Ewa Klepacka-Gryz - Mózg po 50. działa inaczej, ale nie gorzej. Neurobiolog zdradza supermoce dojrzałego mózgu
00:00
16:54
Co wraz z upływem czasu tracimy, a co zyskujemy z perspektywy dojrzewania (a nie starzenia się!) naszego mózgu? Wyjaśnia neurobiolog prof. Marek Kaczmarzyk z Uniwersytetu Śląskiego.
- Z wiekiem mózg może działać wolniej, ale nie oznacza to, że staje się mniej sprawny. Doświadczenie pomaga nam podejmować bardziej przemyślane decyzje.
- Dojrzały mózg lepiej odcina się od nadmiaru bodźców, łatwiej ustala priorytety i koncentruje się na tym, co naprawdę ważne.
- „Z natury mózg dojrzały łatwiej się samoreguluje, bo jest bardziej świadomy tego, co się w nim dzieje” – wyjaśnia neurobiolog prof. Marek Kaczmarzyk.
- Co pomaga zachować sprawność mózgu na dłużej? Ekspert wskazuje przede wszystkim na bliskie relacje, ale także na nowe wyzwania i troskę o zdrowie całego organizmu.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 08/2026.
Ewa Klepacka-Gryz: Podoba mi się określenie „mózg późnej dojrzałości” i stwierdzenie, że w miarę upływu lat nie starzejemy się, tylko zużywamy. Czy na przykład to, że umiem odłożyć różne rzeczy na później czy odrzucać niechciane propozycje, jest właśnie oznaką dojrzałości mózgu?
Marek Kaczmarzyk: Generalnie tworzenie, wzmacnianie i stabilizowanie się połączeń pomiędzy neuronami kory w ujęciu neuroplastycznym odbywa się przez całe życie.
Jeżeli natomiast popatrzymy na to z perspektywy doświadczenia i gotowości konstrukcyjnej, to można zaryzykować stwierdzenie, że ostatnie struktury usprawniające połączenia pomiędzy obszarami mózgu uzyskują „techniczny” stan gotowości gdzieś w okolicach czwartej, a może nawet piątej dekady naszego życia.
I od tego momentu zaczyna się użytkowanie mózgu w całościowy, syntetyczny sposób. Po drodze, w miarę upływu czasu, zmniejsza się szybkość przewodzenia sygnałów, aktywności synaps, spada poziom mediatorów, szczególnie niektórych. Zachodzą pewne neurodegeneracyjne procesy, ale kompensujemy to sprawnością komunikacji międzyobszarowej, czyli skrystalizowanym życiowym doświadczeniem. Zwalniający mózg nie musi być mózgiem mniej sprawnym; staje się nie tyle gorszy, ile raczej inny.
Co to znaczy?
Procesy związane z późną dojrzałością – z tym, że z jednej strony mózg się zużywa, a z drugiej wzbogaca o wewnętrzne reprezentacje świata – tworzą nową strategię rozwiązywania problemów.
W miarę upływu lat mamy coraz większe skłonności do tego, żeby odcinać szumy, głównie atakujące nas ze wszystkich stron zachęty do natychmiastowej aktywności. Dojrzały mózg jest na nie bardziej odporny.
Łatwiej selekcjonuje to, co jest istotne, i koncentruje się na wykonaniu tego. Szczególnym rodzajem zmian, które zachodzą na przykład w obszarze przetwarzania bieżącego, jest spadek sprawności pamięci roboczej. Odpowiada ona między innymi za wykonywanie kilku rzeczy równocześnie, czyli za tak zwany multitasking. W późniejszym wieku trudniej przetwarzać wiele rzeczy naraz, ale możemy skupić się na jednej i wykonać ją w sposób optymalny. Oczywiście jeżeli uznamy ten spadek mocy bieżącego przetwarzania wielu rzeczy jednocześnie za wadę, to będziemy żyć w przekonaniu, że nasze mózgi stają się coraz mniej sprawne i zmierzamy do schyłku możliwości. Ale jeżeli popatrzymy na to jak na zmianę strategii, to może się okazać, że co prawda rzeczywiście wiele czynności wykonujemy wolniej niż kiedyś, ale za to lepiej.
Mam nadzieję, że w miarę upływu czasu zmienia się hierarchia ważności i wartości?
Przede wszystkim zmuszeni do tego właśnie zmianami strukturalnymi i funkcjonalnymi mózgu musimy wreszcie tę hierarchię ustalić. Dopóki udaje nam się uzyskiwać efekt robienia wielu rzeczy naraz i rzucania się w pędzie z jednego miejsca w drugie, to tak robimy. Natomiast kiedy mózg zaczyna domagać się wybrania jednej albo najwyżej dwóch rzeczy, to musimy zaczynać myśleć o tym, jak je wybrać. Zaczynamy się zastanawiać, czy aby na pewno to wszystko, co robiliśmy do tej pory, jest konieczne, czy to ma sens, i zaczynamy wybierać takie zadania, które rzeczywiście są celowe. Z perspektywy sukcesu życiowego czy też widzenia życia jako spełnionego wcale nie musi to być czymś złym.
Sama pani powiedziała, że w pewnym momencie zaczęła zauważać, że nie wszystko musi być zrobione, że nie wszystko jest równie istotne, że warto wyznaczać swoje priorytety. To jest właśnie charakterystyczne dla tak zwanego dojrzałego mózgu, czyli mózgu 50 plus.
To prawda, w pewnym momencie zrozumiałam, że każde dodatkowe zlecenie oczywiście zapewnia dodatkowe pieniądze, ale często odbywa się kosztem mojego wolnego czasu.
To jest coś, do czego dojrzewamy. Oczywiście nie wszyscy; dla niektórych gromadzenie zasobów dla samego gromadzenia zostaje priorytetem życiowym do końca. Jednak większość ludzi myślących i dokonujących refleksji zauważa, że ich mózg zmienia się, że rzeczywiście pewne rzeczy nam się wymykają, ale inne, jak chociażby wspomniana selekcja szumu i koncentracja na konkretnych ważnych rzeczach czy dojrzałość decyzji – to są zalety dojrzałego mózgu. Może te decyzje podejmowane są wolniej, ale gdybyśmy zaczęli mierzyć ich skuteczność i wartość, to się okaże, że są one dużo bardziej przemyślane, wyważone.
Chodzi o doświadczenie życiowe?
Doświadczenie życiowe to jest jedno. Wpisy neuroplastyczne, czyli ślady, które powstają w mózgu pod wpływem doświadczeń, służą jako rodzaj intuicji życiowej, pod warunkiem że koncentrujemy nasze doświadczenia na jakichś konkretnych, wybranych i naprawdę ważnych rzeczach. Jeżeli będziemy skakać z miejsca na miejsce, to doświadczenie nic nie da, bo zawsze będziemy w tyle za wyprzedzającą nas rzeczywistością.
Jeśli ustalimy sami ze sobą, że mamy prawo wyboru, co jest dla nas ważne, to jest to proces aktywny, a nie pasywny. Wtedy może się okazać, że dojrzały mózg jest ciekawszy w rozwiązaniach niż ten, który nam służył do tej pory.
W jednej z rozmów dostępnych na YouTubie przytaczał pan badania, według których osoby przekonane, że z wiekiem pogarsza się pamięć robocza, rzeczywiście tego doświadczają, podczas gdy ci, którzy w ten sposób nie myślą, nie zauważają pogorszenia pamięci.
Do najbardziej znanych należą badania prowadzone przez zespół dr Bekki Levy z Uniwersytetu Yale, w których analizowano wyniki programu Baltimore Longitudinal Study of Aging, realizowanego przez 38 lat. Osoby, które wcześniej wykazywały negatywne stereotypy starzenia (na przykład przekonanie, że starość nieuchronnie oznacza problemy z pamięcią), doświadczały później istotnie większego spadku sprawności pamięci niż osoby o bardziej pozytywnych przekonaniach. Nasze nastawienie oddziałuje na to, co się wokół nas dzieje, bezpośrednio, w sensie zmian w obrębie aktywności naszego mózgu, ale też pośrednio, poprzez ludzi wokół nas. Osoby w naszym otoczeniu mogą zauważać różne rzeczy: jedne będą dostrzegać nasze kłopoty z pamięcią, inne – to, że nasze decyzje stają się coraz cenniejsze. Jeżeli otaczamy się tymi drugimi, to albo w ogóle nie zauważymy u siebie spadku pamięci roboczej, albo zauważymy to minimalnie, bo coś innego będzie dla nas ważniejsze.
Czy dojrzały mózg łatwiej się samoreguluje? Czy z wiekiem łatwiej jest nam się uspokoić?
Najpierw musimy być świadomi tego, że jesteśmy niespokojni. To oznacza, że musimy najpierw być wrażliwi na siebie. A bardzo często nie pozwalamy sobie na odczuwanie samych siebie: ciągle gdzieś pędzimy, nieustannie jesteśmy w jakimś nastroju. Te nastroje oczywiście zależą też od tego, co nas otacza i na ile osoby w otoczeniu chcą współpracować.
Kiedy na przykład ktoś ma inne zdanie niż my, złościmy się, rośnie między nami napięcie. Rzadko mamy pomysł, żeby się w tym momencie zatrzymać i określić, jaka część mojego aktualnego stanu emocjonalnego wynika z mojego problemu, a jaka z tego, co się wydarzyło między nami.
Od pewnego poziomu aktywności układów emocjonalnych kora przedczołowa, czyli część świadoma mózgu, po prostu już nie działa. W tym sensie, że przestaje mieć sprawczą, nadzorczą rolę nad całą resztą i zaczynamy zachowywać się z automatu i nie korzystamy z niczego: ani z zasobów bieżących, ani ze skrystalizowanego doświadczenia, jakim jest intuicja życiowa. Przestajemy myśleć racjonalnie.
A jak wiemy, nasze mózgi się do siebie dostosowują, potrafią się wzajemnie regulować i rozregulowywać.
Jeżeli pani patrzy na kogoś, kto wygląda na zdenerwowanego, to w pani mózgu pojawiają się pobudzenia, które miałyby tam miejsce, gdyby pani była zdenerwowana. To nie jest przeniesienie stanu z jednego mózgu w drugi, my po prostu wchodzimy w analogiczne stany, czyli niejako synchronizujemy się z tym, co widzimy u innej osoby. Jeżeli jesteśmy zdenerwowani, to nasze kompetencje relacyjne spadają.
Wróćmy do mózgu dojrzałego – przy dużym bagażu doświadczenia życiowego, takim poprawnym, prawidłowym i zweryfikowanym, będziemy się sprawdzali w wielu emocjonalnych rozgrywkach lepiej niż ci rozbiegani młodzi, którzy po pierwsze, mają mniej doświadczenia, a po drugie, czerpią garściami z wielu miejsc jednocześnie i nie koncentrują się na sobie samych.
A to w efekcie utrudnia samoregulację. Żeby odróżnić sytuację, w której jesteśmy, od nastawienia czy nastroju, trzeba mieć trochę doświadczenia, trochę luzu, troszkę się oddalić, a więc taki mózg, który nie będzie pędził, tylko przypatrzy się, zatrzyma, stwierdzi, co się tak naprawdę dzieje, i zareaguje. I tak – z natury mózg dojrzały łatwiej się samoreguluje, bo jest bardziej świadomy tego, co się w nim dzieje.
Czyli kolejny punkt dla dojrzałego mózgu. Porozmawiajmy o rezerwie kognitywnej, czym ona jest?
Rezerwa kognitywna to są wszystkie procesy i struktury, które jednym ludziom zapewniają dłuższy, a innym krótszy okres aktywności i sprawności ośrodkowego układu nerwowego. Rodzimy się z pewnym potencjałem rezerwy kognitywnej, a potem ją zużywamy w trakcie życia. Trzeba powiedzieć, że nie ma w tym względzie sprawiedliwości, rezerwa kognitywna w momencie, gdy przychodzimy na świat, jest dosyć różna u każdego z nas.
Od czego to zależy?
Część czynników to czynniki dziedziczne, część związana jest ze środowiskiem prenatalnym, w którym się rozwijamy. Jeszcze inne będą zapewne związane z samym życiem, z jego jakością, warunkami, w których się odbywa. Okazuje się jednak, że rezerwę kognitywną można oszczędzać albo wydawać w takim rozumieniu, że dzięki niektórym czynnikom środowiskowym będzie ona zużywać się wolniej.
Ale zanim o nich, trzeba pamiętać o tym, że mózg nie jest jakąś izolowaną częścią organizmu, którą można wspierać niezależnie od całej reszty i znaleźć sobie jakieś sposoby na to, żeby utrzymać go w dobrym stanie przy słabym stanie całego organizmu. Wszystko to, co dla organizmu jest ważne – odpowiednia ilość pokarmu, odpowiednia dieta, odpowiednie nawodnienie, aktywność fizyczna – jest dobre także dla mózgu.
Okazało się, że najsilniejszym czynnikiem zachowującym rezerwę kognitywną jest obecność bliskich, czyli: relacje, silne, pozytywne związki z innymi ludźmi. Jest też jeszcze jedna ważna rzecz – wystawianie mózgu, również w pełni dojrzałego, na nowe wyzwania. Te nowe wyzwania to jest coś, czego nigdy nie robiliśmy. Jeżeli na przykład znamy pięć języków i uczymy się szóstego, dla naszego mózgu nie jest to tak bardzo wartościowe, jak gdybyśmy nie znali żadnego i uczyli się po raz pierwszy.
Dlaczego bliskie relacje są tak ważne? Chodzi o poczucie bezpieczeństwa?
Tak. Pamiętajmy, że poczucie bezpieczeństwa w relacjach to również zmniejszenie poziomu stresu. Jest taka świetna książka Robina Dunbara „Przyjaciele”, w której analizuje on fizjologiczne, społeczne i kulturowe aspekty pozytywnego wpływu ludzi na nas. Okazuje się, że nasza fizjologia jest pod silnym wpływem relacji z innymi ludźmi. Jeżeli są one poprawne, przyjazne, jeżeli zapewniają zmniejszenie stresu, to mamy szanse dłużej żyć i na dłużej zachować sprawność.
A jak dojrzały mózg dobrze radzi sobie z nowymi wyzwaniami zawodowymi, ze zmianami?
Z jednej strony naszym mózgom fizjologicznie dobrze zrobiłoby wykonywanie czynności, których do tej pory nie robiliśmy, ale z drugiej – w dorosłym mózgu pojawiają się większe obawy związane ze zmianą środowiska. Dojrzały mózg ma już pewne wpisy, które określają jego reakcje; i na przykład zmiana pracy będzie dla niego trudniejsza niż dla mózgu młodszego. I tu mamy pewien paradoks, ale bardziej związany z kwestią społecznego niedopasowania do naszych biologicznych możliwości.
Niewątpliwie współczesny świat nie jest przychylny dla naszych mózgów, które ukształtowane były przez dobór w zupełnie innych warunkach.
Środowisko społeczne związane z nielicznymi grupami zbieracko-łowieckimi na pewno nie stawiało przed naszymi mózgami takich wymogów jak współczesny świat.
I to nie jest tak, że my możemy się nagiąć do tych wymogów. Mamy pewne biologicznie uwarunkowane granice, a po ich przekroczeniu mózgi zaczynają wchodzić w stany, które nam nie sprzyjają – stresu, przeładowania, zagubienia, tak zwanych emocji negatywnych, które ograniczają nasze możliwości. W efekcie jesteśmy coraz bardziej napięci, coraz bardziej sfrustrowani i coraz mniej wydajni.
Jednak większość z nas, 50 plus, musi pracować i mierzyć się z wyzwaniami zawodowymi. Co możemy zrobić, żeby zejść z tego kołowrotka napięcia i frustracji?
Poszukać takiej pracy, w której będziemy mieli przyjaciół, i nie dać się wciągnąć w funkcjonowanie, które jest sprzeczne z naszą naturą, czyli zamiast rywalizacji – wybierać współpracę i sumowanie kompetencji. Nie jesteśmy izolowanymi bytami; jeżeli ludzie znajdują się w jednej rzeczywistości, a ich mózgi działają w taki sposób, że jeden człowiek jest częścią środowiska dla drugiego, to nie da się postawić granicy pomiędzy ich umysłami. Człowiek stojący obok mnie, jego nastrój, jego zachowanie, jego dobrostan, ma ogromny wpływ na to, na ile ten dobrostan mogę osiągnąć ja sam, bez względu na moje chęci czy starania.
Marek Kaczmarzyk, dr nauk biologicznych, prof. UŚ, biolog, neurodydaktyk i memetyk, nauczyciel i wykładowca. Autor podręczników i programów szkolnych oraz licznych artykułów z zakresu biologicznych kontekstów kształcenia. Proponuje spojrzenie na edukację przez pryzmat najnowszych osiągnięć neurobiologii; ndrk.pl