Świat jest w okresie przejściowym, liminalnym. To od nas zależy, czy wypłyniemy w nowe. Zuzanna Skalska, urodzona i wychowana w Warszawie, a mieszkająca w Holandii, specjalizuje się w strategicznym myśleniu o przyszłościach i ich scenariuszach. Łączy przestrzenie innowacji i biznesu, więc pracuje dla rozwoju firm i społeczeństw.
- Zuzanna Skalska, analityczka trendów, przekonuje, że nie istnieje jeden scenariusz tego, co nas czeka, a świat znajduje się dziś w okresie przejściowym.
- Sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki pracujemy i żyjemy. Zdaniem ekspertki nie zastąpi jednak ludzkiej kreatywności i umiejętności abstrakcyjnego myślenia.
- Młodzi ludzie mają dziś niemal nieograniczone możliwości wyboru, ale zamiast poczucia wolności często doświadczają lęku i niepewności. Zuzanna Skalska tłumaczy, dlaczego tak się dzieje.
- Czy przyszłość oznacza nieustanny rozwój i kupowanie kolejnych rzeczy? Analityczka trendów uważa, że nadchodzi czas naprawiania, ponownego wykorzystywania przedmiotów i przewartościowania naszych potrzeb.
Wywiad pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 08/2026.
Remigiusz Grzela: Jaką mamy przyszłość?
Zuzanna Skalska: W kulturze anglosaskiej future jest otwarte i niezdefiniowane. W języku polskim przyszłość jest określona jako jedna. A przyszłość powinna być dokładnie jak „drzwi” – mnoga. Prosta metafora, dzieci w podstawówce uczą się dokładnie tego samego i każde z nich ma inną przyszłość. Jedne mają bogatych rodziców, inne nie, jedne opiekuńczych, dających im poczucie wartości, dzięki czemu będą mogły zawojować świat, inne słyszą, że nic nie osiągną. Nasze przyszłości zaczynają się w domu, ale są też wypadkową naszych decyzji czy ludzi spotykanych na drodze. To, gdzie skręcisz, też ma wpływ. Żyjemy w iluzjach. Ale każdy ma inne. Wielką transformację we wszystkich wymiarach przyniosło powstanie internetu.
Zalały nas informacje, których w ogóle nie potrzebujemy. Świat zawsze był skomplikowany, wybuchały wojny, ludzie umierali, ale kiedyś mieliśmy kuratorów informacji, stanowili filtr, nie każda wiadomość miała do nas dotrzeć i na pewno nie od razu.
Wiedząc tak dużo, społeczeństwo się rozwija?
To zależy od tego, jak zdefiniujesz rozwój. Antyrozwój też jest rozwojem, jeśli nic się nie dzieje, to też jest coś. Nie potrafimy krytycznie czy abstrakcyjnie myśleć. Musimy weryfikować to, czego nie wiemy. Telefon stał się dodatkowym organem, zewnętrznym mózgiem – degustuje, patrzy, rozstrzyga, co jest dobre. Uznajemy, że powie nam prawdę, słuchamy go.
I dostajemy nieprawdziwy obraz świata wygenerowany z treści zamieszczanych przez znajomych na socialach, także z tego, co z naszych behawioralnych zachowań wyłapują algorytmy.
Czy to rozwój? Rozwoje były wyznaczane przez wojny, które napędzały innowacje, a te wyznaczały kolejne rewolucje przemysłowe. Nieodwracalnie wpłynęła na nas era przemysłowa maszyny parowej.
Mówiłaś kiedyś, że jesteśmy narkomanami energetyki.
Tak, jesteśmy kompletnie uzależnieni od prądu, jakby nie miał limitów. Blackouty będą coraz częstsze. Sztuczna inteligencja drenuje energię na potęgę. Codziennie słyszę w telewizji holenderskiej, że nie wydaje się pozwoleń na budowę kolejnego osiedla mieszkaniowego, ponieważ nie ma pozwolenia na podłączenie do prądu.
Wielu moich klientów ma problemy, bo nie dostaje pozwolenia na zwiększenie mocy. Zastanawiają się, dokąd w Europie przenieść produkcję, żeby się podłączyć pod prąd. Nasi przodkowie potrafili się spakować w ciągu 10 minut, by znaleźć inne miejsce do życia, z potrzeby czy zagrożenia. Czasami pytam przyjaciół: „Co weźmiesz, gdyby był pożar?”.
Mamy tyle śmieci bez wartości. A nasi przodkowie mieli złoty pierścionek, broszkę, z której w razie kryzysu mogli wydłubać diament i sprzedać. Rozpraszamy się na miliardach rzeczy, zamiast skupić na dwóch, które mają sens. Mój dziadek mówił, że nas, biednych, nie stać na tanie rzeczy.
Zapytamy sztuczną inteligencję, gdzie pójść w razie kryzysu?
Czytałam encyklikę papieża Leona XIV o sztucznej inteligencji, która jawi się jako nowy Jezus. Ma nas zbawić od ciężkiej pracy. A przecież praca nadaje sens naszemu życiu, o czym zapomnieliśmy. Daje nam satysfakcję, tożsamość, rolę w społeczeństwie, pewien rytm, którego nam zabrakło. Przez 30 lat byliśmy świadkami rozwalania systemu budowanego przez wieki. Choroby psychiczne, zaburzenia stały się społeczne, jesteśmy zbłąkani. Z jednej strony lewicowe myślenie uwolniło całe zło zastanego schematu, co mówię jako osoba politycznie obojętna. Ludzie żądają jeszcze więcej miniwolności, tyle że nasze bańki są za grubym barbakanem, więc przestaliśmy widzieć drugiego człowieka i go rozumieć. Ten mur chroni jednostkę, a nie społeczność. I dokładnie to atakują ruchy prawicowe: chwila, może powinniśmy wrócić do korzeni, te są w religii, w duchowości, w roli kobiety? Prawica miała być hamulcem społecznego rozwalenia.
I teraz jeśli wizualizujesz polityczną podkowę, na której końcach są skrajna lewica i skrajna prawica, to te skrajności nie idą już do środka podkowy, tylko wyginają ją w koło. Rozepchnęły ją tak, że nie rozpoznajesz, co jest skrajną lewicą, a co jest skrajną prawicą.
Społeczeństwo się polaryzuje, wylewając przy tym ekstremalny hejt?
Hejt był zawsze. Ale możliwość anonimowego komentarza w sieci to otwarcie puszki Pandory. Komunikacja w internecie tworzy przestrzeń publiczną, a w niej nie masz prawa być anonimowym. Anonimowym możesz być, jak zamkniesz sobie drzwi na klucz. Powinna być wprowadzona identyfikacja, każdy twój ruch w internecie pod imieniem i nazwiskiem. Kiedy popełniasz wykroczenia czy przestępstwa w przestrzeni publicznej, na przykład jedziesz za szybko samochodem, jesteś karany, bo po to wymyśliliśmy prawo. W każdej cywilizacji pierwszym prawem była zawsze religia i na jej gruncie powstawały pierwsze demokracje. Z drugiej strony prawo bywało dla elit. Byli ludzie spod niego wyjęci, niewolnicy byli poza wszelkim prawem. I tak jest dokładnie w tej chwili.
Wyjechałaś z Polski, bo tu nie było wizjonerów?
Wyjechałam w 1991, na studia. Jestem projektantką w drugim pokoleniu. Moi rodzice są projektantami. Tata prowadził własną firmę, mama pracowała prawie 40 lat w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. Była szefową grupy projektowej, zmieniła normy budowlane. Jej największym osiągnięciem jest zmiana szerokości drzwi do łazienki i do mieszkań, żeby mógł przez nie wjechać wózek inwalidzki. Wywalczyła obowiązek podjazdów dla osób niepełnosprawnych i wózków.
Koledzy jeździli z rodzicami nad morze, na pikniki, a mnie rodzice zabierali na targi, wystawy, wernisaże.
Tato powiedział: – Jeżeli chcesz być prawdziwą projektantką, to jedź tam, gdzie można ideę przekuć w rzeczywistość. Wiedział, że w Polsce możemy sobie gdybać, a i tak błyskotliwe projekty nigdy nie zostaną zrealizowane. Jesteśmy geniuszami prowizorki. Dała nam dobrobyt. Wiedząc, że nie jesteśmy w stanie skopiować całych formatów sklepów, marek i tak dalej, jechaliśmy na prowizorkach.
Kiedy chodziłaś do warszawskiego liceum, w Polsce zmieniał się system, maturę zdałaś już w wolnym kraju.
Kiedy kończyliśmy szkoły, wiedzieliśmy, że idzie lepsze. Dostawaliśmy wiatr w plecy, fala nas niosła. Otworzyło się przed nami morze możliwości i ci, który potrafili na niej płynąć, naprawdę coś zdobyli.
Tymczasem roczniki urodzone po roku 2000, kiedy dobrobyt był już rozlany, widzą tę falę jak tsunami wyborów, ona na nich idzie, zalewa ich. Czują strach, bo wiedzą, że wszystko, czego się uczą, pewnie na nic im się zda.
Ciągle meandrują, próbują łapać nowe pomysły na życie, co z kolei nas, wychowanych w filozofii „trzymaj się pewnej linii i idź”, denerwuje. Tymczasem oni wiedzą, że jak będą się trzymać tej jednej linii, pozostaną w tym samym miejscu.
W tym roku minie 20 lat mojej pracy akademickiej na Uniwersytecie Technologicznym w Eindhoven. Studenci z moich pierwszych roczników byli sformatowani na konkret, chcieli być inżynierami, zadawali dużo pytań, żeby wiedzieć więcej. Od kilku lat mam studentów zawiedzionych rzeczywistością. Uznają nas za winnych tego, co się na nich zwaliło. Nazywają nas grzesznikami. Chcą nas, sinnersów, rozliczyć. To się zaczyna teraz na przykład w Danii. Jeden z posłów w parlamencie zaproponował, aby w tamtejszych domach seniorów zmniejszyć przydziały mięsa, bo młodzi uznali, że starzy się dość mięsa w życiu najedli i więcej go nie potrzebują, dwa pulpeciki na tydzień powinny starczyć.
Skąd przekonanie o konieczności rozliczenia „starej” generacji?
Jest w ich myśleniu rozdwojenie jaźni, bo z jednej strony chcieliby mieć szybkie systemy, internety, gry, streamingi. Wszystko mają w telefonie. Z drugiej to myśmy ich wcisnęli w ten telefon, to nasza zdobycz. Młoda generacja jest zdania, że cały czas zalewamy ich rzeczami, których nie chcą, a muszą mieć, aby istnieć w systemie. Trzy razy musną palcem po ekranie i już mają skarpetki, które dostaną za dwa tygodnie z Chin, i to prawie za darmo. Dla nich nawet pójście do sklepu jest męczące.
Sklepy są nudne, ponieważ nie dają tych bodźców, co neurodoświadczenie reklam z TikToka czy Instagrama. A to znaczy, że pod kosę pójdą prawie wszystkie agencje reklamowe. To już widać, bo wielkie firmy pozrywały kontrakty z potężnymi agencjami. W tej chwili nie potrzebujesz agencji reklamowych. Wystarczą influencerzy.
Jak sobie radziłaś, kiedy przyjechałaś do Holandii?
Nawet gdyby rodzice przelewali mi swoje pensje, to by mi nie wystarczyło tutaj do pierwszego. Polska nie była w Unii Europejskiej, czyli musiałam mieć wizę tranzytową przez Niemcy, przejść procedury dla obcokrajowców, nostryfikacje matury, pozwolenie na pobyt. Moje studia były po holendersku, a nie znałam języka. Przyjechałam z maturalnym angielskim, rosyjskim i podstawą łaciny do ułożonego społeczeństwa, które ma stare pieniądze, pełne poszanowanie prawa i rządu.
Potrzebowałam pięciu lat, żeby nie tylko władać językiem, ale zrozumieć szyfry społeczne. Ojciec sypnął mi piaskiem po szprychach, mówiąc: – Pamiętaj, zawsze będziesz Polką wśród Holendrów. Potraktowałam to jak challenge, jak to, ja sobie rady nie dam?
Jeszcze przed dyplomem miałam staż w Philipsie, w grupie, która eksperymentowała z wynalazkami. Na przykład miałam sensor, który dokładnie wiedział, kiedy bita śmietana była ubita, bo przecież można ją „przebić”. Zastanawialiśmy się, gdzie go umieścić na mikserze i w jaki sposób ma się on z nim komunikować. W tym 1997 roku mieliśmy kamery internetowe, przekazywaliśmy głos i wizję, ale Philips już próbował przekazywać zapach za pomocą specjalnych konwerterów, były kartridże do projektowania zapachu i odbiornik zapachu przekazywanego cyfrowo. Bardzo mi się to podobało. Potem wygrałam los na loterii, bo dostałam pracę w studiu projektowym Philipsa. Tak po prostu wysłałam do Philips Design list, zaproszono mnie na rozmowę, mówiłam wtedy o swojej pracy dyplomowej o wiedźmach (wicca), gdzie wyszłam poza sześć zmysłów. Szef innowacji uznał, że skoro Philips idzie w stronę bezmaterialną, bo świat będzie się dematerializował, to potrzebują kogoś, kto myśli zmysłami. Zostałam zatrudniona jako Sensorial Trend Analyst, czyli nigdy nie pracowałam w niczym innym, jak w analizowaniu czegoś, czego tak naprawdę nie ma.
Za to studiujesz konkrety – raporty, badania, odwiedzasz rozliczne targi, nieustannie szukając inspiracji.
Nie mogę sobie pozwolić na niewiedzenie czegoś, to jest moje FOMO. Mówię o tym, czego doświadczam, co przeczytałam, zasmakowałam, poczułam. I dlatego muszę być wszędzie. Mam wielu przyjaciół na ważnych stanowiskach w różnych branżach i przemysłach, cały czas jesteśmy na SMS-ach czy na WhatsAppie, ciągle coś przesyłam, weryfikuję, piszę, co znalazłam, i pytam o zdanie. To mnie frapuje, szukam w tym perspektywy i świeżości. Dziś to może być kontrowersyjne, nieprzydatne, a za dwa, trzy lata będzie codziennością. Zmiany potrzebują procesu fermentacji i dojrzewania… Często potem nikt nie pamięta, że to powiedziałam.
Bo najpierw jest futuryzm, a potem realizm?
Chyba w 2010 roku Bartek Węglarczyk, wówczas redaktor „Gazety Wyborczej”, miał platformę podcastów i zaprosił mnie do rozmowy. Zapytał o przyszłość telewizji i mediów. Wtedy nie było streamingów, jeździło się wypożyczać płytę DVD z filmem. Powiedziałam, że te wszystkie płyty to stadium przejściowe, bo już widziałam, co się działo w Philipsie. I że za moment cała telewizja, jej ramówka (program) odejdą do lamusa, bo będziemy mieć wejście do każdego kanału, do każdego programu czy filmu oddzielnie, on demand, 24 godziny na dobę. Pamiętam komentarze. Internauci pisali, że zupełnie mi odwaliło, jakbym przyleciała z kosmosu.
A własną przyszłość jak sobie wyobrażasz?
Należę do generacji, która wie, że emerytura w takiej formie, jaką mają teraz nasi rodzice, to iluzja. My będziemy musieli pracować dłużej, a warunkiem naszych emerytur będzie wcześniejsze zjedzenie tego, co mamy, czyli jeżeli masz mieszkanie, będziesz musiał je sprzedać i zjeść to mieszkanie, jak ci się skończy mieszkanie, wtedy dopiero będziesz mógł tę emeryturę dostać.
Ponieważ zjechałam prawie cały świat, mam na każdym kontynencie przyjaciół, marzę, aby na starość być w jednym miejscu – w małej przestrzeni, blisko natury. I to jest moja idealna przyszłość. Mieć wszystko pod ręką. Swój świat, ciszę, daleko od bodźców, które są dzisiaj jak narkotyk.
A o swoim zawodzie myślisz z optymizmem?
Kiedy pracuję z narzędziami Copilot, Claude czy ChatGPT, to w którymś momencie mój chatbot proponuje rozmowę z futurystą, bo jednak nie daje rady.
Sztuczna inteligencja nie jest w stanie stworzyć niczego nowego, pomyśleć tak abstrakcyjnie jak ludzki mózg. Zawody kreatywne będą odgrywać ważną rolę, staniemy się nowymi kuratorami.
Póki co musimy pamiętać, że tworzenie czegoś nowego to sport zespołowy. Musi być ktoś, kto ma pomysł, jest totalnym szaleńcem, ale też ktoś, kto zakasze rękawy i będzie to robił, we współpracy.
To raczej nie korporacja z graniem na siebie i zyskami?
Dzisiaj struktura organizacji jest piramidą, a w świecie nic już piramidą nie jest. Spójrz na inne formy życia – grzyby, bakterie, wirusy. Tworzą sieć bez lidera. W biznesie celem jest rozliczenie roczne i satysfakcja akcjonariuszy. Za każdym razem kiedy się spotykam z firmami, tłumaczę, że rozliczanie roczne jest największym hamulcem rozwoju. System powinien być przynajmniej pięcioletni. Prezes musi być elastyczny, mieć zdolność eksperymentowania, umieć reagować, bo świat jest liminalny (przejściowy).
Myśmy wyszli już ze starego układu, ale jeszcze nie mamy nowego porządku, jesteśmy w sytuacji przejściowej. Ona może trwać długo, nawet 300 lat, jeżeli spojrzymy na upadek Cesarstwa Rzymskiego. To genialny moment na eksperymenty, to nie czas na oczekiwanie na lepszą pogodę! Tutaj liczy się prawo silniejszego, czyli odważniejszego.
Bo inaczej będziemy się cofać?
Chyba że będziemy się cofać świadomie, na przykład nie będziemy prowadzić szkół cyfrowych, więc dzieci będą się nadal tarzać w błocie, uczyć pisać i czytać, a potem uczyć się języków obcych, bo to rozszerza świadomość i otwiera na inne kultury.
Zajmujesz się designem, a równocześnie powtarzasz, że czas projektowania się skończył. Jak to rozumieć?
Był czas rzemieślników, u których się zamawiało krzesła i one starczały na całe życie albo do momentu, kiedy się złamały. Był czas, kiedy stały się ikoną bizarności i zostały wyniesione na muzealne ołtarze. A teraz jest czas na to, żeby wszystko, co wyprodukowaliśmy, poddać weryfikacji. To czas reperowania, tworzenia z dwóch zespsutych rzeczy trzeciej i nadawania jej nowej funkcji. Wróciłam niedawno z targów w Mediolanie, gdzie kolejny rok widzę marnotrawstwo materiałów. Obiektywnie mówiąc, szkoda mi tych materiałów na to straszne dekoracyjne badziewie. Jeśli jako designer oraz marka celowo projektujemy coś tak, by szybciej się psuło, to nie jest już tylko „zły design”, to jest już przestępstwo.
A społeczeństwo będzie szczęśliwsze?
W różnych miejscach tak, w różnych nie. Społeczeństwa nigdy nie były takie same, a do tego nie istnieje coś takiego jak definicja szczęścia. Będziemy mieć świat wielu prędkości. Zawsze miał wiele prędkości, ale myśmy sobie z tego nie zdawali sprawy.
Jest ciekawa książka „Rok 1000” Valerie Hansen. O roku tysięcznym wiele nie wiemy, nie mamy artefaktów. Okazuje się, że to był gigantyczny przełom, globalizacja trzech nacji – Chińczyków (dynastia Song), Wikingów i Polinezyjczyków, którzy jako pierwsi wyruszyli w długodystansowe podróże morskie. W Chinach elita piła zaparzoną herbatę w białej cieniutkiej porcelanie. A co było u nas w roku tysięcznym, w państwie piastowskim? A co jest dzisiaj? Skąd w nas iluzja, że zawsze byliśmy pierwsi i pędzimy wyłącznie do przodu, a za nami tylko kurz? Naprawdę? A może to tylko halucynacja?
Zuzanna Skalska, analityczka trendów w innowacji, designie i biznesie, autorka książek. Studiowała w Design Academy w Eindhoven oraz Królewskiej Akademii Sztuki i Projektowania w Den Bosch. Przez lata pracowała w Philips Design w Eindhoven. W 2001 roku dołączyła do VanBerlo, a w 2014 założyła 360Inspiration, niezależną firmą pod jej zarządem. Była członkinią zarządu Dutch Design Week w Eindhoven, dziś w radzie doradczej. Laureatka nagród, m.in. Red Dot, IF Design Award. Zajęła 6. miejsce w rankingu 50 najbardziej wpływowych kobiet Eindhoven, dostała też tytuł Expat Top 10, przyznawany osobom, które przyczyniły się do rozwoju miasta w zakresie technologii, wiedzy, ekonomii i designu. Od 2006 wykłada na Uniwersytecie Technicznym w Eindhoven na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego. Wspólnie z Li Edelkoort i Piotrem Voelkelem jest współtwórczynią School of Form w Warszawie (USWPS).
Remigiusz Grzela, w cyklu swoich rozmów prezentuje osoby, które mają odwagę, znajdują siłę i zmieniają świat. Niedawno ukazała się jego książka „Poszukiwany Franz Kafka”.