Znasz ten obraz: Paryżanka w zwykłej marynarce i dżinsach z prostą nogawką, włosy lekko rozczochrane, aura niewymuszonej elegancji. Próbujesz go odtworzyć – jest lniana koszula, są mokasyny, jest wyciszona paleta – a mimo to coś nie gra. Powód jest mniej oczywisty, niż myślisz.
Vanessa Paradis, Catherine Deneuve, Betty Catroux, Jane Birkin – kino i moda ulepiły z nich jeden wizerunek, a media na całym świecie wyniosły go do rangi legendy. Rzeczywistość jest mniej filmowa. Francja to kraj wielu regionów i pokoleń: jedne jej mieszkanki kochają maksymalizm, inne streetwear, a część ma modę w głębokim poważaniu. Wspólny mianownik jednak istnieje – wyczucie proporcji, zamiłowanie do selekcji i ubrania, które pasują do osoby, a nie do hasła z moodboardu. Czy to dobry gust? Dla jednych tak, dla innych nuda. Gust jest przecież sprawą prywatną. Jeśli chciałabyś jednak poznać esencję paryskiego wyczucia stylu w pięciu krokach, czytaj dalej.
Balans i kontrast przede wszystkim
Paryskie ikony stylu są mistrzyniami balansowania. Ostra sylwetka – miękkie, rozczochrane włosy; czerwona szminka – reszta wycofana do prostoty. Śnieżnobiała koszula rozpięta dokładnie o tyle guzików, żeby wyglądać swobodnie, a nie przypadkowo. Inès de la Fressange czy Jane Birkin umiały zatrzymać się w idealnym momencie, a to trudniejsze niż dołożenie kolejnej warstwy.
Jeanne Damas (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Dobrze skrojona rzecz wygrywa z modną
We Francji grzechem głównym nie jest brak stylu, tylko ubranie, które źle leży. Ramiona mają trafiać w ramiona, nogawka ledwie muskać but, a płaszcz trzymać formę. Dlatego do krawcowej chodzi się tam równie często jak do sklepu: skrócić rąbek, zwęzić pas, dopasować. To ubranie ma słuchać ciała, nie odwrotnie.
Podobnie z trendami. Paryżanka nie rzuca się na wszystko, co zobaczyła na wybiegu. Obserwuje, odczekuje, a potem wybiera wersję, którą da się nosić. Kolor sezonu? Owszem, ale do marynarki sprzed dekady. Fason z pokazu Courrèges? Chętnie, uziemiony prostymi dżinsami albo mokasynami.
Męska szafa stoi dla ciebie otworem
Dział damski to sugestia, nie ograniczenie. Oversize’owe marynarki, wełniane swetry, krochmalone koszule, vintage’owy garnitur z drugiej strony sklepu – już od czasów Coco Chanel wiadomo, że pożyczanie z męskiej szafy jest chic.
Caroline de Maigret (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Jeden akcent kolorystyczny wystarczy
Paleta? Czerń, granat, szarość i ecru, od zimy po lato. Zasada jest prosta: jedna rzecz w bardziej przykuwającym wzrok kolorze. Może to być torebka, płaszcz, a nawet sam lakier na paznokciach. Bywa to ograniczające i szczerze mówiąc, czasem po prostu nudne, ale zdecydowanie ułatwia codzienne ubieranie się.
Dobra wiadomość? Francuski szyk nie jest zmysłem nadprzyrodzonym wyssanym z mlekiem matki, tylko zestawem nawyków: przeciwwaga, dobry krój, ostrożność wobec trendów, wąska paleta kolorów i androgyniczność. Wszystkiego można się nauczyć. Zacznij od tego, co leży na tobie świetnie, skreślaj bezlitośnie i buduj szafę latami, nie sezonami.