Nawet gdy rzeczywistość przeczy temu, co wydawało nam się prawdziwe, gdy ktoś przedstawia przekonujące argumenty sprzeczne z czymś nam bliskim – niełatwo zmienić punkt widzenia. Ze zmianą zdania na temat, który mamy już w głowie poukładany, jest nam jakoś... niewygodnie. Tylko właściwie dlaczego wolimy trwać przy swoim, choćby na przekór zdrowemu rozsądkowi, niż przejść na drugą stronę? Z punktu widzenia biologii i psychologii nasz opór przed zmianą zdania to wcale niekoniecznie „wada charakteru”.
Wyobraźmy sobie kogoś, kto jest przekonany, że „koty są wredne”. Nagle ten ktoś poznaje przemiłego kotka Puszka, który wredny nie jest w najmniejszym stopniu, przeciwnie, jest najmilszym na świecie przytulasem. Powinien zmienić zdanie na temat kotów, prawda? Zwykle jednak nie powie „myliłem się, koty jednak nie są wredne”, raczej pójdzie w tę stronę: „koty są wredne, ale Puszek jest wyjątkiem”. To oczywiście przykład z przymrużeniem oka, ale jednak pokazuje, że jest coś takiego w zmianie zdania na temat, na który mamy ugruntowaną opinię, co powoduje w nas opór. Teoretycznie zmiana przekonań powinna być procesem racjonalnym. Oto umysł otrzymuje porcję nowych, wiarygodnych informacji na dany temat. Są dobrze uzasadnione i wyraźnie przeczą utrwalonemu przekonaniu, więc aktualizacja stanowiska powinna nastąpić naturalnie, bo wydaje się logiczna. A jednak ludzie kurczowo trzymają się swoich stanowisk, nawet gdy przedstawia się im silne kontrargumenty. Zamiast ponownie ocenić to, w co wierzyli do tej pory, mają tendencję do odrzucania sprzecznych dowodów. Psychologowie nazywają to zjawisko wytrwałością w wierzeniach. Każdy może paść ofiarą tego głęboko zakorzenionego sposobu myślenia. Nie chodzi tu o ośli upór, intelektualne deficyty, które nie dopuszczają sensownych argumentów, ani też o złą wolę. Przywiązanie do własnych przekonań ma swoje źródło w tym, jak nasz mózg organizuje, chroni i stabilizuje znaczenie. By to zrozumieć, sama logika nie wystarczy.
To, co myślimy na dany temat – wszystko jedno, czy chodzi o przekonania typu „faceci kłamią”, czy „smalec jest zdrowy” – czyli nasze przekonanie, nie jest jedynie odosobnioną myślą, którą można wymienić na nową, gdy nasz aparat poznawczy uzyska dostęp do zaktualizowanych danych. Przekonania są częścią szerokich systemów poznawczych i emocjonalnych. Kształtują je tożsamość, historia, relacje, wychowanie, doświadczenia, kultura, wiara, środowisko. Właśnie dlatego przekonanie nie jest tylko wolnym elektronem krążącym samotnie po naszym umyśle, a jest powiązane z poczuciem własnej tożsamości i przynależności do wspólnoty, ze wspomnieniami emocjonalnymi i doświadczeniami z przeszłości, założeniami dotyczącymi bezpieczeństwa, zagrożenia lub przewidywalności.
„Wielu z nas staje w obliczu świata, który drastycznie odbiega od naszych oczekiwań i strefy komfortu. Kiedy tak się dzieje i odczuwamy różnicę między naszymi oczekiwaniami a rzeczywistością, w naszych mózgach uruchamia się silny mechanizm ochronny, zwany korą oczodołowo-czołową, który zaczyna bić: „błąd, błąd, niebezpieczeństwo, niebezpieczeństwo!”. Kora oczodołowo-czołowa znajduje się w pobliżu ciała migdałowatego, które wyzwala reakcję walki, ucieczki lub zastygnięcia w bezruchu. Mechanizm wykrywania błędów i ośrodek reakcji na strach często odbierają energię korze przedczołowej, która kontroluje analizę i racjonalne myślenie. Kiedy tak się dzieje, mamy tendencję do atakowania ze strachu i gniewu” – pisze w książce „Obiektywny lider: Jak wykorzystać moc widzenia rzeczy takimi, jakimi są” Elizabeth R. Thornton. I dodaje, że jesteśmy istotami rządzonymi przez nawyki. Przyzwyczajamy się do robienia rzeczy w określony sposób, mamy oczekiwania co do tego, jakie rzeczy są i jakie być powinny. Te oczekiwania i sposoby postrzegania świata zakorzeniają się w naszej sieci neuronowej. Rzeczywistość wydaje się znajoma i komfortowa, co daje poczucie bezpieczeństwa. Gdy nagle coś się zmienia, albo gdy dzieje się cokolwiek, co stawia nasz sposób myślenia pod znakiem zapytania, pojawia się chaos i dezorientacja. Kiedy nasze przekonanie zostaje zakwestionowane, zmiana zdania dla mózgu nie jest tylko neutralnym ćwiczeniem intelektualnym, a potencjalnym zagrożeniem dla spójności, stabilności lub przynależności.
Nie wszystkie przekonania są dla nas równie ważne. Jeśli dowiemy się, że pomyliliśmy się w kwestii oceny tego, który film był najlepszy w danym roku, być może wzruszymy ramionami, o ile nie zajmujemy się zawodowo filmoznawstwem. Ale jeśli ktoś podważa przekonanie dotyczące tego, kim jesteśmy, do jakiej grupy należymy albo jakie wartości wyznajemy, nasz opór rośnie.
Wyobraźmy sobie osobę, która od lat uważa się za kogoś bardzo racjonalnego i samodzielnie myślącego. Przekonuje znajomych, że nie daje się manipulować reklamom ani mediom, gdy nagle pojawiają się mocne dowody, że w jakiejś sprawie sama padła ofiarą manipulacji. Przyjęcie tych informacji oznaczałoby coś więcej niż korektę jednego poglądu. Musiałaby dopuścić do siebie myśl: „nie jestem aż tak odporna na wpływ, jak o sobie myślałam”, a to znacznie bardziej niekomfortowe. Podobnie może być z wieloma przekonaniami: „jestem dobrym rodzicem”, „jestem osobą, która dba o zdrowie”, „jestem feministką”, „jestem konserwatystą”, „jestem naukowcem”, „jestem człowiekiem, który zawsze pomaga innym”. Kiedy konkretne przekonanie zostaje mocno splecione z jakimś obrazem siebie, jego zakwestionowanie może oznaczać niemal zakwestionowanie siebie samego. Psychologowie mówią w tym kontekście o tożsamościowej funkcji przekonań. Tożsamość budujemy przecież również z historii o sobie: kim jesteśmy, co jest dla nas ważne, z kim się utożsamiamy i jakie miejsce zajmujemy w świecie. Przekonania pomagają tę historię utrzymać w spójności. Właśnie dlatego zmiana zdania na dany temat to czasem znacznie więcej niż po prostu przyznanie: „faktycznie, nie miałam racji”. Czasami to konieczność przebudowania fragmentu własnej opowieści o sobie, a to już trudniejsze zadanie.
Czytaj także: Jak kulturalnie się z kimś nie zgadzać? 7 asertywnych zdań, które stosują osoby inteligentne emocjonalni
Zmiana zdania na dany temat w wielu sytuacjach może oznaczać poczucie oddalenia od wspólnoty: rodziny, przyjaciół czy własnej społeczności. Naszą fundamentalną potrzebą jest potrzeba przynależności – przekonania bywają sygnałami wysyłanymi innym: „jestem jednym z was”. Gdy zmieniamy stanowisko w jakiejś istotnej dla grupy sprawie, pojawia się ryzyko utraty więzi. Jeśli grupa przyjaciółek od lat wspiera się nawzajem w szczerej niechęci do wszelkiej aktywności fizycznej, obracając ją w żart i pokpiwając sobie z ludzi, którym chce się „o 5 rano lecieć na siłownię”, gdy jedna z nich nagle zechce trenować, bo komuś udało się ją przekonać, jak to jest ważne, raczej nie spotka się z aprobatą całej reszty. Być może koleżanki stwierdzą: „wyłamała się, już nie jest nasza”, a to oznacza ryzyko odrzucenia. Czyli to, czego boimy się najbardziej...
Za zaciekłą, a często także nieracjonalną obroną własnych przekonań i upartym trwaniem przy swoim stanowisku stoi także zjawisko opisane już w 1957 roku przez psychologa Leona Festingera – dysonans poznawczy. Pojawia się on wtedy, gdy w naszym umyśle zderzają się ze sobą informacje, przekonania lub zachowania, które do siebie nie pasują. Na przykład: „jestem osobą, która podejmuje racjonalne decyzje” i jednocześnie „w tej sprawie podjęłam decyzję opartą na błędnym założeniu”. Taka niespójność jest psychologicznie niekomfortowa. Kiedy nowe informacje podważają przekonanie, które już przyjęliśmy, pojawia się napięcie, które chcemy zmniejszyć. I właśnie wtedy możemy zacząć – często nieświadomie – szukać sposobu na przywrócenie spójności.
Weźmy kogoś, kto przez lata uważał, że suplementy diety są mu potrzebne, by zachować zdrowie. Wydaje na nie sporo pieniędzy, regularnie je kupuje i poleca znajomym. Pewnego dnia trafia na wiarygodne informacje pokazujące, że konkretny suplement, który przyjmuje, prawdopodobnie nie daje oczekiwanych korzyści. Pojawia się zgrzyt: „Jestem rozsądnym człowiekiem, a jednak od lat wydaję pieniądze na coś, co być może nie działa”. Jednym ze sposobów na pozbycie się tego nieprzyjemnego napięcia byłoby oczywiście przyznanie: „wygląda na to, że się myliłem”. Ale równie łatwo można zacząć szukać argumentów podtrzymujących wcześniejsze przekonanie: „badanie było na innej grupie wiekowej”, „na mnie to działa”, „naukowcy są w stanie udowodnić wszystko i wszystkiemu zaprzeczyć”. Przekonanie pozostaje nienaruszone, a wraz z nim znika część dyskomfortu.
W takiej sytuacji łatwo o błąd potwierdzenia – tendencję do zwracania większej uwagi na informacje, które potwierdzają nasze wcześniejsze przekonania, i pomijania lub surowszego oceniania tych, które im przeczą. Jeśli więc ktoś jest przekonany, że suplement mu pomaga, chętniej zauważy artykuł opisujący jego potencjalne korzyści niż kolejne badanie podważające jego skuteczność. W ten sposób nie tylko bronimy istniejącego przekonania, ale stopniowo budujemy wokół niego coraz więcej „dowodów”, które wydają się je potwierdzać. Nie zawsze oznacza to oczywiście świadome odrzucanie faktów. Możemy zakwestionować wiarygodność źródła, umniejszyć znaczenie informacji („to tylko jeden przypadek”), znaleźć wyjątek albo poszukać kolejnych argumentów potwierdzających nasze wcześniejsze stanowisko. W efekcie zamiast zmienić przekonanie, zmieniamy sposób, w jaki interpretujemy informacje, które mu przeczą.
Czytaj także: Widzimy i słyszymy to, co chcemy. Błąd potwierdzenia i ułatwia, i komplikuje nam życie
Z punktu widzenia regulacji emocji zmiana poglądów może wywołać wstyd, żal, strach lub poczucie popełnienia błędu, a więc może być destabilizująca. Właśnie z tego powodu unikanie zmiany przekonań często polega nie tyle na odrzucaniu faktów, co na radzeniu sobie z dyskomfortem emocjonalnym. Zrobimy naprawdę wiele, by go uniknąć...
Jest jeszcze jeden powód, dla którego tak trudno przychodzi nam zmiana zdania: nasz mózg nieustannie przewiduje, co wydarzy się za chwilę, i porównuje swoje oczekiwania z rzeczywistością. Dzięki temu możemy szybko reagować na zmiany w otoczeniu. Kiedy jednak rzeczywistość wyraźnie rozmija się z naszymi przewidywaniami, pojawia się sygnał błędu i niepewności. Z ewolucyjnego punktu widzenia taka czujność była niezwykle cenna – lepiej zauważyć potencjalne zagrożenie, którego wcale nie ma, niż przeoczyć to, które rzeczywiście się pojawia. Podobny mechanizm może dotyczyć także naszych przekonań. Jeśli przez lata jesteśmy przekonani, że świat działa w określony sposób, informacja, która temu przeczy, wprowadza niepewność: „skoro myliłam się w tej sprawie, to co jeszcze może być nie tak?”. Nie oznacza to oczywiście, że mózg traktuje każdy kontrargument jak fizyczne zagrożenie. Badania pokazują jednak, że zakwestionowanie silnie utrwalonych przekonań może wiązać się z aktywnością obszarów zaangażowanych w przetwarzanie emocji i znaczenia.
Ciekawy eksperyment przeprowadził w 2016 roku neurobiolog poznawczy Jonas Kaplan, profesor w Instytucie Mózgu i Kreatywności na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. W badaniu fMRI kierowany przez niego zespół naukowców przedstawiał osobom o silnych poglądach politycznych argumenty podważające ich przekonania. Uczestnicy, którzy byli bardziej oporni na zmianę zdania, wykazywali większą aktywność m.in. w przyśrodkowej korze przedczołowej, natomiast osoby bardziej skłonne do zmiany poglądu wykazywały mniejszą aktywność ciała migdałowatego i wyspy podczas konfrontacji z kontrargumentami. Autorzy sugerowali, że emocjonalna reakcja może być jednym z elementów utrudniających zmianę silnie zakorzenionych przekonań. Nie chodzi o to, że mózg traktuje cudzy argument tak samo jak fizyczny atak. Raczej o to, że kiedy ktoś podważa przekonanie ważne dla naszego obrazu świata, sytuacja przestaje być dla nas wyłącznie intelektualną wymianą argumentów – zaczyna mieć także wymiar emocjonalny. Możemy odczuwać niepewność, napięcie czy dyskomfort, a to może utrudniać spokojne rozważenie informacji i skłaniać nas do obrony dotychczasowego stanowiska. Zamiast potraktować nową informację jak aktualizację wiedzy – „aha, wygląda na to, że się myliłam” – możemy potraktować ją jak coś, przed czym trzeba się bronić. I wtedy uruchamiamy znane już mechanizmy: szukamy słabych punktów w argumencie, podważamy źródło, przypominamy sobie informacje potwierdzające nasze stanowisko.
Chociaż błędy poznawcze i biologia mózgu utrudniają zmianę poglądów, warto jednak starać się zachować otwarty umysł. W wielu sytuacjach odejście od utrwalonych przekonań w obliczu nowych faktów działa na naszą korzyść, pomaga nam się rozwijać, poszerza horyzonty. To, jak mówi Ewa Stelmasiak, autorka książki „Lider dobrostanu”, kluczowa kompetencja na dzisiejsze czasy. „Każdy z nas ma w postrzeganiu i rozumieniu rzeczywistości pewne czarne dziury, z angielskiego to blind spots – obszary, w których jesteśmy ignorantami. Żeby to sobie uświadomić, potrzebna jest pokora i przyzwolenie, że możemy się mylić. Takie założenie może nas skłonić do pogłębienia wiedzy, do bardziej wnikliwego zbadania tematu, w którym chcemy zabrać głos. Chęć zrozumienia i poznania – to kluczowa kompetencja na dzisiejsze czasy. Bez niej w ogóle nie będziemy w stanie rozmawiać z ludźmi. Nasze poglądy przecież też ewoluują w wielu obszarach – religii, polityki, seksu. Dostajemy nowe dane, poddajemy je analizie i decydujemy, jakie zająć stanowisko. Życie się zmienia w ekspresowym tempie, więc zdolność adaptacji i wprowadzania korekt w swoim sposobie myślenia jest niezbędna. Mówiąc metaforycznie – ktoś, kto siedzi w samolocie, nie widzi, że samolot leci. Widzi to ktoś, kto jest na ziemi. Zdolność do zmiany perspektywy pozwala spojrzeć na wiele życiowych sytuacji zupełnie z innej strony” – tłumaczy.
Czytaj także: Jak obsługiwać relacje z tymi, którzy diametralnie się od nas różnią? A może takich relacji w ogóle nie warto budować? Rozmowa z Ewą Stelmasiak
Naszym sprzymierzeńcem może być więc odrobina wątpliwości. I świadomość, że nie każdego przekonania warto zaciekle bronić. To nie tylko otwiera umysł, ale też daje sporą ulgę, bo traktowanie każdej wymiany zdań jak walki o wszystko bywa naprawdę męczące...
Wykorzystane źródła: https://www.psychologytoday.com/us/blog/the-objective-leader/201702/why-does-change-make-us-lose-our-minds; https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5180221/; https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5319959/; https://www.psychologytoday.com/us/blog/think-well/201812/why-many-people-stubbornly-refuse-to-change-their-minds