1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Olga Tokarczuk napisała książkę o świecie, którego jest „za dużo”. O social mediach mówi wprost: „FB i Instagram są jak bomba atomowa”

Olga Tokarczuk napisała książkę o świecie, którego jest „za dużo”. O social mediach mówi wprost: „FB i Instagram są jak bomba atomowa”

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. Kinga Karpati & Daniel Zarewicz)
(Fot. Kinga Karpati & Daniel Zarewicz)
Zaczęło się od Bookera i jeśli tak dalej pójdzie, to Olga Tokarczuk zdobędzie wszystkie najważniejsze międzynarodowe nagrody literackie. Ostatnio Salman Rushdie nazwał ją „jedną z najwybitniejszych żyjących pisarek”. My z noblistką spotykamy się przy okazji premiery jej nowej powieści. Innej niż wszystkie pozostałe, a zarazem naznaczonej jej sposobem patrzenia na rzeczywistość.

Spis treści:

  1. Olga Tokarczuk: „Świata jest za dużo”. Jak radzi sobie z nadmiarem bodźców?
  2. Dlaczego Olga Tokarczuk nie korzysta z mediów społecznościowych?
  3. Olga Tokarczuk: „Tęsknię do świata, jaki znam”

Fragment wywiadu. Całość przeczytasz w miesięczniku „Zwierciadło” 11/2026, dostępnym już od jutra w sprzedaży.

Olga Tokarczuk: „Świata jest za dużo”. Jak radzi sobie z nadmiarem bodźców?

Alina Gutek: „Świata jest za dużo” – to zdanie, które uczyniłaś tytułem powieści, wypowiada Maria, wiejska filozofka. Maria nie może pomieścić w głowie wszystkiego, co rzeczywistość jej serwuje. Ty też tak masz?

Olga Tokarczuk: Niestety, tak. Chyba obie, ty i ja, należymy do pokolenia, którego dzieciństwo przebiegało w kompletnie innym świecie, z jednym telefonem stacjonarnym na całą wieś, praktycznie bez samochodów, z ograniczonym dostępem do książek, z kinem objazdowym, kiedy obraz na ekranie widziało się raz na jakiś czas, z podróżami, które były prawdziwymi wyprawami.

Przez te 60 lat, jakie znam, rzeczywistość zmieniła się niesamowicie, widzę, jaka to jest szokująca zmiana.

Dla mojego mózgu, sformatowanego w latach 60. XX wieku, tego świata jest rzeczywiście fizycznie za dużo, i na dodatek ten świat wykręca nam codziennie jakiś numer, pojawia się coś nowego i każe inaczej spojrzeć na to, co wydawało się oczywiste. Ogromny przypływ badań naukowych (a niektóre z nich są naprawdę fundamentalne), szybkość, z jaką postępują zmiany, liczba informacji do przyswojenia, konieczność ciągłego uczenia się nowych rzeczy... Zdanie: „Świata jest za dużo” dobrze opisuje nasz stan mentalny. Powstają zapewne sposoby radzenia sobie z tą wielością, a kolejne pokolenia z pewnością są w tym lepsze.

Jednak wisi nad nami zgeneralizowany niepokój, że to pędzi w jakąś niewiadomą jeszcze złą stronę. Jakbyśmy czekali na katastrofę.

Powiedzenie, że świata jest za dużo, może też odnosić się do samego pisania. Jak to wszystko opisać?! W jaki sposób opowiedzieć, żeby niczego nie zaniedbać, nie opuścić? I czy w ogóle możliwe jest wyczerpujące opisanie jakiegoś zdarzenia? Mnie się zdaje, że zapisywanie zawsze oznacza utratę jakiejś części opowieści. To zawsze jest wybór, tak samo, jak potem rzeźbienie, tkanie jednego wątku, który może być gruby, bogaty, wielobarwny, ale równocześnie każe mnóstwo rzeczy zostawić na boku. I taka też jest nasza ludzka kondycja – zawsze widzimy jakiś wycinek, malutką rzecz i paradoksalnie nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego wycinka bez dostępu do ogromnego kontekstu. Wiem już, że samo myślenie i nawet ogromna aktywność intelektualna nie zapewnią nam zrozumienia świata. I to jest odkrycie w gruncie rzeczy druzgocące.

(Fot. Kinga Karpati & Daniel Zarewicz) (Fot. Kinga Karpati & Daniel Zarewicz)

Dlaczego Olga Tokarczuk nie korzysta z mediów społecznościowych?

Co robisz, żeby świata było w twoim życiu trochę mniej?

Na pewno nie zamykam swojej ciekawości, która zawsze bardzo intensywnie prowadziła mnie przez życie. Z ciekawości więc ani myślę rezygnować.

Natomiast dzisiaj częściej i łatwiej mówię „nie” – wydarzeniom, aktywnościom, uczestnictwu w czymś. Uważam na to, co czytam, co oglądam w kinie. Staram się zapanować nad korzystaniem z internetu i często przegrywam, bo fascynują mnie możliwości dostępu do informacji, których kiedyś nie mogłam mieć.

Dostępu do wielu tekstów, filmów, obrazów, pożytecznych informacji czy technologii. Staram się korzystać z tych zasobów rozsądnie. Zamówienie w trzy minuty książki, która wydaje się fascynująca i akurat w tym momencie absolutnie niezbędna, jest wielkim osiągnieciem cywilizacyjnym, podobnie jak możliwość błyskawicznego sprawdzenia jakiejś informacji. Pracuję nad tym, żeby nie robić kilku rzeczy równocześnie, do czego mam skłonności, ale nie bardzo mi to wychodzi, bo w jakiś dziwny sposób lubię taką wielozadaniowość. Odkładam telefon, kiedy idę na spacer, zresztą mój pies nie lubi, kiedy gadam przez telefon na JEGO spacerze. Staram się nie zaczynać nowej książki, zanim nie skończę poprzedniej albo definitywnie z niej nie zrezygnuję. Nie uczestniczę w mediach społecznościowych.

Czytam wciąż, teraz chyba nawet więcej, dużo klasycznej literatury, bo mnie uspokaja. W tych starych powieściach czas płynie wolniej, a świat nie jest taki nachalny. Jest mnóstwo przestrzeni na dogłębną analizę psychologiczną i wciąż są tam rzeczy, które dziś już nie istnieją: podwiązki, tekturowe bilety pociągowe, maszyny do pisania albo książki telefoniczne.

Chciałabyś opisać, nawet w krótkiej formie, współczesność?

Chciałabym, ale nie mam pomysłu, jak to zrobić. Dla mnie ważniejsze jest „jak” niż „co”. Żyjemy w okresie przejściowym, wkrótce ludzie zaczną opowiadać świat i swoje życie w zupełnie inny sposób.

Już opowiadają go w mediach społecznościowych.

Oj, to ja tych opowieści nie widzę, nie umiem być obecna w mediach społecznościowych – widocznie nie posiadam tej części mózgu, która za to odpowiada. O, właśnie, prosiłabym o uszanowanie osób, które nie są obecne w mediach społecznościowych, bo czasem mam wrażenie, że tę obecność traktuje się jako coś oczywistego i normatywnego, jak posiadanie smartfona. Znam wielu ludzi, którzy chcieliby się w tym orientować, ale nie dają rady, a takich, zdaje się, jest chyba nawet większość. Dla mnie to jest zbyt duża stymulacja.

FB i Instagram są jak bomba atomowa – kiedy na nie zaglądam, jestem potem przybita i niespokojna. Często miewam wrażenie, że dystans międzyludzki zostaje tam niebezpiecznie skrócony, czuję się oszołomiona.

Olga Tokarczuk: „Tęsknię do świata, jaki znam”

Czy zgodzisz się z tym, że ta książka jest dla ciebie przełomowa?

W jakimś sensie tak. Jest dla mnie zakończeniem pewnego etapu życia i zbiega się też z końcem świata, jaki znam, o ustabilizowanej ontologii, stałej etyce i moralności. Świata zgodnie dążącego do większego dobra ludzi, do równości, sprawiedliwości, w którym problemy rozwiązuje się, negocjując, a nie wybuchami pochopnej, nieuzasadnionej agresji, zaś rasizm czy szowinizm uznaje się za zło. Gdzie politycy są mężami stanu, a nie egotykami, manipulantami. Gdzie obowiązują jakieś formy grzeczności, a nieakceptację jakiegoś zachowania wyraża się na przykład poprzez zakłopotanie. Gdzie wyrażanie emocji odbywa się w tak zwany sposób cywilizowany. Brzmi to naiwnie, wiem, ale tęsknię do tego, trochę jak do bajek z dzieciństwa.

Nie ma jeszcze żadnego nowego świata, ale jesteśmy w stanie dostrzec już jego kontury; niektóre są pociągające i dobre, jak postępy medycyny, dostęp do wiedzy, ale jest też wiele złych, takich jak rozregulowanie klimatu, rosnące nierówności, rosnące przyzwolenie na rozwiązywanie problemów siłą, przemoc werbalna, ryzyko trzeciej wojny światowej, kryzys demokracji – wszyscy to czujemy, prawda?

Martwi mnie, że ludzie, jak mówią ostatnie badania, mniej interesują się kwestiami ekologicznymi, ocieplenia klimatu – to wszystko przestało być cool. Naprawdę dziwnie się z tym czuję.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE