Pojechałam na różobranie do bułgarskiej Doliny Róż z ciekawości, a wróciłam z przekonaniem, że naturę można zachować w olejkach eterycznych i czerpać z jej mocy każdego dnia.
Tekst pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 08/2026.
Róża jest od zawsze jednym z najbardziej pożądanych aromatów w świecie perfum. Mnie zawsze wydawała się nieco „babcina”, więc przez sentyment jej nie przekreślałam, ale traktowałam z pobłażaniem. Aż do czasu, gdy przyjaciółka z Bułgarii namówiła mnie na wyprawę do Doliny Róż, gdzie rośnie najcenniejsza na świecie odmiana róży damasceńskiej. Z Katrin Iwanow poznałyśmy się 20 lat temu, podczas jej wieloletniego pobytu w Polsce – pracowała wówczas w wydawnictwach jako menedżerka ds. marketingu. Po powrocie do Sofii nie wróciła już do pracy w korporacji, ponieważ na dobre wciągnął ją świat roślin. Już od wielu lat jako przedstawicielka marki Oshadhi, producenta wysokiej jakości olejków eterycznych, zajmuje się edukacją na temat aromaterapii.
Bułgaria – jej ojczysty kraj – to jedno z najważniejszych miejsc na świecie w produkcji olejków eterycznych, z długą tradycją pozyskiwania ekstraktów. Lawenda, melisa, geranium czy rumianek dzięki klimatowi i glebie osiągają tu wyjątkową jakość. A bułgarski olejek różany jest składnikiem pożądanym przez wiele domów perfumeryjnych, takich jak: Chanel, Dior czy Guerlain.
Wyprawa zaczęła się w Sofii, skąd ruszyłyśmy do Kazanłyku – centralnego miasta w Dolinie Róż oddalonego od stolicy trzy godziny drogi. Nasza międzynarodowa grupa składała się z ekspertek, które na co dzień pracują z roślinami oraz olejkami eterycznymi, m.in. aromaterapeutek, fitoterapeutek, masażystek, była z nami twórczyni perfum botanicznych, a także kardiolożka zainteresowana terapiami wspierającymi konwencjonalne leczenie.
Z zaciekawieniem przysłuchiwałam się rozmowom o tym, jak wykorzystują one aromaterapię w swojej pracy oraz codziennym życiu. A w torebce każdej z nich kryło się kilka malutkich buteleczek z olejkami przydatnymi jako ratunek w codziennych sytuacjach: przy niestrawności, rozproszeniu albo stresie. Nie musiałam długo czekać, by przekonać się na własnej skórze, że posiadanie podręcznej roślinnej apteczki bywa zbawienne. Po godzinie jazdy busem poskarżyłam się na ból głowy, który prawie zawsze dopada mnie w podróży.
Ruta, aromaterapeutka z Litwy, natychmiast wyciągnęła ze swojego bagażu niebieską buteleczkę z autorską mieszanką olejków z waleriany, róży, rumianku rzymskiego, lawendy i majeranku. Kilka kropel mikstury kazała mi wetrzeć we wskazane na głowie punkty oraz okolice skroni. Brzmi jak magia, ale szybko poczułam prawdziwą ulgę.
Lotne cząsteczki zapachu dają sygnał bezpośrednio do układu limbicznego w mózgu – obszaru odpowiedzialnego za emocje, pamięć, stres i odczuwanie bólu. Dzięki temu zapach może szybko zmniejszyć napięcie i wpłynąć na nasz nastrój.
Wtedy po raz pierwszy pomyślałam o aromaterapii nie jako o modzie czy przyjemnym dodatku, ale o czymś, co realnie może wpływać na nasze codzienne samopoczucie.
(Fot. Magda Rosłaniec)
Dolina Róż położona jest między dwoma pasmami gór, które osłaniają ją przed silnymi frontami i zapewniają stabilny mikroklimat. Ciepłe dni, chłodne noce i wysoka wilgotność o poranku tworzą idealne warunki dla róż bogatych w olejki eteryczne.
W regionie działa około 100 destylarni, od historycznych manufaktur po nowoczesne zakłady, gdzie przetwarza się róże z rozsianych po całej dolinie plantacji. Sezon zbioru zaczyna się zwykle w połowie maja i trwa trzy, cztery tygodnie. W teorii, bo w rzeczywistości to natura decyduje o jego rozpoczęciu i końcu. Nasza wyprawa zaczęła się 17 maja, na większości pól róże wciąż schowane były w pączkach, bo zimny kwiecień opóźnił wegetację. W zeszłym roku o tej samej porze sezon już prawie się kończył. Na szczęście na polach małej rodzinnej destylarni Lema, znajdującej się w południowej części Kazanłyku, kwiaty rozkwitły, sezon wystartował, a my mogłyśmy obserwować cały proces powstawania olejku z róży.
– Delikatnie obejmujesz cały w pełni otwarty kwiat, o tak, przechylasz, pyk i do fartuszka – tłumaczy Ivanka, pracownica destylarni zbierająca róże, którą spotykam na polu. – Cenne substancje aromatyczne znajdują się nie tylko w samych płatkach, ale także u podstaw kwiatu, w miejscu, gdzie płatki łączą się z kielichem. To właśnie tam koncentracja olejków eterycznych bywa największa – tłumaczy.
Ivanka zaczęła dziś pracę bardzo wcześnie – jeszcze przed wschodem słońca, około piątej. Właśnie wtedy kwiaty zawierają najwięcej olejków eterycznych. Gdy robi się gorąco, aromaty zaczynają się z płatków ulatniać, dlatego najcenniejsze są róże zebrane o świcie, kiedy jeszcze jest chłodno i czuć poranną wilgoć.
Róże damasceńskie zbiera się wyłącznie ręcznie – to wciąż jeden z najbardziej pracochłonnych w świecie zbiorów roślin perfumeryjnych, a dla producentów największe biznesowe wyzwanie, bo brakuje chętnych do pracy. Świeżo zebrane róże prosto z pola trafiają do destylarni. Byłyśmy tego świadkami. Rozmawiałyśmy o sposobach ekstrakcji olejków, kiedy pod halę produkcyjną podjechała ciężarówka z setkami worków wypełnionych kwiatami. Potrzeba aż trzech, czterech ton kwiatów, żeby wyprodukować litr olejku różanego.
Róże trafiają na wagę, a potem przesypywane są do ogromnych kadzi. Tam podgrzewane są z wodą, dzięki czemu zawarte w nich substancje aromatyczne unoszą się razem z parą. Następnie para jest schładzana, skrapla się i rozdziela na wodę różaną oraz warstwę cennego olejku. Cały proces trwa około czterech godzin.
Zaczekałyśmy, żeby zobaczyć, jak z kraniku kadzi wypłynie drogocenny olejek z róż zebranych również przez nas. Moment ten był dla wielu uczestniczek naszej wyprawy poruszający do łez. A ja, obserwując cały proces, zaczęłam lepiej rozumieć, dlaczego 10 mililitrów olejku (200 kropel) kosztuje ponad 1000 złotych.
– Olejek z róży damasceńskiej jest jednym z najdroższych olejków eterycznych na świecie. Również w naszej ofercie Oshadhi ceny olejków z róży są kilkukrotnie wyższe w porównaniu do innych – tłumaczy Katrin Iwanow. Uprawa i zbiór róży są wymagające, destylacja trudna, a wydajność mała – dodaje.
Jednak cena olejku wynika przede wszystkim z jego niezwykłych właściwości. Olejek z róży damasceńskiej zawiera ponad 300 składników aromatycznych i 95 składników aktywnych. Najważniejsze z nich to cytronellol, geraniol, nerol i linalol, które odpowiadają za charakterystyczny zapach oraz właściwości prozdrowotne i pielęgnacyjne. Składniki te działają kojąco na system nerwowy, regeneracyjnie, przeciwzapalnie – tłumaczy Katrin. Istnieje wiele publikacji naukowych potwierdzających ich działanie, a część z nich obejmuje randomizowane badania kliniczne prowadzone na ludziach – dodaje ekspertka Oshadhi.
To również jeden z ulubionych aromatów perfumiarzy, którzy cenią go za niezwykłą złożoność – jest jednocześnie świeży, kwiatowy, miodowy, lekko cytrusowy, pudrowy. Naturalny olejek różany może ożywić perfumy, dodać im elegancji i trwałości, a jego skład chemiczny jest tak bogaty, że trudno go odtworzyć w laboratorium. Zaczynam rozumieć i to, dlaczego przed wyprawą do Bułgarii zapach róży wydawał mi się zbyt landrynkowy. Po prostu nie miałam pojęcia, jak pachnie prawdziwy olejek różany. Znałam jedynie jego syntetyczne wersje, którym brakuje tej unikalnej złożoności i elegancji.
– Kupiłam cztery litry, starczy mi na rok – mówi Katrin, opuszczając sklepik przy destylarni z naręczem butelek z hydrolatem różanym. Pije go codziennie, dodając łyżkę do karafki wody. – Kto nie chciałby pachnieć różą od środka – żartuje. Jednak w hydrolatach chodzi nie tyle o zapach, co właściwości.
Woda z róży jest wprawdzie produktem ubocznym w procesie pozyskiwania olejku, ale zawiera mnóstwo cennych składników odżywczych – przede wszystkim jest silnym antyoksydantem, wspiera trawienie i gospodarkę hormonalną kobiet. Kupiłam więc i ja i piję codziennie. Czy działa, jeszcze nie wiem, ale polubiłam ten pachnący rytuał.
Wyprawa do Doliny Róż była dla mnie bliskim spotkaniem z naturą w jej najpiękniejszym wydaniu. Nauczyła mnie również, że nawet żyjąc w mieście czy przebywając osiem godzin w biurze, możemy korzystać z mocy roślin – ich aromatów i właściwości wspierających zdrowie. Wystarczy dyfuzor i dobrej jakości naturalny olejek eteryczny. Można go również inhalować bezpośrednio z dłoni, chusteczki albo roll-onu, żeby szybko zmniejszyć stres lub poprawić sobie samopoczucie czy koncentrację. I dlatego również w mojej torebce już na stałe zagościły „Energia” i „Relaks” – dwie buteleczki z mieszankami naturalnych olejków, po które sięgam w potrzebie i dla zwykłej przyjemności.