1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Rodzice
  4. >
  5. Hejt zaczyna się od „żartu” i najczęściej stoją za nim dziewczęta. Jak rozpoznać, że twoje dziecko krzywdzi innych?

Hejt zaczyna się od „żartu” i najczęściej stoją za nim dziewczęta. Jak rozpoznać, że twoje dziecko krzywdzi innych?

(Fot. Serghei Turcanu/Getty Images)
(Fot. Serghei Turcanu/Getty Images)
Problem nasila się z roku na rok: raz w życiu hejtu doświadczyło co najmniej 75 proc. młodych ludzi – zwraca uwagę psycholożka i psychoterapeutka Sonia Ziemba-Domańska, mówiąc o bezlitosnych zachowaniach wśród nastolatków i odwołując się do książki „Hejterka” Nataszy Sochy. Z kolei sama autorka powieści opowiada, co skłoniło ją do jej napisania i wyjaśnia, czym różni się współczesny hejt od tego, co działo się wśród młodzieży w innych pokoleniach.

Spis treści:

  1. Jak rodzi się hejt?
  2. Kto i dlaczego staje się ofiarą hejtu?
  3. Skąd się biorą hejterzy?
  4. Kto powinien reagować na hejt? Rola rodziców, nauczycieli, systemu
  5. Natasza Socha: „W internecie nie widzimy człowieka, tylko konto w mediach społecznościowych”

Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 04/2026

Przeczytałam ostatnio książkę, która uzmysłowiła mi, z czym mierzą się dzisiejsze dzieci i jak daleko odbiega to od moich doświadczeń. Choć „Hejterka” Nataszy Sochy opisuje sytuację fikcyjną, trudno odbierać ją wyłącznie jak powieść – wiele wydarzeń, które opisuje, ma swoje źródło w prawdziwych historiach nastolatków. Co je łączy? Hejt zaczyna się niewinnie – żartem, psikusem, kąśliwą uwagą ze strony rówieśników, którą przecież nie ma co się przejmować. Kto nie przeżywa takich historii w szkole? Nastolatek, którego to spotyka, za pierwszym razem jest zdezorientowany. Zmartwi się, wiadomo, ale nie na długo. A jednak ziarno trafia na podatny grunt.

Jak rodzi się hejt?

Niewinny żarcik przeradza się w kolejny. I w kolejny. Już nie niewinny, ale szyderczy. Wokół osoby, która zaczęła, gromadzą się poplecznicy. Dołączają do hejtu. Przenoszą się do sieci. A więc – grupa na WhatsAppie, na której można bezkarnie obgadywać „ofiarę” i przesyłać sobie memy, które wykorzystują jej wizerunek w ośmieszającym kontekście. Szybko wydostaną się poza grupę, zobaczy je cała klasa, ba!, szkoła.

Pod zdjęciami hejtowanej osoby lawinowo pojawiają się nienawistne komentarze – anonimowe lub nie. Sztuczna inteligencja daje nowe pola do popisu. Zdjęcia i filmiki w kompromitujących sytuacjach tylko potwierdzają, że nie bez powodu nikt nie lubi upatrzonego przez sprawców nastolatka i nie chce się z nim kolegować.

Zaczyna się szeptanie za jego plecami i coraz większy ostracyzm. W końcu groźby. Na tym etapie hejtowana osoba jest już na skraju wytrzymałości. Reaguje obniżeniem poczucia wartości, poczuciem winy (bo to ona na pewno coś zrobiła nie tak) i pikującym spadkiem nastroju.

Jeśli ma szczęście i wspierające otoczenie, które szybko zauważy, co się z nią dzieje, i zidentyfikuje problem, sprawa trafi na policję. Gdy w jej życiu brakuje osób, przed którymi może się otworzyć i które mogą dać jej emocjonalne wsparcie, zaczyna powątpiewać w siebie i sens swojego istnienia.

Hejt nastolatków to problem, który z roku na rok się nasila. Zjawisko jest zdecydowanie bardziej powszechnie wśród młodzieży niż dorosłych – mówi psycholożka i psychoterapeutka Sonia Ziemba-Domańska. Statystyki są bezlitosne – co najmniej raz w życiu doświadczyło go 75 proc. młodych ludzi, prym wiodą dziewczynki. – To duża zmiana kulturowa. Chłopcy dokonują przemocy przede wszystkim fizycznie. Dziewczynki działają inaczej, bardziej werbalnie, relacyjnie. Ta przemoc jest zatuszowana i na początku wcale niełatwo ją wychwycić – tłumaczy ekspertka.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że, zwłaszcza na początku, hejtowana osoba jest sama. Nie rozumie, dlaczego ją to spotyka i jak mogłaby się na to uodpornić. Nie potrafi puścić złośliwych uwag mimo uszu. – Hejt jest okrutnym procesem, druzgocącym dla psychiki nastolatka. Młody człowiek nie ma tyle zasobów, co dorosły, by sobie z nim poradzić. Jego mózg wciąż się kształtuje. Do tego przemoc rówieśnicza dotyczy tego, co dla nastolatka jest najważniejsze – relacji. Badania jasno pokazują, że ból emocjonalny, który wywołuje hejt, jest identyczny z bólem fizycznym – wyjaśnia Ziemba-Domańska.

Kto i dlaczego staje się ofiarą hejtu?

Ofiarą hejtu tak naprawdę może zostać każdy. Hejterka lub hejter najczęściej upatruje sobie osobę w jakiś sposób od niego słabszą, a przede wszystkim – inną. Może lepiej się uczy albo, wprost przeciwnie, nie radzi sobie na lekcjach. Może jest niższa lub zmaga się z otyłością. Bardziej wrażliwa, cicha, skryta. Pochodzi z innego kraju albo z rodziny o gorszym statusie ekonomicznym. Jest neuroatypowa. Albo kochana przez rodziców, lubiana przez nauczycieli, adorowana przez chłopaków. To wystarczy, by stała się obiektem nienawiści.

Gdy kula śniegowa przemocy się rozpędzi, nie będzie miało znaczenia, kto ją ulepił. Ale konsekwencje już dają o sobie znać.

Osoba doświadczająca przemocy rówieśniczej zaczyna mieć problemy ze snem, z nauką. Jej oceny spadają. Nie chce chodzić do szkoły, symuluje choroby albo wagaruje, nawet jeśli nigdy wcześniej tego nie robiła. Zamyka się w swoim pokoju, unika kontaktu z bliskimi. Bezustannie sprawdza telefon albo przestaje go używać.

– Z czasem te zachowania ewoluują w stronę autoagresji, zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych lub nawet depresji. Jest to po prostu ciąg wydarzeń, który zabiera młodego człowieka w stronę coraz większych problemów psychicznych. Oczywiście wpływa to na późniejsze, dorosłe życie.

Dziecko, które doświadczyło hejtu, może mieć w dorosłości trudność z wchodzeniem w relacje, tendencję do lęku i obniżonego nastroju. Bardzo często taka osoba musi przejść przez długi proces terapii, by w ogóle funkcjonować – zwraca uwagę ekspertka.

Skąd się biorą hejterzy?

Większość młodych ludzi, z którymi rozmawiam w gabinecie, mówi, że hejt to kwestia zazdrości albo że hejter chce się w jakiś sposób wybić w grupie. U podłoża problemu może jednak leżeć dużo więcej kwestii – wyjaśnia Sonia Ziemba-Domańska. Jakich? Na przykład przemocowe środowisko, w którym przyszły hejter się wychowuje. Hejtowana osoba go irytuje, bo ma coś, czego on nie ma – szczęśliwą rodzinę, urodę, dobre stopnie. Inspirację do obelg, którymi obrzuca „ofiarę”, wynosi najczęściej z domu. W końcu dzieci uczą się przez obserwację.

Jeżeli mama przy okazji wspólnego oglądania telewizji krytykuje wygląd każdej osoby na ekranie, nastolatek uczy się, że w ten sposób można mówić o innych. Jeżeli tata z pogardą wypowiada się o politykach innych opcji, rzuca hasła typu: „takich to powinno się rozstrzelać”, młody człowiek nasiąka jego podejściem i nie widzi w nim nic złego.

Dodatkowo, jeżeli w rodzinie panuje przemoc, a kontakty między rodzicami naznaczone są awanturami, dziecko będzie szukało pretekstu, by pozbyć się napięcia. A hejt jest doskonałą okazją, by się wyżyć. W domu krytykowane i poniżane, w szkole się odgrywa. Stosuje metody, które przejmuje od rodziców, krzyk, zastraszanie, i widzi, że działają. Posłuch, który dzięki nim dostaje, pozwala mu rekompensować niskie poczucie wartości.

Ale hejterką może stać się dziewczyna z tak zwanego dobrego domu, zamożna, piątkowa uczennica. Gwiazda, wokół której naturalnie zbierają się inne, chcące ogrzać się w jej blasku. Z kolei ona chce mieć pod kontrolą pozostałe. Przemocy dokonuje w białych rękawiczkach, to koleżanki są od brudnej roboty.

Hejterem bardzo często zostaje też dziecko zaniedbane emocjonalnie przez rodziców, którzy na przykład intensywnie pracują. Szuka wiedzy o świecie w internecie. Nasiąka treściami z YouTube’a czy TikToka. – Wszelkie shortsy negatywnie wpływają na wciąż kształtujący się mózg młodego człowieka. Efektem jest zwiększona agresja – podkreśla Sonia Ziemba-Domańska. – Dlatego tak ważne jest, by w sytuacji hejtu zaopiekować się nie tylko osobą, która doświadcza przemocy, lecz także jej sprawcą. Należy przyjrzeć się, z czego ona wynika, co dzieje się w domu młodego człowieka, jakie emocje buzują w nim pod powierzchnią. W idealnej sytuacji opieką psychologiczną powinna być objęta cała rodzina hejtera.

Nie ma hejtu bez grupy. Hejt to proces grupowy, w którym każda osoba spełnia jakąś rolę i wzmaga niekorzystne położenie osoby poszkodowanej – podkreśla Sonia Ziemba-Domańska. Dopiero zwerbowanie popleczników, nawet dwóch koleżanek, zwiększa przewagę hejtera i niejako uprawomocnia jego działanie. Stopniowo dołączają do nich kolejni. A niektórzy, zamiast się sprzeciwić, wybierają milczenie.

– Dla nastolatków przynależność do grupy rówieśniczej to być albo nie być. Oczywiście, że bezpieczniej jest przy silniejszej osobie niż tej, którą dotyka agresja. Młodzi ludzie boją się, że jeśli staną po stronie hejtowanej koleżanki, spotka ich to samo. Czasem wybierają neutralność, nie zdając sobie sprawy, że ona w gruncie rzeczy jest przyzwoleniem. Nie chcą doświadczyć cierpienia ani wykluczenia – tłumaczy psychoterapeutka.

Przemoc rówieśnicza opisana w „Hejterce” zatrzymuje się dopiero, gdy jej sprawcy dowiadują się, że popełniają przestępstwo. Zmienia wówczas kierunek, prowadząc do dramatycznego finału.

Większość dzieci biorących udział w przemocy rówieśniczej nie wie, że wiele środków z hejterskiego arsenału, takich jak wysyłanie gróźb czy wykorzystanie wizerunku w kompromitujących celach, można zgłosić na policję. Grozi za to odpowiedzialność prawna i czasem rzeczywiście dochodzi do pozwów cywilnych przed sądem. Dopiero gdy sprawa wychodzi na jaw, pojawia się strach. Jedno przesłuchiwane dziecko wskazuje kolejnych sprawców. Historia przemocy i biorących w niej udział nastolatków zaczyna się odsłaniać.

Niestety, bardzo często jest już za późno – osoby doświadczające hejtu są w silnym kryzysie psychicznym, samookaleczają się lub podejmują próby samobójcze. Dość powiedzieć, że w 2025 roku według danych Komendy Głównej Policji wśród dzieci i młodzieży odnotowano 1925 prób samobójczych oraz 161 samobójstw.

Kto powinien reagować na hejt? Rola rodziców, nauczycieli, systemu

No dobrze, a co z nauczycielami? Czy oni również nie powinni zareagować? Niestety, zazwyczaj bagatelizują przypadki przemocy rówieśniczej. Tak jak było to w przypadku głośnej niedawno sprawy w jednym z niepublicznych liceów w Warszawie. Kilkunastu uczniów szkoły zaczęło regularnie hejtować Darię, z pochodzenia Ukrainkę, córkę siatkarza polskiej ligi. Gdy rodzice poprosili szkołę o interwencję, ta postanowiła usunąć dziewczynkę z listy uczniów. Dopiero gdy sprawę opisał duży portal, zainteresowało się nią kuratorium.

– Potrzebne są zmiany systemowe – uważa Sonia Ziemba-Domańska. – Szkoła jest od tego, by reagować, ale zazwyczaj umywa od wszystkiego ręce. Sama przez rok wydeptywałam tę ścieżkę. Gdy moja córka była hejtowana, pisałam do nauczycieli, do rodziców. Nikt nie widział problemu, nie wierzono mi. Skończyło się na przeniesieniu dziecka do innej szkoły – opowiada.

– Dyrekcja często zamiast działać, woli zamieść sprawę pod dywan, by nie psuć reputacji szkoły. Wychowawcy uważają, że przemoc rówieśnicza to naturalny etap rozwoju, który pomaga się zahartować przed dorosłym życiem. Potrzeba nauczycieli z misją, którzy będą chcieli zwracać uwagę na to, co dzieje się na przerwach, czy nie tworzą się grupki, jak uczniowie się do siebie wzajemnie odnoszą. Na godzinę wychowawczą można zaprosić policjanta, by młodzi ludzie zrozumieli, jak ogromne szkody wyrządzają hejt i cyberprzemoc. Poinformować rodziców, że ich dziecko ją stosuje. Obniżyć mu ocenę z zachowania. Tymczasem wielu wychowawców nie chce tego robić, bo uczeń ma dobre wyniki albo stuprocentową frekwencję. Uważam, że konsekwencje dla osób hejtujących powinny być większe, podobnie jak obowiązek objęcia ich pomocą psychologiczną – mówi Sonia Ziemba-Domańska.

Uważny rodzic zazwyczaj zauważa, że z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego. Porozmawia z nim, zaoferuje wsparcie. Bywa jednak, że te wrażliwe dzieci – a to one często stają się ofiarami hejtu – nie chcą zawracać rodzicom głowy. Myślą: „Mama jest taka zmęczona, pokłóciła się z tatą, nie będę jej dokładać”. Czasem wstydzą się tego, co ich spotyka. – Ważne, by powiedzieć dziecku: „Jestem dla ciebie zawsze dostępna, cokolwiek by się działo. Jeśli nie chcesz rozmawiać, szanuję twoją decyzję, ale jeśli ona kiedykolwiek się zmieni, to będę” – proponuje Sonia Ziemba-Domańska.

Co jednak, gdy to nasze dziecko jest sprawcą przemocy? Tego tak łatwo wykryć się nie da. – Na pewno warto regularnie sprawdzać telefon nastolatka, wiadomości, które wysyła i dostaje na WhatsAppie. Dziewczyńskich wojen podjazdowych toczy się w tych grupkach mnóstwo. Można o nich potem z dzieckiem porozmawiać. I uwaga – to nie jest naruszenie prywatności, bo dotyczy osoby niepełnoletniej, za którą jesteśmy odpowiedzialni – podpowiada ekspertka.

Jest i druga strona tego samego medalu: wielu rodziców wypiera też fakt, że ma w domu hejtera. Nie podejmuje kontaktu ze szkołą ani z innymi rodzicami. Wydaje im się, że działają w obronie dziecka, ale nie jest to sposób, który może komukolwiek pomóc. Co byłoby realnym wsparciem? Uznanie problemu, współpraca ze szkołą, poszkodowanym i psychologiem. Tylko w ten sposób są szanse na zatrzymanie spirali nienawiści, która nakręca hejt.

Natasza Socha: „W internecie nie widzimy człowieka, tylko konto w mediach społecznościowych”

Marta Urbaniak: Zacznę od końca. Na ostatnich stronach książki przytacza pani krótkie historie dzieci i nastolatków – ofiar hejtu rówieśniczego. Zastanowiło mnie, na ile historie opisane w powieści są prawdziwe.

Nie jest to historia konkretnej osoby przełożona jeden do jednego, tylko właśnie zlepek wielu relacji, doświadczeń i obserwacji. Gdy zaczęłam zbierać materiały do książki, okazało się, że historie hejtu są do siebie zadziwiająco podobne. Z czasem poczułam, że to temat, który trzeba opowiedzieć szerzej. Mechanizmy opisane w książce są prawdziwe, natomiast postaci i sytuacje literacko przetworzone. Za to wszystkie przykłady wymienione na końcu książki opisują, niestety, prawdziwe wydarzenia.

Wiele dorosłych osób ma wspomnienia z dzieciństwa, które można podciągnąć pod hejt. Czy pani również z czymś takim się spotkała?

Pamiętam sytuację z obozu w Białce Tatrzańskiej, na który pojechałam jako dwunastolatka. Była z nami dziewczynka ze wsi, wyraźnie odstawała od reszty; była gorzej ubrana, miała śmieszną fryzurę, krzywe zęby. Padła ofiarą wyśmiewania ze strony wychowawczyni – dwudziestoparoletniej dziewczyny. My, jako grupa, bardzo szybko to podchwyciłyśmy. Wydawało się nam to oczywiste. Byłam w pokoju z tą dziewczynką. Gdy ją trochę poznałam, okazała się zupełnie miła i zwyczajna. Po kilku dniach pojawiła się refleksja – co my robimy? Część z nas przestała uczestniczyć w prześladowaniu i mechanizm zaczął się powoli wygaszać. To doświadczenie pokazało mi, jak łatwo nakręca się hejt i jak często jest bezrefleksyjny, ale też że można go zatrzymać, kiedy ktoś przestaje go karmić.

Czym różni się dzisiejszy hejt wśród nastolatków od prześladowań, jakich doświadczaliśmy w czasach szkolnych 30 lat temu?

Myślę, że największą różnicą jest brak empatii – związany z tym, że nie widzimy i nie czujemy osoby po drugiej stronie ekranu. Kiedyś hejt był bardziej bezpośredni, prosto w twarz. Widzieliśmy reakcję drugiej osoby, jej łzy, przerażenie. W Internecie nie widzimy człowieka, tylko konto w mediach społecznościowych. Do tego jesteśmy anonimowi. Mamy złudzenie braku konsekwencji i pozwalamy sobie na więcej. Wszelkie hamulce puszczają. Mam poczucie, że współczesny hejt jest bardziej bezosobowy, a przez to niebezpieczny. Szybciej się rozprzestrzenia i trudniej go zatrzymać. Nie ma momentu na rewizję swojego zachowania, do której czasem doprowadzała konfrontacja twarzą w twarz.

Hejt bywa „przebrany” za szczerość.

Często hejter mówi, że „tylko wyraża swoje zdanie”. Jednak jeżeli nie prosimy o opinię, a dostajemy publicznie raniące komentarze, to nie jest szczerość – to próba poniżenia. Prawdziwa troska wygląda inaczej, a osoba, którą ją wyraża, kieruje się empatią. I to da się odczuć!

Wstrząsnęło mną zakończenie książki, ale nie będę go spoilerować. Jak często hejt obraca się przeciwko hejterowi?

Hejter często nie zdaje sobie sprawy, że nie jest otoczony ludźmi, którzy mu dobrze życzą. Wiele osób bierze udział w hejcie z potrzeby przynależności, rozrywki albo ze strachu. To nie są prawdziwi przyjaciele. Dołączają, bo tak jest bezpieczniej, modniej albo wygodniej. Wystarczy, że pojawi się nowy lider i nagle ktoś, kto jeszcze wczoraj był u władzy, staje się celem. Poczucie siły oparte na poplecznikach jest bardzo iluzoryczne.

Dla kogo napisała pani tę książkę?

Bardzo bym chciała, żeby przeczytali ją rodzice nastolatków. W końcu to oni jako pierwsi mogą zauważyć, że coś niedobrego dzieje się z ich dzieckiem. Czasem bywa też tak, że nieświadomie wzmacniają pewne zachowania, typu mowa nienawiści, komentując na przykład swoich znajomych czy osoby publiczne. A dziecko to widzi i powtarza. Mam nadzieję, że moja książka pomoże wyłapać szkodliwe mechanizmy i reagować odpowiednio wcześnie, by hejtu we współczesnym świecie było coraz mniej.

Natasza Socha – pisarka, felietonistka, dziennikarka, autorka książek dla dorosłych i dla dzieci oraz współautorka antologii z opowiadaniami. Jej najnowsza książka nosi tytuł „Hejterka”

Hejterka. Historia pewnej nienawiści

Hejterka. Historia pewnej nienawiści

Natasza Socha Polecamy

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE