1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Filozof: To nie piękna nam brakuje, tylko umiejętności, by się na nie otworzyć. Jak to zrobić?

Filozof: To nie piękna nam brakuje, tylko umiejętności, by się na nie otworzyć. Jak to zrobić?

(Fot.  Richard Rutledge/Condé Nast via Getty Images)
(Fot. Richard Rutledge/Condé Nast via Getty Images)
Dla naszej przyjemności? Żeby poczuć wspólnotę? Zmieniać ludzi na lepszych? Pozwalać na wewnętrze metamorfozy? Na pytania o funkcje piękna w kulturze – opowiada dr Michał Rydlewski z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Spis treści:

  1. Czym jest piękno? Piękno w kulturze
  2. Piękno: subiektywne czy uwarunkowane kulturowo?
  3. Ciemna strona piękna
  4. „Tracąc piękno, tracimy i siebie”
  5. Jak otworzyć się na piękno?
  • Piękno wcale nie jest oczywiste ani uniwersalne – podkreśla dr Michał Rydlewski, etnolog i filozof. Na to, jak je postrzegamy, wpływają m.in. kultura i historia.
  • Jak podkreśla ekspert, piękno pozwala nam „dotykać dusz innych ludzi” i buduje poczucie wspólnoty.
  • Piękno nie jest jednak równe dobru. W tekstach kultury znane są przykłady osób, które potrafiły docenić piękno, a jednak nie kierowały się w swoim życiu dobrem.
  • Jak zauważa dr Rydlewski, współczesność często zamienia piękno w towar i iluzję. W końcu żyjemy w erze konsumpcjonizmu.
  • Ekspert zdradza również, jak nauczyć się dostrzegać piękno wokół siebie, w małych rzeczach jak np. liście na drzewie.

Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 04/2026.

Czym jest piękno? Piękno w kulturze

Dominika Tworek: Jak definiujemy piękno?

Michał Rydlewski: Zacznijmy od tego, że piękno w naszym rozumieniu nie istniało zawsze. Trudno o nim mówić jako o wydzielonej kategorii w kulturach pierwotnych, a nawet u archaicznych Greków, choć pewne rzeczy mogły się „podobać”, ale nie ze względu na swoje piękno w sensie estetycznym, lecz na obecność na przykład mocy magicznych. Po drugie, co się komu podoba, mocno zależy od kultury.

W starożytnej Grecji podobały się małe penisy, gdyż duże kojarzyły się animalnie. W kolei w etiopskim plemieniu Bodi ceniło się wielkie brzuchy. Półżartem, półserio – wyszydzanie januszy z wielkimi brzuchami jest relatywne kulturowo.

Proces narodzin piękna ciekawie opisuje wybitny polski etnolog Andrzej P. Kowalski w książce „Mit a piękno. Z badań nad pochodzeniem sztuki”. Jak, kiedy i dlaczego pojawia się ono w kulturze – to swoista zagadka, a każda dziedzina humanistyki ma swoje tropy. Antropolog – jak Kowalski – powie o odchodzeniu od myślenia magicznego i procesie autonomizacji odpowiedniego typu wrażeń oraz ich wartościowania. Filozof będzie wskazywał na refleksję estetyczną nowożytnych myślicieli, głównie niemieckich i angielskich. Historyk sztuki, jak Hans Belting, będzie się koncentrował na wydzieleniu się sztuki jako autonomicznej dziedziny w procesie sekularyzacji. Warto też podkreślić, że czasami piękno traktuje się synonimicznie ze sztuką, co utrudnia pewne rozpoznania.

W jakim celu taka kategoria pojawiła się w naszej kulturze?

Myślę, że piękno może pełnić wiele funkcji. Jedną z nich jest na przykład przyjemność, którą odczuwam w obcowaniu z czymś, co uznaję za piękne. Przyjemność może przechodzić nawet w zachwyt nad światem i swoistą estetyczną wzniosłość. Jest taka scena w filmie „Pieniądze to nie wszystko” Juliusza Machulskiego, kiedy kobieta z ludu wsiada do ekskluzywnego samochodu i mówi: „jak w kościele”. Ponadto piękno sprawia, że inaczej doświadczamy świata.

Piękno: subiektywne czy uwarunkowane kulturowo?

Dotykamy nie tylko własnych, lecz także cudzych dusz?

Tak, zyskujemy możliwość wejrzenia w tajemniczy i intymny świat innych ludzi. Świat, który wydaje się osobny, ale który nigdy nie jest tak daleko, abyśmy nie mogli choć trochę rozpoznać w nim siebie.

To jakiś paradoks, że im bardziej intymnie i subiektywnie opowiadamy o swoim wnętrzu, tym więcej ludzi mówi: „Ja też tak czuję, ja też tak mam, miałem to na końcu języka”.

Nagle okazuje się, że wciąż opowiadamy ten sam świat i nas w tym świecie. Rodzi się wtedy coś nie do przecenienia: poczucie wspólnoty. Tym samym samotność i wyalienowanie, które być może czasem odczuwamy, nie są już tak dojmujące. To fascynujące, że można w ten sposób dotykać dusz innych ludzi.

Są tacy, którzy przyjmują, że piękno czyni ludzi lepszymi.

Z tym bym się nie zgodził. Wystarczy choćby zobaczyć film „Lektor”. Bohaterka jest ogromnie wrażliwa na piękno: wzrusza się, patrząc na wiejski kościelny chór, uwielbia słuchać czytanej jej literatury i widać, że głęboko emocjonalnie ją przeżywa. Była jednak strażniczką w obozie koncentracyjnym i nie do końca rozumie, o co jest oskarżana w czasie procesu – wszak wykonywała tylko swoje obowiązki.

A czy sprzyja ono wewnętrznej harmonii?

Trudne pytanie. Jeśli uznać, że służy pełniejszemu i głębszemu rozumieniu siebie, to nie należy od razu zakładać, że musi to prowadzić do harmonii. Czyż nie mamy w sobie – w pewnym sensie rzecz jasna – wielu różnych „Ja”? Czy my jesteśmy harmonijni? Wątpię.

Myślę, że piękno służy raczej naszej harmonijnej tożsamościowej metamorfozie: od jednego „Ja” do drugiego.

Przecież książki i filmy mają siłę przemiany naszej tożsamości. Ale czy jest w tym jakaś harmonia? Czy piękno to pojęcie subiektywne? Jeśli uznać znaczenie terminu „subiektywne” jako kierowanie się wyłącznie własną opinią, to piękno jest i zarazem nie jest subiektywne. Bo choć odczuwamy je indywidualnie, same obiekty, które podziwiamy, nie są zupełnie dowolne, lecz kulturowo uregulowane. Ta subiektywność – jeśli już o niej mówić – wynika z dużego zindywidualizowania współczesnej kultury. Ponadto muszą istnieć indywidualna świadomość, wyobraźnia i wrażliwość. W pewnym sensie to artyści ugruntowali w kulturze kult subiektywności i indywidualizmu. Dużą rolę w tym procesie odegrali dadaiści i surrealiści, a na końcu popart i postmodernizm.

Zatem piękno dotyczy raczej kwestii spojrzenia niż samego obiektu. A sztuka – jako dziedzina kultury – to umiejętność widzenia czegoś w pewien sposób. Dzięki niej uczymy się nowego punktu widzenia. Na przykład impresjonizm nauczył nas wrażliwości na ulotność chwili, impresji właśnie. Rosyjski semiotyk Jurij Łotman mówił, że sztuka jest od testowania rzeczywistości kulturowej, wymyślania innowacji, uczenia nowości. Zgadzam się z nim.

Ciemna strona piękna

Piękno ma jakąś ciemną stronę?

Jest taka scena w kultowym filmie „Powiększenie” Michelangela Antonioniego: bohater, fotograf, patrzy na śmigło i mówi: „jest piękne”. Ale piękno zamienia wszystko w obiekt. Patrzy na piękne dziewczyny i z żadnym z tych „obiektów” nie może, że tak to ujmę, „współ-żyć”. Zadowala się nimi tylko na chwilę.

Estetyzacja chyba zawsze wiąże się z jakimś uprzedmiotowieniem, mówimy wszak o obiektach sztuki. Kiedyś rzeczy były ożywione, miały duszę, mówi się o postrzeganiu fizjonomicznym. Człowiek od czasów nowoczesności zaczął żyć w świecie rzeczy, choć dzieci jeszcze potrafią widzieć samochód jako uśmiechnięty.

Są też artyści z taką wyobraźnią, na przykład Bruno Schulz. Jedni artyści patrzą zatem na rzecz-manekina, inni na manekina, w którym jest coś jakby żywego. Jak mówiłem, sztuka to kwestia spojrzenia.

„Tracąc piękno, tracimy i siebie”

Co tracimy, usuwając kategorię piękna z naszego życia?

Koniec końców tracimy siebie. To znaczy inne, być może lepsze i pełniejsze rozumienie samych siebie: wejrzenie w głąb, możliwość zmierzenia się ze sobą samym, dotarcie do pokładów naszego „Ja”, które nie tylko skrzętnie ukrywamy przed światem innych ludzi, ale których to pokładów sami nie do końca jesteśmy świadomi.

Dziś na piedestale stoją takie wartości, jak: spektakularność, innowacyjność, wygoda, funkcjonalność. Może właśnie to odbiera nam piękno?

Pełna zgoda. Współcześnie musimy estetyzować i romantyzować nasze codzienne życie – otaczać się pięknymi i drogimi przedmiotami, żeby poczuć się kimś ważnym i wyjątkowym. Nie można po prostu wziąć kąpieli; trzeba zapalić drogie, pięknie pachnące świeczki zapachowe, które – nawiasem mówiąc – są baudrillardowskim symularkum: ich zapach jest prawdziwszy niż rzeczywistość. W tym sensie piękno tworzy świat iluzji.

Jak otworzyć się na piękno?

Z drugiej strony prawdopodobnie nigdy nie było czasów, w których człowieka otaczałoby tak wiele piękna.

Trzeba je jednak kupić. Dzisiaj stale konsumujemy piękne rzeczy, piękne widoki, pięknych ludzi.

Kłopot w tym, że wszystko zaczyna być jak od matrycy. Wszędzie zaczyna być tak samo i ludzie zaczynają wyglądać tak samo, czego przykładem są operacje plastyczne. Tutaj z kolei dążenie do piękna zabija ludzką indywidualność, na przykład naszych twarzy.

Myślę, że w dużej mierze wynika to z ogromnego tempa życia współczesnego człowieka, który w pośpiechu i z językiem na brodzie goni za poszukiwaniem towarów mających zapewnić mu przyjemność. Żeby być szczęśliwym (tj. odczuwać przyjemność, gdyż pojęcia te na siebie nachodzą), nieustannie kupuje, ponieważ żyje w systemie, który wszystko przemienia w towar szybkiej konsumpcji. Spotkanie z pięknem wymaga natomiast pewnej wyobrażeniowej głębi, dojrzałości namysłu, nieśpieszności, skupienia.

Czy możemy potraktować je jako „czułą rewolucję” przeciwko pędzącemu kapitalizmowi?

Piękno zachowuje rewolucyjny potencjał choćby dlatego, że pozwala przeżywać świat w sposób indywidualny i niedostępny dla innych; przecież nie wszystko chcemy i potrafimy zakomunikować. Sztuka może być – i często jest – ucieczką od rzeczywistości. „W środku każdy z nas jest baśnią” – mówi Wiesław Myśliwski. Z drugiej strony pozwala w tajemniczy sposób komunikować się z innymi: odkryć w sobie coś, czego o sobie nie wiedziałeś, a co przeżył i opisał inny człowiek.

Taka rewolucja ma szansę powodzenia?

Największym zagrożeniem dla takiej „czułej rewolucji” jest – z jednej strony – obrona przed tym, aby nie została wprzęgnięta w logikę kapitalizmu i jego kultury narcyzmu. Żeby była próbą zrozumienia świata i siebie samego, ale bez popadania w narcystyczną potrzebę skupienia się na sobie. Po drugie, dobrze byłoby, gdyby piękna nie trzeba było kupować. Ono nie powinno nic kosztować, w sensie finansowym. Choć to też trudne, bo od razu pojawia się zastrzeżenie, że jak to – mielibyśmy nie płacić artystom?

Jak otworzyć się na piękno?

Warto zdać sobie sprawę, że piękno nie jest czymś odległym, że trzeba tylko dać się odpowiednio nastawić na jego odbiór, umieć je zobaczyć nie tylko w muzeum, w księgarni na półce z noblistami, ale też w codzienności.

Tempo życia dzisiejszych czasów sprawia, że robimy kilka rzeczy naraz, wiecznie się śpieszymy, myślimy o tysiącu spraw „na już”. Tracimy to, co Byung-Chul Han nazywa „głęboką nudą”.

Lubię myśleć o mojej nieżyjącej babci, która potrafiła przyglądać się z zachwytem światu, czyli swojej wsi, którą rzadko kiedy opuszczała, nie mówiąc o zagranicznych wyjazdach do „turystycznych rajów”. W czasie naszych spacerów, zatrzymując się przy zwykłym drzewie, krzaku, kwiecie, często powtarzała: „Zobacz, Michaś, jakie te listki są piękne”.

Michał Rydlewski – dr nauk humanistycznych, etnolog i filozof; adiunkt w Zakładzie Medioznawstwa Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE