Już 14 października do księgarń trafi „Waldkauz”, najnowsza powieść Szczepana Twardocha, który ponownie zabiera nas na Górny Śląsk – tym razem do 1920 roku. Będzie kryminalna zagadka, historia naznaczona wojną i świat, w którym nie wszystko da się wyjaśnić za pomocą rozumu. Będą też smoki.
Premiera przypada na moment, w którym o Twardochu jest szczególnie głośno. Jego „Null” zdobył w tym roku zarówno Literacką Nagrodę Nike, jak i Nike Czytelników. „Waldkauz” zapowiada jednak inną literacką przygodę: detektywistyczna intryga spotyka się tu ze śląskimi wierzeniami, a historia regionu, o który spierają się Polacy i Niemcy, splata się z opowieścią o siłach wymykających się racjonalnym wyjaśnieniom. To także pierwsza część nowego cyklu.
„Jest to dla mnie powieść powrotu i jednocześnie powieść inna, nowa. Powieść powrotu, bo wracam w niej do obszernych narracji, z jakich znają mnie Państwo od dobrych kilkunastu już lat, od czasów »Morfiny«. »Waldkauz« jest też powrotem na Górny Śląsk – tutaj z 1920 roku – co dla mnie oznacza zawsze historię intymną, bliską ciału i krwi. Jest jednak też powieścią na mojej literackiej drodze nową, bo otwiera cykl i na pewno doczeka się kolejnej części, bo świat, jaki znajdą Państwo na jej stronach nie jest taki, jakiego mogliby się Państwo spodziewać, Wilhelm Pisulla zna bowiem mowę ptaków. Są też smoki” – zapowiadał autor pod koniec sierpnia w mediach społecznościowych.
Czytaj także: Ta powieść została wybrana najlepszą książką 2025 roku. „Napisałem ją po to, żeby mówić prawdę, bo po to jest literatura”
Jest sierpień 1920 roku. Na Górnym Śląsku wrze – polszczyzna miesza się z niemczyzną, śląską godką oraz angielskim i francuskim alianckich żołnierzy. Wojna się skończyła, ale nie przyniosła spokoju. W regionie ścierają się narodowe interesy, a niepewność dotycząca przyszłości przenika codzienne życie.
Wilhelm Pisulla, były wachmistrz gliwickiej policji kryminalnej, a dziś prywatny detektyw, dostaje z pozoru proste zlecenie: zrozpaczona kobieta prosi go o odnalezienie dziecka. Szybko okazuje się jednak, że ani ona nie jest tą, za którą się podaje, ani on nie jest zwyczajnym śledczym. Mężczyzna ma bowiem dwie dusze, a ta druga, nieochrzczona, coraz mocniej daje o sobie znać. Uspokoić ją mogą jedynie mleko i koniak. To za ich sprawą wyrusza ona na łowy pod postacią waldkauza, czyli puszczyka.
Jednak choć Pisulla zna mowę ptaków i rozmawia z utopcami, nie potrafi odnaleźć własnego syna, zaginionego na wojnie Franza. Po tym, jak opuściła go również żona, która zabrała młodszego syna Karliczka, został mu tylko Wendelin Draga, najbliższy przyjaciel z dzieciństwa i człowiek skrywający niejedną tajemnicę.
Czytaj także: Ostatnia powieść Tokarczuk, nowa książka Żulczyka i „Yesteryear”. 10 premier października, których nie możemy się doczekać
W „Waldkauzie” kryminalne śledztwo staje się punktem wyjścia do opowieści m.in. o wojennej traumie, męskiej przyjaźni i odpowiedzialności za najbliższych. Twardoch przygląda się także powojennej codzienności tych, którzy wciąż szukają zaginionych, czekają na powrót bliskich i próbują odnaleźć się w rzeczywistości, która zmieniła się bezpowrotnie. Bo choć wojna się skończyła, nie wszyscy mogą po prostu zacząć żyć od nowa. Nie brakuje tu jednak humoru – Jacek Cieślak w „Rzeczpospolitej” zwraca uwagę na śląski żart i autoironię Twardocha. To właśnie ten kontrast sprawia, że opowieść nie grzęźnie w mroku, a jej bohaterowie stają się bardziej ludzcy i bliscy czytelnikowi.