Lubimy zabawę w słowa i nazwy powstałe z pierwszych liter – zauważa prof. Bogdan de Barbaro, na użytek tego felietonu tworząc
z pseudorozwojowych wskazówek, a w gruncie rzeczy pułapek, zbitkę NIKT. A przecież wolimy być kimś, a nie nikim...
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 04/2026
Lubimy zabawę w słowa i nazwy powstałe z pierwszych liter. W medycynie, krok w krok za Amerykanami, wprowadzamy zbitki słowne pochodzące z języka angielskiego. To już nie tylko EKG, AIDS czy PTSD, lecz także coraz popularniejsze: ADHD, OCD, BP czy PET. Można by tak mnożyć kolejne skrótowce, obecne już nie tylko w podręcznikach dla lekarzy, ale – coraz częściej – w języku potocznym.
Ja zaś, będąc psychoterapeutą, chcę PT Czytelniczki i PT Czytelników (w tym przypadku skróty PT mają wzmóc uwagę odbiorczyń i odbiorców tych słów) zaprosić do zabawy w inny skrót, w medycynie nieobecny, ale być może przydatny dla tych, którym zależy na sensownym życiu. Ów skrót to NIKT. A ponieważ chcemy być kimś i nie chcemy być nikim, to sprawdźmy, z czego jest zbudowany ów NIKT.
Po pierwsze, N jak nihilizm, a więc pułapka natury etycznej polegająca na odrzuceniu wszelkich wartości.
Swojsko brzmiące hasło: „Nic nie musisz, wszystko możesz”, jest postmodernistyczną zachętą do życia bez ograniczeń, a zarazem jakże fałszywą podpowiedzią.
Bo przecież nie jest prawdą, że nic nie muszę. I nie jest prawdą, że wszystko mogę. Wersja życia, w którym nie mamy świadomości własnych ograniczeń, jest niebezpieczna, gdyż zawiera naiwne przekonanie o omnipotencji. A to wcześniej czy później prowadzi do bolesnych zderzeń z rzeczywistością. I w tym kontekście odróżnianie dobra od zła oraz dobrych czynów od złych czynów może zabezpieczać nas przed iluzją, że da się iść przez życie bez drogowskazów. Osobną, ale ważną sprawą pozostaje, kto te drogowskazy buduje i ustawia je na naszej trasie. Istotne pozostaje, byśmy te drogowskazy weryfikowali i by to od nas zależało, które uznajemy za własne.
Jednak znalezienie własnych drogowskazów nie ma prowadzić do zamykania się wobec innych. Tu bowiem pojawia się druga pułapka, tym razem natury społecznej: I jak indywidualizm. Z jednej bowiem strony cenne jest dbanie o siebie samych. Idea samorozwoju czy idea autorefleksji są nam potrzebne i mogą nas sensownie kształtować. Jeśli jednak ta idea nie zawiera uważności na innych, grozi nam bolesna samotność, którą niekiedy jesteśmy skłonni zagłuszać używkami.
A więc – używać ich jako doraźny środek znieczulający, ale na dłuższą metę ta metoda pogłębia samotność. W tym kontekście wyzwaniem rozwojowym pozostaje znalezienie takiej pozycji dla siebie, by budować własną tożsamość, dbać o własną drogę, nie pozwolić sobie odebrać autorstwa własnego życia, ale jednocześnie by na tej drodze było miejsce dla Innych, z którymi pozostajemy w relacjach życzliwego zaciekawienia i otwartego współ-bycia.
Kolejna, trzecia już pułapka, za pomocą której możemy stać się nikim, to K jak konsumeryzm.
Dzisiejszy świat intensywnie nas zaprasza do kupowania. Kupowanie jako samorealizacja. Kupowanie jako pokazywanie innym, że jesteśmy lepsi, bo mamy więcej. Kupowanie, bo nachalne reklamy twierdzą, że „zasługujemy na to” albo że w ten sposób „będziemy autentyczni”.
A więc mieszanka przyjemności narcystycznej, łapczywej chciwości i energii rywalizacji.
A gdy tak już nabędziemy i zrealizujemy wersję życia „mieć zamiast być”, to powstaje pustka, w której będzie nam źle, więc z której trzeba będzie uciekać. Najlepiej – w stronę najbliższej galerii handlowej. I sami się nie zorientujemy, kiedy – po drodze do tej galerii handlowej – staniemy się towarem. Erich Fromm w powstałej pół wieku temu (1976!) pracy „Mieć czy być?”, opisując ówczesną mu kulturę, przestrzegał przed orientacją na „mieć”. Gdy spojrzymy na współczesny świat, widzimy, że na niewiele zdały się jego refleksje. Ale to nie znaczy, że my będziemy jego obserwacje lekceważyć.
Jednak współczesny świat nie zaprasza nas do zadumy metafizycznej ani do pytań „jak być?”, ani do pogłębionej uważności wobec tych, którzy są Inni. Bo coraz bardziej zależymy od T jak technofeudalizm.
To pojęcie jest autorstwa greckiego polityka i ekonomisty Janisa Warufakisa i odnosi się do faktu, że na świecie władzę przejmują platformy cyfrowe. Stajemy się poddanymi i wasalami platform cyfrowych.
Nasz indywidualny czas i nasze emocje zależą od Big Techu. Warufakis, krytykując kapitalizm i traktując Big Tech jako władcę świata, pokazuje, że jesteśmy poddanymi temu systemowi tym bardziej, im więcej klikamy w komputer czy w smartfona. Zatem rzecz dotyczy nie tylko systemu gospodarczego i mechanizmów ekonomicznych, lecz także nas, indywidualnych użytkowników Internetu. Z jednej strony platformy nas informują o świecie, pozwalają na operacje bankowe, umożliwiają nam szybki kontakt z osobami, które są daleko, ale są nam bliskie. Trudno sobie dziś wyobrazić życie bez smartfona. Lecz jeśli nie będziemy kontrolować siebie i damy się wciągnąć w wir tego podstępnego dobrodzieja, to staniemy się trybikiem w cyberświecie. I będzie nam ubywać podmiotowości, sprawczości, odpowiedzialności za siebie.
Tak można by opisać, z jakich elementów da się zbudować Panią czy Pana NIKT: to nihilizm, indywidualizm, konsumeryzm i technofeudalizm. I chociaż to, co powyżej zostało napisane, można potraktować jako zabawę w słowa, niekiedy ześlizgującą się w patos psychoterapeutyczny, albo jako kryptomoralitet, to przecież wolimy być kimś, a nie nikim.
Bogdan de Barbaro, psychiatra, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii i terapii rodzin. W latach 2016–2019 był kierownikiem Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum. Współpracuje z Fundacją Rozwoju Terapii Rodzin „Na Szlaku”.