki z epigenetyką daje potencjał, który w przyszłości może być wykorzystany do opracowywania spersonalizowanych podejść – mówi. – Epigenetyka to takie modyfikacje DNA, które nie zmieniają sekwencji, bo ta jest identyczna w każdej komórce organizmu, ale które pozwalają włączać bądź wyłączać geny w określonych komórkach. To mediator między genami a środowiskiem.

Genetyka mówi, jaki zestaw kart otrzymujesz od życia, a epigenetyka – jakie masz w danym momencie rozdanie tych kart. I to ona decyduje o aktywności genów.

Co wpływa na aktywność genów? Częściowo nasz styl życia i środowisko, w którym funkcjonujemy – tłumaczy prof. Ewelina Pośpiech. – Nie jestem co prawda lekarzem medycyny stylu życia, ale z lekarzami współpracuję. Opracowuję natomiast i stosuję narzędzia, które pozwalają ocenić, jak dane podejście wpływa na nasz wiek biologiczny i ostatecznie na nasz stan zdrowia. Przykłady? Proszę. W jednym z opublikowanych badań wykazano, że kwas foliowy odmładza nas epigenetycznie. Badano konkretną grupę w konkretnym czasie. Stwierdzono, że kwas foliowy spowodował odmłodzenie epigenetyczne, ale tylko u kobiet, które miały określony wariant genu odpowiadającego za jego metabolizm. Czyli dopiero dzięki informacji płynącej z dwóch źródeł jesteśmy w stanie przewidzieć efekty naszych działań. Tu wchodzimy w tematykę zegarów epigenetycznych. Analiza DNA pozwala ocenić potencjał biologiczny, ale zegary oparte na metylacji DNA pokazują, jak dany organizm zareaguje na konkretną strategię czy leczenie. Łączymy to, co jest zdeterminowane, czyli geny, z tym, co możemy sami zdziałać.

Profesor Pośpiech uważa, że skoro już żyjemy wyraźnie dłużej, a populacja się starzeje, co stanowi obciążenie dla rynku pracy i systemu ochrony zdrowia, może lepiej zainwestować w biologiczne odmłodzenie populacji, czyli w zdrową starość, niż w leczenie chorób. Są statystyki i publikacje, które podają, że jeśli każdy z nas odmłodziłby się biologicznie o siedem lat, to częstość występowania chorób przewlekłych spadłaby o 50%, czyli co druga osoba przestałaby chorować.

Co więc zrobić, żeby się o te siedem lat odmłodzić? – Nie ma jednego elementu – tłumaczy prof. Ewelina Pośpiech. – To musi być zespół działań. Filary każdy zna. To zdrowa dieta, ruch, regeneracja, redukcja stresu.

Są oczywiście prowadzone badania nad lekami, które mogłyby opóźnić proces starzenia się organizmu, na razie jednak jesteśmy na początku tej drogi. Są doniesienia potwierdzające skuteczność rapamycyny, leku pozyskiwanego z bakterii glebowych na Wyspie Wielkanocnej, stosowanego w transplantologii, teraz bada się jego właściwości przeciwstarzeniowe. Kiedyś takim cudownym lekiem miał być resweratrol, ale nadzieje okazały się płonne. Musimy więc uznać, że na razie nie ma jednej odmładzającej pigułki, jest natomiast cały szereg działań, które konsekwentnie musimy wprowadzać w życie. To złożona maszyneria, tak jak złożony jest nasz organizm.

Prof. Pośpiech mówi, że kiedy zaczęła pracować nad tym tematem 10 lat temu, wszystko było nowe, a publikacji mało, teraz nie nadąża czytać prac naukowych.

Czy uda się stworzyć protokół wydłużający życie w zdrowiu? – Myślę, że tak. Ale też – skoro już jesteśmy w krainie przyszłości, myślę, że medycyna również w tej dziedzinie dąży do personalizacji. I że za jakiś czas każdy z nas dostanie swoją receptę. O ile filary pozostaną pewnie niezmienne, o tyle każdy będzie mógł dostosować je do siebie. Nasze geny podpowiedzą nam na przykład, jaka dieta i jaki rodzaj aktywności fizycznej będzie dla nas idealny. Czy potrzebujemy suplementacji, a jeśli, to jakiej. Albo czy dany lek będzie w naszym przypadku skuteczny.

„Gdy gen CYP2D6 działa na kodeinę, przekształca ją w morfinę o potężnym działaniu przeciwbólowym. Istnieją dwie rzadkie mutacje, które mogą zaburzyć ten proces. Jedna spowalnia pracę enzymu i przez to w krwi osoby z mutacją krąży tylko niewielka ilość morfiny, a to przynosi znikomą lub żadną ulgę w bólu. Druga mutacja jest jeszcze bardziej szkodliwa, bo sprawia, że enzym CYP2D6 działa za szybko i wywołuje zalew morfiny w krwiobiegu. To może przyczynić się do tego, że standardowa dawka kodeiny doprowadzi do przedawkowania morfiny” – pisze Beth Skwarecki w książce „Wszystko o genetyce”. Wraz z rozwojem farmakogenomiki, zajmującej się interakcjami między genami a lekami, spersonalizowane podejście do farmakoterapii stanie się – być może – standardem.

Oczywiście już dziś mamy nurty skrajne, specjalistów, często samozwańczych, którzy wyznaczą nam restrykcyjny plan i od dokładnej realizacji uzależnią sukces. Jeśli jednak tych wytycznych będzie za dużo i nie zostaną dopasowane do naszego charakteru, możliwości fizycznych, trybu dnia i upodobań, może się skończyć tak, że po miesiącu czy dwóch reżimu rzucimy wszystko w kąt. – A systematyczność ma tu kluczowe znaczenie – mówi Ewelina Pośpiech.

– Lepiej wykonywać małe realne kroki niż wielkie zmiany, które nie wejdą nam w nawyk. Niektórzy mówią: po co mam żyć długo, jak nie mam z tego radości? Każdy powinien więc skupić się na tym, by znaleźć swój własny złoty środek, taki styl życia, który sprzyja zdrowiu, a nie wywoła buntu. Ja mocno wierzę, że kiedy zaczniemy, korzystny wpływ tych kilku podstawowych czynników będzie tak duży, że mechanizmy się utrwalą. Docenimy je.

Samotność a długość życia. Dlaczego bliskie relacje są tak ważne?

Milioner Bryan Johnson mówi: „Jestem szczęśliwy. Realizuję swój plan, to daje mi satysfakcję i spokój”. Jednak swoją walkę o 120 lat w zdrowiu prowadzi w gruncie rzeczy samotnie. Przyznam, że film oglądałam z mieszaniną przerażenia i fascynacji. Bo o ile rozumiem, że chce żyć jak najdłużej i w dobrej formie, to nie umiem zrozumieć, że dobrowolnie okrada swoje życie z tego, co najcenniejsze. Z radości, z przyjemności, z miłości i przyjaźni. Czy celem długiego życia powinno być jedynie długie życie?

Pamiętacie angielski film „Kwartet”? Rzecz dzieje się w, przyznajmy, luksusowym domu spokojnej starości dla emerytowanych muzyków. Czyli ostatnie lata życia pensjonariusze spędzają w towarzystwie ludzi mających podobne wykształcenie, pasje, historię. Tym, co ich napędza, jest organizowany co roku uroczysty koncert, przynoszący ośrodkowi zysk. Pamiętam, że wyszłam z kina przekonana, że tak powinna wyglądać godna starość. I że bliskość ważnych dla nas ludzi staje się motywacją do życia. Z podobnych założeń wyszli chyba twórcy filmu „Czwartkowy klub zbrodni”, opartego na serii bestsellerowych kryminałów z kategorii cosy crime. Ta amerykańska komedia w mistrzowskiej obsadzie, pokazuje, że ludzie plus pasja (jak choćby rozwiązywanie zagadek kryminalnych) nadają życiu poczucie sensu, i to na każdym jego etapie.

Nie chodzi o to, żeby pić sobie z dzióbków w niczym niezakłóconej sielance. Moja przyjaciółka Iza Falkowska-Tyliszczak, psychoterapeutka, od lat ma ideę stworzenia na starość własnej minispołeczności. Takie kondominia powstają w wielu państwach Europy, pierwsze widać także w Polsce. Niezależne mieszkania w jednym domu, opieka medyczna w razie potrzeby. Moja córka, słuchając o tych planach, zawołała: „Przecież wy się będziecie ciągle kłócić!”. Na to Iza: „I właśnie o to chodzi! Kłótnie, emocje, spory to ważna część życia. Nie warto jej na starość wygłuszać”.

Profesor Postuła uważa, że jedną z gorszych decyzji, jakie możemy podjąć, jest ta o przejściu na emeryturę. Opowiada, że w USA widoczny jest pewien trend: 70-latkowie z emerytury wracają. Nie tylko ze względów ekonomicznych, także dlatego, że samotne siedzenie w domu – bez ludzi i bez celu – to najgorsza rzecz, jaką możemy sobie zafundować. I że samotność robi nam taką krzywdę jak palenie 15 papierosów dziennie.

Wydaje się, że z tym akurat nie mamy problemu. Raport podaje: „Polacy deklarują, że mają satysfakcjonujące relacje – 86% mówi, że ma osoby, przy których może być w pełni sobą, 85% – że może na kogoś liczyć, 80% – że ma z kim porozmawiać o tym, co naprawdę przeżywa”.

Tyle że jednocześnie 48 proc. badanych przynajmniej od czasu do czasu czuje się samotnie. „Większość często lub bardzo często doświadcza w relacjach z bliskimi poczucia bezpieczeństwa (69%), wsparcia (64%) i zrozumienia (60%), ale skala braków jest istotna: 32% nie doświadcza regularnie bezpieczeństwa, 36% nie czuje się regularnie wspierana, a 40% doświadcza zrozumienia co najwyżej od czasu do czasu. Deficyt bliskości widać na poziomie fizycznym. Tylko 37% badanych doświadcza często lub bardzo często dotyku, który daje poczucie bliskości, a niemal tyle samo (34%) – rzadko lub nigdy. To pokazuje napięcie, którego nie widać w prostym pytaniu o posiadanie bliskich relacji. One dają większości badanych wiele pozytywnych doświadczeń, ale nie zawsze zapewniają im tyle wsparcia, zrozumienia, bliskości i poczucia bezpieczeństwa, ile potrzebują.

Dr Robert Kowalczyk, profesor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, omawiając ten aspekt raportu, stwierdził, że sam fakt bycia w relacji nie wydłuża nam życia. Może być mąż czy żona, może być cała struktura, a i tak czujemy się samotnie. Relacje są tam, gdzie są emocje, gdzie jest poczucie zrozumienia. Nie chodzi o funkcjonowanie rodzinnej „firmy”. Najważniejsze jest pytanie, czy szukamy relacji jako przedłużenia naszej fantazji o idealnym życiu i obsadzamy drugą osobę w roli idealnego partnera, czy widzimy w niej drugiego człowieka jako odrębną istotę.

A przecież nasze podstawowe motywacje związane z długowiecznością dotyczą właśnie relacji. Chcemy jak najdłużej cieszyć się wspólnymi chwilami z bliskimi (44% badanych), chcemy patrzeć, jak rozwijają się nasze dzieci lub wnuki (38%). Znaczenie tych motywacji rośnie z wiekiem: chęć spędzania czasu z bliskimi wskazuje 39% najmłodszych i 51% osób w wieku 70+.

Jaki sport wydłuża życie? Tenis, aktywność fizyczna i zasada 3R

O tym, jak ważny dla naszego zdrowia jest ruch, świetnie wiemy. Także w perspektywie długowieczności. Spowalnia starzenie się, łagodzi jego objawy, ogranicza stan zapalny i wspiera funkcjonowanie komórek. Regularne ćwiczenia wpływają na wydolność sercowo-oddechową, siłę mięśni, równowagę, elastyczność i zdrowie psychiczne. Aktywność fizyczna poprawia także odporność i metabolizm oraz obniża ryzyko rozwoju chorób neurodegeneracyjnych, takich jak demencja czy choroba Alzheimera.

Na stronie prof. Marka Postuły czytamy, że swoim pacjentom w pierwszej kolejności zapisuje na receptę ruch. Zaraz po nim – zdrowe odżywianie, zdrowy sen oraz odpowiednią regenerację.

Kiedy pytam prof. Ewelinę Pośpiech o filary długiego i zdrowego życia, odpowiada: po pierwsze, jeśli ktoś pali, niech natychmiast rzuci, po drugie – niech się rusza! Aktywność fizyczna jest niezbędna, najlepiej ta codzienna, przy czym występuje efekt dawki, im częściej, tym lepszy. Z kolei jej brak zaczyna być porównywany do palenia papierosów, ruch wpływa na wiele poziomów naszego zdrowia.

Co ciekawe, jeszcze na przełomie XIX i XX wieku sport budził niepokój świata medycznego. Powszechnie uważano, że intensywny wysiłek może uszkadzać serce. Z tego wynikało zalecenie: chorujesz – czy w domu, czy w szpitalu – masz leżeć. Wstawanie, chodzenie czy, olaboga, aktywność fizyczna uznawane były za zagrożenie dla zdrowia. Tymczasem, jak można się domyślać, bezruch pogarszał stan chorych, osłabiając ich mięśnie, czasem doprowadzając do zakrzepów, a to z kolei mogło kończyć się śmiercią.

Zmiany na dobre zaczęły się po drugiej wojnie światowej. Uwagę epidemiologa Jerry’ego Morrisa przyciągnęło porównanie stanu serc konduktorów i kierowców piętrowych londyńskich autobusów. Kierowcy, którzy całymi dniami siedzieli, zapadali na choroby serca częściej niż chodzący po autobusie i po schodach konduktorzy. Dziś oczywiście świetnie wiemy, że aktywność fizyczna to jeden z ważniejszych filarów zdrowia i długiego życia, tyle że, paradoksalnie, choć nasza wiedza się pogłębia, coraz więcej osób prowadzi siedzący tryb życia. Siedzimy w pracy, siedzimy w czasie wolnym. Często i w jednym, i w drugim przypadku przed ekranami. Kiedyś po ulicach miast samochodów jeździło niewiele, dziś w korkach nie stoimy jedynie w nocy. Mniej mamy naturalnej codziennej aktywności, trzeba więc podjąć świadomą decyzję o tym, by wprowadzić ją w nasze życie.

Co wybrać? Jaka aktywność fizyczna zwiększa nasze szanse na długowieczność? Badanie Copenhagen City Heart Study, które trwało 25 lat i śledziło zdrowie ponad ośmiu tysięcy osób, daje odpowiedź: to tenis. W książce Marka Postuły i Krzysztofa Łoniewskiego „W stronę długowieczności” czytamy, że osoby uprawiające tę dyscyplinę zyskują – uwaga! – aż 10 lat w porównaniu z siedzącymi na kanapie. „Dobre wyniki przynoszą też badminton, piłka nożna, pływanie, rower czy bieganie. Naukowcy podkreślają, że tenis, poza zmiennym rodzajem ruchu, ma też wielką zaletę – gra się w parze. Spotykamy się z drugą osobą, mamy swoje rytuały, nie tylko gramy, ale dobrze się bawimy. Relacje to niezmiernie ważny lek na upływ czasu”.

Jednak badania i teoria to jedno, a drugie, i być może ważniejsze, to nasze indywidualne preferencje i predyspozycje. „Ciało potrzebuje ruchu, a mózg – kontaktu z innymi i poczucia sensu. Jeśli więc szukamy aktywności, która naprawdę odmieni nasze zdrowie i długość życia, kierujmy się zasadą 3R: ruch, relacje, radość. To właśnie ich połączenie – niezależnie od tego, czy jesteśmy na korcie, na rowerze czy w parku z przyjaciółmi – okazuje się najskuteczniejszym przepisem na długowieczność” – piszą Postuła i Łoniewski.

Czy z wiekiem jesteśmy szczęśliwsi? Zaskakujące wyniki badań o osobach po 70. roku życia

Szymon Domagała, którego znajdziecie w sieci jako Trenera Longevity, mówi, że, na szczęście, nie ma takiego wieku, w którym wdrożenie aktywności fizycznej nie miałoby sensu. Oczywiście zmieniają się cele, w pewnym momencie ważniejsze od przebiegnięcia maratonu czy całodziennej wyprawy w góry będzie spacer bez bólu czy przyniesienie do domu zakupów, ale zawsze możemy sobie pomóc. Wzmocnić mięśnie, choć częściowo odbudować sprawność. On sam ma klientów od lat sześciu do 76. I wszyscy oni ćwiczą z satysfakcją i pożytkiem.

„Starość się Panu Bogu nie udała” – powtarzała często moja mama. I powtarzała to tyle razy, że uznałam to w końcu za rodzaj prawdy objawionej. Z czasem jednak zaczęłam się buntować. Bo właściwie kto powiedział, że się nie udała?

Teraz myślę, że, tak jak z większością ważnych spraw niemal wszystko jest w naszych rękach. I zależy od naszego nastawienia. Niewątpliwą zaletą starości jest zyskanie dystansu i umiejętności doceniania chwili. – Patrzę na moje 80-, 90-letnie pacjentki – mówił prof. Postuła – i widzę kobiety, które mają dobre emocje, ciekawość świata, wspaniałe podejście do życia i do seksualności.

Raport potwierdza: im starsi badani, tym więcej satysfakcji z życia i relacji. Najstarsi chcą żyć dłużej – nie dlatego, że silniej boją się śmierci, ale dlatego, że bardziej niż inni chcą cieszyć się życiem. Widać to w konkretnych liczbach: poczucie sensu życia deklaruje 61% osób w wieku 18–29 i aż 90% osób 70+. A satysfakcję z życia ma odpowiednio 55% i 89%.

Z wiekiem spada także poczucie osamotnienia – w najmłodszej grupie 28% czuje się samotnie często lub zawsze, w najstarszej – około 10–12%. Rośnie natomiast znaczenie przyjemności płynącej z życia: odpowiedź „lubię życie i chcę się nim cieszyć jak najdłużej” wskazuje 24% osób w wieku 18–29 lat i 45% osób w wieku 70+. Podobnie zmienia się stosunek do ciała – rośnie akceptacja wyglądu (z 65% wśród najmłodszych do 92% w grupie 70+) i komfort w ciele, a maleje skrępowanie (z 52% do około 14%). Starość w tych danych nie jest więc wyłącznie obszarem strat. Myślę, że mama nie miała racji. Warto powalczyć o długie życie po to, by czerpać z niego radość.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE