W Polsce każdego dnia życie odbiera sobie średnio 13 osób, z czego 11 to mężczyźni. Za tymi statystykami kryje się problem, o którym wciąż mówi się zbyt rzadko: wstyd przed proszeniem o pomoc i przekonanie, że ze wszystkim trzeba poradzić sobie samemu.
Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w ostatnich latach mężczyźni stanowią około 85% wszystkich osób, które odebrały sobie życie w Polsce. Statystyki pokazują skalę problemu, ale nie wyjaśniają, dlaczego tak wielu mężczyzn nie szuka wsparcia, zanim znajdzie się w głębokim kryzysie. Ich cierpienie może pozostawać niezauważone, ukryte pod maską gniewu, nadmiernego zaangażowania w pracę czy ucieczki w nałogi. Jak rozpoznać sygnały kryzysu i co zrobić, by bliska osoba nie została z nim sama? Z okazji Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego rozmawiam o tym z Miri Palak – psycholożką, seksuolożką i psychotraumatolożką, koordynatorką Antyprzemocowej Linii Pomocy SEXEDPL.
Robert Choiński: W Polsce zdecydowana większość samobójstw dotyczy mężczyzn, a mimo to o kryzysie zdrowia psychicznego mężczyzn wciąż mówi się stosunkowo niewiele. Z czego, Pani zdaniem, wynika ta dysproporcja? Jakie są jej przyczyny?
Miri Palak: Myślę, że przede wszystkim warto przyjrzeć się temu, jakie mamy społeczne wyobrażenia o męskości i kobiecości. Jak wychowujemy chłopców, a jak dziewczynki, czego uczymy ich o emocjach, słabości, proszeniu o pomoc i radzeniu sobie z trudnościami. Coraz więcej rozmawiamy o zdrowiu psychicznym i coraz lepiej rozumiemy, czym są zaburzenia psychiczne, jak mogą się objawiać i gdzie szukać wsparcia. Mam jednak poczucie, że nie wszyscy w równym stopniu korzystają z tej zmiany. Wielu mężczyzn dorastało w przekonaniu, że powinni być silni, samodzielni, odporni i przede wszystkim radzić sobie sami.
Chłopiec, który słyszy, że „chłopaki nie płaczą”, nie przestaje przecież doświadczać smutku, lęku czy bezradności.
Może natomiast nauczyć się, że okazywanie tych emocji jest czymś niewłaściwym, czego powinien się wstydzić albo co należy ukrywać przed innymi. Z czasem może mieć trudność nie tylko z komunikowaniem tego, co przeżywa, ale nawet z rozpoznawaniem własnych emocji. Warto też przyjrzeć się temu, jak budujemy relacje i sieci wsparcia. Kobiety częściej bywają socjalizowane do podtrzymywania bliskich więzi, rozmawiania o przeżyciach i szukania wsparcia u innych kobiet. Mężczyźni również tworzą bliskie przyjaźnie, ale część z nich funkcjonuje w relacjach opartych przede wszystkim na wspólnych aktywnościach czy zainteresowaniach, w których znacznie rzadziej pojawia się przestrzeń na powiedzenie: „Boję się”, „Nie daję rady”, „Jest mi bardzo źle”. To oczywiście nie jest uniwersalna reguła, ale pewien wzorzec, który może prowadzić do samotności nawet wtedy, gdy wokół są ludzie.
Dlatego tak ważne jest, żebyśmy rozmawiali o kryzysie zdrowia psychicznego mężczyzn również jako o problemie społecznym. Samobójstwa mają złożone przyczyny i nie można sprowadzać ich wyłącznie do wychowania czy stereotypów płciowych. Możemy jednak zastanawiać się, co dzieje się z człowiekiem, który przez całe życie słyszy, że ma radzić sobie sam, a doświadcza cierpienia, z którym nie potrafi już sobie poradzić.
Jeśli proszenie o pomoc wiąże się dla niego ze wstydem, może odwlekać ten moment aż do bardzo głębokiego kryzysu.
Mężczyźni często później niż kobiety szukają pomocy psychologicznej czy psychiatrycznej. Co sprawia, że tak trudno jest im powiedzieć: „nie radzę sobie”, „potrzebuję pomocy”, „jest mi źle”? Jaką rolę odgrywa tutaj wychowanie i kulturowy model męskości?
Ogromne znaczenie mają wzorce, które wynosimy z domu i środowiska, w którym dorastaliśmy. Czy widzieliśmy dorosłych, którzy potrafili mówić o swoich emocjach? Czy okazywali sobie czułość, przepraszali, rozmawiali o konfliktach? Czy ktoś pokazywał nam, że można przeżywać trudności i jednocześnie szukać wsparcia, czy raczej uczyliśmy się, że problemy należy przemilczeć, przeczekać albo rozwiązać samodzielnie?
Jeśli przez wiele lat uczymy się tłumić emocje, możemy mieć później trudność ze zrozumieniem, co właściwie się z nami dzieje. Mężczyzna nie zawsze powie, że doświadcza smutku, lęku czy bezradności. Może zauważyć, że coraz trudniej jest mu wstać rano, że nie ma energii, gorzej śpi, szybciej się denerwuje albo przestają cieszyć go rzeczy, które wcześniej były dla niego ważne. Nie musi od razu łączyć tych doświadczeń z pogorszeniem zdrowia psychicznego. Dochodzi do tego przekonanie, że proszenie o pomoc jest przyznaniem się do porażki. Jeśli ktoś budował poczucie własnej wartości wokół bycia silnym, skutecznym i niezależnym, powiedzenie „nie radzę sobie” może być dla niego szczególnie trudne.
Ważne jest również to, jak reagujemy, kiedy mężczyzna w końcu zaczyna mówić o swoich trudnościach. Czasem z troski chcemy natychmiast wszystko naprawić, przejąć obowiązki, znaleźć rozwiązanie i sprawić, żeby poczuł się lepiej. Tymczasem wspieranie nie musi oznaczać wyręczania. Osoba doświadczająca depresji może potrzebować konkretnej pomocy w codziennym funkcjonowaniu, ale również poczucia sprawczości i możliwości stopniowego odzyskiwania wpływu na swoje życie. Nie ma jednego sposobu reagowania, który będzie odpowiedni dla wszystkich. Warto pytać, czego dana osoba potrzebuje, i dostosowywać wsparcie do jej aktualnego stanu, zamiast zakładać, że wiemy to za nią.
Czy istnieją sygnały kryzysu psychicznego, które u mężczyzn mogą wyglądać inaczej, niż stereotypowo wyobrażamy sobie depresję? Po czym bliscy mogą rozpoznać, że mężczyzna, który np. staje się bardziej wycofany, drażliwy, agresywny, ucieka w pracę, alkohol czy inne zachowania, może w rzeczywistości potrzebować pomocy?
Myślę, że to trudne pytanie również dlatego, że często wyobrażamy sobie kryzys psychiczny w bardzo konkretny sposób. Ktoś jest smutny, płacze, mówi, że nie ma siły. Tymczasem cierpienie psychiczne nie zawsze jest tak widoczne i nie zawsze wygląda tak, jak się tego spodziewamy.
U części mężczyzn możemy obserwować większą drażliwość, wycofanie, unikanie bliskości, mniejsze zaangażowanie emocjonalne, przemęczenie, problemy ze snem czy coraz częstsze sięganie po alkohol. Czasem pojawia się nadmierne angażowanie w pracę, które pozwala nie konfrontować się z tym, co dzieje się w innych obszarach życia. Oczywiście żadne z tych zachowań samo w sobie nie oznacza depresji, a agresji nie powinniśmy automatycznie usprawiedliwiać kryzysem psychicznym. Warto natomiast zwrócić uwagę na zmianę w dotychczasowym funkcjonowaniu danej osoby.
Zastanowiłabym się też, czy rzeczywiście potrafimy pytać bliskich o to, jak się czują. „Co u ciebie?” jest pytaniem, które zadajemy niemal automatycznie, ale czy naprawdę jesteśmy gotowi usłyszeć odpowiedź inną niż „wszystko dobrze”? Czy mamy przestrzeń, żeby zostać przy drugiej osobie, kiedy mówi, że jest jej źle, czy od razu próbujemy ją pocieszać, tłumaczyć, że inni mają gorzej, albo szukać szybkiego rozwiązania?
Czasem ważniejsze od znalezienia idealnego pytania jest stworzenie relacji, w której można powiedzieć coś trudnego bez obawy, że zostanie się ocenionym. Jeśli jednak ktoś mówi o beznadziei, braku sensu życia, śmierci czy samobójstwie, nie należy traktować tego wyłącznie jako kolejnego sygnału gorszego samopoczucia. Warto zapytać wprost o myśli samobójcze i pomóc w uzyskaniu profesjonalnego wsparcia.
Dlaczego mężczyznom często łatwiej jest mówić o problemach z pracą, pieniędzmi czy związkiem niż wprost o swoim stanie psychicznym? Czy można nauczyć się rozmawiać z mężczyzną o jego emocjach tak, żeby nie miał poczucia, że jest oceniany albo że „sobie nie radzi”?
Nie jestem przekonana, czy mężczyznom rzeczywiście łatwiej jest mówić o problemach z pracą, pieniędzmi czy związkiem. Mam raczej poczucie, że przy obecnych oczekiwaniach społecznych przyznanie się do trudności w którymkolwiek z tych obszarów może być bardzo obciążające. Jeśli od mężczyzny oczekuje się stabilności finansowej, ambicji, zaradności i umiejętności poradzenia sobie w każdej sytuacji, opowiedzenie o utracie pracy, zadłużeniu czy problemach w relacji może oznaczać dla niego konieczność zmierzenia się z poczuciem wstydu.
Szczególnie ważny wydaje mi się temat przemocy wobec mężczyzn. Z badania SEXEDPL (SEXEDPL X Uber X Y&LOVERS, 2025) wynika, że 60% badanych mężczyzn zgadza się ze stwierdzeniem, że w społeczeństwie panuje przekonanie, iż „mężczyzn nie da się skrzywdzić”, a 77% nie uważa, żeby Polska była gotowa na rozmowę o przemocy wobec mężczyzn. To pokazuje, z jakimi społecznymi przekonaniami może mierzyć się mężczyzna, który doświadcza przemocy, również ze strony osoby partnerskiej.
Jeśli ktoś słyszy, że powinien być silniejszy, umieć się obronić albo że mężczyzna nie może być osobą doświadczającą przemocy, to jak ma opowiedzieć o tym, że jest poniżany, kontrolowany, zastraszany czy krzywdzony przez bliską osobę?
Jak ma mówić o relacji, w której nie czuje się bezpiecznie, skoro może obawiać się, że nikt nie potraktuje jego doświadczenia poważnie? Dlatego w rozmowie warto przede wszystkim zrezygnować z założenia, że wiemy, co druga osoba powinna czuć i jak powinna sobie poradzić. Możemy pytać, słuchać, próbować zrozumieć, ale też uszanować to, że nie każdy będzie gotowy od razu opowiedzieć o wszystkim. Ważne, żeby nie zawstydzać, nie porównywać i nie odbierać drugiej osobie prawa do własnego doświadczenia.
Co możemy jako partnerzy, przyjaciele, rodzina czy współpracownicy zrobić, żeby wcześniej zauważać kryzys i realnie pomóc? Jak powinna wyglądać pierwsza rozmowa z mężczyzną, którego zachowanie zaczyna nas niepokoić? Czego zdecydowanie nie mówić?
Myślę, że przede wszystkim powinniśmy budować takie relacje, w których rozmowa o trudnościach nie pojawia się dopiero wtedy, kiedy dochodzi do kryzysu. Interesować się bliskimi, pytać o ich samopoczucie, zauważać zmiany w zachowaniu i pokazywać, że nie muszą być w dobrej formie, żebyśmy chcieli z nimi rozmawiać.
Jeśli widzimy, że ktoś się wycofuje, gorzej funkcjonuje albo zachowuje się inaczej niż zwykle, możemy po prostu powiedzieć: „Zauważyłam, że ostatnio jesteś bardziej zmęczony i rzadziej się odzywasz. Martwię się o ciebie. Chcesz mi powiedzieć, co się dzieje?”. Nie trzeba od razu diagnozować, przekonywać do terapii ani proponować dziesięciu rozwiązań. Czasem pierwszym krokiem jest możliwość opowiedzenia o tym, co się przeżywa, komuś, kto rzeczywiście chce słuchać.
Unikałabym komunikatów w rodzaju „weź się w garść”, „inni mają gorzej”, „przecież masz wszystko” czy „musisz po prostu zacząć coś robić”. Nawet jeśli wynikają z bezradności albo chęci zmotywowania bliskiej osoby, mogą pogłębiać poczucie niezrozumienia i wstydu.
Bardzo ważne jest również pokazywanie, gdzie można szukać profesjonalnego wsparcia, i przypominanie, że nie trzeba czekać, aż będzie „wystarczająco źle”, żeby po nie sięgnąć.
Jako koordynatorka Antyprzemocowej Linii Pomocy SEXEDPL chciałabym szczególnie podkreślić, że wsparcie powinno być dostępne dla wszystkich. Pod numerem 720 720 020, codziennie od 8:00 do 24:00, można skorzystać z bezpłatnego i anonimowego wsparcia. Nie trzeba wiedzieć, jak opowiedzieć o swoich doświadczeniach ani jak nazwać to, co się przeżywa lub czego się doświadczyło.
Poza koordynowaniem linii pracuję również gabinetowo i z obu tych perspektyw widzę, jak trudne bywa samo podjęcie decyzji o poproszeniu o pomoc. Wstyd, niepewność, obawa przed oceną czy przekonanie, że nasze problemy nie są wystarczająco poważne, pojawiają się zarówno u osób kontaktujących się z linią, jak i u pacjentów, których spotykam w gabinecie.
Chciałabym, żebyśmy częściej przypominali sobie, że człowiek nie musi osiągnąć granicy wytrzymałości, żeby zasługiwać na wsparcie.
I że czasem największą pomocą, jaką możemy dać bliskiej osobie, jest potraktowanie jej cierpienia poważnie, zanim stanie się ono kryzysem zagrażającym życiu.
Miri Palak – psycholożka, seksuolożka i psychotraumatolożka. W Fundacji SEXEDPL koordynuje zespół i pracę Antyprzemocowej Linii Pomocy, odpowiadając za merytoryczne aspekty udzielanego wsparcia. Prowadzi warsztaty, szkolenia i działania edukacyjne dotyczące zdrowia psychicznego, seksualności oraz przeciwdziałania przemocy. Pracuje również gabinetowo w Instytucie Splot, prowadząc konsultacje psychologiczne, seksuologiczne i psychotraumatologiczne oraz interwencję kryzysową.