„Nie płacz, Ewka” Perfectu to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich przebojów. Przez lata wielu słuchaczy odbierało ją jako historię rozstania z ukochaną kobietą. Tymczasem za pozornie prostym tekstem kryje się znacznie bardziej osobista opowieść. Bogdan Olewicz zawarł w nim swoje rozczarowanie światem i bardzo mroczne myśli.
Muzykę do utworu stworzył Zbigniew Hołdys, a tekst napisał Bogdan Olewicz. Kompozycja powstała w 1980 roku i początkowo wcale nie wzbudzała zachwytu. Hołdys przyniósł ją Andrzejowi Mogielnickiemu, który uznał, że zagrany na gitarze utwór jest dość monotonny i najwyżej mógłby trafić na drugą stronę singla.
Ostatecznie piosenka dostała jednak tekst Olewicza. Autor wspominał, że jego napisanie nie było łatwe. Początek powstał stosunkowo szybko, ale problemem okazał się refren pełen krótkich, jednosylabowych słów. Trzeba było połączyć je w naturalną narrację.
Na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na historię zakochanych. On odchodzi, ona płacze, a w tekście pojawia się pożegnanie. W rzeczywistości Olewicz pisał o czymś znacznie poważniejszym. W tamtym czasie ogromne znaczenie miała dla niego twórczość The Doors i Jima Morrisona. Sam był związany z hipisowską ideologią i z czasem zaczął obserwować, jak bliskie mu ideały blakną. Dawni idole przestawali być idolami, a wielkie marzenia ustępowały zwyczajnemu życiu.
Olewicz bał się, że sam podąży tą drogą. Fascynowała go również śmierć młodo zmarłych artystów, takich jak Morrison czy Jimi Hendrix. W pewnym momencie zaczął postrzegać ich przedwczesne odejście jako sposób na zachowanie czystości i uniknięcie rozczarowania własnym życiem.
Historia tytułowej bohaterki jest równie niezwykła. W opowieściach o piosence pojawiają się bowiem aż dwie Ewy. Bogdan Olewicz uczył angielskiego w jednej z warszawskich szkół średnich. Na lekcjach analizował z uczniami teksty między innymi Jima Morrisona i Boba Dylana. Zapraszał również Zbigniewa Hołdysa, który wykonywał piosenki z gitarą.
Jedna z uczennic, Ewa, zakochała się w Hołdysie. Muzyk później utrzymywał, że to właśnie dla „jego” Ewki powstała piosenka. Chodziło o Ewę Kondratowicz, późniejszą autorkę książek o działaczkach „Solidarności”.
Była jednak także druga Ewa – uczennica, która wróciła do Polski po dłuższym pobycie w Stanach Zjednoczonych. Amerykańska kultura i hipisowskie idee były jej bardzo bliskie. Olewicz wspominał, że między nimi pojawiły się „wibracje”. Po latach, gdy ponownie się spotkali, ich relacja przerodziła się w bliższy związek.
„Nie płacz, Ewka” została wydana w 1981 roku na albumie „Perfect”. Wokal Grzegorza Markowskiego, muzyka Zbigniewa Hołdysa i tekst Bogdana Olewicza stworzyły utwór, który na stałe zapisał się w historii polskiej muzyki.
Dziś trudno uwierzyć, że pod pozornie romantyczną historią kryje się tak osobiste wyznanie. „Nie płacz, Ewka” nie opowiada wyłącznie o pożegnaniu z dziewczyną. To również zapis kryzysu, rozczarowania światem i lęku przed utratą własnych ideałów.