Jak uniknąć ostrego sporu z partnerem, zanim dojdzie do wzajemnych oskarżeń i krzyków? Istnieje na to sposób – ale jego zastosowanie wymaga dojrzałości emocjonalnej. Przekonaj się, czy masz jej na tyle dużo, aby schować dumę do kieszeni i załagodzić konflikt, zanim przerodzi się w awanturę.
Na pewno znasz dobrze ten scenariusz: coś w waszym życiu nie poszło zgodnie z planem i zaczynacie razem z partnerem obwiniać się nawzajem, kto ponosi winę za zaistniałą sytuację. Oboje wytykacie sobie błędy i żadne nie chce ustąpić. Bardzo szybko spór eskaluje i przeradza się w zażartą kłótnię pełną emocji, a nawet wyzwisk.
Jak to się kończy? Najczęściej po tym, jak już oboje się wykrzyczycie, któreś z was wychodzi i zamyka drzwi z trzaskiem. Przez kolejne godziny (a bywa, że i dni), nie odzywacie się do siebie.
Może być jednak inaczej. Różnica zdań nie musi doprowadzić was do punktu krytycznego, w którym oboje zaczynacie się na sobie wyżywać. Trzeba tylko w odpowiednim momencie ochłonąć i pozwolić sobie na opuszczenie gardy.
Kłótnia eskaluje dlatego, że oboje partnerzy za wszelką cenę chcą mieć rację. Ich dialog zaczyna więc przypominać słowny ping-pong – każde wypowiedziane zdanie staje się sprytnym zagraniem, którego celem jest odebranie punktów przeciwnikowi. Żadnej ze stron nie zależy na porozumieniu – ich rozmowa to w istocie nieustanna wymiana ognia.
Mark Travers, psycholog specjalizujący się w relacjach uważa, że najlepszym sposobem na przełamanie tego szkodliwego schematu jest zastosowanie częściowego ustępstwa. Na czym ono polega? Chodzi o to, by częściowo przyznać się do winy i wziąć na siebie kawałek odpowiedzialności za zaistniały problem. Ważne, by zrobić to odpowiednio wcześnie, zanim oboje zaczniecie się przerzucać oskarżeniami. W tym celu możesz powiedzieć:
„Masz rację, przyznaję się do tego, że…”
Co ważne: nie musisz brać na siebie całej winy. Wystarczy, że przyznasz się do konkretnego zakresu odpowiedzialności, np.:
„Masz rację, przyznaję, że nie powinnam podejmować tej decyzji bez konsultacji z tobą”.
Co daje taki ruch? Błyskawicznie obniża między wami napięcie i deeskaluje spór. Podczas gdy partner spodziewa się kolejnego ciosu, ty zaskakujesz go przyznaniem się do części winy. To na początku może zadziałać na drugą stronę wręcz dezorientująco. Zauważysz jednak, że po chwili partner spuści z tonu, a nawet jest duża szansa na to, że sam weźmie na siebie pewien zakres odpowiedzialności za powstałą sytuację.
Psycholog zaznacza przy tym, że aby ta strategia była skuteczna, partner lub partnerka powinni trzymać się następujących zasad:
– bądź konkretna – zamiast posługiwać się ogólnikami, sprecyzuj dokładnie, do jakiej części winy się poczuwasz;
– nie dodawaj „ale” – nawet jeśli przyznasz się do błędu, a potem dodasz: „ale ty za to…”, strategia nie zadziała. W ten sposób na nowo zaczniesz rozkręcać spiralę wzajemnych oskarżeń;
– uznaj swoją część winy, zanim zaczniecie podnosić na siebie głos – częściowe ustępstwo działa najlepiej, gdy zastosujesz je w samym zalążku kłótni,
– schowaj dumę do kieszeni – spróbuj nie myśleć o tym, że przyznając się do winy okazujesz słabość albo zwalniasz partnera z odpowiedzialności. Twoja postawa nie zwalnia go ze starań o wspólne relacje i nie jest oznaką twojej kapitulacji. To akt dojrzałości emocjonalnej świadczący o tym, że w relacji wyżej stawiasz wzajemne porozumienie i chęć rozwiązania problemu, niż własne ego. Z takim nastawieniem będzie ci zdecydowanie łatwiej odpuścić i przerwać toksyczny schemat przerzucania się odpowiedzialnością.