1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Po Noblu jej telefon nie przestawał dzwonić, więc Michał Rusinek przeciął kabel. Wisława Szymborska na swój sposób oswajała sławę

Po Noblu jej telefon nie przestawał dzwonić, więc Michał Rusinek przeciął kabel. Wisława Szymborska na swój sposób oswajała sławę

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. Archiwum Fundacji Wisławy Szymborskiej)
(Fot. Archiwum Fundacji Wisławy Szymborskiej)
„Tu leży staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy” – tak opisała siebie w pierwszych strofach „Nagrobka”. W tym roku mija 30 lat od werdyktu Szwedzkiej Akademii, przyznającego Literackiego Nobla Wisławie Szymborskiej. Jednak sama poetka miała co do nagrody uczucia ambiwalentne.

Spis treści:

  1. Wisława Szymborska i Nobel. Dlaczego nagroda nie była dla niej powodem do euforii?
  2. Jak Wisława Szymborska radziła sobie ze sławą po Noblu?
  3. Wisława Szymborska nie lubiła wywiadów i rozgłosu
  4. Wisława Szymborska mogła zrezygnować z pisania. Zdecydował jej literacki debiut

Fragment artykułu. Całość przeczytasz w miesięczniku „Zwierciadło” 11/2026, dostępnym już w sprzedaży.

Wisława Szymborska i Nobel. Dlaczego nagroda nie była dla niej powodem do euforii?

Zastanawiam się, jak zareagowałaby, gdyby dowiedziała się, że chcemy dać jej zdjęcie na okładkę „Zwierciadła”. Pewnie uśmiechnęłaby się z zakłopotaniem i powiedziała: „Dobrze, jak tylko będę młodsza”. To była jej standardowa reakcja na, częste przecież, prośby o sesję fotograficzną. Ale nie chodziłoby jedynie o zdjęcia. Szymborska to najmniej „okładkowa” bohaterka, jaką sobie można wyobrazić. Skromna, zażenowana hałasem, jaki zrobił się wokół niej po Noblu. I nielubiąca mówić o sobie.

Zaprzyjaźniona z poetką literaturoznawczyni profesor Teresa Walas powiedziała w rozmowie z Agnieszką Daukszą: „Była nieekshibicjonistyczna w tej ekshibicjonistycznej epoce. Powściągliwość była dla niej naturalna, nadmierna skłonność do zwierzeń, tak dziś powszechna, raczej ją zadziwiała”.

„Jestem bardzo staroświecką osobą, która ma hamulce i opory przed opowiadaniem o sobie. A może przeciwnie, może ja jestem awangardowa, może w następnej epoce minie moda na publiczne odsłanianie się?” – mówiła z kolei sama poetka Annie Bikont i Joannie Szczęsnej, autorkom biografii Szymborskiej „Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny”.

Jak Wisława Szymborska radziła sobie ze sławą po Noblu?

Zwykle w październiku Szymborska jeździła do Zakopanego, do Domu Pracy Twórczej Astoria. Tam zastała ją wiadomość o Noblu. Mam przed oczami słynne zdjęcie, na którym dłonią z papierosem uderza się w czoło, jakby chciała krzyknąć: no nie, naprawdę?

Brak euforii, który dał się zauważyć już w tych pierwszych chwilach, obserwowaliśmy przez kolejne miesiące i lata. Nie bez przyczyny wydarzenia zapoczątkowane 3 października 1996 roku nazwano „tragedią sztokholmską”. Choć Michał Rusinek, sekretarz poetki, zagadnięty o to sformułowanie na festiwalu Góry Literatury, stwierdził, że Szymborska w gruncie rzeczy za nim nie przepadała, uznając, że są jednak na świecie tragedie większe od otrzymania miliona dolarów nagrody. Ale trafione czy nie, określenie to niewątpliwie oddaje stan ducha poetki, która przez całe życie unikała splendorów, honorów i zaszczytów.

Jej nazwisko na noblowskiej giełdzie pojawiało się już od kilku lat. Jej, Herberta i Różewicza (ten pierwszy po nagrodzie dla Szymborskiej wysłał do drugiego telegram z wyrazami współczucia z powodu „skandalicznego werdyktu szwedzkiej Akademii”, samej Szymborskiej, z którą przez lata łączyła go przyjaźń, a może nawet coś w rodzaju literackiego flirtu, przekazał zdawkowe gratulacje, po czym zerwał z nią kontakt). Jednak, jak mówił w wywiadzie dla Onetu Michał Rusinek, kiedy w 1995 roku Nagrodę Nobla dostał Seamus Heaney, Szymborska miała odetchnąć z ulgą. Niewielka była przecież szansa, że nagrodzą poetkę od razu po poecie (Stanisław Barańczak uzupełniał: „nie dość, że z Europy, to jeszcze z katolickiego kraju, w którym podstawą wyżywienia są ziemniaki”).

Ale los lubi sobie zażartować z naszych przewidywań i prognoz.

Telefon w Astorii nie przestawał dzwonić. Podobno od chwili ogłoszenia werdyktu do końca pobytu w Zakopanem Szymborskiej nie udało się ani razu zjeść gorącego obiadu, ciągle była od niego odrywana. Nie inaczej wyglądało to potem w Krakowie. Teresa Walas opowiadała mi, że trzeba było poetce zapewnić bufor oddzielający ją choć trochę od domagającego się nieustannie jej uwagi świata. – W pierwszym okresie takim buforem byłam ja i na pewno będę z tego powodu żyła dwa lata krócej. Musiałam robić tak, żeby ludzie ją nadal lubili, a zarazem ich do niej nie dopuszczać.

Na dłuższą metę jednak trzeba było znaleźć inne rozwiązanie. Teresa poleciła swojego byłego studenta Michała Rusinka.

Kiedy przyszedł na pierwszą rozmowę do Szymborskiej, telefon wciąż dzwonił. A że gniazdko było ukryte za meblościanką przytwierdzoną na stałe do ściany, wyłączyć go było nie sposób. Rusinek zapytał poetkę, czy ma nożyczki, miała, przeciął kabel, a ona oznajmiła, że to posunięcie genialne i sekretarza z miejsca zatrudniła.

Rusinek oczywiście w kolejnym ruchu kupił sekretarkę automatyczną, zainstalowali ją z Teresą Walas przy oporze Szymborskiej, która twierdziła, że żadnej maszyny sobie nie życzy – po trzech dniach zadzwoniła jednak do Teresy: „Słuchaj, ten, kto wynalazł automatyczną sekretarkę, powinien dostać Nobla!”.

Wisława Szymborska nie lubiła wywiadów i rozgłosu

Podejrzewam, że wielu jej nagrodzonych kolegów uśmiechnęłoby się tylko, słysząc, ile zaproszeń odrzuciła, ilu wywiadów nie udzieliła, ilu zaszczytnych tytułów nie przyjęła. Zresztą nawet kiedy się już na wywiad zgodziła, łatwo nie było. Ale nie dlatego, że pytającego lekceważyła, przeciwnie, uważała, że odpowiedź musi być rzetelna i przemyślana. Michał Rusinek opowiada o pewnym wywiadzie poetki. „To jest bardzo dobre pytanie – powiedziała w pewnym momencie – ale nad odpowiedzią muszę się chwilę zastanowić”. Dziennikarz grzecznie więc czeka. Szymborska orientuje się w sytuacji: „Nie, nie odpowiem teraz. Proszę przyjść jesienią”.

Miała jednak pewną zasadę, mówiła mi o niej Teresa Walas: – Wszystkie zobowiązania, które podjęła przed Noblem, spełniła, choćby to była wiejska podstawówka – tu nie było dyskusji. Miała poczucie, że ci, którzy ją cenili przed nagrodą, cenili ją za jej poezję, ci natomiast, którzy zapraszali po Noblu, często chcieli towaru z ekskluzywną metką.

Wisława Szymborska mogła zrezygnować z pisania. Zdecydował jej literacki debiut

Urodziła się w wielkopolskim Kórniku, jednak wcześniej przez lata jej ojciec Wincenty Szymborski związany był z Podhalem i Zakopanem – zarządzał tam dobrami hrabiego Władysława Zamoyskiego. Panów łączył wspólny światopogląd o zabarwieniu endeckim, daleki od przyszłego sposobu myślenia jego córki. Po kilku latach rodzice przenieśli się z dziećmi – Wisławą i starszą Nawoją – do Krakowa. Dziewczynki chodziły do gimnazjum sióstr urszulanek. I choć zakonnicom nie udało się wpoić Wisławie głębokiej wiary, przyjaźnie ze szkolnych lat pozostały do końca. Panie spotykały się regularnie na tak zwanych sabatach czarownic. W trakcie sabatów obowiązywało kilka zasad, między innymi ta, że nie wolno rozmawiać o zdrowiu – czyli o chorobach, który to temat wraz z upływającym czasem nęcił coraz mocniej. Jeśli któraś z czarownic uległa pokusie, musiała płacić karę – dosłownie.

Szymborska debiutowała wierszem „Szukam słowa” – który w wersji mocno skróconej ukazał się w 1945 roku w „Dzienniku Polskim” (a właściwie w jego dodatku „Walka. Dodatek Literacko-Społeczny Młodych”). Później mówiła, że gdyby nic z tego, co przyniosła do redakcji, nie opublikowano, zrezygnowałaby z pisania poezji.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE